Restauracje covid-19 bunt
Flickr
Newsy

Restauratorzy się buntują i otwierają lokale z jedzeniem mimo narodowej kwarantanny. To dobra decyzja?

Zaczęło się niewinnie. Między innymi od łódzkiego restauratora, który postanowił karmić kiełbasą „przy okazji” szkoleń z obsługi noża i widelca…

Rządowa zapowiedź przedłużenia obostrzeń po prostu rozwścieczyła właścicieli knajp, barów, pubów, ale także i hotelarzy.

17 stycznia miał skończyć się kolejny etap zamknięcia gospodarki. Tymczasem minister Adam Niedzielski ogłosił, że od nowego tygodnia zezwala jedynie na pójście najmłodszym do szkół.

Antycovidowe restrykcje zostały przedłużone, gdyż dzienna liczba zarażonych nie jest jeszcze dostatecznie niska.

Ma to wciąż duże znaczenie z tego powodu, że lada moment pełną parą ruszy akcja szczepienia obywateli Rzeczpospolitej.

Magda Gessler odpowiada na pytania

Góralskie zarzewie buntu

Zanim szczepionki przeciwko koronawirusa zaczną w ogóle działać, w Polsce na dobre zbuntowali się restauratorzy.

Zaczęło się od górali. Zebrani w inicjatywie „Góralskie veto” postanowili 17 stycznia otworzyć swoje lokale dla gości.

I to bez jakichkolwiek konsultacji z organami rządowymi, sanepidem czy policją. Podhalanie na czele z samozwańczym liderem strajkowej grupy Sebastianem Pitoniem podkreślają, że prawo jest po ich stronie.

Górale zarzekają się, że to właśnie rząd Mateusza Morawieckiego łamie ustawy, zakazując obywatelom prowadzenia wolnej i nieskrępowanej działalności gospodarczej.

Kto ma rację?

Spór z każdym dniem robi się  coraz ostrzejszy i dzieli Polaków. Z jednej strony można zrozumieć intencje restauratorów z całej Polski, którzy otwierają swoje punkty gastronomiczne.

Część z nich ma problem z płynnością finansową, nawet pomimo funkcjonowania wspierającej zamrożone branże tarczy antykryzysowej.

Z drugiej strony, stołowanie się Polaków w knajpach i zwiększenie kontaktów społecznych grozi jednym – a mianowicie owianą złą sławą trzecią falą pandemii.

Już teraz ze strony rządowej padła groźba – otwarte w czasie narodowej kwarantanny restauracje nie zostaną objęte kolejną tarczą antykryzysową.

Przeciąganie liny między organami państwowymi a niepokornymi obywatelami trwa. Kto będzie miał więcej siły i wytrwałości?

Surowe obostrzenia dla gastronomii
Adobe Stock
Newsy
Polakom puszczają już nerwy. Mówią „dość!” i otwierają restaurację wbrew rządowym obostrzeniom 
Restauratorom puszczają już nerwy. Obostrzenia uderzyły w branżę gastronomiczną tak mocno, że właściciele lokali nie mają już wyjścia. Zaczynają otwierać swoje knajpy wbrew poleceniom rządu.

Zaczęło się od prób ominięcia przepisów. W jednej z łódzkich knajp jeszcze w zeszłym roku proponowali swoim klientom „szkolenia z obsługi sztućców”. Proceder „szkoleń” z obowiązkowym „poczęstunkiem” szybko ukróciła wizyta policji. Funkcjonariusze byli biernymi wykonawcami poleceń rządu. Obostrzenia, które miały na celu ograniczenie transmisji koronawirusa między Polakami, doprowadziły wiele przedsiębiorstw na skraj bankructwa. Nieposłuszni obywatele W obliczu tak poważnych kłopotów, bunt był do przewidzenia. Jako pierwsi sygnał o gotowości do zastosowania „obywatelskiego nieposłuszeństwa” dali górale. Zebrani w inicjatywie „Góralskie veto” Podhalanie ogłosili, że 17 stycznia otwierają swoje restauracje, bary, puby, a także hotele i noclegownie. Hardzi górale za nic mają sobie groźby kar ze strony rządowych organów. Wszystko to jest zasługą zapowiedzi ministra zdrowia Adama Niedzielskiego. Niedzielski oświadczył, że nie ma co liczyć na poluzowanie większości obostrzeń po 17 stycznia. Wszystko dla sprawnego przeprowadzenia akcji szczepień. Po tej deklaracji ruszyła lawina. Za przykładem górali, poszło wiele punktów gastronomicznych w całym kraju. Do odważnych świat należy? Jeszcze inni poszli o krok dalej. Restauracje otwierają się dla klientów jeszcze przed 17 stycznia! Dość obostrzeniom powiedzieli właściciele takich knajp jak na przykład „Wesołe gary” z krakowskiej Nowej Huty czy Restauracja „Tesone” także z Krakowa. Wszystko to jest pokłosiem wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z Opola, który orzekł, że nie ma podstaw prawnych do odmawiania klientom jedzenia posiłków na miejscu. To orzeczenie rozochociło restauratorów i...

Góralskie veto
Pixabay
Newsy
Górale powiedzieli „basta”. Bez względu na obostrzenia, chcą otworzyć hotele i restauracje. Wiemy, kiedy
Jest szansa, że zjemy jeszcze kwaśnicę i oscypka w jednej z podhalańskich knajp. Górale mają dość obostrzeń i otworzą swoje restauracje.

Na to zanosiło się od początku wprowadzenia rozmaitych obostrzeń przeciwko koronawirusowi. Najbardziej poszkodowane branże – turystyczna i gastronomiczna – mają dość. Jako pierwsi wyraźne „basta” usłyszeliśmy od górali. Podhalańscy przedsiębiorcy zrzeszeni w grupie pod tytułem Góralskie Veto, postanowili otworzyć swoje bary, knajpy, motele i inne punkty turystyczne wbrew rządowym obostrzeniom. Obywatelskie nieposłuszeństwo Hardzi górale są gotowi na wojnę z rządem. Ustami inicjatora akcji, Sebastiana Pitonia, zapowiadają, że przygotowali się na nią pod względem prawnym. Zastrzegają, że to oni stoją właśnie po stronie prawa, nie zaś rząd, który w ich opinii łamie właśnie regulacje prawne, zakazując prowadzenia działalności biznesowej w dobie pandemii. Jeszcze nie wiadomo, jak na wezwanie górali odpowiedzą właściciele lokali z branży gastronomicznej i turystycznej z całego kraju. Czy będziemy mieli do czynienia z wielką falą obywatelskiego nieposłuszeństwa? Tego jeszcze nie wiadomo. Bez luzowania obostrzeń Dużo zależało będzie od postawy potencjalnych klientów barów, restauracji, hoteli i ośrodków wypoczynkowych. Nie wiadomo, czy Polacy nie będą mieli obaw przed korzystaniem z tego typu usług w obliczu groźby nagłego zamknięcia lokali. Górale zapowiadają otwarcie swoich biznesów 17 stycznia. Czyli w dniu, na który był wyznaczony  początkowo koniec rządowych obostrzeń. Plany się jednak zmieniły. Minister zdrowia Adam Niedzielski poinformował, że po 17 stycznia jedyna zmiana dotyczyć będzie dzieci z klas 1-3 szkoły podstawowej. Najmłodsi mają wrócić do szkół. Widmo trzeciej fali jest realne – powiedział minister. Wobec tego ze starym obostrzeniami zostaniemy jeszcze przez przynajmniej 2 tygodnie.

otwarcie restauracji 2021
Pixabay
Newsy
Kiedy nastąpi otwarcie restauracji? Szok, poczekacie na to aż do końca...
Czy restauratorzy będą mogli niebawem wznowić działalność? Niestety, niewiele na to wskazuje.

Większość Polaków 2020 rok żegnała z westchnieniem ulgi, z nadzieją wkraczając w nowy, 2021 rok. W końcu pandemia koronawirusa nie może trwać wiecznie i każdy tylko czeka, aż będzie można wrócić do dawnego życia. Najbardziej niecierpliwi są przedsiębiorcy i trudno im się dziwić – przez nałożone przez rząd obostrzenia zakazujące działalności większości branż, nastroje są naprawdę kiepskie. Zamknięte restauracje w 2021 Mogłoby się wydawać, że restauracje jakoś sobie radzą. Dowożą przecież zamówienia na wynos, więc interes się kręci. Ale czy na pewno? Najgorzej jest w lokalach, które przed pandemią rzadko dowoziły zamówienia albo w ogóle nie oferowały nawet takiej usługi, ponieważ żyły z klientów stołujących się na miejscu. Mowa tutaj zwłaszcza o restauracjach w centrach miast oraz lokalach w miejscowościach turystycznych. Mimo możliwości dostarczania jedzenia na wynos, restauracje są zmuszane redukować zatrudnienie albo w ogóle są zamykane z powodu braku wystarczających dochodów. Nie dziwi więc, że ta branża z utęsknieniem czekała na koniec lockdownu, który miał mieć miejsce 17 stycznia. Niestety, rząd nie ma dla nich dobrej wiadomości. Przedłużona kwarantanna Minister zdrowia Adam Niedzielski kilka dni temu poinformował, że obowiązujący od 28 grudnia do 17 styczna lockdown zostaje przedłużony o dwa tygodnie i potrwa do 31 stycznia. Właściciele i pracownicy lokali gastronomicznych są załamani. Liczyli na to, że już niebawem będą mogli otworzyć restauracje i obsługiwać klientów. Co więcej, nieoficjalnie się mówi, że restauracje będą musiały być zamknięte aż do końca marca! Bunt przedsiębiorców Ponieważ sytuacja dotycząca obostrzeń i zakazów działalności jest wciąż niejasna, a do tego przedsiębiorcy o decyzjach rządu...

otwarte restauracje 2021
AdobeStock
Newsy
Polski restaurator idzie na całość. Mimo 30 tysięcy złotych kary, nadal otwiera lokal. Popieracie?
Pomimo nałożonej wysokiej kary, ten przedsiębiorca nie zamierza zawieszać swojej działalności. Co o tym myślicie?

Przedłużający się lockdown popycha wielu przedsiębiorców na skraj desperacji. Niektórzy pomimo obowiązujących obostrzeń i widma kary w postaci aż 30 tysięcy złotych do zapłacenia, otwierają swoje lokale. Tak właśnie zrobił pan Dawid Zmyślony z Ostrowa Wielkopolskiego, który jest właścicielem restauracji Black Dave Restaurant. Co więcej, przedsiębiorca podkreśla, że nie ma zamiaru zamykać swojego lokalu i będzie nadal przyjmował gości. Przeczytajcie ten artykuł, by dowiedzieć się więcej! Zamknięcie restauracji Obowiązujący od 28 grudnia całkowity lockdown miał potrwać do 17 stycznia, jednak rządzący wydłużyli ten czas do 31 stycznia. To nie uspokoiło w ogóle przedsiębiorców, ponieważ zabrakło konkretnych informacji na temat tego jak długo ta sytuacja jeszcze potrwa i które branże będą mogły wznowić działalność po 31 stycznia. Restauratorzy już od dłuższego czasu mają utrudnioną sytuację, ponieważ nie mogą przyjmować gości w lokalach – dozwolona jest tylko sprzedaż jedzenia na wynos oraz z dowozem. Lokale, które dotychczas zarabiały dużo na dostawach (np. pizzerie) jakoś sobie radzą. Gorzej jest z tymi restauracjami, które zarabiały przede wszystkim na gościach przyjmowanych w lokalu. Dotyczy to chociażby klimatycznych restauracji na miejskich starówkach. Restauracje na skraju bankructwa Nie można też zapominać o kosztach prowadzenia restauracji. Właściciel musi co miesiąc płacić wysoki czynsz, opłacać dostawy produktów, pensje pracowników oraz wynajem maszyn używanych w kuchni. To są ogromne koszty każdego miesiąca i dla wielu restauracji kara 30 tysięcy złotych, nie jest tak wielkim ciosem, jak całkowity brak przychodów przy stałych, wysokich opłatach. Z tego powodu wielu przedsiębiorców zapowiedziało, że po 17 stycznia (wtedy miał się skończyć...