Ten niepozorny, szary kartonik, w PRL-u był cenniejszy od pieniędzy. Kto go miał?
Adobe Stock
Newsy

Ten niepozorny, szary kartonik w PRL-u był cenniejszy od pieniędzy. Kto go miał?

Czy wiecie, że kartki na mięso pochodzące z PRL-u można dostać także dziś? Są dostępne na aukcjach, komplet kosztuje około 60 zł. Czym były w tamtych czasach?

Wprowadzona przez rząd reglamentacja żywności, bardzo szczegółowo określała komu i ile mięsa się należy. Społeczeństwo zostało podzielone na dziewięć grup i każdej były przydzielone inne ilości i rodzaje mięsa do kupienia w ciągu miesiąca. Każda z grup dostała swoje kartki na ten produkt.

Większa część Polaków trafiła do grupy B, czyli osób pracujących, młodzieży i cudzoziemców. Ich kartki uprawniały do zakupu 3,5 kg mięsa miesięcznie. Grupę obejmującą młodzież w internatach czy emerytów w domach opieki, całkowicie pozbawiono kartek. Rolnikom nie przydzielono prawa do zakupu kurczaka i nikt nie wiedział dlaczego, a górnikom i matkom karmiącym pozwolono jeść dwa razy więcej mięsa, niż pozostałym.

Magda Gessler odpowiada na pytania

Przydziały na mięso ograniczały ilość i wybór

Mając w ręku kartkę na mięso wcale nie można było być spokojnym, że pójdzie się do sklepu i kupi swoje przydziałowe 3,5 kilograma. Po pierwsze w sklepach nadal było pusto i zrealizowanie kartki było możliwe, gdy udało się trafić na dostawę, o której mówiło się, że „rzucili mięso” oraz „odstało się swoje" w długiej kolejce. Nie można też było kupić tyle, ile się chciało i tego, co się chciało. Kartka była podzielona na grupy odpowiadające jakości i rodzajowi mięsa. Grupy określały, jaką ilość danego rodzaju można nabyć i były następujące:

  • Mięso, grupa I (40 dag) – schab, karkówka, szynka z kością, łopatka, wołowina bez kości
  • Mięso, grupa II (85 dag) - żeberka, boczek, mielone, nerki, serce
  • Wędliny, grupa I (40 dag) – baleron, szynka, polędwica
  • Wędliny, grupa II (85 dag) – parówkowa, mortadela, pasztet, mielonki w puszkach
  • Kurczak – 1 sztuka na osobę, na miesiąc
Zobacz także
blok czekoladowy

Blok czekoladowy, czyli PRL-owska gratka. Zróbcie go z tego przepisu, wychodzi idealna konsystencja

Sprawdzony przepis na pampuchy jak sprzed lat. Wyjdą przepyszne, jeśli dodacie do ciasta tego tłuszczu

Sprawdzony przepis na pampuchy jak sprzed lat. Wyjdą przepyszne, jeśli dodacie do ciasta tego tłuszczu

Dlaczego żywność była reglamentowana?

W latach 80-tych XX w, gdy załamała się gospodarka planowana centralnie, ludzie zaczęli żądać uregulowania sytuacji tak, aby zdobycie żywności dla rodziny było jakkolwiek możliwe.

Wprowadzenie kartek na żywność, było jednym z postulatów „Solidarności”. Ludzie mieli dosyć pustych sklepów i ogromnych kolejek.

Codzienność w tym czasie wyglądała tak, że w sklepach spożywczych niemal nie było podstawowych towarów. Żeby zapełnić półki, sprzedawczynie ustawiały na nich dziesiątki butelek z olejem i zamiast zapas trzymać w kartonach w magazynie, rozstawiały wszystko, co miały, na półkach w sklepie. Podobnie pusto było w sklepach mięsnych. Tam na hakach zamiast kiełbasy i mięsa, wszędzie wisiała słonina. Bo jedynie jej, podobnie jak oleju, było pod dostatkiem.

Co można było kupić na kartki?

Kartki, wprowadzone w czerwcu 1981 roku, początkowo obejmowały jedynie mięso. Jednak ponieważ sytuacja gospodarcza cały czas pogarszała się i zaczynało brakować dosłownie wszystkiego, reglamentację rozszerzono na cukier, masło, mąkę czy nawet ryż i kasze.

Po pewnym czasie sprzedaż na kartki objęła też czekoladę, alkohol i benzynę. Z kolei słynny, znany z filmów, choćby filmu „Nie lubię poniedziałku” Tadeusza Chmielewskiego, deficytowy papier toaletowy, można było dostać po okazaniu pokwitowania z punktu skupu makulatury, potwierdzającego, że oddało się do skupu stare gazety. Przelicznik był prosty: za 1 kg oddanej makulatury należała się 1 rolka szarego, szorstkiego papieru.

Źródło: wprost.pl, muzhp.pl, allegro,pl,

Przedświąteczne zakupy w PRL-u: długie kolejki, brak karpia i propaganda w prasie.
Adobe Stock
Newsy
Przedświąteczne zakupy w PRL-u: długie kolejki, brak karpia i propaganda w prasie. Pamiętacie?
Przedświąteczny czas ludzie spędzali w kolejkach po mięso, karpie czy owoce cytrusowe. Jeśli nie było bakalii, zamiast orzechów i skórki pomarańczowej używali do ciast kruchych ciastek i ...marchewki. Tak wyglądały święta w PRL-u

Dziś trudno już sobie dziś wyobrazić jak gospodynie pokonując trudności z zaopatrzeniem sklepów, były w stanie przygotować święta. Wiele osób „polowanie” na świąteczne specjały rozpoczynało na długo przed świętami. Mimo to na stołach w tamtych czasach zawsze był barszcz z uszkami, bigos, pasztety, wędliny, a nawet bakalie i pomarańcze. Obfitość dań była jednak okupiona czasem spędzonym w kolejkach przed sklepami. „Dzięki pracy narodu, karp kiedyś będzie dostępny bez trudności” W późnych latach 70. i 80 nie było łatwo przygotować się do świąt. W sklepach brakowało wszystkiego: smalcu, mięsa, maku, a także karpi i śledzi. Od końca lat 70. niektóre towary były reglamentowane. Na początku na kartki można było kupić cukier, mięso i wędliny. Z czasem zaczęto wydawać kartki nawet na masło, smalec, czekoladę, mąkę, kaszę i ryż. Skoro nawet karpia nie można było dostać bez długich kolejek, władza ludowa poprzez media tłumaczyła Polakom, że przyjdą takie czasy, gdy karpia będzie się kupować, a nie zdobywać. Tę rzekomą poprawę sytuacji z zaopatrzeniem poparła propagandą stanu wojennego, w której wskazywała na potrzebę „rzetelnej pracy”. 24 grudnia 1982 r. w Dzienniku Łódzkim można było przeczytać: - Z chowem karpia w stawach jest dokładnie tak samo, co z całą naszą gospodarką: te same dręczą je choroby, ta sama terapia może je wyleczyć. Recepta jest prosta. Improwizację musi zastąpić konsekwentna gospodarka poparta rzetelną pracą. Innego wyjścia nie ma. Dopiero gdy to osiągniemy, można będzie dążyć do czasów, gdy karp tak jak niegdyś znów się stanie towarem, który się po prostu kupuje, a nie zdobywa. Przygotowania do świąt były sterowane centralnie 21 grudnia 1982 r. Dziennik...

Pustki na półkach sklepowych, dostępny jedynie ocet. Zakupy na kartki. Dziś mija 40. rocznica stanu wojennego
Wikipedia Commons
Newsy
Pustki na półkach sklepowych i zakupy na kartki. Dziś mija 40. rocznica stanu wojennego. Pamiętacie?
Dokładnie 40 lat temu, 13 grudnia 1981 roku, na terenie całej Polski został wprowadzony stan wojenny. Ten trudny czas kojarzony przez większość między innymi z pustymi półkami, trwał o wiele dłużej niż mogłoby się wydawać.

Już od 1979 sklepowe półki niemalże świeciły pustkami. Brakowało podstawowych produktów i żywności. Wprowadzenie stanu wojennego tylko pogorszyło panującą wówczas niezwykle trudną sytuację gospodarczą. Choć władze zapowiedziały wdrożenie odpowiednich reform, dzięki której życie obywateli miało stać się łatwiejsze, w rzeczywistości ceny żywności zostały podniesione o ponad 200 procent. Ponadto, w tym samym czasie, średnia wynagrodzeń spadła aż o 30 procent.  Zakupy na kartki w stanie wojennym Kryzys gospodarczy pogłębiał się również przez fakt, że większość środków budżetowych była przeznaczana na spłatę zadłużenia zagranicznego. Aby wypełnić zobowiązania i wyjść cało z sytuacji Polska musiała zwiększyć eksport żywności. To z kolei sprawiło, że na rynku wewnętrznym coraz bardziej brakowało podstawowych produktów.  Władze były więc zmuszone rozpocząć kontrolę ich dystrybucji. Wtedy też pojawiły się kartki na żywność, które uprawniały do zakupu tylko ściśle określonych ilości towarów takich jak chleb, mąka, cukier, mleko, kasza, ziemniaki, sól oraz herbata.  Zaopatrzenie sklepów kiedyś i dziś Dla obecnej młodzieży taki stan rzeczy jest nie do pomyślenia. Bowiem dzisiaj mamy w sklepach wszystko, czego dusza zapragnie i to pod dostatkiem. Jeśli macie ochotę kupić 10 batoników, to po prostu to robicie. Kiedyś rzeczywistość była bardziej skomplikowana. W latach 80. nie było też takiego wyboru w rodzajach produktów, o firmach i jakości nie wspominając. Chleb był po prostu chlebem, a ziemniaki ziemniakami. Dzisiaj, idąc do sklepu można dostać oczopląsu. Nad wyborem herbaty spędza się przecież co najmniej 15 minut. I choć pandemia przypomniała nieco czasy, w których stało się przed sklepem w...

mortadela z jajkiem żabie oczko przepis prl
Adobe Stock
Newsy
Jedliście kiedyś "żabie oczko"? Tą potrawą zajadali się wszyscy w PRL-u
Lubicie kulinarne podróże w przeszłość? Pamiętacie mortadelowe kotlety z dodatkiem sadzonego jajka? Czas ponownie ponownie przetestować "żabie oczka".

Wszystkiego było za mało, wszystko było na kartki i wszyscy psioczyli na swój los. Tak wyglądał schyłkowy PRL w pigułce.  Jak to więc w ogóle możliwe, że starsze pokolenia nieraz wracają do przeszłości z tak dużym sentymentem? Można to wytłumaczyć na dwa sposoby. Po pierwsze takie podróże do przeszłości są czymś jednak naturalnym dla osób wspominającym swoją młodość. Wydaje się, że musi być jakiś inny powód. A tym powodem były PRL-owskie kulinaria. Było przaśnie, było skromnie, ale było za to także bardzo swojsko. W momentach kiedy każdy rodzaj mięsa na czele z wieprzowiną był na wagę złota, doceniano także pośledniejsze wędliny, dzisiaj często pogardzane. Przykładem może być mortadela. Receptura tej kiełbasy swoje korzenie ma we Włoszech. To stamtąd przyszedł patent na mielone drobno mięso z dodatkiem słoniny. Jak zrobić żabie oczka rodem z PRL-u? Sam Bóg raczy jednak wiedzieć, co znajduje się w środku dzisiejszych tanich mortadeli i podobnych wyrobów. Jeśli jednak macie dostęp do wysokiej jakości wędliny tego rodzaju, zróbcie na obiad „żabie oczka”. Co to takiego? Pod tą zmyślną nazwą kryje się proste, awaryjne danie, które uratuje was w podbramkowej sytuacji. Wystarczy, że podsmażycie plastry mortadeli, rozbijecie na nich po jednym jajku i voila – ciekawe, smaczne i szybkie danie w sam raz do podania na obiad z ziemniakami i surówką! Przepis na żabie oczko z mortadeli i jajka Składniki: 3-4 plastry mortadeli 3-4 jajka Sól Pieprz Olej lub inny tłuszcz do smażenia Opcjonalnie: jajko, bułka tarta i mąka do panierowania Przygotowanie: Mortadelę pokrójcie w dość grube plastry (ok. 1-2 cm grubości). Mortadelę można także zapanierować w mące, dodatkowym jajku i bułce...

Czy mięso i nabiał mogą być tańsze w dobie inflacji i drożyzny? Prezes PSL ma pomysł jak to zrobić
ONS.pl/Adobe Stock
Newsy
Czy mięso i nabiał mogą być tańsze w dobie inflacji i drożyzny? Prezes PSL ma pomysł jak to zrobić
Władysław Kosiniak-Kamysz chce obniżyć VAT na zdrową żywność. „Zdrowa żywność to polska żywność" - mówi.

Inflacja galopuje, jedzenie w sklepach jest już tak drogie, że odkładanie produktów przy kasie, to coraz częstsze zjawisko. Za chwilę już nie tylko będziemy zastanawiać się co z wybranych składników dań odłożyć, żeby rachunek był niższy, ale wręcz co taniego kupić, żeby wyżywić rodzinę. Dylematy Polaków obserwuje szef PSL Włodzimierz Kosiniak-Kamysz i postanowił zaproponować zmianę. Jak obniżyć ceny żywności? Szef Polskiego Stronnictwa Ludowego, Władysław Kosiniak- Kamysz poinformował podczas rozmowy z Polską Agencją Prasową, że jego partia zamierza złożyć w Sejmie projekt ustawy obniżający podatek VAT na świeżą żywność produkowaną w Polsce. Polityk chce obniżenia VAT-u do zera na mięso i nabiał, a także, wędliny i sery. Uważa, że żywność jest już tak droga, że czas zacząć też działać w obronie polskich rodzin i zadbać o ich budżety: W najbliższych dniach złożymy projekt dotyczący 0-procentowego VAT-u na zdrową żywność, żeby ratować polskie rolnictwo, hodowlę i produkcję, żeby można było kupić żywność w normalnych cenach. Sylwia Spurek cieszy się z rosnących cen niezdrowej żywności Niemal w tym samym czasie, działania Parlamentu Europejskiego na rzecz promowania zdrowej żywności, skomentowała Sylwia Spurek. Działaczka Partii Wiosna Roberta Biedronia, była wyraźne poruszona wiadomością, że PE przegłosował możliwość podwyższenia podatku VAT na produkty szkodliwe dla zdrowia i środowiska. Chodzi między innymi o mięso i mleko, których spożywanie, szczególnie w nadmiernych ilościach, nie jest zdrowe, a podniesienie ich cen ma być metodą na ograniczenie ich spożycia: Mamy to! Wygląda na to, że PSL i reszta konserwatystów zaczyna przegrywać „wojnę o kotleta i rosół”. Wczoraj PE przegłosował możliwość podwyższenia VAT na...