Sprzątacz szpitala, odkażanie
kamonrat/Adobe Stock
Zdrowie

Sprzątacz oddziału zakaźnego w Londynie ujawnia całą prawdę! To OHYDNE, co robią z rzeczami ofiar COVID-19!

Pandemia koronawirusa nie daje za wygraną. Z czasem dowiadujemy się o niej coraz więcej. Na bieżąco poznajemy liczbę zakażonych, ofiar, a także coraz pełniejszą listę symptomów zakażenia. Więcej wiemy też już o kulisach walki z zarazą. Nawet o tych najbardziej smutnych…

Oddziały zakaźne szpitali na całym świecie to miejsce, w którym ciągle panuje koszmarna gehenna. W nieopisany sposób cierpią tysiące pacjentów, cierpią lekarze i cała służba zdrowia, która uwija się jak w ukropie, by każdemu potrzebującemu przynieść pomoc. Swoje odcierpieć musi także pozamedyczna obsługa szpitali – woźni, zaopatrzeniowcy, kierowcy, sprzątaczki i sprzątacze – opowieść jednego z nich z pewnością poruszy wasze serca.

Jeden z cichych bohaterów walki z pandemią COVID-19 to Joseph McKay pracownik szpitala w Londynie. McKay regularnie sprząta w tej placówce oddział zakaźny. Jak sam przyznaje do najmniej przyjemnych rzeczy należy porządkowanie prywatnych rzeczy zakażonych zmarłych:

- Kiedy sprzątałem szafkę jednego z chorych, znalazłem w niej książki. W jednej z nich wciśnięty był list do rodziny. Wiadomość była zwięzła i krótka: "Myślę, że to już koniec. Kocham Was". Najbardziej przykre jest to, że rzeczy osobiste osób, które zmarły na koronawirusa, są palone. Nie ma wyjątków. Rodzina nigdy nie zobaczy tego listu – mówi Joseph McKay, sprzątacz londyńskiego szpitala.

Jak się okazuje, w walce z COVID-19 nie ma miejsca na sentymenty i chwile wzruszeń. Wszystkie rzeczy osobiste chorych muszą być niezwłocznie niszczone w odpowiedni sposób, tak by pozostała na nich wydzielina nie przedostała się do zdrowej osoby. Wirus ma bowiem zdolność do krótkotrwałego utrzymywania się na powierzchni przedmiotów.

Do tej pory w Wielkiej Brytanii odnotowano 1,15 mln zakażeń  wirusem COVID-19. Zmarło 48 475 osób.

Źródło: onet.pl

Magda Gessler odpowiada na pytania

szczepionka koronawirus
AdobeStock
Newsy
Te osoby mogą zapomnieć o szczepieniu na COVID-19. Lekarze będą  wypraszać z gabinetu tych, którzy spożyli...
Zanim pójdziecie się zaszczepić na koronawirusa pamiętajcie, że nie wolno wam spożywać wcześniej tego produktu!

Prawdopodobnie już niebawem rozpoczną się masowe szczepienia Polaków przeciw koronawirusowi. Dzięki szczepionce będzie można wrócić do normalnego życia i być może za jakiś czas, pandemia będzie tylko przykrym wspomnieniem. Jednak aby móc zostać zaszczepionym, trzeba spełnić kilka warunków. Za przestrzeganie zwłaszcza jednego z nich każdy jest sam odpowiedzialny, a osoby nie stosujące się do tego nie zostaną zaszczepione. O co dokładnie chodzi?   Bardzo wiele osób zainteresowanych jest szczepionką. Chyba jeszcze nie przeprowadzono tak masowych szczepień wśród dorosłych ludzi – w końcu zaszczepione ma być prawie całe społeczeństwo z wyłączeniem osób, które nie mogą dostać szczepionki ze względu na różne przeciwwskazania. Ponieważ większość dorosłych była ostatnio szczepiona jako dzieci, nie zdają sobie sprawy z tego, jak należy się przygotować przed dostaniem zastrzyku. Zakazane substancje Światowa Organizacja Zdrowia przypomniała, że absolutnie nie wolno spożywać alkoholu przed przyjęciem szczepionki na COVID-19. Może on bowiem wywoływać następujące komplikacje: Osłabienie organizmu Skoki ciśnienia tętniczego Zaburzenia oddychania Wszystkie te objawy są przeciwwskazaniem do szczepienia i osoby będące pod wpływem alkoholu będą wypraszane z gabinetów. Abstynencja Co więcej, by dostać szczepionkę na koronawirusa nie wystarczy przyjść trzeźwym na szczepienie. Lekarze zalecają, by zachować abstynencję przez co najmniej 42 dni przed podaniem szczepionki. Zwracają też uwagę na fakt, że alkohol nie sprzyja rekonwalescencji, a wręcz przeciwnie – około 16% osób trafiających do szpitali z powodu ciężkiego przebiegu zakażenia koronawirusem, to ludzie otyli i cierpiący na cukrzycę. 30% spośród tych pacjentów umiera, a wielu z...

Ci ludzie specjalnie czekają, aż mięso się zepsuje, by je zjeść. Efekt? Zaskakujący
AdobeStock
Newsy
Ci ludzie specjalnie czekają, aż mięso się zepsuje, by je zjeść. Efekt? Zaskakujący
Ten nowy trend zdobywa coraz więcej wielbicieli. Specjalnie jedzą oni zepsute mięso, żeby wzbudzić w sobie te odczucia…

Jedzenie surowego mięsa jest powszechnie akceptowane w postaci tatara , carpaccio lub niedosmażonych steków . Ważne jest wtedy jednak, żeby mięso było bardzo świeże. Jedzenie zgniłego mięsa samego w sobie można uznać za dziwny pomysł. Jeśli mięso jest do tego surowe, to zahacza według wielu o szaleństwo! Mimo wszystko trend ten zyskuje wielu wielbicieli. Na przekór radom lekarzy i dietetyków, którzy załamują ręce, wiele osób specjalnie doprowadza do zepsucia mięsa, żeby potem je zjeść. Co chcą przez to uzyskać? Dlaczego ludzie jedzą zepsute mięso? Może wydawać się, że w Internecie pojawiło się już wszystko. Popularna jest dieta paleo , która zakłada odżywianie się podobnie do ludzkich przodków. Co jakiś czas pojawiają się też pomysły na mikstury , które mają oczyścić organizm ze złogów i toksyn. Tak dziwnego trendu nie było jednak dawno. Zepsute mięso daje podobno jego zwolennikom efekt podobny do alkoholu. Zyskał on nawet swoją unikalną nazwę „meat high”. Objawy, które można wywołać jedząc nadpsute mięso to: Zawroty głowy Uczucie euforii Radość Efekt halucynogenny Dlaczego zepsute mięso wywołuje taki efekt? Według singapurskiej dietetyczki, Naras Lapysys, specyficzne uczucia po zjedzeniu zepsutego mięsa prawdopodobnie pochodzą od ogromnej ilości różnych kultur bakterii, które rozwijają się w mięsie zostawionym do zepsucia. Trzeba dodać, że zwolennicy tej niecodziennej praktyki pozostawiają mięso bez ochrony i obróbki do zepsucia nawet przez rok! Czy jedzenie zepsutego mięsa jest bezpieczne? Wszyscy eksperci są w tej sprawie zgodni. Jedzenie zepsutego mięsa w celu osiągnięcia efektów halucynogennych jest bardzo niebezpieczne! Oczywiście można mieć szczęście i wyhodować na sztuce mięsa...

zaburzenia węchu koronawirus
Adobe Stock
Newsy
Nietypowy skutek koronawirusa. Kiedy wąchają jedzenie czują zapach…
Mimo iż pandemia trwa już niemal rok, wszystkie objawy i skutki koronawirusa wciąż nie są znane. Praktycznie każdy miesiąc przynosi nowe informacje na jego temat. I tak okazuje się, że wiele osób zmagających się z tzw. długotrwałym COVID-em skarży się na parosmię, czyli nietypowe problemy z węchem.

Długotrwały COVID Choć u części chorych na koronawirusa objawy po prostu znikają, większość zmaga się z tzw. długotrwałym COVID-em. Eksperci twierdzą, że zarówno na świecie, jak i w Polsce, nie brakuje pacjentów, którzy pierwsze objawy wirusa zaobserwowali u siebie w marcu i walczą z nimi do dziś. To właśnie te osoby są najbardziej podatne na różne dolegliwości. Okazuje się bowiem, że mutacja koronawirusa, którą obecnie obserwujemy w Wielkiej Brytanii, jest skutkiem właśnie długotrwałego zakażenia SARS-CoV-2. Nie inaczej jest w przypadku wyniszczającego zmęczenia i parosmii , na którą skarżą się przede wszystkim medycy i młodzi ludzie. Nietypowe zaburzenia węchu Parosmia to zaburzenie węchu polegające na odczuwaniu nieprawdziwych zapachów. Osoby cierpiące z powodu długotrwałych skutków COVID, coraz częściej skarżą się na prześladujący ich zapach… ryb, spalenizny lub siarki.  Czuję palący zapach siarki między innymi z koszy na śmieci. Inne rzeczy często pachną jak tosty – zdradza 24-letni Daniel Saveski z Londynu. W marcu pewnego dnia obudziłam się kompletnie bez smaku i węchu. Ten stan utrzymał się do końca maja. W czerwcu węch mi wrócił, ale większość rzeczy pachnie obrzydliwie. To taki mdląco słodki zapach, który trudno opisać, bo nie spotkałam się z nim wcześniej – tłumaczy Lynn Corbett z Sussex. W grupie ryzyka medycy i młodzi ludzie Ekspertów niepokoi fakt, że dolegliwości coraz częściej dotykają konkretnych grup społecznych - medyków i młodych ludzi. Póki co, nie potrafią oni wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje. Przypuszczają jedynie, że objawy te mają podłoże neurologiczne i nie są bezpośrednio zależne od zmian zapalnych zachodzących w nosie.  Niestety,  nie...

Monika Zamachowska
ONS
Newsy
Monika Zamachowska pokazała zdjęcie z zakupów. Internauci natychmiast zmieszali ją z błotem
Pandemia zdominowała 2020 rok. Obostrzenia związane z koronawirusem zmieniają się dosyć dynamicznie. W zeszły weekend ruszyły galerie handlowe. Wszyscy ruszyli na zakupy, m.in. dziennikarka Monika Zamachowska.

Zakupy w czasie COVID-19 przeszły w dużej mierze do strefy online. Zamiast robić je stacjonarnie, zamawiamy większość rzeczy przez Internet. Z prezentami świątecznymi nie będzie już tak łatwo. To jeden z powodów, dla którego w zeszły weekend otworzono polskie galerie handlowe.  Z dostawą do domu Pandemia zrewolucjonizowała nasze nawyki konsumenckie. Zamknięcie niektórych obszarów handlu zmusiło nas do przestawienia się względem zakupów. W ostatnich miesiącach kupowaliśmy głównie w sieci. Ze względu na wszechobecne obostrzenia, ale też bezpieczeństwo. Przez pandemię ucierpiało wiele biznesów. Niektóre musiały pogodzić się z porażką i zniknąć z rynku. Apele przedsiębiorców niewiele wskórały. Rosnąca liczna chorych na COVID-19 zmusiła rządzących do wielu restrykcyjnych zmian w obszarze gospodarki.  Siedzieliśmy w domu i większość rzeczy zamawialiśmy z dostawą do niego. Czas nadchodzących świąt zapowiadał jednak zmiany. W weekend 28-29 listopada otworzono wielkopowierzchniowe galerie handlowe. Wedle przewidywań na zakupy ruszyliśmy tłumnie. Dziennikarskie zwiady Wśród zakupowych ochotników znalazła się Monika Zamachowska, która chętnie dzieli się swoim życiem prywatnym na profilach społecznościowych. Prywatnie jest córką córką architekta Jerzego Pietkiewicza i dziennikarki Barbary Trzeciak-Pietkiewicz. Jej bratem ciotecznym jest Piotr Kraśko. 3 maja 2014 wyszła za aktora Zbigniewa Zamachowskiego i po ślubie przyjęła nazwisko męża. W 2009 uczestniczyła w dziewiątej edycji programu TVN Taniec z gwiazdami. Jej partnerem tanecznym był Krzysztof Hulboj, z którym zajęła 4. miejsce. We wspomniany, ostatni weekend listopada wybrała się do jednego z dużych, warszawskich supermarketów. Zdjęcie umieszone...