Tak obchodzono wigilie pracownicze w PRL-u. Przypominamy co jadano w czasie firmowego "śledzika"
Wikipedia Commons
Newsy

Tak obchodzono wigilie pracownicze w PRL-u. Przypominamy co jadano w czasie zakładowego „śledzika"

Wigilie firmowe to wcale nie wymysł dzisiejszych czasów. Organizowano je od lat, zawsze były okazją do integracji pracowników i przyjęcia oficjalnych życzeń od szefa.

Na początku XX wieku firmowe „śledziki” odbywały się głównie w gronie męskim. Nie dlatego, że kobiety w tym czasie gotowały w domach. Powodem było to, że w tych czasach pracownikami byli przede wszystkim panowie. A jak obchodzono „śledzika” za czasów PRL-u?

Magda Gessler odpowiada na pytania

Zakładowy „śledzik” w PRL-u to była oficjalna uroczystość

Kolacja wigilijna w pracy wymagała specjalnych przygotowań. Panie wyciągały z szaf najlepsze sukienki lub eleganckie garsonki, panowie, nawet jeśli na co dzień szli do pracy w swetrach, na „śledzika” zakładali garnitury. Wigilia zakładowa była uroczystym wydarzeniem, nawet gdy odbywała się w stołówce pracowniczej, a wigilijne dania przygotowywały te same kucharki, które codziennie serwowały ogórkową i leniwe.

Spotkania organizowane były na miejscu, w stołówkach, w salach BHP czy też konferencyjnych, na terenie zakładu pracy, choć zdarzały się instytucje, które zapraszały pracowników do restauracji.

Skąd dziś wiemy co jadano podczas wigilijnych spotkań pracowniczych w dawnych czasach? Stałym punktem każdej takiej imprezy były zdjęcia. Chętnie fotografowano zastawione stoły i uczestników uroczystości. Zdjęcia zdradzają m.in., że choć biesiadnicy pojawiali się na „śledziku” w eleganckich strojach, z czasem panowie zrzucali marynarki i rozluźniali krawaty.

Zobacz także
Bożonarodzeniowe paczki  i zabawy dla dzieci pracowników w PRL. Pamiętacie?

Bożonarodzeniowe paczki i zabawy w zakładach pracy dla dzieci pracowników w PRL-u. Pamiętacie?

Przedświąteczne zakupy w PRL-u: długie kolejki, brak karpia i propaganda w prasie.

Przedświąteczne zakupy w PRL-u: długie kolejki, brak karpia i propaganda w prasie. Pamiętacie?

Co podawano na pracownicze wigilie w PRL-u?

Wigilie dla swoich pracowników organizowała większość zakładów pracy. Odbywały się w szkołach, urzędach, domach dziecka czy jednostkach milicji i straży pożarnej. „Śledzik” zawsze był imprezą, na której podawano alkohol. W czasach PRL na stołach królowała czysta wódka, a dla kobiet szykowano słabszą, kolorową wódkę, jak jarzębiak.

Stoły uginały się od jedzenia. Obowiązkowo był śledzik w oleju, sałatka jarzynowa, karp w galarecie i jajka w majonezie. Na stołach ustawiane były półmiski pełne wędlin, a na nich szynka, schab i baleron. Półmiski przystrajano charakterystyczną zieloną ozdobą, czyli tzw. garni z sałaty lub dłużej zachowującego świeżość jarmużu. W tych czasach nikt nie jadał jarmużu na obiad, warzywo wykorzystywane było wyłącznie do dekoracji półmisków z wędlinami.

Co jadano na deser po takiej kolacji? Większość archiwalnych fotografii potwierdza, że na każdym stole był makowiec. W czasach kryzysu, w latach 80. gdy świąteczny jadłospis ograniczano do minimum, były takie zakłady pracy, które zapraszały pracowników jedynie na makowiec.

W ten sposób, w czasach pustych sklepowych półek i żywności na kartki, zachowywały tradycję spotkań integracyjnych zespołu i oficjalnych życzeń składanych załodze przez dyrekcję.

Źródło: Dziennik Zachodni, Strefa Biznesu

Sylwester w PRL-u to bale jak i prywatki,  a na nich śledziki, jajeczka i "żabie oczka" Pamiętacie co jadano  w ostatni dzień roku?
wikipedia commons, Adobe Stock
Newsy
Sylwester w PRL-u to bale i prywatki. Na nich jadano śledzika, jajeczka i „żabie oczka”. Pamiętacie?
Władze komunistyczne pozwalały na huczne z zabawy w PRL-u. Przypominamy jak się wówczas bawiono i co podczas Sylwestra stawiano na stołach.

W głębokim PRL-u ludziom nie było specjalnie do śmiechu. W sklepach pustki, w telewizji tylko dwa rządowe kanały i takie samo reżimowe radio. Gdy obywatele chcieli posłuchać dobrej muzyki, musieli polować na płyty czy pocztówki dźwiękowe, które czasem można było dostać w klubach Międzynarodowej Prasy i Książki (dzisiejszy Empik). Chcąc usłyszeć co się dzieje w kraju, próbowali nasłuchiwać radia Wolna Europa. A chcąc kupić kawałek mięsa, musieli stać w długich kolejkach. W takich realiach, gdy już rodziny przebrnęły przez trudne przygotowania do Bożego Narodzenia, ignorowanego przez komunistyczną, a przy tym świecką władzę, wszyscy z ulgą szykowali się do przywitania nowego roku. Jak witano nowy rok w PRL-u? Władza ludowa tworzyła własną sylwestrową tradycję Sylwester był neutralnym, nowym świętem, które rządzący mogli bezpiecznie celebrować. Pozwalali więc hucznie bawić się Polakom. Magazyn Polityka tak wspominał tamte Sylwestry: - Władza komunistyczna przywiązywała wielką wagę do symboli. Minimalizowała Boże Narodzenie, akcentowała Sylwestra. Tworzyła własne tradycje. Miejscem zabaw stała się aula Politechniki Warszawskiej. Polacy bawili się na balach, spotykali się w kawiarniach i w domach na prywatkach. Każdy ostatni dzień starego roku żegnano uroczyście, a nadchodzący nowy rok zawsze był nadzieją na nadchodzący, lepszy czas. Sale balowe były przystrajane papierowymi ozdobami i balonami, a w czasie toastu zamiast fajerwerków rozrzucano papierowe serpentyny i zapalano zimne ognie. Pamiętacie je? Co jadano podczas zabaw sylwestrowych w czasach PRL-u? Oczywiście sylwestrowy jadłospis różnił się na przestrzeni lat. Polityka pisała o balu w Filharmonii w 1958 roku: - Co było na stole? Kanapki, napoje w butelkach i tajemniczych karafkach oraz papierosy....

Fenomen szklanek w koszyczku. Czy ktoś jeszcze z nich pije?
Adobe Stock
Newsy
Pamiętacie szklanki w koszyczkach? Mało kto wie, skąd pochodzi zwyczaj takiego podawania herbaty
Jeśli pamiętacie szklanki w koszyczku, to pewnie wiecie też, że najczęściej pito z nich tzw. herbatę plujkę czy sypaną kawę po turecku. Skąd się wzięły takie naczynia i dlaczego dziś ich już nie używamy?

Koszyczki ze szklankami, w których podawano gorące napoje to bardzo powszechne naczynie w czasach PRL-u. Komplet koszyczków można było znaleźć w niemal każdym domu. Te klasyczne, wykonane były z metalu, zdarzało się, że dwukolorowego lub barwionego. W sklepach można było kupić koszyczki drewniane, plastikowe czy wiklinowe. Niektórzy zdobili swoje dodatkowo je malując, inni wyplatali je z żyłki czy nawet dziergali na szydełku. Skąd pochodzą koszyczki do szklanek? Pierwsze szklanki wkładane do koszyczków z uchwytem umożliwiającym przenoszenie gorących napojów, pochodzą z XVII w. z terenów Niemiec i Rosji. Najczęściej wykonywane były z miedzi lub srebra, rzadziej z cyny lub złota. Używali ich bogaci mieszczanie i arystokracja. W XIX w. ten rodzaj naczyń do gorących napojów zagościł we Francji i trafił do Polski. Po I wojnie Światowej praktycznie zniknął z terenów Europy Zachodniej, a stał się coraz bardziej popularny w Europie Wschodniej, przede wszystkim w Rosji. W czasie dwudziestolecia międzywojennego, na terenie Polski działało kilkadziesiąt zakładów zajmujących się wytapianiem koszyczków. W tym okresie były używane w średnio zamożnych domach w centralnej, zachodniej i północnej Polsce. W czasach PRL-u, te najczęściej bogato zdobione naczynia, dodawały gospodarstwom domowym luksusu i nowoczesności. W takich szklankach podawano herbatę plujkę lub kawę sypaną i uważano, ten sposób podania za elegancki, a pani domu mogła pochwalić się przed gośćmi wymyślnymi koszyczkami. Zdarzało się, że szklanka w koszyczku była dodatkowo stawiana na spodku, dzięki czemu po wymieszaniu cukru w herbacie gość mógł w kulturalny sposób odłożyć na nim łyżeczkę, nie brudząc obrusa. Obecnie dawne kruche szklanki w koszyczkach zastępujemy...

Macie jeszcze w domu ten przedmiot? Był niezniszczalny i służył nie tylko do mięsa
Adobe Stock
Newsy
Macie jeszcze w domu ten przedmiot? Był niezniszczalny i służył nie tylko do mięsa
Żeliwna maszynka do mięsa nie była ani mała, ani lekka. Była też nieporęczna do przechowywania, ale za to niezastąpiona w kuchni. Używaliście jej?

Ten unikalny artykuł małego AGD dziś jest już w stylu vintage, a kiedyś był za to w każdej kuchni. Przypominamy jak działał i do czego używały go niegdyś niemal wszystkie polskie gospodynie domowe. Jak działa stara maszynka do mięsa? To było bardzo proste, a w związku z tym niezniszczalne urządzenie. Maszynkę wykonywano z żeliwa. Składało się ze ślimacznicy, którą wprawiało się w ruch ręcznie za pomocą korbki z drewnianą rączką. Podczas obracania, włożony do górnego otworu płat mięsa przesuwał się w kierunku noży, które wstępnie rozdrabniały je, a następnie przeciskały przez tarcze z wieloma otworami o ostrych krawędziach. Już po jednokrotnym przejściu porcji mięsa przez urządzenie, otrzymywało się mielone, gotowe na kotlety. Urządzenie można było kupić w różnych rozmiarach. Były mniejsze i większe i miały kilka zakresów mielenia. Maszynkę przed użyciem należało mocno przykręcić do stołu. W komplecie sprzedawano śrubę mocującą. Używanie tego urządzenia wymagało solidnego, drewnianego blatu. Można śmiało założyć, że dzisiejsze, delikatne blaty kuchenne czy stoły z płyty MDF, nie wytrzymałyby próby maszynki do mięsa z PRL-u. Do czego jeszcze używano maszynki do mięsa? Oczywiście maszynka nie była wykorzystywana jedynie do mielenia mięsa. Jej mieląca ślimacznica doskonale nadawała się do rozdrabniania twarogu na sernik, czy mielenia maku na makowiec. Bez niej, z czasach PRL-u, nie zostałoby tez upieczonych wiele domowych pasztetów. Mogła być wykorzystywana do rozdrabniania kapusty, grzybów czy łączenia tych obu składników na farsz do pierogów. Także inne farsze, zarówno mięsne jak i serowe, gospodynie przygotowywały w maszynce do mięsa. Przepuszczając przez nią ugotowane mięso, dodawały jedną lub dwie cebule,...

Mieszko I też objadał się golonką i schabem! Sprawdźcie, co jadali polscy władcy 1000 lat temu
AdobeStock
Newsy
Mieszko I też objadał się golonką i schabem? Sprawdźcie, co jadali polscy władcy 1000 lat temu
Czy dieta Piastów różniła się bardzo od tego, co jadamy dziś? Sprawdziliśmy to!

Mody żywieniowe pojawiają się i znikają. Każdy z was pewnie może sobie przypomnieć przykłady z własnego życia. Kiedyś chętnie jadało się na przykład móżdżek, a dzisiejsza młodzież nawet na niego nie spojrzy . Egzotyczne owoce takie jak: awokado, banany czy ananasy są teraz dla was codziennością, ale w waszym dzieciństwie pewnie zajadaliście się głównie jabłkami, gruszkami i czereśniami. Jak bardzo zmieniła się dieta Polaków przez 1000 lat? Czy pierwsi królowie Polski jadali posiłki podobne do tych, które macie na swoich stołach? Dieta pierwszych Piastów Dziennikarz TVN24 przeprowadził niezwykłą rozmowę z profesorem Danielem Makowieckim, który jest ekspertem w tej dziedzinie. Naukowcy za pomocą specjalnych badań są w stanie dowiedzieć się więcej na temat tego, czym żywili się ludzie w dawnych czasach. Przydatne są w tym celu wykopaliska archeologiczne. Mięsne rarytasy na królewskim dworze Dzięki badaniu cięć rzeźników wiadomo, że królewscy przodkowie zajadali się tymi samymi częściami mięsa, które ludzie jedzą także obecnie. Cenione były: Golonki Polędwice Schaby Jadano także zimne nóżki i głowiznę, którą najczęściej przerabiano w salceson. Piastowie dokładnie wykorzystywali każda jadalną część zwierząt. Na pewno jadano mózg, szpik i całą zawartość czaszek i kości zwierząt. Szpik był zapewne dużym rarytasem. Dzięki badaniu pęknięć na kościach wiadomo, że wydobywanie szpiku z kości było bardzo powszechna praktyką w całym ówczesnym społeczeństwie. Na stołach władców i elit często lądowały ogromne porcje mięsne. Kucharze nie bawili się raczej w przygotowywanie jednoporcjowych talerzy. Przygotowywano udziec mięsny i w takiej postaci prezentowany był on na stole. Przyprawy na...