Szokujące wyznania kelnerek i kelnerów. Niesmaczne żarty i poniżające traktowanie to codzienność
Pixabay
Newsy

Szokujące wyznania kelnerek i kelnerów. Niesmaczne żarty i poniżające traktowanie to codzienność

Flirtują z obsługą, dotykają pośladków i robią im zdjęcia. Część kelnerek i kelnerów przez takie sytuacje rezygnuje z pracy w restauracji.

Praca w gastronomii do łatwych nie należy. Duży stres, wiele obowiązków, zmiany nawet po kilkanaście godzin, a do tego przez większość czasu nie ma kiedy usiąść. Do tego dochodzi bardzo złe traktowanie obsługi przez niektórych klientów. Portal Onet.pl opublikował fragmenty rozmów z osobami, które pracują lub pracowały jako kelnerki i kelnerzy. Ich doświadczenia są szokujące.

Magda Gessler odpowiada na pytania

„Pokaż więcej, to zrobię ładniejsze”

Najczęściej ofiarami seksistowskich i niesmacznych żartów oraz odzywek, padają kelnerki. Dziewczyna pracująca w restauracji w Ustce opowiedziała o tym, jak podczas sprzątania stolików przyłapała jednego z klientów na robieniu jej zdjęć telefonem. Poprosiła, by tego nie robił, a mężczyzna odpowiedział:

No chyba ci to schlebia. Pokaż więcej, to zrobię ładniejsze.

Takich historii jest o wiele więcej. Starsi i bardziej doświadczeni pracownicy są dość odporni na tego typu sytuacje, jednak najbardziej zagrożeni są młodzi kelnerzy i kelnerki – zwłaszcza, że nierzadko klientów obsługują osoby bardzo młode, które niedawno skończyły 18 lat.

Byłam kelnerką w dużej restauracji, która organizowała też wesela. Jak można się domyślić, nie brakowało na nich alkoholu, więc i durnych odzywek. Wystarczyło zwykłe "przepraszam", kiedy chciałam, żeby gość zrobił mi miejsce, a słyszałam "taka ślicznotka nie ma mnie za co przepraszać". Nie mówiąc już o tym, jak coś mi upadło, a za plecami słyszałam "ooo jakie widoki!" – powiedziała Monika, która przez takie sytuacje zrezygnowała z pracy w gastronomii.

Zobacz także
Jeden mały gest ręką wystarczył. Firma spożywcza straciła ponad 12 miliardów złotych

Jeden mały gest ręką wystarczył. Firma spożywcza straciła ponad 12 miliardów złotych

Kazali jej zapłacić za skorzystanie z toalety w restauracji 10 zł! Gdy odmówiła, została popchnięta

Kazali jej zapłacić za skorzystanie z toalety w restauracji 10 zł. Gdy odmówiła, została popchnięta

Menedżerowie próbują zapobiegać takim sytuacjom

Krzysztof, który od ponad 10 lat pracuje w gastronomii mówi, że zawsze starał się przygotować młody zespół i uczył, jak radzić sobie w niekomfortowych sytuacjach. Niestety, często asertywność i zwrócenie uwagi gościowi na jego niewłaściwie zachowanie, kończy się oburzeniem z jego strony.

Kiedy byłem szefem sali w eleganckiej restauracji, zostałem raz wezwany przez gościa, który chciał złożyć skargę na kelnerkę. Twierdził, że jest bezczelna, nieprofesjonalna i arogancka. Spytałem go, co konkretnie zrobiła, ale nie umiał wytłumaczyć. Tak naprawdę nie spodobało mu się, że odrzuciła jego "zaloty" – powiedział Krzysztof.

Mężczyźni także są ofiarami poniżającego traktowania

Nie tylko młode kobiety doświadczają nieprzyjemnych sytuacji w pracy jako kelnerki. Również kelnerzy muszą sobie radzić z gośćmi, którzy próbują ich podrywać lub poniżać. Zdarza się, że młody kelner jest przesadnie komplementowany i „adorowany” przez grupę kobiet:

Zagadują, kokietują, a wręcz prowokują, oczekując, że pociągniemy ten flirt. Jeśli jednak tak się nie dzieje, a kelner nie ma ochoty być bawidamkiem, w większości przypadków nie kryją niezadowolenia, zarzucając słaby poziom obsługi.

Czy można w jakiś sposób przeciwdziałać takim sytuacjom? Właścicielka restauracji znajdującej się nad polskim morzem powiedziała, że stara się tworzyć rodzinną atmosferę w swoim lokalu. Jej zdaniem „trudni” klienci w takiej sytuacji czują, że niewłaściwe zachowanie po alkoholu będzie bardzo źle widziane i się hamują.

Źródło: onet.pl

Restauracje otwarte, ale nie ma komu pracować. Jak gastronomia poradzi sobie po pandemii?
AdobeStock
Newsy
Restauracje otwarte, ale nie ma komu pracować. Jak gastronomia poradzi sobie po pandemii?
Już od 15 maja ruszają ogródki w restauracjach, a od 29 maja będzie można normalnie zjeść posiłek w lokalu. Jednak okazuje się, że choć restauratorzy chcą otwierać swoje lokale, to brakuje rąk do pracy.

Właściciele restauracji odetchnęli z ulgą, gdy rząd w końcu ogłosił, że lokale gastronomiczne będą mogły wrócić do w miarę normalnego funkcjonowania. Nikt nie spodziewał się jednak, że będzie aż taki problem z ponownym otwarciem restauracji. I nie chodzi wcale o brak klientów! Problem ze znalezieniem pracowników Otwierające się powoli po pandemii restauracje mają ogromny problem ze znalezieniem ludzi do pracy. Ponieważ gastronomia była zmuszona do zawieszenia działalności przez tak długi czas, większość restauracji zrezygnowała z zatrudniania tak dużej załogi, jak przedtem. Niepotrzebni byli kelnerzy, osoby stojące za barem i inni pracownicy obsługujący gości. Lokale gastronomiczne oferowały tylko jedzenie na dowóz, więc w restauracjach zostali tylko kucharze oraz dostawcy. Z tego powodu niektóre restauracje otworzą się później, ponieważ nie mogą skompletować załogi. O problemie mówi Krzysztof Rzyman, restaurator: Wiem, że część lokali musi teraz zatrudniać nowy personel, a inne utrzymywały niewielką ekipę. Ale dużo baristów, kelnerów, barmanów straciło pracę i teraz wielu restauratorów musi szybko kogoś zaangażować Teraz właściciele restauracji na gwałt poszukują pracowników do obsługi ponownie otwieranych lokali, ale okazuje się, że osób chętnych do pracy brakuje. Dlaczego? Kelnerów jest coraz mniej Choć ofert pracy dla kelnerów i kucharzy jest bardzo dużo, to chętnych brakuje. Właściciel jednej z restauracji powiedział, że na razie dostał tylko 4 CV od osób zainteresowanych pracą na stanowisku kelnera – to kilka razy mniej, niż przed pandemią. Jednym z powodów takich braków pracowników jest fakt, że sytuacja w gastronomii jest bardzo niepewna. Wiele osób boi się zaryzykować i nie chcą się...

Największe wpadki Polaków w restauracji. Aż wstyd głośno się do tego przyznać
AdobeStock
Newsy
Największe wpadki Polaków w restauracji. Aż wstyd głośno się do tego przyznać
Zachowanie niektórych Polaków w restauracji pozostawia niestety wiele do życzenia. Kelnerzy wymienili nasze największe wpadki. Powinno nam być wstyd?

Zbyt głośne mówienie, mało śmieszne żarty i komentarze, siorbanie... Obsługiwanie osoby, która zachowuje się w ten sposób w restauracji , może być prawdziwym koszmarem. Kelnerzy wymienili największe błędy popełniane przez Polaków w restauracji. Jest tego trochę. Mylenie nazwy espresso z ekspresso Polakom często się zdarza niepoprawnie wymawiać w restauracji nazwę kawy – espresso . Wielu z nich wymawia ją błędnie – jako ekspresso (czyżby od „ekspresu” do kawy?). Jeśli kelner przyniesie nam kawę i szklankę wody, nie powinno to budzić naszego zdziwienia. Właśnie tak prawidłowo podaje się mocną czarną kawę. Dlaczego? Z bardzo prostej przyczyny. Otóż przepłukanie ust czystą wodą oczyszcza kubki smakowe, dzięki czemu możemy lepiej delektować się kawą i docenić jej wyrazisty smak. Klient, który chce sam się obsłużyć Zdarza się, że klient zamawia w restauracji piwo , ale sam chce je otworzyć własnym otwieraczem, który ma w kieszeni. Niestety, nie jest to szczytem elegancji i savoir-vivre. Klienci, którzy jedzą dania zamówione w innym lokalu Bywają też sytuacje, że przy stoliku siedzi kilka osób, ale tylko jedna z nich składa zamówienie z karty menu, a pozostałe konsumują np. kebaby zakupione u konkurencji. To złamanie podstawowej zasady, jaka obowiązuje w restauracji. Nie wnosimy do niej ani swojego jedzenia, ani swoich napojów. Zamawiając stolik w restauracji, płacimy nie tylko za jedzenie, ale również za pełną obsługę. Polacy napiwków nie dają Ile powinien wynieść napiwek? To 10% od kwoty, która widnieje na naszym rachunku. Niestety, Polacy bardzo rzadko dają w restauracjach napiwki, co wytknęła nam jakiś czas temu Magda Gessler . Polacy nie umieją dawać napiwków. Jak są pijani, to czasami dają,...

Ile można zarobić w gastronomii? Restauracje kuszą wysokimi zarobkami
AdobeStock
Newsy
Ile można zarobić w gastronomii? Restauracje kuszą wysokimi zarobkami
Restauracje prześcigają się w ofertach pracy dla kucharzy i kelnerów. Brakuje tylko rąk do pracy!

Po wielu miesiącach lockdownu i surowych obostrzeń, restauracje nareszcie mogą się otworzyć dla swoich gości – choć pod warunkiem zachowania reżimu sanitarnego. Początek wakacji to czas bardzo intensywnej pracy w gastronomii oraz poszukiwania pracowników. Tych obecnie na rynku brakuje, dlatego restauracje zachęcają ich naprawdę wysokimi pensjami. Sprawdźcie, ile można zarobić dziś jako kelner lub kucharz. Brakuje rąk do pracy Jakiś czas temu pisaliśmy o tym, jak pracownicy gastronomii poradzili sobie podczas pandemii . Część z nich całkowicie zmieniła branżę i wcale nie zamierzają wracać do pracy w kuchni. To duży problem dla restauratorów, którzy obecnie na gwałt szukają pracowników do swoich lokali. W serwisach z ogłoszeniami o pracę można znaleźć bardzo wiele ofert dotyczących gastronomii. Lokale poszukują osób do pracy na stanowisku kelnera, kucharza i barmana. Na portalu ogłoszeniowym OLX aż 5 tysięcy ogłoszeń dotyczy ofert pracy dla kucharza! Nieco mniej poszukiwani są kelnerzy i barmani, jednak i dla nich pracy nie brakuje. W porównaniu z poprzednim rokiem, na portalu OLX znajduje się o 11 tysięcy więcej ofert pracy, niż rok temu w tym samym okresie. Najwięcej wakatów jest w województwie mazowieckim (ok. 1000 ofert) oraz dolnośląskim i śląskim (ok. 600 ofert pracy w gastronomii). Ile można zarobić w gastronomii? By zachęcić kucharzy i kelnerów do pracy, restauracje oferują bardzo atrakcyjne warunki pracy. W zależności od lokalu, wynagrodzenie kelnera waha się od 17 zł do nawet 25 zł brutto za godzinę. W jeszcze lepszej sytuacji są kucharze, których zachęca się kwotą w wysokości 6 tysięcy złotych brutto za pracę w restauracji. Z kolei szef kuchni w Warszawie może liczyć na 8,5 tysiąca złotych brutto wynagrodzenia. Do tych kwot należy jeszcze doliczyć napiwki,...

Głodowe zarobki w restauracjach Magdy Gessler. Można za tyle przeżyć?
AdobeStock
Newsy
Głodowe zarobki w restauracjach Magdy Gessler. Można za tyle przeżyć?
Umowy śmieciowe i poleganie na napiwkach. Jak się pracuje w restauracjach Magdy Gessler?

Magda Gesslerwielokrotnie podkreśla, że za wysoką jakością idą wysokie ceny. W ten sposób tłumaczy dlaczego w jej restauracjach trzeba tak dużo zapłacić za różne potrawy. Jednak wygląda na to, że ta zasada wcale nie dotyczy osób pracujących w lokalach Magdy Gessler, ponieważ ich stawki są bardzo skromne. Da się w ogóle godnie żyć za taką wypłatę? Praca na czarno albo „umowy śmieciowe” Krytyk kulinarny Maciej Nowak zwrócił uwagę na nieprawidłowości w restauracjach Magdy Gessler, o czym napisał na swoim profilu na Facebooku: Zatrudniacie kelnerów na czarno, za grosze, w najlepszym wypadku na umowach śmieciowych. Napiwki to podstawa ich wynagrodzenia za ciężką i niewdzięczną pracę. Zaś doliczanie serwisu do rachunku to kolejne ograbianie pracownika i nigdy się z tym nie pogodzę. Wara wam od tych pieniędzy! Niestety, często tylko dzięki napiwkom kelnerzy mogą liczyć na godziwy zarobek w restauracji. Wydawałoby się, że w lokalach Magdy Gessler, która dba o najwyższą jakość, jest inaczej. Niestety, również u znanej restauratorki kelnerzy i kucharze zarabiają grosze. W rozmowie z niemieckim magazynem „Die Welt” głos zabrał Marcin Kowalski, który pracował w jednej z restauracji Gessler jako kucharz: Po kilku miesiącach dostałem umowę na pół roku z pensją 11 zł za godzinę. Czas pracy nienormowany, ale do tego napiwki. Miesięcznie miałem zarabiać 2700 zł. Potem przyszły ciężkie czasy, szefowa obcięła pensje, a jak komuś to nie pasuje „rynek jest szeroki i głęboki”. Sytuacja w gastronomii w trakcie pandemii Czy pracownicy restauracji Magdy Gessler zawsze byli tak kiepsko traktowani pod względen wynagrodzenia? Trudno powiedzieć – być może niskie stawki w jej lokalach wynikają z trudnej sytuacji, jaka dotknęła całą branżę...