Zmarła 100-letnia Stanisława Sowa, założycielka sieci cukierni. "Sowa" działa od 1946 r. ich torty zachwycają Polaków od lat.
Facebook/Cukiernia Sowa, Adobe Stock
Newsy

Zmarła 100-letnia Stanisława Sowa, założycielka sieci cukierni „Sowa”. Jej torty zachwycają Polaków od lat

„Babcia była niezależna, pewna siebie, zawsze miała swoje zdanie. Trochę wyprzedzała swoje czasy”- mówiła w jednym z wywiadów jej wnuczka.

Stanisława Sowa i jej mąż Feliks Sowa piekarnię, a następnie cukiernię „Sowa” założyli tuż po wojnie. Para miała wtedy po 20 lat i bolesne wojenne doświadczenia. Młodzi osiedlili się w Bydgoszczy, choć pochodzili z okolic Grudziądza i Brodnicy.

W obcym mieście zaczęli wypiekać chleb, który bardzo szybko zyskał popularność, a piekarnia „Sowa” stała się najlepszą piekarnią w mieście. Współwłaścicielka, która we wrześniu skończyła 100 lat do ostatnich chwil życia interesowała się losami cukierni i była bardzo zadowolona widząc, jak dobrze w rękach dzieci rozwija się jej przedsiębiorstwo. A trzeba przyznać, że przez lata rozrosło imponująco.

Magda Gessler odpowiada na pytania

Historia cukierni „Sowa”

Przez 75 lat „Sowa” z bydgoskiej piekarni, a następnie cukierni rozrosła się do rozmiarów ogromnej sieci, działającej na terenie całej Polski. Założyciel cukierni, mąż pani Stanisławy często mawiał, że:

- Ciastko jest dobre na wszystko

Dziś cukiernie „Sowa” działają dziś w 62 polskich miastach, już w 2018 r. sieć miała 160 punktów sprzedaży. Ciastka „Sowy” można zjeść nawet w Londynie i Berlinie. Obecnie przedsiębiorstwo zatrudnia 550 pracowników, a oto jak rozwijała się na przestrzeni lat:

  • Rok 1946 – Małżeństwo Sowa zakłada piekarnie przy ulicy Pomorskiej w Bydgoszczy
  • Rok 1949 – pogłębiał się powojenny kryzys, wszystkiego brakowało, w zaopatrzeniu piekarni pomagała rodzina, przyjaciele, a czasem całkiem obcy ludzie
  • Rok 1952 – w piekarni pojawili się pierwsi pracownicy, uczniowie i czeladnik
  • Rok 1962 - Feliks Sowa zdobył tytuł Mistrza Cukiernictwa i opracował swój pierwszy tort. Było to ciasto biszkoptowe, przełożone owocowym dżemem, oblane w całości gęstą, mleczną czekoladą. Tort zyskał wielką sławę
  • Rok 1982 – Do pracy w cukierni dołączyło drugie pokolenie Sowów. Adam Sowa zdobył uprawnienia cukiernika
  • Rok 1988 – Złocisty pączek z domową konfiturą zdobył sławę, a firma otworzyła filię w okolicy bydgoskiego Zbożowego Rynku
  • Rok 1990 – Adam Sowa z zoną przejęli cukiernię i zarejestrowali nową spółkę Cukiernia i Piekarnia Adam Sowa
  • Rok 1991 – Przy ulicy dworcowej powstała pierwsza kawiarnia, w której do ciasta można dostać świeżo zmieloną kawę
  • Rok 1998 – Został otwarty nowy, nowoczesny zakład produkcyjny
  • Rok 1999 – To wtedy uruchomiono nowe punkty sprzedaży w Bydgoszczy i Toruniu, Część zaczęła działać w Centrach Handlowych, co okazało się najlepszą decyzją marketingową w dziejach firmy
  • Rok 2003 – Została otwarta pierwsza winiarnia. Poza ciastkami można w niej zjeść drobne dania słone i wypić lampkę wina.
  • Rok 2005 – Cukiernia Sowa została otwarta w Londynie, a kilka lat później w Berlinie
  • Rok 2008 – Wtedy powstała nowa, opatentowana marka czekolady.
  • Rok 2010 – Do spółki dołączyło kolejne pokolenie Aleksandra i Michał Sowa

Od tamtej pory do dziś firma i mistrzowie cukiernictwa w niej pracujący odebrali wiele prestiżowych nagród w Polsce i na świecie.

Stanisława Sowa zajmowała się w firmie „męskimi” sprawami

W rodzinie założycieli cukierni „Sowa” obowiązywały role odwrócone, w stosunku do tych, które w tamtych czasach dominowały w Polsce. Feliks Sowa wypiekał chleb i ciastka, a to Stanisława zajmowała się najważniejszymi, logistycznymi sprawami firmy. Jej wnuczka, Aleksandra Sowa-Trzebińska, tak o babci opowiadała z okazji 100-lecia, w wywiadzie dla Expressu Bydgoskiego:

- Babcia od początku trzymała finanse firmy, a w zasadzie: jednej piekarni, którą założyli w 1946 roku przy ul. Pomorskiej, gdzie babcia mieszka zresztą do dziś. Tak się podzielili. On piekł, ona zajmowała się sprawami administracyjnymi, zamówieniami, dostawami. To babcia miała prawo jazdy, a więc i jeździła po towar, a jego zdobycie w powojennych latach nie było przecież proste. To ona targowała się z dostawcami. Była niezależna, pewna siebie, zawsze miała swoje zdanie. W dzisiejszym świecie świetnie by się odnalazła, ale wtedy — wydaje się — trochę czasy wyprzedzała.

Zobacz także
Makowiec

Babcine porady dzięki, którym makowiec nigdy nie będzie pękał. Ciasto będzie lepsze niż z cukierni

Dietetyczny sernik „leniwej żony” z przepisu Soni Bohosiewicz. Na pewno nie pójdzie wam w boczki

Sonia Bohosiewicz piecze sernik z przepisu „Leniwej Żony”. Na pewno nie pójdzie wam w boczki

Źródło: expressbydgoski.pl, natemat.pl, Facebook/Cukiernia Sowa

Rurki z kremem
k_75/Adobe Stock
Newsy
Stali po 4 godziny w kolejce by kupić rurkę z kremem. Kultowa cukiernia uratowana, dzięki pomocy ludzi
Pisaliśmy już o historii cukierni w Warszawie, która nieomal splajtowała w ostatnim czasie z powodu pandemii i lockdownu. Teraz karta się odwróciła!

Siła internetu i sieci społecznościowych nie przestaje zaskakiwać. Po ukazaniu się serii artykułów o nieuchronnym upadku kultowych „Rurek z Wiatraka”, internauci wzięli sprawę swoje ręce. Właściciel cukierni, Piotr Przewłocki, w dramatycznym apelu poprosił użytkowników Facebooka o wsparcie i do dzisiaj nie umieją ukryć zdumienia. Akcja przerosła ich najskrytsze oczekiwania. Przez kilka dni przed cukiernią ustawiały się niezwykle długie kolejki. Warszawskie łasuchy wykazały się  zaskakująco dużą cierpliwością. Niektórzy potrafili stać w kolejce po rurki z kremem aż 4 godziny! Efekt tej  akcji jest zachwycający – klienci wykupili cały zapas smakołyków, a cukiernia stanęła na nogi. Na jak długo? Tego jeszcze nie wiemy. Na razie nie ma powodów do niepokoju, a kasjerki nadal przeliczają nadzwyczajny utarg. Według dziennikarza Michała Nobisa, pracownia istniejąca na Pradze-Południe od ponad 60 lat w parę dni sprzedała tyle towaru, co zwykle przez cały miesiąc. Właściciel „Rurek z Wiatraka” w końcu może odetchnąć z ulgą. Wnuk założyciela cukierni wie, że w trudnych chwilach może liczyć na fanów swoich przepysznych rurek. Źródło: businessinsider.com.pl  

Znaleziono jadłospis Adolfa Hitlera. Wegetariańskie menu Führera zachwyciłoby dietetyków
Wikipedia Commons
Newsy
Znaleziono jadłospis Adolfa Hitlera. Wegetariańskie menu Führera zachwyciłoby dietetyków
Niezwykłe znalezisko w Niemczech. Archiwum państwowe w Bawarii wzbogaciło niedawno swoje zbiory o zeszyt z wegetariańskim jadłospisem Adolfa Hitlera.

Historycy dysponowali do tej pory pewnymi, ograniczonymi źródłami wiedzy na temat tego, w czym gustowała jedna z najczarniejszych postaci w historii ludzkości. Nie od dzisiaj wiadomo było przynajmniej, że niemiecki zbrodniarz należał do grona jaroszy i nie jadał mięsa. Różnorodne menu Adolfa Hitlera Ostatnio mogliśmy dowiedzieć się nieco więcej szczegółów na temat tego, jak jadał Adolf Hitler. Okazało się, że nazistowski dyktator już w latach 40. XX wieku korzystał z usług firmy do złudzenia przypominającej dzisiejsze firmy cateringowe… Co prawda potrawy dostarczane Hitlerowi z firmy Kurheim Zabel nie były dostarczane mu w plastikowych lub styropianowych pudełkach , ale za to nie ulega wątpliwości, że były starannie dopracowane i dostosowane do potrzeb Führera. Według informacji zamieszczonych w zeszycie znajdującym się obecnie w archiwum , w ciągu miesiąca Hitlerowi dostarczono z wegetariańskiego „cateringu” 105 potraw, przystawek, dodatków i napojów. Warto zaznaczyć, że spośród nich ok. 90 podano dyktatorowi zaledwie raz lub dwa. Jak Adolf Hitler „dbał” o swoje zdrowie? Warto dodać, że nie tylko niejedzenie mięsa przez jednego z największych zbrodniarzy w historii świata świadczyło o tym, że kanclerz III Rzeszy przykładał dużą wagę do dbania o swoje zdrowie. Hitler wiedział o tym, że jako wódz narodu musi szerokim łukiem omijać szpitale i za wszelką cenę uchodzić za wzór zdrowego Niemca i Aryjczyka. Jednak Hitler już za swojego życia uchodził za hipochondryka. Osobisty lekarz nazisty Theodor Morell  z tego powodu raczył go niekonwencjonalną terapią hormonalną.  Jakby tego było mało, Führer był uzależniony od kokainy, heroiny i pochodnych amfetaminy. Hitler uważał, że taśmowe zażywanie twardych narkotyków...

Cukiernia w Sewilii wywołała skandal. Stworzyła szopkę bożonarodzeniową w kształcie narządów płciowych
Instagram/LaVergueria
Newsy
Szopka bożonarodzeniowa w kształcie narządów płciowych. Cukiernia w Hiszpanii wywołała skandal
W witrynie jednej z popularnych cukierni w hiszpańskiej Sewilli pojawiła się erotyczna szopka bożonarodzeniowa. O co tutaj chodzi?

Jedna z cukierni w stolicy hiszpańskiej Andaluzji wywołała ostatnio prawdziwy skandal umieszczając w swojej witrynie erotyczną szopkę bożonarodzeniową. Sprawą zajęła się już policja. Erotyczna szopka świąteczna w Sewilii Właściciel cukierni La Vergueria zakpił z bożonarodzeniowych zwyczajów i umieścił w witrynie swojego lokalu świąteczną szopkę, w której Maryja, Józef i maleńki Jezus, zostali wykonani z ciastek przypominających narządy płciowe. Sprawą zajęła się już policja, która zgłosiła wszystko do sądu. Cukiernia La Vergueria słynie z wypieków w kształcie narządów płciowych. Z okazji świąt postanowiła przygotować żłobek, w którym znalazły się postaci przypominające kształtem penisa oraz żeńskie narządy płciowe. Fotka przedstawiająca erotyczną szopkę została opublikowana na Instagramie: - Boże Narodzenie w Sewilli nie zacznie się, dopóki nie odwiedzisz naszej szopki. Oznacz znajomego, który kocha najgorętsze święta – napisano pod zdjęciem.         Wyświetl ten post na Instagramie                       Post udostępniony przez LA VERGUERIA® Erotic Waffle (@lavergueria_sevilla) Burza wśród środowisk katolickich Erotyczna szopka nie przypadła do gustu środowiskom katolickim. Cukiernia otrzymała pozew od Hiszpańskiej Fundacji Chrześcijańskich Prawników (FEAC), która przyznała, że zaprezentowana przez nią szopka jest „jawnym naśmiewaniem się” z postaci Świętej Rodziny: - Gdyby podobny żart przygotowano wobec innej wspólnoty religijnej z pewnością wielu...

Zenon Martyniuk
Daniel Wysocki/ons.pl
Gwiazdy
Zenon Martyniuk ma niesamowitą mamę. Pani Teresa mimo 70-tki do dziś pracuje w branży związanej z popularnym produktem spożywczym
Lider zespołu „Akcent” podbił serca całej Polski już jakiś czas temu. Teraz coraz więcej dowiadujemy się o jego rodzinie. Poznajcie mamę Zenka!

Piosenki Zenka Martyniuka pokochaliśmy już jakiś czas temu. Kiedy Kamil Grosicki z piłkarskiej reprezentacji Polski zaintonował w szatni „Przez twe oczy zielone”, cała Polska wprost oszalała… I pomyśleć, że te wydarzenia miały miejsce niemal dokładnie 4 lata temu! Tak, „zenkomania” na skalę ogólnopolską zaczęła się jesienią 2016 roku. Jak ten czas szybko leci… Większa ilość kasowych koncertów, zaproszenia na gale i przeróżne wydarzenia, wreszcie występy w roli supergwiazdy na telewizyjnych sylwestrach. Zwieńczeniem „zenkoszału” był z kolei film fabularny o historii Martyniuka, zatytułowany oczywiście „Zenek”.  Kinowa biografia legendy disco-polo co prawda nie powaliła nikogo na kolana, ani nie osiągnęła zawrotnych wyników sprzedażowych, ale ugruntowała pozycję „bossa polskiego disco” w świecie show-biznesu. Zenek i jego rodzina Od tego momentu życie piosenkarza disco-polo mocno się zmieniło. Szeroką rozpoznawalność zyskał najpierw sam Zenek, a z czasem bulwarówki i brukowe portale zainteresowały się członkami jego rodziny. Jako pierwszy na pierwszy plan wybił się syn Zenka Martyniuka. Matrymonialne perypetie Daniela Martyniuka stały się pożywką dla plotkarzy na długie miesiące. Zostawmy jednak tego nieco kontrowersyjnego syna Zenka i zwróćmy uwagę na kogoś innego, znacznie skromniejszego. Dopiero teraz uwagę mediów przykuła mama Zenka, pani Teresa. Pierwszy raz zobaczyliśmy ją w świetle reflektorów podczas muzycznego benefisu jej syna, który mogliśmy oglądać na antenie telewizyjnej „Dwójki”. Na koncercie transmitowanym w TVP 2 zobaczyliśmy pogodną kobietę, po której widać było nieskrywaną dumę z wyczynów syna. Kim jest pani Teresa i czym zajmowała się w życiu? Mama...