"Wegański terror" na stołówce. Nie serwują dań z mięsa
AdobeStock
Newsy

"Wegański terror" na stołówce. Nie serwują dań z mięsa

Jedna z uczelni w Holandii bez konsultacji ze studentami wycofała produkty mięsne ze stołówki. Dobry pomysł?

Studenci jednej z holenderskich uczelni przeżyli szok, gdy po pandemii wrócili na zajęcia. Okazało się, że postanowiono całkowicie wycofać dania z mięsa z oferty uczelnianej stołówki. Co na to studenci?

Magda Gessler odpowiada na pytania

Szok na stołówce

Technische Universiteit Delft to pierwsza uczelnia w Holandii, która zupełnie rezygnuje z serwowania dań mięsnych na swojej stołówce. Dotyczy to także ryb! Studenci są mocno niezadowoleni z tej decyzji, ponieważ, jak mówią, nikt tej decyzji z nimi nie konsultował i komunikat wydany przez uczelnię na temat zmiany menu na stołówce był prawdziwym szokiem. Niektórzy mówią nawet o „wegańskim terrorze”, ponieważ zostali pozbawieni możliwości wyboru ulubionych dań z mięsa. Nawet kadra naukowa jest niezadowolona -  jeden z pracowników uczelni powiedział:

Jako obywatel będę miał mniejszy wybór i to jest najmniej niepokojące. To po prostu wywoła efekt kuli śnieżnej

Zobacz także
Kobieta jedząca stek

Aż 30% wegetarian je „po cichu” mięso? Najczęściej oszukują w jednej sytuacji

Masło i warzywa mają ceny z kosmosu. Co jeszcze zdrożeje?

Masło i warzywa mają ceny z kosmosu. Co jeszcze zdrożeje? „Zapowiada się ostra jazda w górę"

Tłumaczenie uczelni

Władze uczelni Technische Universiteit Delft tłumaczą, że kontrowersyjna decyzja jest podyktowana troską o środowisko. Podkreślają, że największym priorytetem uczelni jest zrównoważony rozwój, który już jest realizowany w wielu obszarach – przyszedł więc czas na zmiany również wewnątrz uczelni i postanowiono zacząć od stołówki. Po przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa stołówka jest ponownie otwarta od 3 maja i serwuje się tam teraz wyłącznie dania wegetariańskie.

Andy van den Dobbelsteen, koordynator ds. Zrównoważonego rozwoju w TU Delft tłumaczy:

Jeśli chcemy zrobić coś poważnego w kwestii działań na rzecz klimatu, nasza dieta również musi się zmienić(…)Jeśli przejdziemy na dietę wegetariańską i wegańską, zmniejszy to emisję powodowaną przez żywność o ponad połowę. Jestem więc bardzo zadowolony z inicjatywy wydziału architektury!

Władze uczelni Technische Universiteit Delft planują, by do 2030 kampus był całkowicie neutralny pod względem emisji dwutlenku węgla.

Mięsożercy są zabójczy dla klimatu

Przeprowadzone przez Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) badanie wykazało, że jedzenie mięsa przez ludzi jest zabójcze dla klimatu. Co więcej, jeżeli podaż na produkty mięsne i nabiał się utrzyma na obecnym poziomie, to w przyszłości grożą nam niedobory żywności!

Wykorzystywane obecnie pola uprawne generują aż 23% gazów cieplarnianych. Według naukowców, jeżeli ludzie nie zmienią swoich nawyków żywieniowych i będą jedli jeszcze więcej produktów pochodzenia zwierzęcego,  w przyszłości duża część ziemi będzie musiała zostać przekształcona w tereny rolnicze i pastwiska, by wykarmić zwierzęta hodowlane potrzebne do produkcji mięsa. Johan Rockstrom, były dyrektor Instytutu Badań nad Wpływem Zmian Klimatu w Poczdamie tłumaczy, dlaczego przejście na wegetarianizm jest konieczne dla ratowania planety:

Aby mieć szansę wykarmienia dziesięciu miliardów ludzi w 2050 r. w granicach naszej planet, musimy przyjąć zdrową, roślinną dietę, ograniczyć marnotrawstwo żywności i inwestować w technologie zmniejszających wpływ na środowisko.

Czytaj także:

Naukowcy z Krakowa pracują nad sztucznym mięsem. „Nadchodzi rewolucja. Chcemy być jej częścią.”
Adobe Stock
Newsy
Naukowcy z Krakowa pracują nad sztucznym mięsem: „Nadchodzi rewolucja. Chcemy być jej częścią”
Do produkcji jednego hamburgera potrzeba 2300 litrów wody. Ekolodzy nie maja złudzeń: hodowla zwierząt i pasz to główny powód karczowania lasów, które są płucami Ziemi. Na jak długo przy obecnym tempie zużycia, wystarczy nam zasobów naturalnych naszej planety? Rozwiązaniem może być sztuczne mięso. Na przykład z Polski.

Rynek spożywczy zmienia się bardzo dynamicznie. W sklepach wciąż pojawiają się nowe produkty, które mają być alternatywą dla mięs i wędlin. Zastanawiacie się kto i po co je kupuje, skoro mięso jest naturalnym pokarmem człowieka i jest go pod dostatkiem w sklepach? Sprawdziliśmy. Dlaczego ludzie rezygnują z jedzenia mięsa?  Osoby, które ograniczają mięso, wskazują kilka powodów swoich decyzji: Ekologia , w tym zmiany klimatyczne i degradacja środowiska. Ludzie zaczynają rozumieć, że masowa produkcja mięsa, negatywnie wpływa na środowisko naturalne. Etyka i dobrostan zwierząt. Przemysłowa hodowla zwierząt wpływa na pogarszanie się warunków bytowych zwierząt. Środki masowego przekazu, telewizja, internet, media społecznościowe przyczyniają się do rozpowszechniania tej świadomości wśród ludzi.  Zdrowie. Mięso to produkt zawierający duże ilości nasyconych kwasów tłuszczowych. Nadmierne spożywanie mięsa jest szkodliwe dla zdrowia. A badania pokazują, że w społeczeństwach zamożnych ilość spożywanego mięsa wciąż rośnie i zaczyna być coraz bardziej niebezpieczna dla zdrowia. Niektórzy wegetarianie i weganie przytaczają jeszcze jeden powód, który można zobrazować następującym cytatem: ”Od dziecka nie lubię mięsa i jego metalicznego posmaku, a babciną troskę wyrażającą się powtarzaniem: zjedz kotlecik zostaw ziemniaczki, wspominam jako koszmar.” Niektórzy już tak mają, że coś bardzo im nie smakuje, a o gustach nie dyskutuje się.  Jak wyżywić wszystkich ludzi na świecie? 8 miliardów dziś, w 2050 roku 10 mld ludzi. Wyżywienie takiej rzeszy ludzi przy dzisiejszych sposobach produkcji żywności w tym mięsa, głównego źródła białka, nie będzie możliwa. Produkcja mięsa wymaga zużycia zbyt dużej ilości wody,...

Kościoły świecą pustkami, więc zamieniają je na… sklepy spożywcze. W planach są też restauracje
AdobeStock
Newsy
Kościoły świecą pustkami, więc zamieniają je na… sklepy spożywcze. W planach są też restauracje
Mieszkania, sklepy spożywcze, restauracje w kościołach? To nie fikcja! I to dzieje się w Polsce.

Zakupy w kościele? To możliwe w tej miejscowości. Postał tam nowy sklep spożywczy , który umiejscowiono w budynku kościoła. Mieszkańcy cieszą się takiej decyzji i wcale nie uważają, że to coś złego. Sklep spożywczy w kościele W miejscowości Zabór koło Zielonej Góry powstał nowy sklep spożywczy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jego oryginalne umiejscowienie. Sklep powstał bowiem w budynku… dawnego kościoła. Budynek po starym kościele od wielu lat był nieużywany, postanowiono więc powtórnie go zagospodarować. Mieszkańcy miejscowości cieszą się z powstania nowego sklepu i nie mają nic przeciwko temu, że mieści się w kościele. Budynek wiele lat temu był kościołem ewangelickim. Już od wielu lat pełnił różne funkcje. Służył m.in.  jako magazyn, a teraz jest sieciowym sklepem. Taki widok może być zaskakujący dla wielu osób, ale mieszkańcy tej miejscowości nie widzą w tym nic nadzwyczajnego: „Przez lata kościół stał pusty, więc dobrze, że zrobili tam ten sklep" – opowiada w money.pl starsza mieszkanka miejscowości Plany na zagospodarowanie starych kościołów Niektórzy uważają, że budynek, w którym mieścił się kiedyś kościół, jest święty i nie powinien być używany w innym celu. Większość osób jest jednak przeciwnego zdania. Na Dolnym Śląsku i na terenach Wielkopolski jest wiele takich przypadków. Budynki starych kościołów trafiają pod licytację. Nie ma więc problemu z tym, żeby stworzono w nich jeszcze inne biznesy, jeśli nabywca będzie miał takie życzenie. W takich starych kościołach mogą powstać na przykład: Restauracje Sale konferencyjne Gabinety usługowe Mieszkania. W Polsce likwidowanie parafii i kościołów nie jest jeszcze aż tak nasilone jak na...

Masowe zatrucie w hotelu w Rewalu. „Brudny sprzęt, przeterminowane produkty”
Pixabay
Newsy
Masowe zatrucie w hotelu w Rewalu. „Brudny sprzęt, przeterminowane produkty”
W jednym z hoteli w Rewalu doszło ostatnio do masowego zatrucia. Goście prawdopodobnie zatruli się salmonellą. Sprawą zajął się już sanepid.

Do bulwersującego zajścia doszło ostatnio w jednym z hoteli w Rewalu w woj. zachodniopomorskim. Wypoczywający w ośrodku goście prawdopodobnie zatruli się salmonellą . Z zeznań jednego z poszkodowanych wynika, że władze hotelu bardzo obojętnie podeszły do tego, że część gości doznała zatrucia. Co więcej – po całym incydencie hotelowa kuchnia nadal wydawała posiłki. Masowe zatrucie w Rewalu W gronie zatrutych znalazło się aż kilkudziesięciu osób. Sprawa jest o tyle niepokojąca, że hotel całkowicie zignorował i zlekceważył ten problem: Przyjechaliśmy grupą na zorganizowane wczasy. Około 12 godzin po pierwszym posiłku podanym w hotelu zaczęliśmy mieć objawy. Obecnie całe rodziny chorują, dzieci mają temperaturę dochodząca do 40 stopni. Władze hotelu nie chciały ani wezwać lekarza, ani zorganizować nam przejazdu na SOR. Sami musieliśmy poinformować sanepid, ponieważ próbują zamieść sprawę pod dywan. Przyjechaliśmy tu odpocząć, a od 4 dni nie wychodzimy z pokoi, mamy silne biegunki i bóle brzucha. Kuchnia nadal wydaje posiłki. Dziś poinformowali nas, że nie wolno nam opuszczać pokoi. Donoszą nam jedzenie do pokoi, w tym czasie zmieniono całą obsługę stołówki, dziś było widać jak osoby, które obsługiwały nas - dotychczas obywatele Ukrainy - wyjeżdżają – powiedziała portalowi gs24.pl jedna z poszkodowanych. Czy w Rewalu zatruto się salmonellą? Sprawą zajęła się lokalna stacja sanitarno-epidemiologiczna, która szczegółowo bada to zajście. Istnieje realne podejrzenie, że doszło do zatrucia salmonellą. Na chwilę obecną pobierane są wymazy do badań. 06.07.2021 PPIS w Gryficach otrzymał zgłoszenie o objawach zatrucia w obiekcie w Rewalu. Zgłoszenia dokonała grupa, która przebywa w obiekcie w ramach wypoczynku letniego - powiedziała Małgorzata...

Kłopoty na rynku drobiu. Polacy będą musieli jeść mięso zza wschodniej granicy?
Adobe Stock
Newsy
Kłopoty na rynku drobiu. Polacy będą musieli jeść mięso zza wschodniej granicy?
Eksperci rynku drobiarskiego alarmują – niedługo może zabraknąć mięsa. Wobec dużych problemów branży rozwiązaniem może okazać się import z zagranicy.

Jeszcze do niedawna wydawało się, że Polska jest jednym z liderów Europy jeśli chodzi o produkcję drobiowego mięsa i jaj. W końcu na terytorium naszego kraju, a zwłaszcza na północnym Mazowszu aż roi się od ferm drobiu. Problemy polskich hodowców drobiu Tymczasem polskich hodowców drobiu raz po raz spotykają kolejne plagi egipskie. Zaczęło się od zmian w unijnym ustawodawstwie. Europejscy producenci zostali zobowiązani przez Komisję Europejską do powolnego odchodzenia od klatkowego chowu kur. Pisaliśmy już o tym, że z naszych sklepów powoli znikać będą jajka znoszone przez kury przesiadujące w ciasnych klatkach. Fakt,  takie założenie rzeczywiście poprawia dolę drobiu, ale jednocześnie uderza w wielu polskich graczy na rynku drobiarskim. Polscy hodowcy, chcąc nie chcąc, powoli dostosowują się do zmian w unijnym prawie i „przerzucają” się na chów ściółkowy, bardziej uzasadniony z punktu widzenia dobrostanu ptactwa. Ptasia grypa w polskich fermach drobiu Klatki i ściółka to jedno, drugie to fala ptasiej grypy , która nawiedziła Polskę na przełomie zimy i wiosny tego roku. W związku z prawdziwą epidemią przenoszącą się z jednej fermy do drugiej, wiele stad musiało zostać wybitych. Wybicie kur odbiło się wyraźnie na sytuacji rynkowej w naszym kraju. Eksperci nie mają wątpliwości. Na rynku ewidentnie brakuje surowca. Szykujcie się więc na wzrosty cen produktów pochodzenia drobiowego. Do najpopularniejszych produktów drobiowych w sprzedaży w naszym kraju zaliczają się m.in.: Pierś z kurczaka Udka z kurczaka Skrzydełka Podroby drobiowe (np. wątróbki czy serca) Przetwory mięsne (np. pasztety czy wędliny drobiowe) Dania gotowe (np. nuggetsy) W jaki sposób wyrównane zostaną braki drobiu na rynku? Zmiany na...