Poszły na grzyby i spotkało je coś strasznego! Nie chodźcie same do lasu - apeluje policja
AdobeStock
Newsy

Poszły na grzyby i spotkało je coś strasznego! „Nie chodźcie same do lasu” - apeluje policja

Zbierając grzyby zwykle nie rozglądamy się dookoła, patrzymy pod nogi, żeby nie przegapić najlepszych okazów. Czasem, gdy wreszcie podniesiemy wzrok, może nas spotkać niemiła niespodzianka. Oby jak najrzadziej!

Spacerowanie po odludnych czy zalesionych terenach, może być niebezpieczne. Dobrze, jeśli spotkanie będzie jedynie nieprzyjemne i skończy się wyłącznie na strachu, jak w przypadku kobiet z okolic Tarnobrzega.

Pamiętając o swoim bezpieczeństwie, warto do lasu wypuszczać się całą grupą. Pilnujcie też, żeby nie chodziły tam dzieci bez opieki. Policja apeluje: ,,nie wybierajcie się do lasu w pojedynkę. Dotyczy to zwłaszcza kobiet i dzieci”.

Magda Gessler odpowiada na pytania

Był ubrany tylko w karnawałową maskę

Dwie kobiety z Podkarpacia zbierające grzyby, zdenerwowane zadzwoniły na policję. Zgłosiły, że w lesie spotkały ekshibicjonistę. Mężczyzna był kompletnie nagi i miał na sobie jedynie maskę. Golas mocno przestraszył grzybiarki i przepędził je z lasu. Po przyjeździe na miejsce, policja przeszukała teren, ale nie znalazła napastnika, a panie nie były w stanie nawet w przybliżeniu opisać jego wyglądu. Na szczęście, goły mężczyzna nie wyrządził kobietom żadnej krzywdy. Skończyło się tylko na strachu i niesmaku po uczestnictwie w tak obscenicznym wydarzeniu.

Policja apeluje jednak do wszystkich, aby nie wybierali się do lasu w pojedynkę i szczególnie uczula na to panie.

Zobacz także
Dlaczego na grzyby trzeba iść tylko o świcie? Wcale nie chodzi o to, żeby zdążyć przed innymi

Dlaczego na grzyby trzeba iść tylko o świcie? Wcale nie chodzi o to, żeby zdążyć przed innymi

Kielce: mężczyzna w różowej sukience ukradł 4 kg lodów i okradł sklep spożywczy. Szuka go policja

Kielce: mężczyzna w różowej sukience ukradł 4 kg lodów i okradł sklep spożywczy. Szuka go policja

Jak zachować się, gdy spotkamy ekshibicjonistę?

Seksuolodzy uspokajają, że osoby obnażające się w miejscach publicznych, z reguły nie posuwają się do czynnej napaści fizycznej czy gwałtu. Zależy im na wywołaniu przerażenia. Unikają dużych skupisk ludzi, poruszają się po odosobnionych terenach, chętnie wywołują szok i strach u samotnie spacerujących kobiet.

Najlepsza reakcją na golasa biegnącego z przeciwka jest... brak reakcji. Ponieważ zależy mu na wystraszeniu przechodnia, chce być zauważony i zwyzywany, więc gdy uciekamy przed nim z krzykiem, stajemy się spełnieniem jego fantazji seksualnych.

Dlatego należy go zignorować i szybko oddalić się, a o zdarzeniu powiadomić policję.

Epidemia golasów

To nie jedyny przypadek gołego mężczyzny grasującego ostatnio po naszym kraju.

Media donosiły niedawno o nietrzeźwym 27-latku z Nowej Huty, który biegając z wycieraczka w ręku, zdewastował tramwaj. Straży Miejskiej tym razem udało się zatrzymać mężczyznę.

Daleko idące konsekwencje spotkają z kolei innego pijanego golasa, który przed zatrzymaniem zdążył jeszcze zrobić zakupy.

Do sklepu spożywczego w Świdnicy, w pewien wrześniowy dzień, w samym środku tygodnia, przyszedł na zakupy 38-letni mężczyzna. W odróżnieniu od pozostałych klientów osiedlowego spożywczaka, był kompletnie goły. Zawiadomiona została policja, która szybko pojawiła się na miejscu i ustaliła, golas to prokurator świdnickiej Prokuratury Rejonowej. Rzecznik lokalnej policji, udzielił dziennikarzom krótkiej informacji:

38-letni mężczyzna, mieszkaniec powiatu świdnickiego, został przekazany rodzinie.

I choć prokurator w chwili zdarzenia był na urlopie, czeka go postępowanie dyscyplinarne, a obecnie jest zawieszony w obowiązkach.

O sprawie gołego prokuratora jest głośno nie tylko w regionie. Jak donosi lokalny portal Swidnica24, zainteresowały się nim nawet zagraniczne media:

Brytyjskie, tureckie, rumuńskie, a nawet indonezyjskie i tajwańskie media opisały na swoich łamach incydent z udziałem Macieja W., prokuratora Prokuratury Rejonowej w Świdnicy.

Źródło: wp.pl, tustolica.pl, swidnica24.pl

Grzybobranie
Adobe Stock
Newsy
Tragiczny finał grzybobrania. 46-latek umierał sam przy drodze 
Pan Sylwester bardzo lubił zbierać grzyby. Chodził do lasu tak często, jak było to możliwe. Któregoś dnia po prostu nie wrócił…

Można powiedzieć, że grzybobranie stało się "sportem narodowym" Polaków. Nie wiadomo dlaczego, ale uwielbiamy to robić. Jednak bardziej od samego grzybobrania cieszą nas potrawy przyrządzane z darów lasu. Pyszne potrawy Grzyby możemy dodać praktycznie do wszystkiego. Bez względu na to czy są to kurki, maślaki, podgrzybki czy rydze - właściwie doprawione będą smakować obłędnie! Idealnie sprawdzą się jako główny składnik wielu dań, ale także jako dodatek. Można z nich zrobić, na przykład aromatyczną zupę grzybową, która głównie przywodzi na myśl Święta Bożego Narodzenia. Dary lasu idealnie sprawdzą się również na co dzień. W roli bohatera można je spotkać choćby w pierogach, kotletach oraz makaronach ! Wielu przyrządza z nich aksamitne sosy lub rozpływające się w ustach gulasze . Grzybami możesz nawet faszerować jajka ! Tak naprawdę w kuchni ogranicza nas tylko wyobraźnia! Tragiczny koniec grzybobrania Nic dziwnego, że pan Sylwester zapragnął wzbogacić swoje zapasy właśnie o grzyby. W województwie warmińsko-mazurskim, z którego pochodził, nie brakuje przecież lasów. 46-latek wybrał się więc do jednego z nich. Po kilku godzinach pracy mężczyzna wyszedł z lasu zadowolony, z koszykiem wspaniałych okazów. Do domu wracał poboczem drogi. Pech chciał, że w tym samym czasie przejeżdżał nią samochód kierowany przez osobę odurzoną narkotykami . Auto uderzyło w pana Sylwestra z ogromną siłą. Mężczyzna wylądował w rowie. Sprawca wypadku nie udzielił mu jednak pomocy. Widząc konającego 46-latka zbiegł z miejsca wypadku. Pan Sylwester zmarł na miejscu. - Żył sobie spokojnie, aż do dnia, kiedy ten ćpun go zabił na drodze - mówi pani Ewa, siostra zabitego. Ciało mężczyzny znalazł miejscowy podleśniczy. O sprawie...

Kotlety
merrimonc/Adobe Stock
Newsy
2-letni chłopiec zjadł mięso z popularnego sklepu. Tragiczny finał historii
Smutne wieści z Francji. Tragicznie skończyło się zjedzenie zepsutego mięsa ze znanego niemieckiego marketu przez 2-letnie dziecko.

Korzenie tej długiej, dramatycznej historii sięgają 2011 roku. 2-letni wówczas Nolan Moittie zjadł wtedy na obiad zwykły, mrożony kotlet zakupiony w sieci Lidl. Po czasie okazało się, że felerne mięso zawierało w sobie bakterie E. coli.  Chłopiec zatruł się i na efekty nie trzeba było długo czekać. Postępująca choroba Szybko okazało się, że bardzo mocno ucierpiały wrażliwe nerki francuskiego dziecka. Chłopiec zapadł na chorobę zwaną zespołem hemolityczno-moczniowym. Ta przypadłość charakteryzuje się ostrym uszkodzeniem nerek i zaburzeń składu krwi, który nieuchronnie prowadzi do anemii. Na tę chorobę zapadają zwykle niemowlęta i małe dzieci. W przypadku dorosłych choroba ma jeszcze ostrzejszy przebieg. Mały Nolan dorastał wraz z postępującą chorobą. Z czasem zaczęły mu towarzyszyć poważne neurologiczne powikłania wynikające ze wspomnianego zespołu hemolityczno-moczniowego. Chłopiec z roku na rok stawał się coraz mniej sprawny, a wreszcie, pod koniec swojego krótkiego życia był  zupełnie sparaliżowany. Nolan wówczas nie mógł już także mówić. Sprawiedliwości szukali w sądzie Po ośmiu lat cierpienia, chłopiec zmarł. Jak powiedziała mediom adwokat rodziny Moittie, pani Florence Roult, rodzice chłopca przeżyli razem wiele ciężkich prób: – Chłopiec po prostu umierał na ich oczach raz po raz. Sprawa, jak można się domyślać, miała swój finał w sądzie. Na ławie oskarżonych zasiadł Guy Lamorlette, szef firmy Seb-Corf, dystrybutor mrożonych kotletów, które nieszczęśliwie spożył 2-letni Nolan. Mężczyzna usłyszał wyrok 3 lat więzienia za nieumyślne spowodowanie śmierci dziecka. Przedsiębiorca dostał także zakaz prowadzenia działalności gospodarczej i nakaz wypłaty odszkodowania rodzinie Moittie. Biznesmen zapowiedział wniesienie apelacji....

Dziecko w szafie
Adobe Stock
Newsy
Trudno powstrzymać łzy. Wyrodna matka głodziła swoją córeczkę. Przeżyła dzięki braciszkowi
Zdjęcie zagłodzonej półrocznej dziewczynki z Rosji w mgnieniu oka obiegło cały świat. Niewiarygodnie tragiczna historia wstrząsnęła ludźmi.

37-letnia Julia pochodząca z Karpińska w Rosji jest matką trójki dzieci. Jak donoszą polskie media, ostatnią córeczkę urodziła w kwietniu tego roku. Niestety, o tym fakcie nie wiedział nikt poza nią i mężem, który gdy dowiedział się o ciąży odszedł od kobiety twierdząc, że dziecko nie jest jego.  Julia została więc sama z brzuchem i dwójką małych dzieci: 3-letnią córką i 12-letnim synem. Ten stan rzeczy sprawił, że podjęła decyzję, która mogła okazać się naprawdę tragiczna w skutkach. Kobieta udawała, że to nie jej dziecko 37-latka przez całą ciążę nie konsultowała się z żadnym lekarzem . Na czas porodu, który przeprowadziła samodzielnie w domu, wysłała dwójkę swoich dzieci do babci. Kiedy wróciły, po porodzie nie było już ani śladu. Jednak w mieszkaniu pojawiło się dziecko.  Kobieta wytłumaczyła, że to niemowlak koleżanki , którym musi się zająć zaledwie przez kilka dni. Po upływie tego czasu dziecko zostało schowane do szafy. Przyjaciółki ruszyły na pomoc Niemowlę uratowały przyjaciółki 37-latki, które spontanicznie postanowiły odwiedzić kobietę. Mimo początkowych oporów, zostały wpuszczone do jej domu. Wizyta nieco się przeciągnęła. Popijając drinki kobiety usłyszały niepokojące dźwięki. Julia zbagatelizowała ten fakt mówiąc, że to lalka 3-letniej córki. Intuicja nie pozwoliła jednak na spokojne kontynuowanie spotkania. Jedna z kobiet postanowiła wyciągnąć 37-latkę na papierosa. W międzyczasie druga przeszukała mieszkanie. Kiedy otworzyła szafę zamarła…  Matka głodziła swoją córeczkę W niewielkiej torbie sportowej leżało… dziecko. Przyjaciółki natychmiast zawiadomiły o tym fakcie policję. Okazało się, że dziewczynka mieszkała w szafie przez...

Kokaina w kinder niespodziankach
Adobe Stock
Newsy
Przerażające, co kobieta ukryła w Kinder jajkach swoich dzieci. Nie mieści się w głowie!
Ukryty w czekoladowych jajkach dla dzieci produkt mógł doprowadzić do tragedii. To były bardzo niebezpieczne Kinder niespodzianki!

Kinder niespodzianki to uwielbiane przez dzieci jajka z czekolady. W ich wnętrzu zazwyczaj kryje się niewielka zabawka dająca wiele radości najmłodszym. Te popularne słodycze w domu pani Holland okazały się jednak wspaniałą kryjówką dla nielegalnej substancji. Co w nich schowała Mieszkająca w Wielkiej Brytanii Vicki Holland jest mamą aż czworga dzieci. Nikogo nie dziwił więc fakt dużej ilości Kinder niespodzianek znajdujących się w jej domu. Z czasem okazało się jednak, że w ich wnętrzu Vicki ukrywa… kokainę! Słodycze pomieściły aż 1600 gramów narkotyku! Jak wiadomo posiadanie kokainy jest karalne. Podstawowy problem polegał jednak na tym, że produkt był łatwo dostępny dla dzieci, dla których nawet niewielka dawka narkotyku mogła okazać się śmiertelna. Szybka interwencja Na szczęście policja szybko trafiła na trop 36-latki. Jak się później okazało kobieta nie tylko posiadała narkotyki, ale również nimi handlowała wraz ze swoim 42-letnim partnerem. Za ten wybryk Vicki została skazana na rok i osiem miesięcy w zawieszeniu. Z kolei jej partner na 30 miesięcy. Źródło: parenting.pl