Dziennikarka Polsat News zakażona koronawirusem
Adobe Stock
Gwiazdy

Uwielbiana dziennikarka zakażona koronawirusem. Kilka lat temu walczyła z rakiem piersi

Dziennikarka o zakażeniu SARS-CoV-2 poinformowała w sobotę. Test na obecność koronawirusa wykonała trzy dni wcześniej, ale w izolacji, razem z rodziną, jest od poniedziałku.

 

"Oby jak najwięcej z nas przechodziło COVID-19 bezobjawowo lub z objawami, które kładą do łóżka, a nie pod respirator" - apeluje dziennikarka Polsat News Joanna Górska, u której wykonano test z pozytywnym wynikiem na koronawirusa. Bliskie otoczenie dziennikarki JEST zakażone. 

"Nasi znajomi, z którymi mieliśmy kontakt, również" - dodała Joanna Górska, która przebywa na domowej kwarantannie z synem Kacprem i partnerem Robertem.

"Wychodzimy już na prostą"

Jej syn Kacper przechodzi zakażenie SARS-CoV-2 bezobjawowo. "Ja i Robert (Szulc, partner dziennikarki - red.) trochę się pomęczyliśmy. Gorączka, ból pleców, głowy, oczu i kości, duszący kaszel. Wydaje się, że wychodzimy już na prostą" - podkreśla prezenterka. Przypadki pokazują, że zarówno przechodzenie wirusa bezobjawowo, jak i ze ściśle określonymi objawami jest powszechne i trudno określić co decyduje o sposobie w jaki dana osoba zmaga się z zakażeniem koronawirusa.

Wspólna walka z rakiem

Joanna Górska ma już za sobą poważne zdrowotne przejścia. Kilka lat temu padła diagnoza - rak piersi. Zainspirowana historią i potrzebą opowiedzenia swojej historii dziennikarka w październiku wydała książką pod znaczącym tytułem "Dziad. On silny, my silniejsi", w której można znaleźć zapis kilku miesięcy wspólnej walki z rakiem. Współautorem książki Joanny Górskiej jest jest życiowy partner - Robert Szulc.

 

Osoby przechodzące nowotwór są w szczególnej grupie ryzyka, jeżeli bierzemy pod uwagę zakażenie SARS-CoV-2. Istota choroby leży bowiem w odporności danego człowieka. Nowotworowa historia pacjenta stwarza więcej zagrożenia, jeśli chodzi o sam przebieg zachorowania, jak i nie mniej ważne - dochodzenie do siebie podczas izolacji, najczęściej odbywającej się w domu chorującego.

 

Źródło: Polsat News

Zdjęcie: Adobe Stock

 

 

 

Magda Gessler odpowiada na pytania

koronawirus węch
AdobeStock
Zdrowie
Jednym charakterystycznym znakiem możesz odróżnić COVID-19 od grypy. Naukowcy przeprowadzili badania
Jeden z możliwych skutków zakażenia koronawirusem SARS-Cov2 to m. in. utrata węchu. Zaburzenia w tym obszarze w przypadku zachorowania na COVID-19 są jednak inne. Jak rozpoznać tę różnicę?

COVID-19 i grypa - mylące objawy Nadal można spotkać osoby, które twierdzą, że COVID-19 to "trochę groźniejsza grypa". Nie brakuje również tych, które twierdzą, że COVID-19 to wymyślony twór polityczny, na którym zyskają wszyscy oprócz nas. W gąszczu domysłów, ale już i mnogości faktów, zgodzić można się co do jednego. Obie choroby są zakaźne i atakują układ oddechowy. Zakażenie jest przenoszone drogą kropelkową, ale możliwe jest także zakażenie poprzez kontakt osobisty jak i również ze skażonymi przedmiotami. Wszędzie apeluje się o mycie rąk i unikanie dotykania twarzy. Czy słusznie? Mając na uwagę dbałość o siebie i innych, a także znane "lepiej zapobiegać niż leczyć", zasadne wydaje się każdy z proponowanych środków ostrożności. Szczególnie, że podobne mogą być pierwsze objawy zakażenia: kaszel, gorączka, bóle gardła, biegunka. Do tego z czasem dochodzą duszności płytki oddech, przy COVID-19. Przy przeziębieniu zauważamy coś innego - katar i zatkany nos. Obydwa zakażenia mogą jednak przebiegać także  bezobjawowo. Nie znaczy to jednak, że nie mając objawów, nie zarazimy innych. Utrata węchu przy COVID-19 różni się od tej charakterystycznej dla grypy  Światowa Organizacja Zdrowia wymienia utratę węchu (anosmię) jako mniej powszechny objaw zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2. Zaburzenia powonienia wystąpić mogą również w przypadku grypy i przeziębienia. Jak zaznacza BBC, utrata węchu towarzysząca koronawirusowi różni się od tej, która występuje przy znanej bardziej powszechnie grypie. Rodzaj utraty węchu niejako decyduje o rodzaju zakażenia, którą może być COVID-19 (nagła utrata węchu, swobodne oddychanie) lub sezonowe przeziębienie (stopniowa utrata węchu,...

koronawirus w lodówce
Adobe Stock
Newsy
Znaleziono koronawirusa w lodówce i na desce do krojenia. Czy można zarazić się nim przez kontakt z jedzeniem?
W liczącym 10 milionów mieszkańców chińskim mieście Chengdu odnotowano pierwsze od 10 miesięcy lokalne zakażenia koronawirusem. Okazało się, że cząsteczki COVID-19 zagrzały miejsce nie tylko w ludzkich organizmach, ale również na sprzętach kuchennych znajdujących się w domach pacjentów. Z uwagi na rosnącą panikę głos w sprawie postanowili zabrać eksperci.

Do pierwszego zakażenia wirusem SARS-CoV-2 doszło 17 listopada 2019 roku w chińskim mieście Wuhan. Wówczas nikt nie spodziewał się, że epidemia ogarnie wszystkie państwa świata i to w naprawdę zastraszającym tempie. Jednak stało się, COVID-19 dotarł do Polski 4 marca 2020 roku. Tydzień później Światowa Organizacja Zdrowia uznała go za pandemię. Pandemia w Chinach dobiegła końca? Działania chińskiego rządu i statystyki dotyczące zakażeń koronawirusem przez wiele miesięcy obserwował cały świat. Okazało się, że zlokalizowane w Azji państwo bardzo sprawnie poradziło sobie z pandemią, w przeciwieństwie do innych krajów, w których wciąż umierają tysiące osób.  W Chinach kontynentalnych od niemal 10 miesięcy łączna liczba zakażeń nie zmienia się i wynosi nieco ponad 88 tysięcy. Podobnie w przypadku zgonów, które zatrzymały się na poziomie 4635. Choć to wciąż ogromne liczby, wszyscy odetchnęli z ulgą, kiedy dowiedzieli się, że to koniec. Jak się jednak okazuje, to była tylko cisza przed kolejną burzą. Pierwsze od 10 miesięcy lokalne zakażenie Pierwsze od dawna lokalne zakażenie koronawirusem wykryto u 69-letniej mieszkanki Chengdu. W związku z tą sytuacją chiński rząd postanowił przebadać blisko 256 tysięcy osób, a także zamknąć wszystkie szkoły i przedszkola funkcjonujące na terenie miasta. Dodatkowym niepokojem napawał fakt, że ślady COVID-19 wykryto również na żywności znajdującej się w lodówce oraz na desce do krojenia znajdujących się w domu pacjentki. WHO komentuje sprawę Do sprawy postanowiło odnieść się samo WHO. Światowa Organizacja Zdrowia podkreśliła, że jak dotąd nie ma żadnych dowodów świadczących o tym, że do zakażenia SARS-CoV-2  może dochodzić w wyniku kontaktu z żywnością. Nawet jeśli na tej znajdują się cząsteczki...

Obawiacie się, że pieczywo w sklepie jest skażone koronawirusem? Zróbcie z nim 1 rzecz. Wystarczą 2 minuty
Adobe Stock
Newsy
Obawiacie się, że pieczywo w sklepie jest skażone koronawirusem? Zróbcie z nim 1 rzecz. Wystarczą 2 minuty
Jeżeli kupiliście bułki lub chleb, a nie macie pewności co do ich czystości, warto w domowych warunkach przeprowadzić szybką „dezynfekcję”.

Trzecia fala pandemii koronawirusa uderza w polskie społeczeństwo z pełną mocą. Coraz więcej zakażeń, coraz mniej wolnych łóżek w szpitalach i coraz większa niepewność i panika. W dużej mierze poruszenie zostało wywołane doniesieniami o wyjątkowo zjadliwej mutacji koronawirusa rodem z Wielkiej Brytanii. COVID-19 w takie właśnie odsłonie bardziej zagrażać ma osobom stosunkowo młodszym. Seniorzy, jak wiadomo, zostali objęci programem szczepień. Ponadto, Polacy pragną zachować szczególną ostrożność przed świętami wielkanocnymi. Co prawda, rząd stanowczo odradza podróże po kraju, ale wielu z nas myśli o odwiedzeniu bliskich. Czy koronawirus może przenosić się na człowieka z jedzenia? Te wszystkie czynniki powodują, że wśród nas wszystkich narasta coraz większe rozgorączkowanie i obawa przed zakażeniem SARS-Cov-2. W związku z tym znowu do obiegu wracają różnego rodzaju domysły i plotki związane z transmisją koronawirusa za pośrednictwa jedzenia. Mówi się znów zwłaszcza o pieczywie, które nie zostało szczelnie zapakowane jeszcze w piekarni i mogło mieć kontakt z dłońmi pracowników sklepu. Co prawda eksperci, a także Główny Inspektorat Sanitarny,  wykazują, że zakażenie koronawirusem poprzez jedzenie raczej się nie odbywa, warto jednak poznać zasady szczególnego postepowania. Państwowa instytucja słusznie zauważa także, że brak dowodów na istnienie tzw. drogi pokarmowej nie zwalnia nikogo od zachowania bezpieczeństwa. Czy jedzenie niepakowanego chleba jest bezpieczne? Wzmożone bezpieczeństwo w dobie koronawirusa jest czymś normalnym. To ważne zwłaszcza w kontekście budowania pewnego rodzaju komfortu psychicznego. Jeżeli chcecie mieć całkowitą pewność co do chleba i bułek, które zakupiliście w sklepie, wystarczy zrobić z nimi...

Kupiliście test na koronawirusa z Biedronki? Prezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych ostrzega: „Odradzam”
AdobeStock
Newsy
Kupiliście test na koronawirusa z Biedronki? Prezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych ostrzega: „Odradzam”
Czy test na COVID-19 z Biedronki jest skuteczny? Eksperci mają co do tego duże wątpliwości.

Gdy tylko w popularnych dyskontach pojawiły się testy na koronawirusa, Polacy ruszyli natychmiast do sklepów. Zainteresowanie było ogromne i na samym początku trudno było gdziekolwiek dostać test. Eksperci jednak od razu ostrzegali, że testy z supermarketów nie są wiarygodne i nie powinny służyć do tego, by samodzielnie się diagnozować. Po kilku tygodniach utrzymują swoje stanowisko i odradzają zakup testów. Sprawdźcie szczegóły. Testy na koronawirusa z Biedronki Testy na koronawirusa można kupić w Biedronce od 15 marca. Producentem testów jest szwajcarskie laboratorium PRIMA Lab i obiecuje, że produkowany tam test Primacovid ma skuteczność na poziomie 98% z zastrzeżeniem, że przeznaczony jest tylko do użytku domowego. Jeden test kosztuje 49,99 zł . Zainteresowanie testami było na początku tak duże, że chwilę po otwarciu sklepów, ciężko było dostać test w jakiejkolwiek Biedronce, ponieważ niektórzy kupowali je w hurtowych ilościach. Do wyścigu o klientów dołączył Lidl, który sprzedaje dokładnie te same testy na koronawirusa. Początkowo obniżył cenę o 10 złotych, by zachęcić Polaków do kupowania testu w tej sieci, jednak szybko Biedronka również obniżyła ceny swoich testów. Wątpliwości ekspertów Jednak czy test kupiony w sklepie naprawdę może być skuteczny? Okazuje się, że nie i od początku mówią o tym eksperci. Zwracają uwagę na fakt, że sprzedawane testy Primacovid, nie są wcale testami na koronawirusa, a na przeciwciała IgG oraz IgM przeciw SARS-CoV-2. Oznacza to, że test może jedynie wskazać, iż przeprowadzająca go osoba niedawno przeszła zakażenie koronawirusem. Dlatego jeśli podejrzewacie, że mogliście zachorować, należy podda się testowi przeprowadzanemu przez lekarza. Ostrzeżenie dotyczące testów Niedawno głos w sprawie...