rzym
AdobeStock
Newsy

Zaskakująca wywieszka na jednym z włoskich barów. Właścicielka rzymskiego lokalu zakazuje klientom…

Dziś już chyba nic nas nie zaskoczy - a jednak! W jednej z rzymskich kawiarni zakazano rozmów na pewien temat. Dlaczego?
Katarzyna Wyborska
listopad 20, 2020

Choć we Włoszech nadal panuje wolność słowa, to właścicielka pewnej kawiarni w Rzymie postanowiła, że zakaże swoim gościom rozmów na jeden temat. Co we Włoszech jest takim tabu, że nie wolno o tym rozmawiać?

Magda Gessler odpowiada na pytania

Kontrowersyjny pomysł

Właścicielka rzymskiej kawiarni doszła do wniosku, że ma już dosyć tego, iż jej klienci rozmawiają tylko na jeden temat. Chodzi oczywiście o pandemię koronawirusa – to wciąż najchętniej dyskutowana sprawa we Włoszech i na całym świecie. Jednak Włosi, tak doświadczeni przez COVID, są już zmęczeni całą sytuacją. Wielu z nich ma dość tego tematu, a gdy znów słyszą o koronawirusie, to robią się przybici i zestresowani.

Tutto bene – wszystko w porządku!

I właśnie dlatego w jednej z rzymskich kawiarni panuje obecnie zakaz rozmawiania na temat koronawirusa! Właścicielka lokalu stwierdziła, że przynajmniej kawiarnie, miejsce tak chętnie odwiedzane przez większość Włochów aby się zrelaksować i spotkać ze znajomymi, powinny być strefą wolną od koronawirusa – przynajmniej jeśli chodzi o tematy rozmów. By zachęcić swoich gości do mówienia o czymś innym, wywiesiła nawet kartkę, na której są propozycje tematów dyskusji! Możemy tam znaleźć takie pomysły, jak:

  • Życie celebrytów
  • Seriale i telewizyjne programy rozrywkowe
  • Piłka nożna (zawsze się sprawdza)

Odwiedzający kawiarnię są zachwyceni nowymi zasadami i obiecują, że będą częściej tam przychodzić. Cieszą się, że wreszcie znaleźli miejsce, w którym mogą porozmawiać o czymś innym niż o kolejnych zarażeniach!

Myślicie, że w Polsce to by się przyjęło?

Makłowicz i leczo
ons.pl, Adobe Stock
Newsy Według Makłowicza Polacy źle przyrządzają leczo. Nie powinniście dodawać tych składników
Robert Makłowicz to skarbnica wiedzy o kuchni całej Europy. Ostatnio radził internaucie, jak nie należy przygotowywać leczo.
Hubert Rój
grudzień 03, 2020

Na początku warto poczynić jedno podstawowe zastrzeżenie. Czym innym jest oryginalne węgierskie leczo, a czymś zupełnie innym polska wariacja na temat leczo . Właśnie na ten fakt zwrócił uwagę ostatnio Robert Makłowicz. Makłowicz podbija internet Słynny podróżnik przeniósł się ostatnio ze swoją działalnością do internetu. To właśnie tam zaczął publikować nowe odcinki swojego programu. Makłowicz zabiera internautów w wycieczkę dookoła Polski. Oprócz tego Robert Makłowicz jest aktywny także na innych internetowych polach. Umieszcza posty w sieciach społecznościowych, takich jak choćby Instagram. Była gwiazda TVP utrzymuje też kontakt z internautami w bardziej bezpośredni sposób. Regularnie prowadzi na żywo tak zwane Q&A z widzami swojego kanału na Youtube. To oczywiście nic innego jak rozmowa w formule „pytania i odpowiedzi”. Ostatnio jeden z widzów programu zapytał pana Roberta o garść cennych wskazówek do gotowania leczo. Co robimy nie tak, gotując leczo? Być może niektórzy po obejrzeniu albo przeczytaniu słów Makłowicza złapią się za głowę. Słynny znawca kulinariów mówi w swoim Q&A wprost: - Leczo to zero pieczarek, zero cukinii, zero tego typu dodatków. Leczo to tylko cebula, papryka, i to nie ta papryka hiszpańska, którą najczęściej możemy kupić w naszych sklepach. Tylko ta podłużna, zielona albo żółta węgierska papryka! Używamy złej papryki do leczo. Oprócz tego jedynymi dodatkami do leczo są według Makłowicza tylko pomidory, czosnek, papryka w proszku, sól i tłuszcz. Nie oznacza to, jednak że nasze polskie „leczo” jest czymś gorszym. Jak podkreśla podróżnik, nasza potrawa z dodatkiem cukinii i innych produktów przypomina bardziej...

Przeczytaj
gdzie trzymać jajka
AdobeStock
Newsy Przechowujesz jajka na drzwiach lodówki? Popełniasz błąd. Nigdy tak nie rób
Dopiero co kupiliście jajka, a one już są zepsute? Prawdopodobnie mamy odpowiedź na to, dlaczego tak się stało!
Katarzyna Wyborska
grudzień 10, 2020

Jajka to obok chleba i mleka jeden z podstawowych artykułów żywnościowych, których nigdy nie może zabraknąć w naszym domu. Ciasta, kluski, kopytka czy zwykła jajecznica po prostu wymagają użycia jajek i to nie podlega dyskusji. Każdy z nas, o ile nie cierpi na alergię, jajka kupuje. A czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak je przechowywać? Idealne miejsce dla jajek Wydawałoby się, że kwestia tego jak i gdzie przechowywać jajka to żadna filozofia. Kto tak myśli, jest w dużym błędzie! Część osób trzyma je po prostu w kuchni na blacie lub schowane w szafce. W końcu w sklepie też są ustawione na półkach, daleko od lodówek, więc co może im się stać w naszej kuchni? Otóż mogą się szybko zepsuć! Dlaczego? Zwykle w domu panuje nieco wyższa temperatura niż w sklepie. Do tego jajka do supermarketów przyjeżdżają świeże, jednak jeśli nie sprawdzimy daty ważności na opakowaniu, to może się okazać, że nasze egzemplarze leżą już na sklepowej półce dobry tydzień. Trzymając je w domu w cieple doprowadzimy tylko do tego, że szybko się zepsują. Nigdy nie trzymaj jajek na drzwiach lodówki! Wobec tego wniosek nasuwa się jeden – jajka należy trzymać w lodówce. I tu jest kolejny haczyk, bowiem nie każde miejsce w lodówce się do tego nadaje! Zanim zdążycie się zdenerwować na dziwne zasady dotyczące przechowywania jajek, uspokajamy – to nie jest nasz pomysł, tylko fakt udowodniony badaniami. Jajka trzymane na drzwiach lodówki psują się szybciej, a wynika to z częstych zmian temperatur! W lodówce temperatura wynosi od 0 do 3 stopni Celsjusza, natomiast w naszych kuchniach są to około 22 stopnie. Korzystamy z lodówki bardzo często, więc otwierając i zamykając drzwiczki wielokrotnie w ciągu dnia, narażamy znajdujące się tam produkty na wpływ wyższej temperatury...

Przeczytaj
Mutacja wirusa od norek
Pixabay
Newsy WHO bije na alarm! W Europie szaleje teraz...
Światowa Organizacja Zdrowia bada nowe niepokojące zjawisko. Problem pojawił się już w Danii, USA, Włoszech, Holandii, Hiszpanii i Szwecji. O co chodzi?
Weronika Kępa
listopad 09, 2020

Pierwszy przypadek obecnie panującego koronawirusa odnotowano w Chinach w listopadzie ubiegłego roku. Choroba rozprzestrzeniła się niemal błyskawicznie. Pierwsze przypadki zakażenia pojawiły się w Polsce już w pierwszych dniach marca. Na początku naukowcy podejrzewali, że wirus pochodzi od zwierząt. Potem jednak udowodnili, że nie są one w stanie zarazić ludzi, a sama choroba ma pochodzenie naturalne. Mutacja wirusa W ostatnim czasie na świecie zaczęto jednak obserwować nowe niepokojące zjawisko - po kontakcie z norkami ludzie zaczęli skarżyć się na objawy COVID-19. Jako pierwsza problem zgłosiła Dania będąca największym na świecie producentem futer z norek. Niedługo potem historia powtórzyła się w Stanach Zjednoczonych, Włoszech, Holandii, Hiszpanii i Szwecji. Reakcja na ten stan rzeczy była niemal natychmiastowa. Władze Danii podjęły decyzję o odstrzelaniu 17 mln norek żyjących na terenie kraju, tak, aby zmniejszyć ryzyko zakażenia do minimum. Mimo że w państwie póki co odnotowano tylko 12 przypadków tego typu zakażenia, Wielka Brytania zamknęła granice dla osób przyjeżdżających z Danii. WHO bije na alarm Jak twierdzą naukowcy, nowa mutacja wirusa jest o wiele bardziej niebezpieczna od tej, która panuje obecnie. Oprócz tego, że odznacza się ona mniejszą wrażliwością na atak przeciwciał, to jest kolejną nieznaną chorobą, która może prowadzić do wybuchu zupełnie nowej pandemii. Źródło: o2.pl

Przeczytaj
Sprzątacz szpitala, odkażanie
kamonrat/Adobe Stock
Zdrowie Sprzątacz oddziału zakaźnego w Londynie ujawnia całą prawdę! To OHYDNE, co robią z rzeczami ofiar COVID-19!
Pandemia koronawirusa nie daje za wygraną. Z czasem dowiadujemy się o niej coraz więcej. Na bieżąco poznajemy liczbę zakażonych, ofiar, a także coraz pełniejszą listę symptomów zakażenia. Więcej wiemy też już o kulisach walki z zarazą. Nawet o tych najbardziej smutnych…
Hubert Rój
listopad 07, 2020

Oddziały zakaźne szpitali na całym świecie to miejsce, w którym ciągle panuje koszmarna gehenna. W nieopisany sposób cierpią tysiące pacjentów, cierpią lekarze i cała służba zdrowia, która uwija się jak w ukropie, by każdemu potrzebującemu przynieść pomoc. Swoje odcierpieć musi także pozamedyczna obsługa szpitali – woźni, zaopatrzeniowcy, kierowcy, sprzątaczki i sprzątacze – opowieść jednego z nich z pewnością poruszy wasze serca. Jeden z cichych bohaterów walki z pandemią COVID-19 to Joseph McKay pracownik szpitala w Londynie. McKay regularnie sprząta w tej placówce oddział zakaźny. Jak sam przyznaje do najmniej przyjemnych rzeczy należy porządkowanie prywatnych rzeczy zakażonych zmarłych: - Kiedy sprzątałem szafkę jednego z chorych, znalazłem w niej książki. W jednej z nich wciśnięty był list do rodziny. Wiadomość była zwięzła i krótka: "Myślę, że to już koniec. Kocham Was". Najbardziej przykre jest to, że rzeczy osobiste osób, które zmarły na koronawirusa, są palone. Nie ma wyjątków. Rodzina nigdy nie zobaczy tego listu  –  mówi Joseph McKay, sprzątacz londyńskiego szpitala. Jak się okazuje, w walce z COVID-19 nie ma miejsca na sentymenty i chwile wzruszeń. Wszystkie rzeczy osobiste chorych muszą być niezwłocznie niszczone w odpowiedni sposób, tak by pozostała na nich wydzielina nie przedostała się do zdrowej osoby. Wirus ma bowiem zdolność do krótkotrwałego utrzymywania się na powierzchni przedmiotów. Do tej pory w Wielkiej Brytanii odnotowano 1,15 mln zakażeń  wirusem COVID-19. Zmarło 48 475 osób. Źródło: onet.pl

Przeczytaj