zakopane krupówki knajpy ludzie
Adobe Stock
Newsy

W Zakopanem przed otwartymi knajpami ustawiają się tłumy. Przesada czy tęsknota za normalnością? Dołączylibyście?

Bunt podhalańskich właścicieli restauracji trwa. W ostatni weekend w Zakopanem dołączyli do nich gromadnie klienci, czyli turyści.

Takiego widoku w „polskiej zimowej stolicy” nie było już dawno. Tłumy turystów przechadzały się po Krupówkach.

W małym Zakopanem w ten weekend trudno było o przestrzeń wolną od spacerowiczów, którzy postanowili w grupie nieco „odpocząć od pandemii”.

Magda Gessler odpowiada na pytania

Karnawał na Krupówkach

Kolejki do otwartych punktów gastronomicznych, notoryczny brak maseczek, a o braku dystansu społecznego lepiej nawet nie mówić.

Jakby tego było mało, wiele z turystów wdało się w awantury z policją. Stróże prawa w ciągu jednej doby interweniowali aż 60 razy.

A w tym samym czasie na ulicach Zakopanego karnawał trwał w najlepsze. Ludzie czekający na wejście do knajp śpiewali, tańczyli i bawili się w rytm muzyki.

Ze skoczni na deptak

Skąd to nagłe zatrzęsienie turystów w ospałym nieco w tym roku Zakopanem? Wszystkiemu winien jest konkurs skoków narciarskich na tutejszej skoczni.

Podczas tego weekendu na Wielkiej Krokwi odbyły się zawody Pucharu Świata w skokach. Cała impreza miała odbyć się bez udziału publiczności...

Tyle teoria. W praktyce pod płotem zakopiańskiej skoczni, tłoczyły się tysiące spragnionych sportowego widowiska kibiców.

Oglądanie zawodów przez dziurę w bramie to jedno. Po skończonym konkursie fiesta spod skoczni przeniosła się na ulice miasteczka.

Zobacz także
placki

Co zrobić, żeby placki ziemniaczane nie ściemniały? 1 prosty trik, o którym nie mieliście pojęcia

Sprawdzone sposoby na kapustę do gołąbków. Już nigdy się nie porwie

Babciny sposób na przygotowanie kapusty do gołąbków. Już nigdy się nie porwie 

Czekając na kwaśnicę i piwo

Sportowa atmosfera zgromadzenia szybko zmieniła się w rodzaj manifestacji przeciwko rządowym obostrzeniem antycovidowym.

Wygłodniali i spragnieni fani Kamila Stocha i Dawida Kubackiego, byli zmuszeni do oczekiwania na wolny stolik w otwartych barach na ulicach Zakopanego.

Efekty możecie zaobserwować na jednym z filmików, które trafiły do sieci po całym wydarzeniu.

Sporne kwestie

Ocena zakopiańskich zajść może być dość kłopotliwa. Polska wciąż zmaga się przecież z pandemią koronawirusa.

Patrząc na zachowanie klientów restauracji, można częściowo ich jednak zrozumieć – chęć powrotu do normalności kipi w wielkiej ilości osób.

Tego właśnie wyrazem była balanga pod gołym niebem w Zakopanem. A co wy sądzicie o tych wydarzeniach?

Przyłączylibyście się do „nielegalnych” przedsiębiorców i zdecydowalibyście się na zjedzenie u nich posiłku?

Czy jednak górę wzięłaby troska o swoje zdrowie, a także o zdrowie innych? Te pytania pozostają otwarte…

Od dzisiaj luźniejsze obostrzenia: dobre wiadomości dla łasuchów i rodzin. Zdejmujemy też maseczki!
Adobe Stock
Newsy
Ogródki kawiarniane otwarte i... będzie kolejny lockdown? Od północy tłumy bez maseczek i dystansu
W wielu miastach o północy tłumy ludzi wyszły na ulice. 15 maja to dzień luzowania obostrzeń i powrotu do restauracji (na razie tylko w ogródkach). Zarówno restauratorzy, jak i klienci czekali na ten moment z utęsknieniem!

15 maja to pierwszy dzień nowego reżimu sanitarnego, który dopuszcza nie tylko odwiedzanie ogródków restauracyjnych, ale także brak konieczności zasłaniania ust i nosa na świeżym powietrzu. Chociaż restauratorzy muszą zadbać o przestrzeganie zasad takich jak odpowiednie odległości między stolikami, a także regularna dezynfekcja, możliwość podjęcia gości w lokalach jest wielką ulgą dla przedsiębiorców. „Dzicz" bez maseczek w kawiarniach i na ulicach Wielu restauratorów otworzyło swoje lokale już minutę po północy, a na ulicach miast w nocy z piątku na sobotę odbywało się odliczanie pierwszych klientów. Niestety w ferworze radości, wielu Polaków zapominało o zasadach bezpieczeństwa takich jak trzymanie dystansu. Imprezowicze w największych miastach Polski tłoczyli się tej nocy w kolejkach do kas i barów. Jeden z użytkowników twittera (m/ @mrsifaith)  tak skomentował nocne otwarcie ogródków restauracyjnych: ludzie są jak bydło. żeby przez płot przeskakiwać? stać w tłumie kilkuset osób bez maseczek? dzicz O tym, że na ulicach polskich miast rzeczywiście było tłoczno, możecie się przekonać, spoglądając na te relacje: Tłumy w kawiarniach w Katowicach https://t.co/flKj60qfg9 Sylwester w maju! Ogródki Mariackiej pełne ludzi od północy #Katowice pic.twitter.com/ZWXLlM52oT — Dorota Niecko (@DorotaNiecko) May 15, 2021 Tłumy na mieście w Warszawie  Ogródki gastronomiczne otwarte. W Warszawie prawie jak sylwester, o północy odliczanie i oklaski. Później już tłumy na mieście🤗 pic.twitter.com/ewvJrhlLM7 — Natalia Żyto (@NataliaZyto) May 15, 2021 Po północy w Łodzi: ogródki pełne klientów  W #Lodz przy ul. Piotrkowskiej od...

Pamiętacie "gruźliczankę"? Przypominamy napój sprzedawany w PRL-u z wózków, na ulicach miast
Wikipedia Commons
Newsy
Pamiętacie saturatory z PRL-u? Przypominamy, dlaczego napój z wózków nazywano „gruźliczanką”
Uliczne wózki z wodą sodową to symbol ulicy z czasów PRL-u. Czy jeszcze je pamiętacie?

W latach 50-tych XX w. na ulicach polskich miast stanęły saturatory z wodą sodową. Metalowe wózki, często pomalowane na biało i sprzedawczynie w białych fartuchach oferujący przechodniom „czystą” lub „z sokiem”.... Takie obrazki na wiele lat wpisały się w miejski polski krajobraz. Jak działał saturator z wodą sodową? To dwukołowy wózek, z kołami od motoru „Komar” i parasolką czy daszkiem chroniącym urządzenie przed słońcem. Był wyposażony w duży baniak na wodę, zbiornik na dwutlenek węgla i pojemnik na suchy lód. Niektóre, nowsze wózki były wyposażone w gumowy wąż, którym obsługa podłączała saturator do miejskiego hydrantu. Przechowywany dwutlenek węgla pozwalał wzbogacać wodę o gaz, a suchy lód schładzał napój. Dzięki temu w upalne dni przechodnie mogli sięgnąć po szklankę gazowanej wody, schłodzonej nawet do 6 st. Celsjusza. W tamtych czasach, gdy sklepów „Żabka” nie było na każdym rogu, a napoje sprzedawane w sklepach spożywczych były przechowywane w skrzynkach, a nie w lodówkach, łyk gazowanego, zimnego napoju był prawdziwym luksusem. Dlaczego wodę sodową nazywano „gruźliczanką”? Napoje sprzedawane z ulicznych wózków, oferowały wodę z miejskiego wodociągu, która nie była wodą pitną jak dziś reklamowana przez samorządy „kranówka”. Można było kupić czystą wodę gazowaną, zwaną wodą sodową lub z dodatkiem soku, najczęściej wiśniowego lub malinowego. Szklanka czystej wody sodowej kosztowała 50 groszy, tej z sokiem 1 zł. Napój podawany był klientom w kilku szklankach stojących na wózku. Nigdy nie było ich więcej niż 5 czy 6 sztuk. Dlatego gdy przy saturatorze ustawiła się kolejka, chętni cierpliwie czekali w ogonku, aż ci przed mini...

Posiłek dla ubogich
AdobeStock/Halfpoint
Newsy
Niepokojące dane. Przez pandemię koronawirusa wzrosła liczba ludzi, którzy nie mają już pieniędzy nawet na jedzenie
Koronawirus zbiera żniwa nie tylko wśród osób chorujących. Dane z Zakopanego pokazują, że wiele osób przez pandemię straciło podstawowe środki do życia!

Epidemia koronawirusa trwa w Polsce od marca 2020 roku. W kraju zmarło prawie 40 tysięcy osób, a ponad półtora miliona przeszło chorobę. Koronawirus zagraża jednak nie tylko osobom bezpośrednio chorującym. Pandemia ma bowiem wpływ na całą gospodarkę.  Najbardziej dotknięte branże COVID-19 przysparza pracy wszystkim zawodom z sektora medycznego, a zabiera pracę innym. Wśród najbardziej dotkniętych pandemią sektorów jest hotelarstwo, usługi salonów piękności, cała branża turystyczna, branża fitness i oczywiście gastronomia. Obostrzenia nie pozwalają bowiem restauracjom i barom na serwowanie posiłków w lokalach, a mało kto decyduje się na jedzenie na wynos. Cierpią na tym więc zarówno właściciele lokali, jak i ich pracownicy. Ciągłe straty powodują coraz większą liczbę zwolnień. Niektórzy znaleźli się przez pandemię w naprawdę nieciekawej sytuacji… Rośnie liczba ubogich Pandemia dotknęła prawie każdego. Nawet osoby, które rok temu miały jeszcze własne oszczędności i wcale nie żyły z dnia na dzień, dziś już tylko próbują przeżyć, często wybierając między zakupem żywności, a spłaceniem rat kredytu mieszkaniowego czy rachunków.  Dane z Zakopanego wskazują na lawinowy wzrost liczby osób ubogich. Wiele osób straciło dochód i co miesiąc staje przed decyzją: zapłacić rachunki czy wyżywić rodzinę. Systematycznie i stale rośnie liczba ubogich osób korzystających z zasobów kuchni brata Alberta w Zakopanem. Liczba osób korzystających z posiłków wzrosła do 100 lub więcej osób dziennie. Przed pandemią koronawirusa codziennie korzystało z pomocy tylko ok. 60 osób. Jeśli systematyczny wzrost się utrzyma, w niedalekiej przyszłości liczba osób ubogich, bez środków na jedzenie wzrośnie dwukrotnie w...

Nie żyje Krzysztof Krawczyk. Muzyk miał 74 lata. Piosenkarz przebył COVID-19 i miał spędzić w domu święta wielkanocne.
ONS.pl
Newsy
Nie żyje Krzysztof Krawczyk. Gotowanie było jego pasją. "Pichcenie odrywa moje myśli od codzienności"
Nie żyje Krzysztof Krawczyk. Muzyk miał 74 lata. Piosenkarz przebył COVID-19 i miał spędzić w domu święta wielkanocne.

Krawczyk dziękował ostatnio fanom za wsparcie w trakcie choroby i zapowiadał szybki powrót do zdrowia po wyjściu ze szpitala. O nagłej śmierci legendarnej gwiazdy polskiej estrady poinformował na Facebooku jego menadżer, Andrzej Kosmala. Kariera Krzysztofa Krawczyka zaczęła się jeszcze w latach 60. Wówczas muzyk zadebiutował na wielkiej scenie jako członek zespołu Trubadurzy. Po pierwszych sporych sukcesach grupy, Krawczyk poszukał szczęścia w karierze solowej. Jego przygoda z mikrofonem obfitowała we wzloty i upadki. Artysta dwukrotnie udawał się na emigrację do Stanów Zjednoczonych i dwukrotnie wracał, by śpiewać przed polską publicznością. Solowa kariera Krzysztofa Krawczyka zaowocowała wieloma wielkimi przebojami. „Parostatek”, „Byle było tak”, „Za tobą pójdę jak na bal”, czy też „Chciałem być” – te utwory do dziś nuci cała Polska. Znane są życiowe zakręty Krawczyka, które w końcu jednak powiodły go na drogę nawrócenia i pojednania się z Bogiem. Czy Krzysztof Krawczyk lubił gotować? Przez wyniszczające nałogi i poważne problemy ze zdrowiem muzyk musiał zacząć o wiele lepiej dbać o odżywianie. Nie było to dla niego szczególnie łatwe, ze względu na jego miłość do gotowania. Kucharzenie było dla uwielbianego przez publiczność piosenkarza formą terapii antystresowej. Tak o gotowaniu opowiadał sam Krawczyk: Kiedy porządnie się wkurzę, zaczynam gotować (…). Zwykle są to potrawy kuchni polskiej. Pichcenie odrywa moje myśli od codzienności. To bardzo relaksujące zajęcie. Szkoda tylko, że podjadać nie bardzo mogę, bo ze względu na zdrowie staram się trzymać wagę na stałym poziomie – opowiadał przed laty piosenkarz w jednym z wywiadów. Co lubił jadać Krzysztof Krawczyk?...