restauracja w Sosnowcu
Adobe Stock
Newsy

Można dostać 30 tys. złotych kary, jednak ten restaurator otworzył lokal mimo obostrzeń. Co o tym sądzicie?

Trzecia fala koronawirusa w natarciu, a w całej Polsce kolejne restauracje przyłączają się do buntu przeciwko zaleceniom rządu.

Poniedziałkowe popołudnie. Przed restauracją Tesone w Krakowie na wejście do środka czeka cała kolejka wygłodniałych gości.

Nie, to nie jest obrazek sprzed wybuchu pandemii koronawirusa. Takie sceny przed krakowską knajpą można zobaczyć właśnie teraz

A więc w czasie, kiedy to z mediów, telewizji i internetowych stron można dowiedzieć się o kolejnych obostrzeniach.

Magda Gessler odpowiada na pytania

Kto najbardziej traci na pandemii koronawirusa?

Trzecia fala SARS-COVID-19 trwa. Wykresy z zakażeniami i zgonami osób zakażonych znów ruszyły w górę.

Reakcji rządu, premiera Mateusza Morawieckiego i ministra Adama Niedzielskiego można było się domyślać.

W kolejnych województwach znów ogłaszane jest niemal zupełne zamknięcie gospodarki – od zakazu handlu w galeriach, do klasycznego już podtrzymania zamknięcia restauracji.

Doświadczenie pierwszej i drugiej fali koronawirusa zrobiło już jednak swoje. Ludzie zdążyli przyzwyczaić się do czyhającego zagrożenia.

Oprócz osób, których dotknęła nieszczęsna choroba, a także części społeczeństwa, która z trudem znosi kolejny lockdown, skutki pandemii również mocno odczuli przedsiębiorcy.

Kiedy zaczął się bunt właścicieli restauracji?

Wśród nich chyba najbardziej niezadowoleni i rozczarowani są restauratorzy. Lokale gastronomiczne działają tylko na wynos aż od listopada.

Tyle teoria. A jak wygląda praktyka? O tym mogliśmy się przekonać już dwa miesiące temu, kiedy cierpliwość właścicieli restauracji została po raz kolejny wystawiona na próbę.

Na przełomie stycznia i lutego, rząd wprowadzał kolejne już przedłużenie zamrożenia branży gastronomicznej.

Na reakcję restauratorów, a także sprzymierzonych z nimi hotelarzy nie trzeba było długo czekać. Tak oto narodziła się inicjatywa tzw. góralskiego weta.

Na czele zbuntowanych restauratorów stanął hardy góral, Sebastian Pitoń. Więcej przeczytacie o tym w jednym z naszych artykułów.

Wystarczy kliknąć tutaj: Górale powiedzieli „basta”. Bez względu na obostrzenia, chcą otworzyć hotele i restauracje. Wiemy, kiedy

Dlaczego krakowska restauracja Tesone postanowiła się otworzyć?

Fala buntu rozlała się po całym kraju. Kolejne restauracje postanowiły się otworzyć, wbrew poleceniom rządu i groźbom z Państwowych Inspekcji Sanitarnych.

Tak właśnie było z restauracją Tesone z Krakowa. Mimo zagrożenia mandatem w wysokości 30 tys. złotych, niepokorni Krakusi otworzyli drzwi swojego lokalu dla gości.

Jak wynika ze słów jednej z osób zawiadujących tą krakowską restauracją, do takiej decyzji zmusił ich rachunek ekonomiczny, a także polityka rządu.

Restauracja nie może liczyć już na pomoc z Państwowego Funduszu Rozwoju w ramach tarczy antykryzysowej – tę otrzymają tylko posłuszne i pokorne knajpy, które postanowiły trwać w zamknięciu.

Co sądzicie o tej sytuacji? Czy restauratorzy mają prawo do buntu? Czy takie zachowanie jest jednak niebezpieczne z punktu widzenia zdrowotnego?

Mimo obostrzeń ta restauracja jest otwarta. Karę nałożoną przez sanepid pomagają opłacić klienci
Adobe Stock
Newsy
Mimo obostrzeń ta restauracja jest otwarta. Karę nałożoną przez sanepid pomagają opłacić klienci
Pandemia koronawirusa spowodowała dramatyczną sytuację na rynku gastronomicznym. Na przestrzeni ostatniego roku, właściciele restauracji mieli możliwość gościć klientów jedynie w sezonie letnim. Obecnie możliwa jest jedynie sprzedaż na wynos, ale niektóre lokale postanowiły złamać te obostrzenia…

Według obecnych zaleceń premiera i Ministra Zdrowia, wszelkie obiekty gastronomiczne mogą prowadzić sprzedaż na wynos. Coraz częściej słychać jednak dramatyczne apele restauracji, które nie otrzymują wsparcia rządowego i są na skraju bankructwa. Spowodowało to masowe łamanie obostrzeń przez restauratorów – niektórzy z nich postanowili otworzyć swoje lokale pomimo zakazu. Otwarta restauracja w Puławach Restauracja Central Park Bistro w Puławach to pierwszy lokal w mieście, który zdecydował się na otwarcie na przekór rządzącym. Właściciele otworzyli restaurację już w lutym i goszczą klientów w formie stacjonarnej. Transmitowane były także mecze, które gromadziły większą ilość gości.  Chociaż lokal regularnie odwiedzany jest przez policjantów i pracowników sanitarnych, nadal pozostaje otwarty. Pierwsza wizyta spowodowana łamaniem obostrzeń zakończyła się mandatem w wysokości 10 tysięcy złotych. Niedawno odbyła się także kolejna kontrola, w wyniku której najprawdopodobniej zostaną zastosowane podobne środki. O pomoc w opłaceniu kar restauracja poprosiła jednak… klientów! Zrzutka na karę za łamanie obostrzeń Chociaż powiat puławski zmaga się z natarciem trzeciej fali koronawirusa, mieszkańcy miasta rozumieją decyzje restauratorów, dla których nielegalne otwarcie jest jedyną szansą na zachowanie biznesu – nawet po otrzymaniu kary. Właściciele Central Park Bistro opublikowali zrzutkę na opłacenie kar Sanepidu. Do wtorku udało się uzbierać już ponad 5,5 tysiąca złotych. W zamian za pomoc restauracja oferuje bony na zamówienia ze swojego menu. Menedżer lokalu podkreśla, że kary, które otrzymuje restauracja są niezgodne z Konstytucją, a placówka jest regularnie dezynfekowana i utrzymywana w rygorze sanitarnym. Liczba gości...

Polscy restauratorzy: „Nie damy się więcej zamknąć”. Nie boją się 4 fali koronawirusa?
Pixabay
Newsy
Polscy restauratorzy: „Nie damy się więcej zamknąć”. Nie boją się 4. fali koronawirusa?
Mimo ostrzeżeń przed zbliżającą się czwartą falą pandemii, restauratorzy jasno deklarują, że nie dadzą się ponownie zamknąć.

Pandemia koronawirusa odcisnęła ogromne piętno na restauratorach oraz właścicielach pubów i barów. Z powodu szalejącego w Polsce koronawirusa, byli oni zmuszeni zamknąć na kilka miesięcy swoje lokale. Nie wszyscy jednak zdecydowali się na ten krok. Byli tacy, którzy działali mimo pandemii i ogłaszanych przez rząd obostrzeń. Jak na tym wyszli? Niektórzy do dziś walczą w sądzie z sanepidem. Jak się jednak okazuje, większość restauratorów wygrywa tę batalię. Nic dziwnego, że teraz, gdy eksperci wyraźnie mówią o zbliżającej się wielkimi krokami 4 fali koronawirusa, restauratorzy głośno zapewniają, że nie dadzą się ponownie zamknąć. Restauratorzy wygrywają z sanepidem? W trakcie pandemii, wielu polskich restauratorów działało normalnie i przez cały czas miało otwarte restauracje, w których przyjmowało gości. Przedsiębiorców bardzo szybko namierzał sanepid , co skutkowało tym, że sprawa trafiała do sądu. Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej poinformowała, że jedna z takich osób, pani Ewa z Radomia, właśnie wygrała wielomiesięczną walkę z sanepidem. Kobieta mimo obostrzeń zdecydowała się otworzyć swoją restaurację i gościć w niej klientów. Do jej lokalu wielokrotnie przychodziła policja a sprawa została przekazana sanepidowi. Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej poinformowała, że pani Ewa ostatecznie wygrała jednak proces. Ponad trzymiesięczna postawa obywatelska doprowadziłaby tę pizzerię do bankructwa, ponieważ wszystkie swoje oszczędności zainwestowała w biznes gastronomiczny, a tzw. tarcza nie została przyznana Pani Ewie. Wreszcie 1 lutego 2020 roku, gdy zaczęto luzować obostrzenia w galeriach handlowych, podjęła decyzję, aby przeciwstawić się organom władzy Państwowej i otworzyć swoją pizzerię stacjonarnie - donosi Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej....

Restauracja Magdy Gessler koronawirus
Adobe Stock
Newsy
Restauracja z programu „Kuchenne rewolucje” funkcjonowała mimo pandemii. Nie uwierzycie, jak obeszła zakazy
Nie od dziś wiadomo, że Polacy to pomysłowy naród. Ostatnio znów przekonali nas o tym restauratorzy, którzy stają na głowie, by ominąć pandemiczne zakazy.

Właściciele restauracji, barów i innych gospód należą do grona najbardziej poszkodowanych przez obostrzenia i restrykcje wprowadzone ze względu na zagrożenie koronawirusem. Od samego początku pandemii restauracje zanotowały kolosalne zmniejszenie liczby klientów. Na wiosnę pozamykane, latem działające ledwie na pół gwizdka. Teraz, w zimie, knajpy znów obsługują klientów tylko na wynos. Pomysłowi restauratorzy kombinują Można było się domyślać reakcji restauratorów. Na początku panowała wściekłość i niedowierzanie. Potem te przykre odczucia zostały nieco złagodzone ze względu na środki otrzymywane z tarczy antykryzysowych. Budżet państwa nie jest jednak z gumy i pieniądze od rządu szybko przestały płynąć do właścicieli restauracji szerokim strumieniem. Przekonał się o tym właściciel łódzkiej restauracji „Gorąca Kiełbasiarnia”. Mateusz Al Najar, bo to o nim mowa, musiał obejść się smakiem, kiedy do restauratorów wpływały kolejne transze z 6. już tarczy antykryzysowej. Dlaczego? Tym razem pieniądze otrzymają tylko ci właściciele, którzy zanotowali 40%-owe straty. Pan Mateusz znajduje się ze swoją „Gorącą Kiełbasiarnią” nieco pod tym progiem. Jak wspomnieliśmy, nie od dziś wiadomo, że Polacy mają łeb na karku. Skoro rząd zakazał przyjmowania gości przy restauracyjnych stolikach, pan Mateusz postanowił przeprowadzać szkolenia. Kiełbaski tylko na wynos Czego kelnerzy uczyli więc swoich gości w „Kiełbasiarni”? Za jedyne kilkanaście złotych uczestnicy nietypowych kursów mieli poznać tajniki posługiwania się sztućcami i degustacji napojów. Pod taką właśnie przykrywką, właściciel łódzkiej knajpy zamierzał prowadzić zwykłą działalność. Wszystko oczywiście miało odbywać się zgodnie z...

Restauracje covid-19 bunt
Flickr
Newsy
Restauratorzy się buntują i otwierają lokale z jedzeniem mimo narodowej kwarantanny. To dobra decyzja?
Zaczęło się niewinnie. Między innymi od łódzkiego restauratora, który postanowił karmić kiełbasą „przy okazji” szkoleń z obsługi noża i widelca…

Rządowa zapowiedź przedłużenia obostrzeń po prostu rozwścieczyła właścicieli knajp, barów, pubów, ale także i hotelarzy. 17 stycznia miał skończyć się kolejny etap zamknięcia gospodarki. Tymczasem minister Adam Niedzielski ogłosił, że od nowego tygodnia zezwala jedynie na pójście najmłodszym do szkół. Antycovidowe restrykcje zostały przedłużone, gdyż dzienna liczba zarażonych nie jest jeszcze dostatecznie niska. Ma to wciąż duże znaczenie z tego powodu, że lada moment pełną parą ruszy akcja szczepienia obywateli Rzeczpospolitej. Góralskie zarzewie buntu Zanim szczepionki przeciwko koronawirusa zaczną w ogóle działać, w Polsce na dobre zbuntowali się restauratorzy. Zaczęło się od górali. Zebrani w inicjatywie „Góralskie veto” postanowili 17 stycznia otworzyć swoje lokale dla gości. I to bez jakichkolwiek konsultacji z organami rządowymi, sanepidem czy policją. Podhalanie na czele z samozwańczym liderem strajkowej grupy Sebastianem Pitoniem podkreślają, że prawo jest po ich stronie. Górale zarzekają się, że to właśnie rząd Mateusza Morawieckiego łamie ustawy, zakazując obywatelom prowadzenia wolnej i nieskrępowanej działalności gospodarczej. Kto ma rację? Spór z każdym dniem robi się  coraz ostrzejszy i dzieli Polaków. Z jednej strony można zrozumieć intencje restauratorów z całej Polski, którzy otwierają swoje punkty gastronomiczne. Część z nich ma problem z płynnością finansową, nawet pomimo funkcjonowania wspierającej zamrożone branże tarczy antykryzysowej. Z drugiej strony, stołowanie się Polaków w knajpach i zwiększenie kontaktów społecznych grozi jednym – a mianowicie owianą złą sławą trzecią falą pandemii. Już teraz ze strony rządowej padła groźba – otwarte w czasie...