Ten ukraiński chleb pozwala wykryć wrogów wśród swoich. Co się kryje pod nazwą „palanycia”?
Youtube
Newsy

Ten ukraiński chleb pozwala wykryć wrogów wśród swoich. Co się kryje pod nazwą „palanycia”?

Zazwyczaj łatwo wyczuć, czy nasz rozmówca jest rdzennym mieszkańcem kraju. Ukraińcy też stosują tę metodę do wykrycia Rosjan wśród swoich. Używają do tego chleba...

Palanycia, to tradycyjny ukraiński chleb. W zależności od rodzaju przypomina albo nieco płaski bochenek, albo nawet staropolskie podpłomyki. Można wyróżnić wiele wersji palanyci w poszczególnych regionach Ukrainy.  Chleb ten jest symbolem szczęścia, pomyślności i gościnności.

Teraz w czasie wojny dodatkowo pomaga rozpoznać, „kto jest swój, a kto wróg”. Za pomocą tego chleba Ukraińcy z dużą dokładnością wykrywają ponoć rosyjskich sabotażystów ukrywających się z ludnością w piwnicach, czy wtapiających się w tłum z uchodźcami. Jak to możliwe?

Magda Gessler odpowiada na pytania

Szybolet, czyli słowo, trudne do wymówienia dla cudzoziemca

W każdym języku są takie słowa, których cudzoziemcy nie wymawiają prawidłowo. Jakąś zgłoskę za bardzo zmiękczają lub ich wymowa jest zbyt twarda, nadmiernie szeleszcząca, lub akcentują inną sylabę w wyrazie. Wystarczy usłyszeć jak ktoś wymawia nazwę i już wiadomo – on nie jest stąd.

Całe frazy, które mogą uchodzić za szybolety są dobrze znane każdemu Polakowi. Nie raz pewnie prosiliście cudzoziemca, żeby powtórzył takie zbitki słowne jak:

- W czasie suszy szosa sucha

- Stół z powyłamywanymi nogami

- Płaszcz przeciwdeszczowy

W historii Polski, słynne użycie szyboletów do rozpoznania osób pochodzenia niemieckiego wśród krakowskich mieszczan miało miejsce w 1312 r. po stłumieniu buntu. Napływowi mieszkańcy Krakowa pochodzenia niemieckiego, nie potrafili poprawnie wymówić prostych słów, które potrafił każdy rdzenny Polak. Te słowa to: soczewica, koło, miele, młyn.

Wydawałoby się, że są łatwe do wymówienia, nie mają przecież nic wspólnego z językowymi łamańcami, jak choćby „szedł Sasza suchą szosą”. Są łatwe, ale drobne niuanse w wymowie zdradzają obcą narodowość.

Zobacz także
Damian Michałowski pokazał jak zmienia się stan duchaj Ukrainek, które ugościł. Pieką bez opamiętania

Damian Michałowski pokazał, jak zmienia się stan ducha Ukrainek, które ugościł. Pieką bez opamiętania

Weronika Marczuk wydała książkę kucharską "O Ukraina!". Znamy przepis na kotlety po kijowsku

Weronika Marczuk wydała książkę kucharską "O! Ukraina!". Polecamy przepis na kotlety po kijowsku

Dlaczego Rosjanie nie potrafią dobrze wymówić nazwy chleba?

Dziś na Ukrainie takim słowem jest właśnie „palanycia”, nazwa tradycyjnego chleba, który wygląda, jakby ktoś chciał mu odciąć wierzch. Ten wierzch nacinany przed ponownym wyrastaniem ciasta i upieczeniem chleba staje się bardzo chrupiący i nadaje wyglądu, charakteru i smaku całemu wypiekowi.

Dr Maria Czetyrba z Zakładu Ukrainistyki w Instytucie Filologii Rosyjskiej i Ukraińskiej UAM w Poznaniu wyjaśniał dla jednego z portali, dlaczego Rosjanie nie potrafią prawidłowo wymówić tej nazwy:

- Wymowa wyrazów jest inna, gdyż ich pisownia, czyli zapis graficzny, jest różny w obu językach. To oznacza, że artykulacja obejmuje różne dźwięki. W języku rosyjskim to паляни́цa [palanica], a w ukraińskim – паляниця [palanyc'a]. Świszczące „c'” jest w języku ukraińskim miękkie, a w rosyjskim w pozycji twardej.

- Dodatkowo różnica jest w samogłoskach akcentowanych. W języku rosyjskim akcentowane jest и́ czyli dźwięk [í], zaś w języku ukraińskim и́ czyli dźwięk [ý] - tłumaczyła dr Czetyrba.

Jakby tego było mało, Rosjanie często nie znają nawet znaczenia tego ukraińskiego słowa. Może ono łatwo mylić im się z ukraińskim określeniem truskawek, czyli słowem „połunyci”.

Ponieważ Ukraińcy prowadzący obecnie walki obronne na terenie swojego kraju zauważyli, że wśród mieszkańców miast i uchodźców ukrywają się rosyjscy sabotażyści, zaczęli tą prostą metodą sprawdzać pochodzenie sąsiadów.

Robią to nawet dzieci, chcące pomóc w obronie kraju.

Wystarczy poprosić:

- Powiedz „palanycia"

I wszystko staje się jasne.

Źródło: wprost.pl, Wikipedia

Jak dawniej gotowano polski rosół? Nie uwierzycie, co do niego dodawano
AdobeStock
Newsy
Jak dawniej gotowano polski rosół? Nie uwierzycie, co do niego dodawano
Rosół ma naprawdę bogatą historię. Zjedlibyście tę zupę przygotowaną według receptury sprzed kilkuset lat?

Dziś nikt nie wyobraża sobie niedzielnego obiadu bez rosołu. Rzeczywiście, zupa ta jest tak popularna w Polsce, że trudno byłoby znaleźć dom, w którym rosołu się nie gotuje. Wiedzieliście, jak dawniej przyrządzano tę zupę? Aż ciarki przechodzą! Poznajcie historię polskiego rosołu i dowiedzcie się, jak kiedyś go gotowano. Skąd się wzięła nazwa „rosół”? O pochodzeniu słowa „rosół” uczył Polaków profesor Jan Miodek. Na stronie Słownik polsko@polski na Facebooku opublikowano słowa profesora na temat etymologii nazwy najpopularniejszej polskiej zupy: Gwarantuję Państwu poprawność etymologicznego wywodu, by rosół kojarzyć z solą, a ściślej mówiąc z podstawą słowotwórczą rozsolić. Dzisiejszy rosół pochodzi od rozsolić i miał pierwotną postać rozsół, ale jak to w polszczyźnie: trudna do wymówienia zbitka spółgłoskowa, jeden z tych elementów wypadł (ta pierwsza spółgłoska [z]) i dziś mamy rosół. O co chodziło z rozsoleniem? Dawniej, gdy nikt nie korzystał z lodówek, mięso konserwowało się z pomocą soli. Tak przygotowane kawałki mięsa należało przez ugotowaniem „rozsolić”, czyli odpowiednio wypłukać, dzięki czemu mięso nie było już tak słone i nadawało się do ugotowania. Polski rosół w XVII wieku Pierwsza oficjalna wzmianka o rosole znajduje się w najstarszej polskiej książce kucharskiej „Compendium Ferculorum”. Jej autor Stanisław Czerniecki polecał, by do rosołu dodać „zwierzyny wszystkie”. Co kryło się pod tym sformułowaniem? Przede wszystkim mięso wołowe i cielęcina, a także ptaki – głównie kuropatwy, gołębie i jarząbki. Co ciekawe, w tamtych czasach w Polsce większość potraw bardzo solidnie doprawiano – w tym rosół. Czerniecki...

Jak szampan to tylko rosyjski. Władimir Putin nazywa wszystkie inne zwykłymi „winami musującymi”
ONS/Pixabay
Newsy
Jak szampan to tylko rosyjski. Władimir Putin nazywa wszystkie inne zwykłymi „winami musującymi”
Prezydent Rosji Władimir Putin podpisał nowelizację ustawy zgodnie z którą miano jedynego w tym kraju szampana nosi ten rosyjski. „Tylko nasz szampan jest prawdziwy” - zapewnia z dumą.

Prezydent Rosji Władimir Putin nie uznaje żadnego innego szampana, poza tym rosyjskim. Polityk podpisał właśnie nowelizację ustawy, zgodnie z którą każdy inny rodzaj wina z bąbelkami, nawet prawdziwy szampan pochodzący z północno-wschodniej Francji, to nic innego, jak tylko „wino musujące”. Jak szampan to tylko rosyjski Putin uwielbia rosyjskiego szampana i nie wyobraża sobie, by mógł pić szampana z innego kraju. Prezydent podpisał właśnie ustawę, zgodnie z którą nawet prawdziwy francuski szampan importowany do Rosji, to jedynie "wino musujące". Mimo iż początkowo francuscy dostawcy byli zaskoczeni orzeczeniem i zagrozili wstrzymaniem dostaw, ostatecznie zmienili zdanie. Jeden z nich powiedział, że dostawcy "mogą odmówić zmiany nazwy swoich win i skutecznie zakończyć import". Czy import zostanie wstrzymany? Ustawa, zatwierdzona przez prezydenta Putina mówi o tym, że francuski produkt będzie musiał być sprzedawany jako „wino musujące”. Przedstawiciele Moët Hennessy, części grupy luksusowej LVMH –powiedzieli, że zawiesili dostawy do Rosji na czas zmiany marki swoich butelek. Moskiewskie biuro firmy stwierdziło, że francuscy producenci nie są przygotowani do zmiany nazwy swojego produktu pod rynek rosyjski, dodając, że dostawa będzie wstrzymana do czasu znalezienia innego rozwiązania. Zmiana legislacyjna, która wymaga wzmianki o „winie musującym” na etykiecie z tyłu butelek szampana, prowadzi do „tymczasowego zawieszenia dostaw”, aby dostosować się z logistycznego i regulacyjnego punktu widzenia – donosi The Times. Rosja importuje około 50 milionów litrów wina musującego rocznie. Moskiewski korespondent "Le Monde" twierdzi, że nowe prawo ma ułatwić promocję miejscowych win musujących, głównie tych...

Pampuszki z czosnkiem i pietruszką do barszczu. Tak jedzą we Lwowie i w okolicach
Wikipedia commons
Newsy
Pampuszki z czosnkiem i koperkiem do barszczu. Tak jedzą we Lwowie i w okolicach
Barszcz ukraiński to danie znane i lubiane. Wiecie jednak, że za naszą wschodnią granicą je się go wraz z tym pysznym dodatkiem, czyli pampuszkami z czosnkiem i koperkiem?

Lata „współpracy” PRL z ZSRR w ramach Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej i Układu Warszawskiego skutecznie zniechęciły Polaków do niemal wszystkiego, co pochodzi zza wschodniej granicy. Tymczasem w Rosji, na Białorusi i na Ukrainie można znaleźć naprawdę wiele ciekawych kulinarnych inspiracji. Kuchnia naszych wschodnich, słowiańskich sąsiadów jest na tyle podobna do kuchni polskiej, że tamtejsze smaki bez oporów przyjmą się także na polskich stołach. Jak za wschodnią granicą je się barszcz ukraiński? Dzisiaj przybliżymy wam jeden z kulinarnych zwyczajów kuchni ukraińskiej. O barszczu ukraińskim słyszeli niemal wszyscy, większa część Polaków także na pewno go próbowała. Warto jednak w tym miejscu dodać, że za wschodnią granicą ta zupa jest jeszcze gęstsza niż w polskim wariancie. Tym, co różni podawanie barszczu ukraińskiego w Polsce i za Bugiem różni jeden szczegół. Ukraińcy (ale także Rosjanie i Białorusini) do barszczu starają się podawać zamiast chleba wypieczone na drożdżach pampuszki. To nie wszystko. Te mięciutkie bułeczki przypominające nieco nasze drożdżówki podaje się obowiązkowo z omastą w postaci masła lub innego tłuszczu z posiekanym drobniutko czosnkiem. To jednak nie wszystko. Pampuszki do barszczu nie obędą się bez świeżego koperku, która wieńczy całe dzieło. Przepis na pampuszki z czosnkiem i koperkiem do barszczu ukraińskiego Składniki: 60 dag mąki pszennej 300 ml mleka 2 jajka 3-4 łyżki oleju 2 łyżki cukru 50 g drożdży świeżych (lub ok. 15 g drożdży instant) Łyżeczka soli 3-4 ząbki czosnku Świeży koperek 2-3 łyżki masła Przygotowanie: Przed przystąpieniem do wyrabiania ciasta wyciągnijcie mleko i jajka z lodówki, by nabrały temperatury pokojowej....

Numer "E"
Adobe Stock
Newsy
Czym się różnią „szkodliwe E” od „nieszkodliwych E”? Brzmią podobnie, ale tylko jedne z nich negatywnie wpływają na organizm
Konserwanty, wzmacniacze smaku, stabilizatory, emulgatory – w dzisiejszej żywności aż roi się od produktów oznaczanych literką „E”.

Nie trzeba od razu jednak popadać w paranoję i za wszelką cenę unikać produktów z domieszką tego typu substancji. Sama literka „E” oznaczy ni mniej, ni więcej, jak po prostu słowo „Europa”. Skąd więc wzięła się czarna legenda tych dodatków do żywności? Numer „E” to po prostu symbol nadawany przez Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności podlegający pod Komisję Europejską. To właśnie ta instytucja Unii Europejskiej orzeka, który dodatek do żywności powinien znaleźć się na liście „E”, a który nie. Co jest trucizną? Zgodnie z rozporządzeniem Ministerstwa Zdrowia, a także w zgodzie ze wspólnotowym prawem, urzędnicy wpisują dany produkt na listę, gdy: Istnieje technologiczna konieczność jego dodania do konkretnego innego produktu. Jego użycie w danym produkcie nie wprowadza konsumentów w błąd. Sprawdzono, że jego użycie nie zagraża zdrowiu konsumentów. Skupmy się na tym ostatnim punkcie. Krótko mówiąc, obecne normy produkcji żywności przetworzonej, nie dopuszczają do obrotu trującą żywnością. Naturalne i sztuczne dodatki spod znaku „E”, często mogą okazać się trujące dopiero w znacznie wyższych dawkach i stężeniach, niż w produktach, które kupujecie w sklepie. Doskonale obrazuje to maksyma niemieckiego uczonego Parascelusa, według której wszystko jest trucizną i jednocześnie nic jest trucizną – to zależy jedynie od dawki. Dla dobra konsumentów Dlatego też wybierając produkty ze wzmacniaczami smaku i konserwantami, nie powinniście popadać w przesadną panikę. Lepszym rozwiązaniem będzie poszukiwanie zdrowego rozsądku i złotego środka w odżywianiu się przetworzoną żywnością. Wszystko jest dla ludzi. I tak samo właśnie dla ludzi są barwniki, konserwanty,...