Właściciel tej restauracji każe gościom płacić za jedzenie, którego nie zjedli. Dobry pomysł?
Adobe Stock
Newsy

Właściciel tej restauracji każe gościom płacić za jedzenie, którego nie zjedli. Dobry pomysł?

Zapłacilibyście za resztki, które pozostawiliście na talerzu? Na taki krok zdecydował się właściciel jednej ze szwajcarskich restauracji.

Pamiętacie, jak rodzice straszyli karami za nie zjedzenie obiadu? Właściciel pewnej restauracji postanowił zastosować tę metodę na swoich klientach. Kara jest oczywiście odpowiednia do wieku - czyli finansowa. Zobaczcie, czym grozi pozostawienie resztek na talerzu w tej restauracji.

Marnowanie jedzenia w restauracji

To niecodzienne rozwiązanie zostało wprowadzone w restauracji „Casanova”, w szwajcarskim Baden. Lokal jest prowadzony przez mężczyznę pochodzącego z Indii, którego tak irytowało marnowanie jedzenia przez gości, że postanowił to ukrócić i wprowadzić „kary” za wyrzucanie żywności. 

W restauracji tej można bowiem zamówić dania na dwa sposoby - tradycyjnie z menu lub, za stałą opłatą, wybrać sobie dowolne jedzenie z ogólnodostępnego bufetu. Takie rozwiązanie miało swoje minusy. Goście, którzy mieli dostęp do bufetu czasami nie zjedli nawet połowy jedzenia, które sobie nałożyli i wstawali po dokładkę, by spróbować czegoś innego. W rezultacie, pracownicy restauracji „Casanova” codziennie wyrzucali bardzo dużo jedzenia pozostawionego przez klientów na talerzach. 

Zobacz także
Udają zakochanych, by najeść się za darmo. Sneating to nowy, okropny trend w randkowaniu

Udają zakochanych, by najeść się za darmo. Sneating to nowy, okropny trend w randkowaniu

Zupa nic u Magdy Gessler za prawie 50 zł. Restauratorka znów tłumaczy się z wysokich cen

Zupa nic u Magdy Gessler za prawie 50 zł. Restauratorka znów tłumaczy się z wysokich cen

Kara za resztki na talerzu w restauracji

Rozwiązanie problemu wymyślone przez właściciela restauracji jest bardzo proste. Każdy klient, który zostawił jedzenie na talerzu po posiłku, musiał zapłacić dodatkowe 5 franków szwajcarskich, czyli około 24 złote. To aż ¼ wartości całego obiadu - dostęp do bufetu i korzystanie z opcji „jem, ile chcę” w tej restauracji kosztuje 20 franków szwajcarskich (około 95 złotych). 

Właściciel zdecydował się na taki krok, ponieważ nie mógł już patrzeć na marnowaną żywność. Mężczyzna pochodzi z Indii, gdzie wielu ludzi żyje w ubóstwie i wyrzucanie jedzenia jest tam nie do pomyślenia. 

– Jedzenie jest w Indiach bardzo cenne i nie wyrzucamy go tak po prostu. Niektórzy zostawiają swoje talerze wypełnione w połowie i wracają do bufetu, by spróbować kolejnych dań – powiedział właściciel restauracji „Casanova”, Salman Ghauri, cytowany przez portal Fly4free. 

Kara nie obowiązuje tych gości, którzy wybiorą dania z karty. Zdaniem pana Ghauri to rozwiązanie ma zapobiec marnowaniu żywności i sprawić, że jego goście lepiej się zastanowią przed zamówieniem posiłku. 

Jedzenie na wynos w restauracjach

O problemie marnowania jedzenia mówi się ostatnio coraz częściej - głównie w kontekście ekologii i problemu z dostępem do żywności na świecie. Dlatego dziś, gdy w restauracji poprosicie kelnera o zapakowanie niedojedzonego przez was posiłku, nie jest to już widziane jako nietakt. Wręcz przeciwnie, taka postawa w wielu krajach jest dziś godna podziwu, ponieważ w ten sposób pokazujecie, że nie marnujecie jedzenia.

Źródło: bezprawnik.pl 

Magda Gessler odpowiada na pytania

Właściciel tej restauracji jako pierwszy wpuszczał tylko zaszczepionych. Dziś zdradza czy to była dobra decyzja
Adobe Stock
Newsy
Właściciel tej restauracji jako pierwszy wpuszczał tylko zaszczepionych. Co dziś sądzi o tej decyzji?
Czy paszporty covidowe to niesłuszne ograniczenia dla niezaszczepionych czy przywileje dla zaszczepionych?

Temat różnego traktowania osób zaszczepionych na COVID-19 i tych niechcących poddać się szczepieniu budzi w polskim społeczeństwie żywe dyskusje. Z jednej strony słyszymy, że osoby zaszczepione powinny mieć przywileje. Podawany jest choćby argument o nieprzestrzeganiu początkowych założeń systemu tak zwanych paszportów covidowych w Polsce. Z drugiej strony podaje się przykłady innych państw europejskich, w których sytuacja taka jak w Polsce jest wręcz nie do pomyślenia. Z relacji Polaków podróżujących po Europie dowiadujemy się, że Paryżu niemal niemożliwe jest zakupienie kawy na ulicy bez okazania tzw. paszportu covidowego.  Z drugiej strony słychać słowa oburzenia przed próbami wprowadzenia ograniczeń w dostępnie do restauracji, klubów, muzeów czy nawet sklepów, dla osób niezaszczepionych. Ten warszawski restaurator postanowił nie czekać na rządowe ustawy i sam wprowadził ograniczenia dostępu do swojej restauracji dla osób niezaszczepionych. Opowiada jak reagowali klienci i czy dziś zrobiłby to jeszcze raz. Pierwsza knajpa w Polsce, która zaczęła wpuszczać tylko zaszczepionych Artur Jarczyński, jest właścicielem restauracji der Elefant w Warszawie, która 1 października wprowadziła selekcję gości. Przed wejściem są sprawdzane paszporty covidowe. Do środka zapraszani są tylko ci goście, którzy pokażą paszport i udowodnią, że zostali zaszczepieni, są ozdrowieńcami lub mają negatywny test na obecność koronawirusa SARS-CoV-2. Restaurator w rozmowie z Wyborcza.pl opowiada o swoich doświadczeniach z tamtego okresu. Pierwsze dni po wprowadzeniu ograniczeń były trudne: - To prawda. Odbieraliśmy hejterskie telefony, także z groźbami. Ale to nie były telefony od naszych gości, obecnych ani potencjalnych. Ludzie dzwonili, sądząc po kierunkowych,...

Ten rząd będzie karał za marnowanie jedzenia. Jesteście za?
AdobeStock
Newsy
Ten rząd będzie karał za marnowanie jedzenia. Jesteście za?
Influencerzy się doigrali i będą płacili kary za wyrzucanie jedzenia. Dobry krok?

Niektórzy ludzie nie przestają zadziwiać. Podczas, gdy w wielu krajach wprowadza się przepisy mające na celu przeciwdziałanie marnowaniu żywności, chińscy influencerzy udostępniają w internecie filmy, na których pochłaniają (lub tylko udają, że to robią) gigantyczne ilości jedzenia, ku uciesze swoich widzów. Chiński rząd postanowił ukrócić te działania. Jak? Przekonajcie się! „Mukbang show”, czyli obżarstwo na żywo Influencerzy robią wszystko, by podtrzymać swoją popularność w internecie. W końcu właśnie z tego żyją! Jednak influencerzy z Chin przeszli samych siebie. Obecnie w chińskim internecie na topie są filmiki oraz livestreamy, czyli filmy na żywo, na których influencerzy pożerają mnóstwo jedzenia lub piją ogromne ilości alkoholu. Zjawisko ma nawet swoją nazwę „mukbang show”. Prawdopodobnie część z tych osób wcale nie zjada wszystkiego, co mają przed sobą na talerzu i jedynie udają a niezjedzone potrawy trafiają do śmieci. Chiński rząd kontra influencerzy Rząd w Chinach postanowił ukrócić te praktyki, ponieważ stwierdzono, że popularne filmiki „mukbang show” to nic innego, jak promowanie marnowania jedzenia. Stały Komitet Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych uchwalił niedawno nowe prawo które mówi, że influencerzy nie mogą tworzyć treści (filmów, zdjęć ani livestreamów), na których jedzą ogromne ilości jedzenia lub udają, że to robią. Osoby, które się do tego nie zastosują i pomimo zakazu będą publikować tego typu materiały, będą zmuszone zapłacić grzywnę w wysokości nawet 100 tysięcy juanów, czyli 60 tysięcy złotych. Przeciwdziałanie marnowaniu żywności w Chinach Dlaczego chiński rząd zareagował tak stanowczo w sprawie influencerów? Okazuje się,...

Biedronka ma super pomysł na walkę z marnowaniem jedzenia. Kupcie u nich paczkę niespodziankę
AdobeStock
Newsy
Biedronka ma super pomysł na walkę z marnowaniem jedzenia. Kupcie u nich paczkę niespodziankę
Sieć dołącza do akcji przeciwdziałania marnowaniu żywności. To super sposób na zaoszczędzenie, wypróbujcie go!

Marnowanie żywności to ogromny problem na świecie. Szacuje się, że do śmieci trafia aż 1/3 wyprodukowanego jedzenia . Konsumenci, sklepy i producenci żywności zdają sobie z tego sprawę i od pewnego czasu powstaje wiele inicjatyw mających za zadanie przeciwdziałanie marnotrawstwu jedzenia. Każdy z was może na przykład podzielić się posiłkiem lub zalegającymi produktami oddając je do pobliskiej jadłodzielni , markety do jakiegoś czasu mocno przeceniają żywność z krótkim terminem ważności, a niektórzy ludzie oficjalnie sprzeciwiają się marnotrawstwu i mimo, że stać ich na normalne zakupy, żywią się jedzeniem pozyskanym ze śmieci . Aplikacja TooGoodToGo Od pewnego czasu działa także prężnie aplikacja TooGoodToGo. To duński startup , który działa już w wielu krajach Europy. Dzięki aplikacji TooGoodToGo konsumenci mogą zakupić znacznie tańszą żywność, a restauracje i sklepy pozbywają się jedzenia i dostają za nie symboliczną zapłatę, najczęściej „po kosztach” produkcji. W prostej aplikacji, którą każdy z was może łatwo zainstalować na swoim smartfonie, możecie zamówić paczkę niespodziankę z pobliskich piekarni, pizzerii, restauracji, sklepów spożywczych, a nawet kwiaciarni. Paczki są dostępne w okazyjnych cenach i zazwyczaj ich koszt mieści się w granicach 5-15 zł. Po zamówieniu takiej paczki musicie ją opłacić, a potem po prostu odebrać w wyznaczonych godzinach w danym lokalu. Do akcji przyłączyła się niedawno Biedronka. Na razie paczki-niespodzianki z Biedronki możecie kupić tylko w nielicznych lokalizacjach. Widocznie sieć dopiero testuje takie rozwiązanie. Co znajduje się w paczce niespodziance? W paczce oferowanej przez Biedronkę, możecie spodziewać się produktów z krótkim terminem przydatności do spożycia i innych szybko psujących się....

Restauracja Magdy Gessler koronawirus
Adobe Stock
Newsy
Restauracja z programu „Kuchenne rewolucje” funkcjonowała mimo pandemii. Nie uwierzycie, jak obeszła zakazy
Nie od dziś wiadomo, że Polacy to pomysłowy naród. Ostatnio znów przekonali nas o tym restauratorzy, którzy stają na głowie, by ominąć pandemiczne zakazy.

Właściciele restauracji, barów i innych gospód należą do grona najbardziej poszkodowanych przez obostrzenia i restrykcje wprowadzone ze względu na zagrożenie koronawirusem. Od samego początku pandemii restauracje zanotowały kolosalne zmniejszenie liczby klientów. Na wiosnę pozamykane, latem działające ledwie na pół gwizdka. Teraz, w zimie, knajpy znów obsługują klientów tylko na wynos. Pomysłowi restauratorzy kombinują Można było się domyślać reakcji restauratorów. Na początku panowała wściekłość i niedowierzanie. Potem te przykre odczucia zostały nieco złagodzone ze względu na środki otrzymywane z tarczy antykryzysowych. Budżet państwa nie jest jednak z gumy i pieniądze od rządu szybko przestały płynąć do właścicieli restauracji szerokim strumieniem. Przekonał się o tym właściciel łódzkiej restauracji „Gorąca Kiełbasiarnia”. Mateusz Al Najar, bo to o nim mowa, musiał obejść się smakiem, kiedy do restauratorów wpływały kolejne transze z 6. już tarczy antykryzysowej. Dlaczego? Tym razem pieniądze otrzymają tylko ci właściciele, którzy zanotowali 40%-owe straty. Pan Mateusz znajduje się ze swoją „Gorącą Kiełbasiarnią” nieco pod tym progiem. Jak wspomnieliśmy, nie od dziś wiadomo, że Polacy mają łeb na karku. Skoro rząd zakazał przyjmowania gości przy restauracyjnych stolikach, pan Mateusz postanowił przeprowadzać szkolenia. Kiełbaski tylko na wynos Czego kelnerzy uczyli więc swoich gości w „Kiełbasiarni”? Za jedyne kilkanaście złotych uczestnicy nietypowych kursów mieli poznać tajniki posługiwania się sztućcami i degustacji napojów. Pod taką właśnie przykrywką, właściciel łódzkiej knajpy zamierzał prowadzić zwykłą działalność. Wszystko oczywiście miało odbywać się zgodnie z...