protest rolników
ons
Newsy

Rozwścieczeni rolnicy pod domem prezesa PiS. Wyrzucili na ulicę tonę kapusty i jajek 

W nocy z soboty na niedzielę, pod domem prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego, odbył się kolejny protest przeciwko „Piątce dla zwierzą” i zamkniętej gastronomii. Zdenerwowani rolnicy rozrzucili na ulicy tony jajek oraz główek kapusty. Podłożyli również martwą świnię…

Magda Gessler odpowiada na pytania

Wszystko przez "Piątkę dla zwierząt"

W 39. rocznicę stanu wojennego pod domem Jarosława Kaczyńskiego pojawili się wściekli rolnicy. Po raz kolejny chcieli dać do zrozumienia jak bardzo krzywdząca dla ich działalności jest nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt. Przedsiębiorcy chcieli również podkreślić fakt, że zamknięte restauracje to dla nich koszmar.

„Zamknęli gastronomię, odcięli od eksportu, zmonopolizowali rynek wewnętrzny, pozwalają na wyzysk rolników. Oszukują, nie dbają, więc mają za swoje”.

Podłożyli martwą świnię

Na Facebookowym profilu organizacji rolniczej Agrounia pojawiły się zdjęcia i filmiki z nocnego protestu. Widać na nich między innymi leżące na ulicy martwą świnię, tony wysypanych jajek i porozrzucane główki kapusty. 

„Nie będzie nam Kaczyński rolnictwa niszczył‼ Nie widzi dramatu rolników⁉ Nie widzi, że my wyrzucamy nasze produkty⁉ Nie widzi co robi z rolników handel oparty na korporacjach⁉ To 13 grudnia zobaczył. Niech się w końcu obudzą‼ My nie odpuścimy, my nie będziemy udawać, że to nas nie boli!”.

Reakcja ludzi na nocny protest rolników

Post w ciągu zaledwie 7 godzin uzyskał niemal 5 tysięcy reakcji, blisko tysiąc komentarzy i tyle samo udostępnień. Przeważająca część komentujących poparła działania rolników.

„I prawidłowo!! Jestem z wami Panowie i Panie!!”, „Bardzo dobrze robicie Rolnicy. Cudze chwalicie, swego nie znacie. Tego głupi nie wymyślił. Nasze produkty i tylko nasze polskie z polskiej ziemi”, „Brawo za odwagę, trzymajcie tak dalej, niech wszyscy zobaczą problemy polskiego rolnictwa”, „Bez was nie ma nas!!! Tak trzymać i nie poddawać się”.

A wy co uważacie na ten temat?

Walczą nie tylko o jakość owoców i warzyw. Agrounia chce być partią
Instagram/MichalKolodziejczak
Newsy
Michał Kołodziejczak z AgroUnii walczy nie tylko o polskie owoce i warzywa. Teraz zakłada partię
Michał Kołodziejczak złożył wniosek o rejestrację AgroUnii jako partii politycznej. „Nam brakuje ludzi, którzy nas reprezentują” - mówi.

W ostatnim czasie coraz głośniej jest o działaniach AgroUnii . Lider polskiego ruchu rolniczego - Michał Kołodziejczak – ma nawet w planach założenie partii politycznej. Jak powstała i czym się zajmuje AgroUnia? Czym jest AgroUnia? AgroUnia to ruch rolniczy oraz organizacja, która stanowi obecnie jedno z najważniejszych środowisk rolniczych w Polsce. Jej prezesem jest 33-letni Michał Kołodziejczak, który postawił sobie za cel walkę o dobro polskich rolników . Na początku sierpnia Kołodziejczak i członkowie jego związku zablokowali drogę krajową nr 12 w okolicy Piotrkowa Trybunalskiego. Jak sami twierdzą, protestowali, ponieważ mają już dość i wyraźnie sprzeciwiają się polityce rolnej prowadzonej przez polski rząd i ministra rolnictwa Grzegorza Pudę. Kołodziejczak z tego właśnie względu chce pójść o krok dalej i założyć w Polsce nową partię o nazwie AgroUnia. W ubiegłym miesiącu złożył już nawet odpowiednie dokumenty w sądzie.         Wyświetl ten post na Instagramie.                       Post udostępniony przez AGROunia (@agrounia) AgroUnia będzie partią? Michał Kołodziejczak chce, żeby prowadzona przez niego organizacja mogła działać jak partia polityczna. Nam brakuje ludzi, którzy nas reprezentują i upominają się o tych, którzy ciężko pracują, o klasę pracowniczą, tych, którzy w większości wypracowują PKB. Myślę tutaj nie tylko o rolnikach - to są także kobiety, które siedzą na kasach w supermarketach, układają towar na półkach; to są także pielęgniarki i ratownicy medyczni, którzy ostatnio, podczas kolejnej...

paragon
Adobe Stock
Newsy
Znany aktor dał taki napiwek, że kelner nie wierzył własnym oczom. Przesadził?
Znany amerykański aktor, producent i scenarzysta, Tom Selleck, postanowił wesprzeć akcję #2020TipChallenge mającą na celu pomoc upadającym restauracjom. Gwiazda zostawiła ogromny napiwek, przedsiębiorcy byli wniebowzięci.

#2020TipChallenge to ruch społeczny promowany między innymi przez amerykańskiego aktora i producenta muzycznego, Donniego Wahlberga . Rozpoczęta w styczniu 2020 roku akcja miała na celu zachęcenie ludzi, którym nie brakuje pieniędzy do wsparcia gastronomi napiwkiem w wysokości 2020 dolarów.  Akcję #2020TipChallenge wsparł Tom Selleck Pomysłodawca nie miał pojęcia, że inicjatywa spotka się z tak pozytywnym odbiorem. Z kolei Wahlberg był w szoku kiedy odkrył, że do grona wspierających upadające restauracje osób dołączył jego serialowy tata, Tom Selleck.  Mężczyźni od ponad 10 lat grają rodzinę w amerykańskim dramacie „Zaprzysiężeni”. Przez 11 sezonów zdążyli się ze sobą bardzo zaprzyjaźnić. Mimo że wiedzą o sobie niemal wszystko, to w końcu gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach. Tak było i tym razem.  Na planie Wahlberg ani razu nie zająknął się na temat wspomnianego projektu. Uważał, że jeśli coś ma dotrzeć do ludzi to tak czy inaczej to się stanie. Po wielu miesiącach okazało się, że akcję po cichu wsparł również jego przyjaciel z planu. Wzruszenie nie miało końca. Serialowy syn podziękował Tomowi na Twitterze W ramach wdzięczności za dobry uczynek Toma, Wahlberg postanowił opublikować na swoim Twitterze kilka słów wraz ze zdjęciem rachunku przyjaciela. „Dowiedziałem się, że mój telewizyjny tata zaakceptował #2020TipChallenge w restauracji Elios Upper East Side! Kocham cię tato. Nie ja to rozpocząłem, ale jestem dumny, że jestem tego częścią. Do wszystkich, którzy podzielili się choć trochę swoimi pieniędzmi w tym roku – DZIĘKUJĘ” – czytamy na Twitterze Wahlberga. Na załączonym zdjęciu widać, że aktor miał do zapłaty niecałe 205 dolarów. Jednak finalnie zapłacił niemal 2225 dolarów...

pilne
Newsy
Wigilijna uczta tuż tuż, tymczasem w Europie szaleje nowa, groźna mutacja koronawirusa. Co o niej wiemy?
Mimo iż wszyscy chcieliby już zapomnieć o pandemii i odetchnąć z ulgą na wieść o jej końcu, informacje napływające ze świata wciąż niepokoją. Zamiast cieszyć się nadchodzącymi świętami Bożego Narodzenia, cała Europa drży ze strachu przed nową mutacją koronawirusa. Co o niej wiadomo?

Świat obiegła kolejna, niepokojąca informacja. Bowiem władze Wielkiej Brytanii poinformowały, że w kraju pojawiła się nowa mutacja wirusa SARS-CoV-2. Okazuje się, że zakażone nim osoby stanowią już niemałą grupę. Brytyjski minister Matt Hancock, poinformował o ponad 6000 chorych. Czy nowa mutacja jest groźna? Eksperci twierdzą, że nowy szczep rozprzestrzenia się o wiele szybciej niż ten, który obserwujemy od marca. Badania wykazały, że wirus przenosi się o nawet 70 proc. sprawniej. Może się więc okazać, że zanim się obejrzymy, opanuje Europę i świat.  W gwoli przypomnienia – COVID pojawił się w Polsce po zaledwie 4 miesiącach od momentu, w którym informacje o zagrożeniu przekazały Chiny. Teraz wszystko może potoczyć się jeszcze sprawniej. Rząd zlecił darmowe badania W związku z istniejącym ryzykiem, kraje członkowskie Unii Europejskiej zorganizowały spotkanie, na którym debatowano nad rozwiązaniami obecnej sytuacji. Polski rząd postanowił podjąć zdecydowane kroki. Zgłoszona przez ministra zdrowia Adama Niedzielskiego, dyspozycja o darmowych testach dla osób wracających z Wielkiej Brytanii wejdzie w życie już 22 grudnia. Ponadto, niektóre kraje, takie jak Belgia, Holandia, Włochy, Niemcy oraz Austria, już zawiesiły połączenia lotnicze do Wielkiej Brytanii. Nad takim rozwiązaniem zastanawia się również polski rząd. Niewykluczone jest również, że dla bezpieczeństwa, sama Anglia zawiesi loty z terenu kraju na pewien czas. Nowa mutacja nie wpływa na szczepionkę Okazuje się, że nowa mutacja dotyka głównie osoby po 60. roku życia . Na szczęście, jak wynika z opinii ekspertów, niedawno odkryty szczep nie ma wpływu na wynalezioną już szczepionkę na COVID. Medykamenty pozostają tak samo skuteczne. Wstępne badania wykazały również,...

AgroUnia zarzuca Biedronce sprzedaż czereśni zza granicy. Sieć odpowiada
AdobeStock
Newsy
AgroUnia zarzuca Biedronce sprzedaż czereśni zza granicy. Sieć odpowiada
Lider AgroUnii pokazuje, jakie czereśnie sprzedawane są w sklepach Biedronki. Sieć w oficjalnym komunikacie odpowiada na zarzuty.

Wczoraj pisaliśmy o dramacie na rynku czereśni w Polsce . Ceny tych owoców są teraz bardzo niskie, ale chętnych do zakupu brak. Sprawa dotyczy czereśni w hurcie, którymi nie są zainteresowane nawet zakłady produkujące przetwory! Popyt na czereśnie jest dość niski ze względu na wciąż wysokie ceny tych owoców w detalu, podczas gdy czereśnie sprzedawane przez rolników na rynku gniją, ponieważ nikt ich nie kupuje. Zarzut AgroUnii wobec Biedronki O sprawie zrobiło się głośno dzięki działaczom rolniczego ruchu AgroUnia. Twierdzą oni bowiem, że za dramat na rynku czereśni jest odpowiedzialna m.in. Biedronka, która sprowadza te owoce zza granicy, zamiast kupować polskie czereśnie. Na Twitterze pojawił się film, gdzie lider AgroUnii Michał Kołodziejczak mówi o dramatycznej sytuacji sadowników i pokazuje, skąd pochodzą owoce sprzedawane w Biedronce: Jest potężny problem ze sprzedażą czereśni. Dochodzi do tego, że ludzie jadą na giełdę z zerwanymi owocami, wracają do domu i muszą je wyrzucić, bo się nie sprzedały (…). Ukazał się ostatnio w internecie film, jak ktoś wyrzucił do tzw. dziury za stodołą kilka ton czereśni. Wiecie jaka jest tego przyczyna? Kołodziejczak następnie pokazał, co jest napisane na kartonach, w których sprzedawane są czereśnie w Biedronce. Na każdym z nich widnieje napis „Kraj pochodzenia: Turcja”. Wzburzony podkreślał, że owoce gniją i są niskiej jakości: Tutaj nie chodzi kompletnie o jakość tych czereśni. Przecież widać, że one nie są świeże. Tu zgniła, kolejna zgniła. To się wszystko psuje, bo przecież przywóz trwa, to nie powinno być na półkach sklepowych. Dostajemy informacje od sadowników, że pośrednicy nie są zainteresowani kupowaniem czereśni. Wiecie dlaczego? Właśnie tutaj macie odpowiedź. Największa sieć...