Restauracja Magdy Gessler koronawirus
Adobe Stock
Newsy

Restauracja z programu „Kuchenne rewolucje” funkcjonowała mimo pandemii. Nie uwierzycie, jak obeszła zakazy

Nie od dziś wiadomo, że Polacy to pomysłowy naród. Ostatnio znów przekonali nas o tym restauratorzy, którzy stają na głowie, by ominąć pandemiczne zakazy.

Właściciele restauracji, barów i innych gospód należą do grona najbardziej poszkodowanych przez obostrzenia i restrykcje wprowadzone ze względu na zagrożenie koronawirusem. Od samego początku pandemii restauracje zanotowały kolosalne zmniejszenie liczby klientów.

Na wiosnę pozamykane, latem działające ledwie na pół gwizdka. Teraz, w zimie, knajpy znów obsługują klientów tylko na wynos.

Magda Gessler odpowiada na pytania

Pomysłowi restauratorzy kombinują

Można było się domyślać reakcji restauratorów. Na początku panowała wściekłość i niedowierzanie. Potem te przykre odczucia zostały nieco złagodzone ze względu na środki otrzymywane z tarczy antykryzysowych.

Budżet państwa nie jest jednak z gumy i pieniądze od rządu szybko przestały płynąć do właścicieli restauracji szerokim strumieniem.

Przekonał się o tym właściciel łódzkiej restauracji „Gorąca Kiełbasiarnia”.
Mateusz Al Najar, bo to o nim mowa, musiał obejść się smakiem, kiedy do restauratorów wpływały kolejne transze z 6. już tarczy antykryzysowej.

Dlaczego? Tym razem pieniądze otrzymają tylko ci właściciele, którzy zanotowali 40%-owe straty. Pan Mateusz znajduje się ze swoją „Gorącą Kiełbasiarnią” nieco pod tym progiem.

Jak wspomnieliśmy, nie od dziś wiadomo, że Polacy mają łeb na karku. Skoro rząd zakazał przyjmowania gości przy restauracyjnych stolikach, pan Mateusz postanowił przeprowadzać szkolenia.

Kiełbaski tylko na wynos

Czego kelnerzy uczyli więc swoich gości w „Kiełbasiarni”? Za jedyne kilkanaście złotych uczestnicy nietypowych kursów mieli poznać tajniki posługiwania się sztućcami i degustacji napojów.

Pod taką właśnie przykrywką, właściciel łódzkiej knajpy zamierzał prowadzić zwykłą działalność. Wszystko oczywiście miało odbywać się zgodnie z pandemicznymi regulacjami sanitarnymi.

Zamierzenia restauratora spełzły na niczym. Plany pokrzyżowała mu wizyta policji. Dlaczego? Od 27 grudnia panuje również zakaz prowadzenia wszelkich szkoleń.

Niestety historia Mateusza Al Najara nie ma szczęśliwego zakończenia. Rad nierad, łodzianin musi czekać na kolejne odmrażanie gospodarki i skupić się sprzedaży swych kiełbasek na wynos.

restauracja w Sosnowcu
Adobe Stock
Newsy
Można dostać 30 tys. złotych kary, jednak ten restaurator otworzył lokal mimo obostrzeń. Co o tym sądzicie?
Trzecia fala koronawirusa w natarciu, a w całej Polsce kolejne restauracje przyłączają się do buntu przeciwko zaleceniom rządu.

Poniedziałkowe popołudnie. Przed restauracją Tesone w Krakowie na wejście do środka czeka cała kolejka wygłodniałych gości. Nie, to nie jest obrazek sprzed wybuchu pandemii koronawirusa. Takie sceny przed krakowską knajpą można zobaczyć właśnie teraz A więc w czasie, kiedy to z mediów, telewizji i internetowych stron można dowiedzieć się o kolejnych obostrzeniach. Kto najbardziej traci na pandemii koronawirusa? Trzecia fala SARS-COVID-19 trwa. Wykresy z zakażeniami i zgonami osób zakażonych znów ruszyły w górę. Reakcji rządu, premiera Mateusza Morawieckiego i ministra Adama Niedzielskiego można było się domyślać. W kolejnych województwach znów ogłaszane jest niemal zupełne zamknięcie gospodarki – od zakazu handlu w galeriach, do klasycznego już podtrzymania zamknięcia restauracji. Doświadczenie pierwszej i drugiej fali koronawirusa zrobiło już jednak swoje. Ludzie zdążyli przyzwyczaić się do czyhającego zagrożenia. Oprócz osób, których dotknęła nieszczęsna choroba, a także części społeczeństwa, która z trudem znosi kolejny lockdown, skutki pandemii również mocno odczuli przedsiębiorcy. Kiedy zaczął się bunt właścicieli restauracji? Wśród nich chyba najbardziej niezadowoleni i rozczarowani są restauratorzy. Lokale gastronomiczne działają tylko na wynos aż od listopada. Tyle teoria. A jak wygląda praktyka? O tym mogliśmy się przekonać już dwa miesiące temu, kiedy cierpliwość właścicieli restauracji została po raz kolejny wystawiona na próbę. Na przełomie stycznia i lutego, rząd wprowadzał kolejne już przedłużenie zamrożenia branży gastronomicznej. Na reakcję restauratorów, a także sprzymierzonych z nimi hotelarzy nie trzeba było długo czekać. Tak oto narodziła się inicjatywa tzw. góralskiego weta....

Policja mandaty restauracje
Pixabay, Adobe Stock
Newsy
Czy policja może ukarać klientów przychodzących do restauracji? Lepiej to przeczytajcie            
Blisko 2 tygodnie trwa już bunt części restauratorów przeciwko rządowym obostrzeniom. Co grozi klientom korzystającym z ich usług?

Właściciele knajp, barów i innych lokali gastronomicznych, powiedzieli donośnym głosem: „dość!”. W połowie stycznia zaczął się ich bunt. Zarzewie konfliktu na linii restauratorzy-rząd, miało miejsce na południu Polski. Podhalańscy przedsiębiorcy spod znaku „Góralskie veto”, jako pierwsi ogłosili otworzenie swoich restauracji na taką skalę. Kryzys finansowy spowodowany koronawirusem, najmocniej uderzył właśnie w branżę gastronomiczną. Kolejne transze z rządowych tarcz antykryzysowych nie wystarczyły. Właściciele knajp nie mieli więc wyjścia i poszli na wojnę z rządem Mateusza Morawieckiego. Na ripostę premiera i podległych mu służb, nie trzeba było długo czekać. Obiad w „nielegalnej” knajpie W pierwszej kolejności rząd zagroził zbuntowanym restauratorom odebraniem im należnej pomocy finansowej z tarczy antykryzysowej. Po stronie restauratorów stanęli jednak klienci, którzy spragnieni wolności i swobodnego jedzenia posiłków na mieście tłumnie przybyli do otwartych lokali. Właściciele restauracji zaczęli liczyć pierwsze zyski, a w tym samym czasie razem z prawnikami ustalali, w jaki sposób będą walczyli z kontrolami policji. Jakby z boku całego zamieszania znaleźli się klienci. O tym, jak wysokie kary grożą zbuntowanym właścicielom knajp, było głośno. Sanepid w toku postępowania administracyjnego jest w stanie „wlepić” niesfornym restauratorom nawet 30 tys. złotych kary. A jakie konsekwencje za wizytę w „nielegalnej” restauracji grożą zwykłym klientom? Postarajmy się nieco rozjaśnić tę sprawę. Spór w doktrynie Część środowiska prawniczego utrzymuje, że klienci restauracji powinni odpowiadać tylko i wyłącznie za łamanie przepisów skierowanych tylko do nich. Krótko mówiąc, klienci...

Otwarte restauracje nie dla wszystkich? Ceny w knajpach pójdą ostro w górę
Adobe Stock
Newsy
Otwarte restauracje nie dla wszystkich? Ceny w knajpach pójdą ostro w górę
Okres pandemii i zamknięcia lokali gastronomicznych dał się wszystkim we znaki. Polacy już zaczęli ostrzyć sobie zęby na luzowanie obostrzeń sanitarnych w knajpach, a tymczasem z branży docierają do nas niepokojące informacje. Będzie drożej niż było kiedyś…

Sobota 15 maja to data graniczna. Właśnie na ten dzień minister zdrowia Adam Niedzielski wraz z premierem Mateuszem Morawieckim i całą grupą doradców i współpracowników ustalili termin otwierania branży gastronomicznej. Kiedy zostaną otwarte restauracje? Jak już powszechnie wiadomo, zacznie się dość ostrożnie. Na pierwszy ogień otwarte zostaną tylko te jadłodajnie, które dysponują restauracyjnymi ogródkami, czyli przestrzenią ze stolikami na zewnątrz. Oczywiście obowiązywać będą wszystkim dobrze znane już zasady dystansu społecznego. Dopiero po dwóch tygodniach, czyli 29 maja ma nastąpić pełne otwarcie barów, knajp i garkuchni. Rządzący uzależniali swą decyzję od ilości zakażeń i ogólnie pojętej sytuacji pandemicznej. Wszystko wskazuje jednak na to, że cofnięcia decyzji nie będzie. Jak wyglądało zamknięcie gastronomii w praktyce? Na ten dzień czekali goście restauracji, smakosze i osoby po prostu lubiące jedzenie na mieście. Drugą grupą ludzi, która wręcz przebierała nogami czekając na otwarcie gastronomii, byli oczywiście właściciele restauracji. Na pewno znacie przypadki obywatelskiego nieposłuszeństwa wielu restauratorów,  którzy pomimo zakazów, nakazów, próśb i gróźb płynących ze strony kół rządowych, otwierali swoje knajpy dla gości. Nieraz kończyło się to niemałymi skandalami i aferami, łącznie z interwencjami policji. Te problemy znikną teraz jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Obiady w restauracjach mają smakować jak dawniej, obsługa ma podawać jedzenie z takim samym uśmiechem na ustach jak wcześniej – problem może tkwić jednak gdzie indziej. Dlaczego ceny w restauracjach mogą wzrosnąć po pandemii koronawirusa? O co chodzi? To jasne, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o...

Magda Gessler i niedobre mięso z kurczaka
Paweł Kibitlewski/ons.pl, Paweł Siamionow/Adobe Stock
Newsy
Magda Gessler pilnie ostrzega przed mięsem z kurczaka. Jest niebezpieczne
Gwiazda „Kuchennych rewolucji” nie przebiera w słowach. Kiedy zobaczyła jak w pewnej polskiej knajpie przygotowują kurczaka, wprost opadły jej ręce.

Wszyscy wiemy, jak wielką wagę należy przywiązywać do bezpieczeństwa podczas przygotowywania mięsnych dań. Do gotowania należy używać tylko i wyłącznie świeżych kawałków. Jeżeli mamy jakiekolwiek wątpliwości co do jakości mięsa – lepiej nie ryzykujmy. Przykra niespodzianka Szczególnie często zdarza nam się trafić w sklepach na niezbyt przyjemnie pachnące piersi z kurczaka. Jeżeli termin ważności nieuchronnie zbliża się do końca, podczas otwierania opakowania możemy się niemile zaskoczyć. Pół biedy, jeżeli wyrzucimy takie opakowanie do kosza. Jedyną stratę odczujemy w portfelu. Gorzej, jeśli przyjdzie nam do głowy, by mimo wszystko użyć takiego mięsa na obiad! Na taki ruch wpadł pan Paweł, właściciel jednej z wizytowanych przez Magdę Gessler restauracji. 32-letniemu restauratorowi chyba zabrakło nieco doświadczenia. Nie wziął pod uwagę, że pani Magda sprawdzi jego kurczaka przed usmażeniem. Gdy słynna restauratorka otworzyła naczynie z zamarynowanym kurczakiem, krzyknęła na cały głos z przerażenia. Gessler bez sentymentów Gessler była bezlitosna dla swojego podopiecznego z programu. Od razu oznajmiła, że po zjedzeniu tak zamarynowanego kurczaka kucharz po prostu… umrze! Mimo wszystko nakazała usmażyć feralne mięso i skosztować je panu Pawłowi. Drugi z właścicieli, pan Patryk (28 l.) zarzekał się, że mięso jest całkiem świeże i wcale nie jest zgniłe. Po takich słowach Magda Gessler nakazała także jemu spróbowanie śmierdzącej piersi z kurczaka. Restauratorka zastanawiała się, jak można podawać takie produkty gościom swojej restauracji i czy można na takim procederze zarabiać pieniądze.  Pani Magda nie pozostawiła na panu Pawle i panu Patryku nawet suchej nitki. Zadawała racjonalne pytania o to, dlaczego kupują nieświeżego kurczaka . Słusznie uznała, że nie...