Polscy restauratorzy: „Nie damy się więcej zamknąć”. Nie boją się 4 fali koronawirusa?
Pixabay
Newsy

Polscy restauratorzy: „Nie damy się więcej zamknąć”. Nie boją się 4. fali koronawirusa?

Mimo ostrzeżeń przed zbliżającą się czwartą falą pandemii, restauratorzy jasno deklarują, że nie dadzą się ponownie zamknąć.

Pandemia koronawirusa odcisnęła ogromne piętno na restauratorach oraz właścicielach pubów i barów. Z powodu szalejącego w Polsce koronawirusa, byli oni zmuszeni zamknąć na kilka miesięcy swoje lokale. Nie wszyscy jednak zdecydowali się na ten krok. Byli tacy, którzy działali mimo pandemii i ogłaszanych przez rząd obostrzeń. Jak na tym wyszli? Niektórzy do dziś walczą w sądzie z sanepidem. Jak się jednak okazuje, większość restauratorów wygrywa tę batalię. Nic dziwnego, że teraz, gdy eksperci wyraźnie mówią o zbliżającej się wielkimi krokami 4 fali koronawirusa, restauratorzy głośno zapewniają, że nie dadzą się ponownie zamknąć.

Magda Gessler odpowiada na pytania

Restauratorzy wygrywają z sanepidem?

W trakcie pandemii, wielu polskich restauratorów działało normalnie i przez cały czas miało otwarte restauracje, w których przyjmowało gości. Przedsiębiorców bardzo szybko namierzał sanepid, co skutkowało tym, że sprawa trafiała do sądu.

Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej poinformowała, że jedna z takich osób, pani Ewa z Radomia, właśnie wygrała wielomiesięczną walkę z sanepidem. Kobieta mimo obostrzeń zdecydowała się otworzyć swoją restaurację i gościć w niej klientów. Do jej lokalu wielokrotnie przychodziła policja a sprawa została przekazana sanepidowi. Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej poinformowała, że pani Ewa ostatecznie wygrała jednak proces.

Ponad trzymiesięczna postawa obywatelska doprowadziłaby tę pizzerię do bankructwa, ponieważ wszystkie swoje oszczędności zainwestowała w biznes gastronomiczny, a tzw. tarcza nie została przyznana Pani Ewie. Wreszcie 1 lutego 2020 roku, gdy zaczęto luzować obostrzenia w galeriach handlowych, podjęła decyzję, aby przeciwstawić się organom władzy Państwowej i otworzyć swoją pizzerię stacjonarnie - donosi Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej.

Już pierwszego dnia ogłoszonego przez rząd lockdownu, do lokalu pani Ewy przyszli funkcjonariusze oraz przedstawiciele sanepidu.

Już pierwszego dnia wkroczyło do restauracji 3 funkcjonariuszy policji, a za 1,5 godziny był już sanepid w asyście tychże funkcjonariuszy. Celem kontroli sanepidu nie było sprawdzenie jakości jedzenia, lecz stwierdzenia naruszenia rozporządzenia w sprawie stosowania nakazów i zakazów w czasie epidemii – czytamy.

Zobacz także
Właścicielerestauracji karmią nas przeterminowanym jedzeniem? Wyniki kontroli sanepidu zatrważają

Właściciele restauracji karmią nas przeterminowanym jedzeniem? Wyniki kontroli sanepidu zatrważają

Młode lisy opanowały KFC w Wadowicach. Podkradają ludziom jedzenie

Młode lisy opanowały restaurację KFC w Wadowicach. Podkradają ludziom jedzenie

Niespodziewany wyrok w sprawie zbuntowanej restauratorki 

Kobieta robiła wszystko, aby udowodnić przed sądem, że nawet mimo pandemii, wciąż miała prawo prowadzić swoją restaurację. Po serii kolejnych kar i interwencji policji, 5 sierpnia 2021 roku sąd ostatecznie uniewinnił restauratorkę. Pani Ewa jest przekonana, że nawet jeśli nadejdzie czwarta fala pandemii, dalej będzie legalnie prowadzić swój lokal i na pewno nie pozwoli go zamknąć.

Sytuacja ta pokazała innym, że zawsze warto zawalczyć o swoje prawa. Wniosek? Podczas czwartej fali nie stosujemy się do zamknięcia lokali gastronomicznych. Kolejny lockdown też będzie nielegalny. Konstytucja wygrywa - powiedziała z dumą. 

Źródło: Radio ZET

otwarte restauracje 2021
ONS, AdobeStock
Newsy
Ewa Wachowicz powiedziała, co sądzi na temat otwartych restauracji. Jej słowa wywołały burzę w sieci
Zdesperowani restauratorzy zaczynają otwierać swoje lokale. Co sądzi na ten temat Ewa Wachowicz, która sama zarządza restauracją? Celebrytka nie przebierała w słowach.

Stwierdzenie, że pandemia koronawirusa dała restauratorom mocno w kość, jest ogromnym niedopowiedzeniem. Od pół roku obowiązuje praktyczny zakaz działalności lokali gastronomicznych, co dla większości restauratorów oznacza mocne zaciskanie pasa albo bankructwo. Niektórzy pomimo wydanych przez rząd rozporządzeń, otwierają swoje lokale. Co na ten temat sądzi jeden z polskich autorytetów kulinarnych - Ewa Wachowicz? Jej opinia wywołała różne reakcje. Problemy restauratorów Na mocy wydanych przez rząd rozporządzeń, restauratorzy mają zakaz prowadzenia swoich działalności. Nie mogą przyjmować gości w lokalu i dozwolona jest jedynie sprzedaż jedzenia na wynos oraz dostawy. Niestety, nie wszystkie restauracje mogą sobie pozwolić. Niektóre do czasu pandemii, praktycznie nie organizowały sprzedaży na wynos. Inne w internecie są zupełnie niewidoczne, ponieważ dotychczas doskonale prosperowały dzięki temu, że znajdują się w centralnych punktach miasta i goście przychodzą do nich z ulicy. Dotyczy to chociażby restauracji usytuowanych na starówkach albo w miejscowościach turystycznych. W dodatku, popularna forma dowozu, oferowana przez dostawców zatrudnianych przez niezależne od restauracji firmy, stanowi dodatkowy koszt dla restauratorów, którzy muszą płacić duże prowizje firmom dostarczającym zamówienia. Wszystko to sprawia, że niektórzy właściciele restauracji decydują się otworzyć swoje lokale. Dzieje się tak coraz częściej, ponieważ sądy umarzają sprawy wytaczane restauratorom przez Sanepid. Sędziowie opierają się na tym, że zakaz działalności restauracji jest niezgodny z obowiązującymi przepisami – zamknięcie lokali jest możliwe tylko przy wprowadzeniu stanu wyjątkowego, który w Polsce obecnie nie obowiązuje. Ewa Wachowicz o restauracjach Lekkie kontrowersje...

Mimo obostrzeń ta restauracja jest otwarta. Karę nałożoną przez sanepid pomagają opłacić klienci
Adobe Stock
Newsy
Mimo obostrzeń ta restauracja jest otwarta. Karę nałożoną przez sanepid pomagają opłacić klienci
Pandemia koronawirusa spowodowała dramatyczną sytuację na rynku gastronomicznym. Na przestrzeni ostatniego roku, właściciele restauracji mieli możliwość gościć klientów jedynie w sezonie letnim. Obecnie możliwa jest jedynie sprzedaż na wynos, ale niektóre lokale postanowiły złamać te obostrzenia…

Według obecnych zaleceń premiera i Ministra Zdrowia, wszelkie obiekty gastronomiczne mogą prowadzić sprzedaż na wynos. Coraz częściej słychać jednak dramatyczne apele restauracji, które nie otrzymują wsparcia rządowego i są na skraju bankructwa. Spowodowało to masowe łamanie obostrzeń przez restauratorów – niektórzy z nich postanowili otworzyć swoje lokale pomimo zakazu. Otwarta restauracja w Puławach Restauracja Central Park Bistro w Puławach to pierwszy lokal w mieście, który zdecydował się na otwarcie na przekór rządzącym. Właściciele otworzyli restaurację już w lutym i goszczą klientów w formie stacjonarnej. Transmitowane były także mecze, które gromadziły większą ilość gości.  Chociaż lokal regularnie odwiedzany jest przez policjantów i pracowników sanitarnych, nadal pozostaje otwarty. Pierwsza wizyta spowodowana łamaniem obostrzeń zakończyła się mandatem w wysokości 10 tysięcy złotych. Niedawno odbyła się także kolejna kontrola, w wyniku której najprawdopodobniej zostaną zastosowane podobne środki. O pomoc w opłaceniu kar restauracja poprosiła jednak… klientów! Zrzutka na karę za łamanie obostrzeń Chociaż powiat puławski zmaga się z natarciem trzeciej fali koronawirusa, mieszkańcy miasta rozumieją decyzje restauratorów, dla których nielegalne otwarcie jest jedyną szansą na zachowanie biznesu – nawet po otrzymaniu kary. Właściciele Central Park Bistro opublikowali zrzutkę na opłacenie kar Sanepidu. Do wtorku udało się uzbierać już ponad 5,5 tysiąca złotych. W zamian za pomoc restauracja oferuje bony na zamówienia ze swojego menu. Menedżer lokalu podkreśla, że kary, które otrzymuje restauracja są niezgodne z Konstytucją, a placówka jest regularnie dezynfekowana i utrzymywana w rygorze sanitarnym. Liczba gości...

Obiad w restauracji nie dla każdego. Ceny wzrosną nawet o 20 procent
AdobeStock
Newsy
Obiad w restauracji nie dla każdego. Ceny wzrosną nawet o 20 procent
Nie mamy dobrych wiadomości – choć restauracje się otwierają, ceny dań zwalają z nóg.

W trakcie pandemii koronawirusa i przeciągających się lockdownów, restauratorzy byli zmuszeni zamknąć swoje lokale i nie mogli prowadzić działalności tak, jak wcześniej. Teraz gdy zakażeń jest coraz mniej i restauracje mogą ponownie przyjmować gości, rzeczywistość wcale nie rysuje się różowo. Wiele wskazuje na to, że ceny w lokalach mogą wzrosnąć nawet o 20 procent! Czym to jest spowodowane? Drożyzna w restauracjach Mogłoby się wydawać, że powodem podwyżki cen w restauracjach jest fakt, że restauratorzy chcą sobie „odbić” czas lockdownu. Choć część z nich to robi, w większości przypadków wysokie ceny w lokalach są spowodowane czynnikami, na które ich właściciele nie mają w ogóle wpływu. O szczegółach opowiedziała w „Business Insider” Agnieszka Furmaniak z Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej: To oczywiście zależy od restauratora i profilu restauracji. Wszystko zdrożało. Podwyżki cen widać szczególnie na produktach spożywczych: w górę poszły ceny zbóż i mięsa. Ogromnie zdrożały także śmieci - niektórzy restauratorzy muszą mierzyć się nawet z 500 proc. wzrostem - ceny mediów także poszły w górę, a trzeba przecież pamiętać, że prąd i woda w restauracji są w ciągłym użyciu. Opłata cukrowa dotyka nas przy sprzedaży lemoniady. Restaurator musi płacić ten podatek, jeżeli sprzedaje napoje słodzone klientowi. Poza tym są zmiany w samych dostawach. Zdarza się, że cena pozostaje u producenta ta sama, ale gabaryty się zmniejszają Brak rąk do pracy Kolejnym problemem, z którym mierzą się restauratorzy, jest brak pracowników . W trakcie pandemii, gdy sytuacja w gastronomii była bardzo niepewna, część osób z branży postanowiła szukać pracy w innych miejscach. Teraz nie chcą wracać do kuchni – zwykle jako...

Otworzył pizzerię pomimo zakazu, a teraz grozi mu więzienie. Należy mu się?
Adobe Stock
Newsy
Otworzył pizzerię pomimo zakazu, a teraz grozi mu więzienie. Należy mu się?
Według obowiązujących obostrzeń wszystkie lokale gastronomiczne są zamknięte. Wielu przedsiębiorców podejmuje jednak ryzyko i otwiera swoje restauracje. Jednym z nich jest właściciel pizzerii, który za taką decyzję może trafić do więzienia.

Pandemia koronawirusa daje się we znaki wszystkim, a szczególnie przedsiębiorcom z branży gastronomicznej. Obowiązujące obostrzenia uniemożliwiają normalne funkcjonowanie gospodarki, co oznacza niestety ogromne straty. Do grona najbardziej poszkodowanych należą właśnie właściciele restauracji i barów, gdyż ich lokale są zamknięte od ponad pół roku.  Interwencja policji we wrocławskiej pizzerii W ubiegłą sobotę, 17 kwietnia, funkcjonariusze policji oraz pracownicy sanepidu interweniowali w jednej z pizzerii na Starym Mieście we Wrocławiu. W lokalu przebywało wówczas 43 klientów. Policja poinformowała o złożeniu wniosków do sądu o ukaranie gości danej restauracji. Popełnili oni wykroczenie z art. 116 punktu 1a Kodeksu wykroczeń o następującej treści: „Kto nie przestrzega zakazów, nakazów, ograniczeń lub obowiązków określonych w przepisach o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, podlega karze grzywny lub karze nagany”. Więzienie dla właściciela pizzerii Zdecydowanie inaczej wygląda sytuacja w przypadku właściciela otwartej mimo zakazu pizzerii, któremu grozi nawet kara więzienia. Według art. 165 Kodeksu Karnego popełnił przestępstwo: „Kto sprowadza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia wielu osób albo dla mienia w wielkich rozmiarach, powodując zagrożenie epidemiologiczne lub szerzenie się choroby zakaźnej albo zarazy zwierzęcej lub roślinnej, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”. Poprzez jednoczesną interwencję sanepidu, właścicielowi grozi również kara grzywny w wysokości 30 tysięcy złotych. Otwarte lokale w pandemii Obostrzenia i nakaz zamknięcia lokali gastronomicznych dał się we znaki ich właścicielom, którzy przez taką sytuację odnoszą znaczne straty. Część z...