Fenomen szklanek w koszyczku. Czy ktoś jeszcze z nich pije?
Adobe Stock
Newsy

Pamiętacie szklanki w koszyczkach? Mało kto wie, skąd pochodzi zwyczaj takiego podawania herbaty

Jeśli pamiętacie szklanki w koszyczku, to pewnie wiecie też, że najczęściej pito z nich tzw. herbatę plujkę czy sypaną kawę po turecku. Skąd się wzięły takie naczynia i dlaczego dziś ich już nie używamy?

Koszyczki ze szklankami, w których podawano gorące napoje to bardzo powszechne naczynie w czasach PRL-u. Komplet koszyczków można było znaleźć w niemal każdym domu. Te klasyczne, wykonane były z metalu, zdarzało się, że dwukolorowego lub barwionego.

W sklepach można było kupić koszyczki drewniane, plastikowe czy wiklinowe. Niektórzy zdobili swoje dodatkowo je malując, inni wyplatali je z żyłki czy nawet dziergali na szydełku.

Magda Gessler odpowiada na pytania

Skąd pochodzą koszyczki do szklanek?

Pierwsze szklanki wkładane do koszyczków z uchwytem umożliwiającym przenoszenie gorących napojów, pochodzą z XVII w. z terenów Niemiec i Rosji. Najczęściej wykonywane były z miedzi lub srebra, rzadziej z cyny lub złota. Używali ich bogaci mieszczanie i arystokracja. W XIX w. ten rodzaj naczyń do gorących napojów zagościł we Francji i trafił do Polski.

Po I wojnie Światowej praktycznie zniknął z terenów Europy Zachodniej, a stał się coraz bardziej popularny w Europie Wschodniej, przede wszystkim w Rosji. W czasie dwudziestolecia międzywojennego, na terenie Polski działało kilkadziesiąt zakładów zajmujących się wytapianiem koszyczków. W tym okresie były używane w średnio zamożnych domach w centralnej, zachodniej i północnej Polsce.

W czasach PRL-u, te najczęściej bogato zdobione naczynia, dodawały gospodarstwom domowym luksusu i nowoczesności. W takich szklankach podawano herbatę plujkę lub kawę sypaną i uważano, ten sposób podania za elegancki, a pani domu mogła pochwalić się przed gośćmi wymyślnymi koszyczkami.

Zdarzało się, że szklanka w koszyczku była dodatkowo stawiana na spodku, dzięki czemu po wymieszaniu cukru w herbacie gość mógł w kulturalny sposób odłożyć na nim łyżeczkę, nie brudząc obrusa.

Obecnie dawne kruche szklanki w koszyczkach zastępujemy trwałymi kubkami. Można w nich podawać gorące napoje bez obawy, że pękną pod wpływem wrzątku. Są jednocześnie tak samo wygodne, nie parzą rąk, można je łatwo przenosić. W ten sposób tak zwane podstakanniki (słowo pochodzące z j. rosyjskiego) poszły w odstawkę.

Zobacz także
Pamiętacie takie sztućce? W PRL-u były w wielu domach. Macie je jeszcze w swoich kuchniach?

Pamiętacie takie sztućce? W PRL-u były w wielu domach. Macie je jeszcze w swoich kuchniach?

Magdalena Boczarska  musiała przytyć do roli Michaliny Wisłockiej. W PRL-u kobiety nie były tak fit jak dziś

Magdalena Boczarska przytyła do roli Michaliny Wisłockiej. W PRL-u kobiety nie były tak fit jak dziś

Mieliście w swoich domach koszyczki na szklanki?

Kawę i herbatę w czasach PRL-u pijało się najczęściej w szklankach. Szklanka z cienkiego szkła bez ucha miała tę wadę, że gorący płyn znajdujący się w środku, parzył w palce. Dlatego gorące napoje podawane w szklankach można było łatwo przenieść dopiero wtedy, gdy szklanka stała na spodeczku lub gdy została wstawiona w koszyczek z uchwytem.

Obserwatorzy facebookowego profilu LOL mania, także używali szklanek w koszyczkach, bo na widok zdjęcia z tak podaną  kawą plujką, zaczęli dzielić się swoimi własnymi wspomnieniami:

- W 1982 roku na prezent ślubny dostaliśmy 7 kompletów tego cuda.

- Do tej pory są w naszym użyciu. Służą jak kiedyś.

- Lubię z nich pić kawę lub mocną dobrą herbatkę.

- Mój tata pije w takiej szklance do teraz. 

- Dziś ciężko dostać taką szklankę, a tata pije tylko w niej.

Źródło: czajownia.pl, Facebook/LOLmania,

Macie w domu takie szklanki? Mają długą historię, obchodzą nawet urodziny
własne
Newsy
Macie w domu takie szklanki? Mają długą historię, obchodzą nawet swoje urodziny
Popularna szklanki z płaskimi ściankami mają ponad 400 lat historii. Nadal są produkowane. Można w nich pić zimne i gorące napoje. Macie je?

Dziś można je dostać w sklepach IKEA, ale także wielu innych punktach. Są produkowane na całym świecie. Wzór szklanki pochodzi z Rosji, a jej dzieje sięgają XVIII wieku i czasów Piotra I Wielkiego. Szklanka wyglądała w tych czasach trochę inaczej niż dziś. O tym rodzaju szklanki w ostatnich miesiącach słyszeliśmy dużo, za sprawą doniesień o przypadkach eksplodującego szkła.  Pochodzenie szklanek z płaskimi bokami Historycy twierdzą, że szklanki były używane w carskiej Rosji, w czasach Piotra I. To on nakazał produkcję swoich ulubionych szklanych naczyń. Z rozpowszechnieniem tego rodzaju szklanek wiąże się pewna historia. Piotr I Wielki był władcą, który rozpoczął budowę rosyjskiej floty. Na statkach bujało i stojące na stołach szklanki często turlały się i rozbijały. Szklanki z płaskimi ściankami nie toczyły się po blacie i dzięki temu były trwalsze. W czasach, w których pito głównie z naczyń drewnianych to, że na statkach pojawiły się szklanki, symbol zachodu i nowoczesności marynarze zawdzięczali właśnie Piotrowi Wielkiemu. Rosyjski car zapatrzony w europejskie nowinki, szczególnie upodobał sobie picie napojów w pionierskich i kruchych szklankach. Jak produkowano szklanki w czasach Piotra I? Zanim produkcja szklanek stała się masowa, i zaczęto je wytwarzać w dużych hutach szkła, były produkowane ręcznie. Wydmuchiwano szkło, wykorzystując do tego drewniane formy, przypominające beczki. Z tego kształtu formy, wykonanej z wąskich deseczek, ścianki szklanki były płaskie. Pierwsze modele nie miały też obłego zakończenia. Ścianki były płaskie na całej wysokości, od dna, aż do góry. Pierwsza szklanka współczesnego modelu, czyli ta zakończona obłą ścianką, została wyprodukowana w Związku Radzieckim w 1943 roku, podczas II wojny światowej....

Pito z niej herbatę, nastawiano mleko na zsiadłe. Pamiętacie musztardówki z PRL-u?
Wikipedia Commons
Newsy
Pito z niej herbatę, „nastawiano” w niej mleko na zsiadłe. Pamiętacie musztardówki z PRL-u?
Musztardówka zwana była „polską szklanką narodową” lub „pucharem przechodnim”. To fenomenalne opakowanie po musztardzie miało wiele żyć. Przypominamy je wszystkie.

„Całą epokę PRL-u charakteryzował brak wszystkiego, również szklanek” – możecie usłyszeć na filmie „Musztardówka – puchar przechodni” z cyklu Leksykon PRL, zrealizowanym przez TVP. W tych czasach faktycznie brakowało niemal wszystkiego. Zmuszało to gospodynie do stosowania zamienników, a ich pomysłowość w tym zagadnieniu nie miała granic. Kandyzowaną skórkę pomarańczową zastępowały w wypiekach scukrzoną marchewką, orzechy w bloku czekoladowym, pokruszonymi herbatnikami, a potrzebne w domu szklanki – opakowaniami po musztardzie. Skąd się wzięła musztardówka i jak wyglądała? Musztardówka to szklanka, a właściwie szklane naczynie, w którym sprzedawano popularną musztardę. Dzięki temu, że metalowa pokrywa nie była nakręcana jak nakrętka słoika, tylko zaciskana dookoła szyjki i naczynie nie miało gwintu w szkle, po umyciu, stawało się doskonałą szklanką wielokrotnego użytku. Rodziny kupując kolejne słoiczki musztardy, kompletowały sobie całą szklaną zastawę. Szklanka miała wygodną wielkość 0,2 l, odlewano ją ze szkła niskiej jakości, ale za to grubego – była więc trwała. Miała nierównomierny, morski kolor i pierścienie w dolnej lub górnej części, za które łatwo było naczynie trzymać. Żywot peerelowskich musztardówek zakończył się, gdy po 1990 r. zastąpiono szkło, w którym sprzedawano musztardę, plastikiem. Do czego używano musztardówek? Zastosowań szklanki z grubego szkła, odzyskanej po zjedzeniu musztardy, było dużo: Szklanka była wyposażeniem saturatorów. To w nich podawano spragnionym klientom tzw. „gruźliczankę”. Czystą lub z sokiem, a następnie symbolicznie myto przed podaniem kolejnemu klientowi,  spryskując słabym  strumieniem wody. Była...

Mówiąc o plujcie wcale nie mamy na myśli muchy. Tak w PRL-u podawano pewien napój
własne
Newsy
Pamiętacie „plujki”? Wcale nie chodzi o muchy. Tak w PRL-u podawano pewien napój
Herbata plujka i kawa zalewajka to jedyne w swoim rodzaju napoje podawane w dawnej Polsce. Na czym polegało ich parzenie?

Dzisiejsze sposoby podania różnią się, bo herbaty są pakowane w torebki i herbaciane fusy nie dostają się do ust podczas picia. Parząc herbatę liściastą, używamy z kolei pojemników do parzenia i sitek, które pozwalają okiełznać pływające fusy. Kawę parzymy w ekspresach i ich fusy również nie przeszkadzają nam delektować się smacznym naparem. Kiedyś tak nie było. Tak w PRL-u pito herbatę plujkę Ktoś pamięta jakie marki herbaty można było kupić w sklepach w PRL-u? Wszystkie herbaty wprowadzała do sklepów Spółdzielnia Spożywców „Społem”. Nawet w tych czasach w sklepach można było dostać kilka rodzajów herbaty. Pierwotnie dzielono je na tzw. „plujki” czyli niskojakościową herbatę, której liście nie opadały na dno szklanki, nawet po długim parzeniu. Do plujek należała herbata „Popularna”. A także herbaty uznawane za lepsze, jak herbaty Madras, które parzyły się dokładniej, a obciążone listki spadały na dno szklanki i nie przeszkadzały w piciu. Z czasem jednak herbatą plujką zaczęto nazywać wszystkie napary zaparzone bezpośrednio w szklance, bez użycia sitka. Czyli nazwę „plujka” przypisywano sposobowi parzenia, a nie gatunkowi herbaty. Do szklanki wsypywało się trochę listków, zalewało się, a potem po piciu….pluło różnymi rodzajami listków. Dlatego nazywała się pewnie „plujką” - dociekano w filmie  „Herbata Popularna czy Kawa plujka? Czyli PRL w filiżance” Jak pito w PRL-u kawę? Ilość kaw dostępnych w tamtych czasach mocno odbiegała od tego, do czego dziś jesteśmy przyzwyczajeni. Wg „Muzeum życia w PRL-u” na rynku były tylko dwa rodzaje kawy: kawa zbożowa kawa naturalna Każda z nich miała oczywiście różne marki,...

Bożonarodzeniowe paczki  i zabawy dla dzieci pracowników w PRL. Pamiętacie?
własne
Newsy
Bożonarodzeniowe paczki i zabawy w zakładach pracy dla dzieci pracowników w PRL-u. Pamiętacie?
Do dzisiaj firmy szykują paczki dla dzieci swoich pracowników. Ale obecnie kilogram pomarańczy, czekolada i sezamki nie są takim rarytasem jakim były w latach 70. i 80. Co dzieci dostawały w PRL od pracodawców swoich rodziców?

Na te paczki świąteczne z zakładów pracy wszyscy czekali z utęsknieniem. I choć nazywano je paczkami dla dzieci, to i mamy też znajdowały w nich coś dla siebie. I to takie smakołyki, których nie były w stanie kupić w sklepach. Z tego powodu paczki dla dzieci były wyczekiwanymi prezentami dla całej rodziny.  Paczki pachnące pomarańczami, a w nich „bajkowe” i „pierroty” Prawdziwe szczęście miały rodziny, w których było więcej niż jedno dziecko. Mama lub tata przynosili wtedy przynajmniej dwie ogromne torby wypełnione smakołykami. Co znajdowało się w bożonarodzeniowych paczkach dla dzieci? Były w nich zwykle same słodycze. To dopiero po latach, do świątecznych paczek dla dzieci, firmy zaczęły dokładać drobiazgi do zabawy na wzór jajek z niespodzianką. W czasach PRL-u największą radością dla dzieci i rodziców było otrzymanie samych łakoci. Oto co dzieci znajdowały w paczkach: Pomarańcze, a z czasem też mandarynki Czekoladę z orzechami Czekoladowego mikołaja Pierniczki w lukrze i pierniczki w czekoladzie Mieszankę czekoladową „wedlowską”, z której w pierwszej kolejności wyjadane były trufle „Bajeczne” i „Pierroty” z drobinkami orzechów Blok waflowy Sezamki I... kawę dla mamy Zabawy świąteczne dla dzieci w zakładach pracy Poza paczkami, zakłady pracy w PRL obowiązkowo organizowały zabawy świąteczne dla dzieci. W dużej sali konferencyjnej, stołówce pracowniczej lub na korytarzu stawała ubrana choinka, a do dzieci wychodził prawdziwy, olbrzymi Mikołaj. Maluchy otrzymywały słodki poczęstunek, a gdy już się najadły i zasłodziły, były zapraszane do zabawy. Najważniejszą, obowiązkową zabawą była ta z noszeniem jajka na łyżce. Do wyścigu ustawiano w rzędach kilkoro dzieci w...