Kaufland bony
Pixabay, Adobe Stock
Newsy

Kaufland rozdał pracownikom świąteczne bony. To całkiem spory zastrzyk gotówki

Zbliżają się święta. Kaufland, a także inny firmy, rozdają swoim pracownikom tradycyjne prezenty. Wśród nich paczki, bony i premie...
Hubert Rój
grudzień 10, 2020

Okres świąteczny to chyba ulubiona pora wszystkich pracowników. Zasłużony wypoczynek z rodziną, święta przy suto zastawionym stole, a wcześniej zasłużona premia od pracodawcy.

Nie inaczej jest w przypadku osób zatrudnionych w sklepach spożywczych. Największe sieci, jak co roku postanowiły wynagrodzić zatrudnionych.

Kasia gotuje z Polki.pl - Ciasto marchewkowe z orzechowym kremem

Nie tylko bony

Każdy pracownik sieci Kaufland otrzymuje od firmy na święta Bożego Narodzenia i na święta wielkanocne bony zakupowe. Takie vouchery pracownicy mogą zrealizować wyłącznie w sklepach tej sieci.

Jak to wygląda w praktyce?

Kasjerzy i magazynierzy otrzymują w prezencie na święta coś w rodzaju karty prepaid (karta płatnicza zasilona środkami). Kartę mogą wykorzystywać aż cztery lata od jej trzymania.

Ile w tym roku otrzymają pracownicy Kauflandu?

W podziękowaniu za trudny rok 2020, kiedy to kasjerzy byli wystawieni na ciężką, koronawirusową próbę, władze sieci postanowiły uhonorować wysiłek swoich ludzi kwotą 700 zł.

Oprócz tego w ręce pracowników Kauflandu trafią specjalne kosze podarunkowe z takimi produktami jak słodycze, wędliny, kawa i herbata.

Co z Lidlem i Biedronką?

Upominki trafią lub już trafiły do ponad 16 tys. osób zatrudnionych w sieci sklepów.  Łącznie w Polsce funkcjonuje ponad 200 placówek tej marki.

A jak sytuacja z premiami wygląda w przypadku innych supermarketów? W Lidlu będzie podobnie jak w Kauflandzie – to za sprawą tego samego właściciela obydwu marek.

W Biedronce kwota premii będzie zależała od wysokości dochodów danego pracownika.
Z kolei w Tesco kasjerzy i kasjerki mają dostać aż 1050 zł w bonach, a do tego zniżki na produkty  w ich sklepie i specjalne paczki upominkowe.

 

 

Komentarze
Koronawirus w sklepach
Adobe Stock
Newsy COVID-19 bytuje w polskich sklepach. Ten błąd popełnia większość z nas. Ryzyko zakażenia jest ogromne
Nie ma co się łudzić. Sklepy spożywcze dalej są potencjalnym miejscem zakażania koronawirusem. Pozostało nam stosowanie środków ostrożności.
Hubert Rój
grudzień 10, 2020

Na wiosnę tego roku Polacy musieli przełknąć gorzką pigułkę. Wśród wielu obostrzeń, na pierwszy plan wysuwały się ograniczenia w handlu. Mniejsza liczba klientów w sklepie, obowiązek zachowania norm sanitarnych, wreszcie kolejki przed wejściem do marketów – to na jakiś czas stało się polską, pandemiczną rzeczywistością. Brzmi to dość dziwnie, ale wydaje się, że dzisiaj ludzie przywykli już do COVID-19. Przynajmniej w sklepach spożywczych. Pandemia a rzeczywistość Wiosenna trwoga już minęła, a klienci nie martwią się bliskim kontaktem z innymi kupującymi, tylko ewentualnie tym czy lepiej zrobić zakupy przed czy po godzinach dla seniorów. Na pewno na taki obraz sytuacji ma przebieg pandemii, która co prawda pochłonęła już w Polsce ponad 20 tys. ofiar, ale ostatecznie nie wstrząsnęła całym krajem tak, jak przewidywano w najczarniejszych snach. Dotyczy to zwłaszcza oczekiwań osób młodych i odpornych. Młodsi Polacy przestali bać się choroby i niestety często zapominają o zasadach społecznej solidarności w kontekście masek i dystansu społecznego.. Zagrożenie istnieje cały czas, szczególnie narażone są dalej osoby starsze i cierpiące na inne choroby. Miejmy tego świadomość zwłaszcza w czasie, w którym kończy się druga fala pandemii. Zarażonych wśród nas jest coraz więcej, a zdaje się, że o tym bardzo łatwo zapominamy. Szczególnie w sklepach. Gdzie te normy? To tam dochodzi do wielu zakażeń. Dlaczego? Jak wynika z badań przeprowadzonych przez UCE Research dla Hiper-Com Poland i Grupy AdRetail, Polacy przestali stosować się do rządowych rozporządzeń odnośnie zachowania w sklepach. Badanie wskazuje, że jedynie 10% z nas w czasie ostatnich 2 miesięcy zarazy założyło jednorazowe rękawiczki w sklepie. Większość ankietowanych wskazało, że po prostu nie boi...

Przeczytaj
supermarket
AdobeStock
Newsy Eksplozje w dwóch supermarketach „Biedronka”. Niepokojące informacje z zagranicy
Dziś nad ranem doszło do wybuchu w dwóch polskich sklepach - poszkodowane osoby odwieziono do szpitala.
Katarzyna Wyborska
grudzień 08, 2020

W nocy z 7 na 8 grudnia doszło do eksplozji w dwóch polskich sklepach. Zdarzenie miało miejsce w Holandii, w miastach Aalsmeer i Heeswijk-Dinther. Udało się ustalić, że oba supermarkety nie należą do sieci Biedronka, choć nosiły tę samą nazwę – większość polskich sklepów w Holandii ją wykorzystuje.   Jak podają serwisy informacyjne, pierwszy wybuch mieszkańcy usłyszeli około godziny trzeciej w nocy. Natychmiast wezwali straż pożarną, której przekazali, że poza tym jednym wybuchem było słychać jeszcze kilka mniejszych. Pożar gaszono do godziny 4:20. Supermarket znajdował się na parterze kamienicy – jej mieszkańców natychmiast ewakuowano, na szczęście nikomu nic się nie stało. Sklep został doszczętnie zniszczony przez ogień, który wybuchł w następstwie eksplozji. Lokalne porachunki? Służby wypytywały właściciela supermarketu, czy ma informacje o osobach, które mogłyby przeprowadzić zamach na jego sklep. Mohamad Mahmoed, który prowadził ten supermarket wyznał, że nie ma żadnych wrogów, którzy mieliby zniszczyć jego sklep. O sytuacji dowiedział się krótko po wybuchu, gdy obudzony sygnałem alarmowym sprawdził nagranie z monitoringu na którym nic nie było widać. Chwilę później zadzwonili do niego mieszkańcy kamienicy z informacją o eksplozji.   Kolejny wybuch miał miejsce 100 kilometrów dalej, w dużym supermarkecie w mieście Heeswijk-Dinther. Z miejsca wypadku ewakuowano 20 osób. Holenderska policja poinformowała, że na razie nic nie wiadomo o tym, by eksplozje były ze sobą powiązane. Grote #brand in winkel #Ophelialaan #Aalsmeer #grip1 pic.twitter.com/HuDn0WgUyy — Michel van Bergen (@mvbergen) December 8, 2020 Explosievenhond wordt ingezet bij onderzoek naar poolse supermarkt. #aalsmeer...

Przeczytaj
Jajka
Pixabay/jacqueline macou
Newsy Biedronka wycofuje ze sklepów jaja z chowu klatkowego. Zaskakująca decyzja
Na rynku pojawił się nowy trend dotyczący jaj z chowu klatkowego. Czy to kolejny krok w kierunku znajomej nam wszystkim ekologii?
Aleksandra Jaworska
grudzień 04, 2020

Koniec jaj z klatek. To najnowsza informacja dotycząca nowości produktowych w Biedronce.  Wcześniej niż się spodziewano Biedronka zapowiadała zmiany względem sprzedaży jajek już jakiś czas temu. Zapowiedzi miały jednak dotyczyć przyszłości. Popularna sieć sklepów chciała zrezygnować z chowu klatkowego dopiero za cztery lata. Nowa decyzja ma jednak dotyczyć początków nowego roku. Rynek co i raz narzuca pewne trendy. Jeden z nich dotyczy jajek. Jak donoszą portale internetowe do 31 grudnia 2021 roku sieć Biedronka wycofa świeże jajka klatkowe ze sprzedaży. Pierwszym regionem sieci, który wprowadzi tę zmianę, będzie stolica Polski. Jajka z chowu klatkowego znikną z półek w Warszawie już od 1 stycznia 2021 roku. Firma podała, że w zeszłym roku w Polsce blisko 50 mln kur zniosło ponad 10 mld jaj przeznaczonych do spożycia. Większość tych zwierząt spędza całe życie w klatkach. Chów ściółkowy, zwany też alternatywnym, wolno wybiegowym czy ekologicznym - stanowi mniej niż 20% udziału w hodowli niosek. Główny Inspektorat Weterynarii podaje, że na fermach ponad 40 mln kur żyło w klatkach, 6,2 mln w kurnikach w systemie wybiegowym, a w systemie wolno wybiegowym 1,9 mln. Chów ekologiczny w 2019 dotyczył jedynie 0,4 mln kur. Sprzedaż jajek Sprzedaż jajek w Biedronce w ubiegłym roku wyniosła 25%, natomiast w roku 2018 było do 20% jaj pochodzenia ekologicznego. Sieć zakłada, że od 1 stycznia 2022 będzie sprzedawała wyłącznie jaja oznaczone jako 2,1 lub 0. Te z symbolem 3 znikną z półek już na zawsze.  Chów klatkowy to zagadnienie, które dotyka nie tylko Polski. Czechy niedawno wezwały Komisję Europejską do opracowania prawa zakazującego chowu klatkowego w całej Europie. Co zrobią nasi sąsiedzi? Zdaję się, że nie będą mieli wyboru. Jajka...

Przeczytaj