Ryba nad morzem to dzisiaj luksus, mało kogo na nią stać. Na restauratorów padł blady strach
AdobeStock
Newsy

Ryba nad morzem to dziś luksus, mało kogo na nią stać. Na restauratorów padł blady strach

Przyzwyczajajmy się do „paragonów grozy” - w restauracjach będzie tylko drożej. Szczególnie przerażeni wydają się restauratorzy znad morza...

Rosnące ceny martwią dziś każdego. Polacy w trakcie zakupów teraz uważniej śledzą ceny i promocje, by kupić ulubione towary w niższych cenach.

Coraz mniej osób decyduje się też z tego względu na wyjścia do restauracji - nawet ci, których stać było na regularne jedzenie na mieście coraz częściej decydują się na zjedzenie kolacji w domu. Powód? Ceny w lokalach też są coraz wyższe, ze względu na koszty produktów, mediów i czynszu. Restauratorzy są zrozpaczeni obecną sytuacją.

Z restauracji pierwsi odpłynęli mniej zarabiający

Portal wszczecinie.pl opublikował fragmenty rozmów przeprowadzonych ze szczecińskim restauratorami. Według części z nich sytuacja jeszcze nie jest tak trudna i nie narzekają na brak klientów.

Zauważyli jednak, że pierwszą grupą osób, które przestały odwiedzać restauracje, są najmniej zarabiający. To naturalna kolej rzeczy - oszczędzając najpierw rezygnujemy z tego, co nie jest nam konieczne do życia, więc zamiast jeść na mieście, zostajemy w domu.

Zobacz także
Za ciastka w cukierni trzeba już zapłacić nawet 28 zł. Cukiernik wyjaśnia, dlaczego jest tak drogo

Za porcję ciastka w cukierni trzeba już zapłacić nawet 28 zł. Cukiernik wyjaśnia, dlaczego jest aż tak drogo

Szalejąca drożyzna uderza w portfele Polaków. Tych produktów kupujemy coraz mniej

Szalejąca drożyzna uderza w portfele Polaków. Tych produktów kupujemy coraz mniej

Dorsz podrożał o 100%

Właściciele lokali gastronomicznych musieli jednak przyznać, że sytuacja jest trudna. W hurtowniach ogromnie wzrosły ceny ryb, które są obowiązkową pozycją w menu nadmorskich knajp i restauracji. Nic dziwnego, że w tym roku pojawia się tak wiele doniesień na temat niebotycznie wysokich cen w restauracjach. Na przykład bardzo popularna ryba jaką jest dorsz zdrożała nawet o 100%. 

Restauratorzy robią, co mogą, by klienci tak mocno nie odczuwali podwyżki cen. Na przykład zamiast robić zapasy towaru, jeżdżą po niego codziennie, sprawdzają uważnie ceny i szukają okazji, by kupić produkty potrzebne do restauracji jak najtaniej. Podkreślają jednak, że w szukaniu oszczędności nie można przesadzić, bo ucierpiałaby na tym jakość serwowanych przez nich dań. 

Powód rosnących cen w restauracjach

Drożeją nie tylko produkty, ale praktycznie wszystko to, co składa się na finalną cenę dania podawanego w restauracji.

– Jak patrzymy na talerz, gdzie jest sałata, mięso i coś jeszcze, to właściwie cena wszystkiego wzrosła. Prąd, gaz, paliwo, to przecież wszystko wlicza się w cenę talerza. Podobnie jak koszty pracy, bo pracownicy też odczuwają wzrost cen. Na cenę dania składa się cała machina – mówi Jolanta Sitek z restauracji Sowa, cytowana przez portal wszczecinie.pl.

Źródło: wszczecinie.pl 

Magda Gessler odpowiada na pytania

Obiad w restauracji nie dla każdego. Ceny wzrosną nawet o 20 procent
AdobeStock
Newsy
Obiad w restauracji nie dla każdego. Ceny wzrosną nawet o 20 procent
Nie mamy dobrych wiadomości – choć restauracje się otwierają, ceny dań zwalają z nóg.

W trakcie pandemii koronawirusa i przeciągających się lockdownów, restauratorzy byli zmuszeni zamknąć swoje lokale i nie mogli prowadzić działalności tak, jak wcześniej. Teraz gdy zakażeń jest coraz mniej i restauracje mogą ponownie przyjmować gości, rzeczywistość wcale nie rysuje się różowo. Wiele wskazuje na to, że ceny w lokalach mogą wzrosnąć nawet o 20 procent! Czym to jest spowodowane? Drożyzna w restauracjach Mogłoby się wydawać, że powodem podwyżki cen w restauracjach jest fakt, że restauratorzy chcą sobie „odbić” czas lockdownu. Choć część z nich to robi, w większości przypadków wysokie ceny w lokalach są spowodowane czynnikami, na które ich właściciele nie mają w ogóle wpływu. O szczegółach opowiedziała w „Business Insider” Agnieszka Furmaniak z Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej: To oczywiście zależy od restauratora i profilu restauracji. Wszystko zdrożało. Podwyżki cen widać szczególnie na produktach spożywczych: w górę poszły ceny zbóż i mięsa. Ogromnie zdrożały także śmieci - niektórzy restauratorzy muszą mierzyć się nawet z 500 proc. wzrostem - ceny mediów także poszły w górę, a trzeba przecież pamiętać, że prąd i woda w restauracji są w ciągłym użyciu. Opłata cukrowa dotyka nas przy sprzedaży lemoniady. Restaurator musi płacić ten podatek, jeżeli sprzedaje napoje słodzone klientowi. Poza tym są zmiany w samych dostawach. Zdarza się, że cena pozostaje u producenta ta sama, ale gabaryty się zmniejszają Brak rąk do pracy Kolejnym problemem, z którym mierzą się restauratorzy, jest brak pracowników . W trakcie pandemii, gdy sytuacja w gastronomii była bardzo niepewna, część osób z branży postanowiła szukać pracy w innych miejscach. Teraz nie chcą wracać do kuchni – zwykle jako...

wysokie ceny w restauracjach po lockdownie
Newsy
Otwarcie gastronomii. Wielka radość czy... gorzkie rozczarowanie? Ceny zwalają z nóg
Otwarcie gastronomii to długo wyczekiwany dzień - zarówno przez klientów, jak i przedsiębiorców. Dla niektórych turystów wizyta w świeżo otwartej restauracji była jednak rozczarowująca...

Otwarcie ogródków w restauracjach przyciągnęło w ten weekend tysiące Polaków. Dla niektórych jednak wizyta w lokalach gastronomicznych okazała się być wielkim zawodem. To wszystko przez kuriozalne ceny, którymi niektórzy restauratorzy postanowili „odbić sobie” stracone przez pandemię miesiące. Czy to jednak nie odstraszy klientów? Odmrożenie gastronomii. Wysokie ceny dań Swoją historią na temat wizyty w restauracji podzieliła się jedna z internautek, która odwiedziła lokal nad morzem. O wygórowanych cenach w nadmorskich smażalniach mówi się już od dawna, jednak rachunek, który udostępniła turystka, faktycznie wprawia w osłupienie. Za skromne porcje dla trzech osób, kobieta zapłaciła 175 zł.  „Najtańszy filet z frytkami to prawie 40 zł, surówkę trzeba dokupić dodatkowo, bo nie jest wliczona w cenę. Wzięliśmy jeden zestaw surówek za 10 zł na trzy osoby, ale zdecydowanie wielkość porcji była przeznaczona dla jednej” – zrelacjonowała klientka smażalni. Eksperci twierdzą, że podwyżka cen to efekt inflacji, wzrostu cen składników, a także wielkich strat poniesionych w pandemii. Chociaż sytuacja branży gastronomicznej faktycznie jest ciężka, czy klientów będzie stać na wizyty w lokalach? „W górę poszły ceny wielu produktów. Widzę to, robiąc zarówno prywatne zakupy, jak i zaopatrując się do restauracji. Jest znacznie drożej. Nawet o 20 proc. To musi się przełożyć na ceny w restauracjach. Wielu naszych gości zderzy się z nową rzeczywistością” – informował jakiś czas temu restaurator Robert Sowa w rozmowie z money.pl. Otwarcie ogródków. Kiedy otworzą się całe restauracje? Otwarte ogórki kawiarniane i restauracyjne umożliwiają klientom jedzenie...

pensja minimalna 2021
AdobeStock
Newsy
Jak wygląda życie za najniższą krajową w Polsce? Niektórym zostaje niecałe 300 zł miesięcznie na jedzenie
Minimalne wynagrodzenie rośnie, ale czy da się za to przeżyć? Wielu ludziom po opłaceniu mieszkania ledwo zostaje na jedzenie.

Choć pensja minimalna wciąż jest podnoszona przez rząd i wynosi kilkaset złotych więcej niż kilka lat temu, to wciąż osoby zarabiające najmniej skarżą się na niski poziom życia. Jaka jest minimalna płaca w Polsce w 2021 roku? Czy da się za nią przeżyć? Sprawdzamy. Ile wynosi pensja minimalna w 2021 roku? Decyzją rządu, wysokość pensji minimalnej jest od kilku lat konsekwentnie zwiększana. Część osób przyjęła tę wiadomość z dużym entuzjazmem, a część z dużym niepokojem. Wzrost płacy minimalnej nie oznacza bowiem, że automatycznie wzrośnie poziom życia ludzi zarabiających najmniej. Wyższa pensja oznacza większe wydatki ponoszone przez pracodawców, co zmusza ich do podniesienia cen za sprzedawane towary lub usługi. To właśnie dlatego jakość życia osób zarabiających minimalną pensję, wcale znacznie się nie polepsza. Produkty sprzedawane w sklepach są coraz droższe. Drożeją też usługi, zwłaszcza budowlane. Jak wygląda życie za minimalną w 2021 roku? Wysokość pensji minimalnej w 2021 roku Obecnie pensja minimalna wynosi 2800 zł brutto , co daje około 2061 złotych „na rękę” . Czy da się za to przeżyć? Życie za minimalną pensję Pensja minimalna wszędzie jest taka sama, jednak koszty życia różnią się w zależności od regionu. Inaczej wygląda życie za minimalną krajową w niewielkiej miejscowości, a inaczej w dużym mieście wojewódzkim. Dużą rolę gra położenie – im dalej od dużych miast, które są centrami dla przemysłu i usług, tym pensje są niższe, ale za to życie jest tańsze. Sprawdziliśmy, ile trzeba wydać na podstawowe potrzeby w dużym mieście i małej miejscowości. Koszty życia w miastach i małych miejscowościach Największe polskie miasta, w których można liczyć na wysokie wynagrodzenie to:  Poznań, Kraków, Wrocław, Gdańsk,...

Widzicie w sklepach takie ceny? Podpowiadamy co robić żeby nie przepłacać
własne
Newsy
Widzicie w sklepach takie ceny? Podpowiadamy co robić, żeby nie przepłacać
Wszystko drożeje. I zamiast zobaczyć to przed zakupem, widzimy na etykietach niskie, akceptowalne kwoty. Tyle że po chwili okazuje się, że to cena za 100 g, a nie 1 kg produktu. Czy można tak oszukiwać klientów?

Jeszcze niedawno normą było umieszczenie przez sprzedawców cen za 1 kg czy 1 l produktów żywnościowych, sprzedawanych na wagę. Wyjątek stanowiły produkty bardzo drogie, które nawet jeśli były na miejscu odważane, miały na etykietach podawaną cenę za 100 g. Należały do nich orzechy czy selekcjonowane regionalne produkty takie jak oliwki czy hummus. Czymś absolutnie nowym jest podawanie ceny za 100 g szynki, ryby czy pasztetu. Skąd taka zmiana? Po co podawać ceny za 100 g zamiast 1 kg Portal O2 przytoczył historię swojej czytelniczki, która wybrała się na bazarek z lokalną żywnością, żeby kupić dla gości kawałek wiejskiego pasztetu. Amatorka pasztetu z zająca nawet zainteresowała się podaną na straganie ceną 19,90 zł. Jednak gdy zauważyła, że to cena za 100 g była zdumiona, że 1 kg kosztuje aż 199 zł. Sprzedawcy w czasie galopującej inflacji wolą pokazywać klientom akceptowalne ceny za małą porcję produktu. Jednak dla konsumentów przyzwyczajonych do operowania cenami jednostkowymi, to praktyka wprowadzająca w błąd. Ktoś, widząc cenę 5,90 zł czy 9,90 zł za pasztet czy szynkę może zdecydować się, kupić taki produkt. Jednak dopiero po odważeniu wybranego kawałka, który waży 30 dag i kosztuje ponad 30 zł zorientuje się, że właśnie zdecydował się na bardzo drogi produkt, którego kilogram kosztuje prawie 100 zł. Niektórzy klienci zrezygnują z zakupu gdy zorientują się, że kupują produkt, na który ich nie stać. Inni, widząc odkrojony i zważony kawałek szynki, będą czuli się niezręcznie rezygnując z zakupu i kupią go, choć nie powinni. Przepisy regulujące uwidacznianie cen przy produktach żywnościowych To jak sprzedawcy powinni informować klientów o cenie produktów reguluje Ustawa o Informowaniu o Cenach Towarów i Usług. Minister Rozwoju wydał do...