Policja wystawiła mandat za grzebanie w śmietniku Biedronki. Sprawa skończy się w sądzie
AdobeStock
Newsy

Policja wystawiła mandat za grzebanie w śmietniku Biedronki. Sprawa skończy się w sądzie

Pewna kobieta z Białegostoku sądziła, że można bezkarnie brać produkty ze sklepowego śmietnika. Niestety, bardzo się pomyliła.

Myśleliście, że wyrzucając różne rzeczy do śmietnika automatycznie pozwalacie w ten sposób skorzystać z nich innym? Okazuje się, że to pozornie oczywiste założenie wcale takie nie jest w rzeczywistości. Pewna kobieta, która wyjęła ze śmietnika stojącego na zapleczu sklepu Biedronka kilka artykułów żywnościowych, mocno się zdziwiła, gdy zatrzymał ją ochroniarz. 

Mandat za grzebanie w śmietniku

Sprawa miała miejsce w Białymstoku, przy sklepie Biedronka znajdującym się przy ulicy Transportowej. Ewelina Głowacka, białostoczanka i freeganka, podjechała pod sklep, jednak zamiast do środka, udała się w kierunku śmietników. Stamtąd wyjęła kilka produktów wyrzuconych przez pracowników, w tym banany, marchewkę, pomidory, winogrona, jogurt i śmietanę.

Freeganizm bowiem polega na prowadzeniu antykonsumpcyjnego stylu życia, a jedną z aktywności uprawianych przez freeganów jest „skip", czyli buszowanie po sklepowych śmietnikach w poszukiwaniu jedzenia. 

Gdy białostoczanka przeniosła wszystkie łupy ze śmietnika do samochodu, podszedł do niego nieznajomy mężczyzna. Kobieta domyślała się, że może to być ochroniarz, jednak nie przedstawił się. Zamiast tego, kazał Ewelinie Głowackiej wyjąć z samochodu skrzynkę z produktami ze śmietnika i udać się z nim na zaplecze sklepu. Podobno groził kobiecie, że użyje przeciwko niej gazu, więc zablokowała drzwi samochodu. 

– Mężczyzna przez uchylone okno prysnął gazem pieprzowym. Zaczęłam się dusić, otworzyłam drzwi. Wtedy ochroniarz chwycił kajdanki i chciał mnie zakuć. Włączył mi się instynkt przetrwania. Siedząc na fotelu próbowałam go odepchnąć nogami –  mówi Ewelina Głowacka, cytowana przez Kurier Poranny. 

Na miejsce została wezwana policja, która ukarała kobietę mandatem w wysokości 200 złotych za kradzież. Głowacka mandat przyjęła, jednak teraz tego żałuje i zamierza skierować sprawę do sądu o anulowanie mandatu. Uważa bowiem, że nie zrobiła nic złego i na mandat nie zasługuje. 

– Nie chodzi nawet o pieniądze. Nie godzę się na nazywanie wyjmowania rzeczy ze śmietnika kradzieżą. Nic etycznie złego nie zrobiłam – mówi Głowacka.

Dodaje też, że zgłosiła na policję zachowanie ochroniarza który, jak zaznacza, zachował się niewłaściwie i przekroczył swoje uprawnienia. 

Zobacz także
Przez miesiąc nie kupowała owoców i warzyw, zaoszczędziła na tym kilkaset złotych. Zdobywała je....na śmietniku

Przez miesiąc nie kupowała owoców i warzyw. Zdobywała je na śmietniku i zaoszczędziła kilkaset złotych

Są młodzi i bogaci, a szukają jedzenia w śmietnikach. Dlaczego?

Są młodzi i bogaci, a szukają jedzenia w śmietnikach. Dlaczego?

Biedronka tłumaczy się z sytuacji 

Do zdarzenia odnieśli się już przedstawiciele sieci Biedronka. Starszy menedżer sprzedaży, Dorota Bryk poinformowała Kurier Poranny o tym, że zarówno pracownicy Biedronki, jak i osoby niezaangażowane w tę sytuację przeanalizowały nagrania monitoringu ze zdarzenia. Twierdzi, że pracownik ochrony zachowywał się spokojnie i to kobieta, która wyjęła jedzenie ze śmietnika była agresywna:

– Na nagraniu z monitoringu widać, że kobieta, która weszła na sklepową rampę i wyjęła zawartość kontenera na odpady, zachowywała się agresywnie w stosunku do pracownika ochrony. Usiłowała odjechać z miejsca zdarzenia przycinając ręce naszego pracownika - mówi Dorota Bryk. 

Sąd zajmie się sprawą Eweliny Głowackiej pod koniec października. 

Źródło: poranny.pl

Magda Gessler odpowiada na pytania

Używacie kas samoobsługowych? Sklepy zastawiły nowoczesne pułapki na nieuczciwych klientów
Wikipedia Commons
Newsy
Drobna pomyłka na zakupach w Biedronce i okropne konsekwencje. „Potraktowali mnie jak bandytę"
Zamyślona kobieta po zrobieniu zakupów została oskarżona przez ochroniarza o kradzież. Można było uniknąć tej sytuacji.

Kiedy głowę mamy zajętą codziennymi zmartwieniami lub zagadamy się z przyjacielem, w roztargnieniu zdarza się zapomnieć o różnych sprawach. W końcu każdemu zdarzyło się na przykład wyjść z domu bez portfela. Niektórzy są tak zamyśleni, że przyjeżdżają do pracy samochodem, a wracają tramwajem! Zwykle takie roztargnienie nie ma większych konsekwencji, jednak zdarza się, że prowadzi ono do nieprzyjemnych sytuacji. Tak właśnie było w przypadku klientki sklepu Biedronka w Bielsku-Białej.  „Kradzież” siatki w Biedronce w Bielsku-Białej Sytuacja została opisana na Facebooku przez dr Annę Brończyk-Puzoń, dietetyczkę z Bielska-Białej. Kobieta tak jak zwykle, wybrała się z synem na zakupy do Biedronki. Wyłożyła na taśmę zakupy o wartości 200 złotych, zapłaciła i w momencie, gdy odchodziła od kasy podszedł do niej ochroniarz. Wylegitymował się o poinformował kobietę, że właśnie dokonała kradzieży i ma udać się z nim na zaplecze sklepu. Okazało się, że klientka płacąc za zakupy zapomniała o skasowaniu reklamówki za 3,99 zł. Ochroniarz widząc to oskarżył kobietę o kradzież siatki. Ta natychmiast przeprosiła i chciała zapłacić, jednak mężczyzna pozostał nieugięty.  „Potraktowali mnie jak bandytę” Mieszkanka Bielska-Białej czekała ze swoim małym synem na zapleczu sklepu na przyjazd policji. Pisze, że była bardzo zestresowana - do tego stopnia, że się rozpłakała, co nie pozostało bez wpływu na jej syna. Podobno dziecko nadal jest jeszcze wystraszone. Policjanci, którzy przyjechali na miejsce wykazali się wyrozumiałością i zrozumieli, że do zdarzenia doszło w wyniku roztargnienia. Jednak nie skończyło się tylko na pouczeniu - kobieta dostała mandat w wysokości 20 zł za „kradzież towaru”. Policjanci wytłumaczyli, że skoro zostali wezwani do...

Aresztowanie w Biedronce
Pixabay
Newsy
Bulwersująca akcja policji w sklepie Biedronka. Nastolatek zakuty w kajdanki z powodu niedopłaty za bułki 2,12 zł
Biedronka to najpopularniejszy market wielkopowierzchniowy w Polsce. Do marki mamy ponad kilkunastoletnie zaufanie. Jedno ze zdarzeń, do którego doszło w supermarkecie w piątek 13 listopada, wprawia w osłupienie.

Do Biedronki chodzimy nie tylko ze względu na cenę. Przez lata sklep sprawdził się w polskich warunkach handlowych. Konsumenci lubią kupować w Biedronce. Szczególnie ciągnie nas do promocji i ofert sezonowych. Piątek 13 Do nietypowego zdarzenia doszło w piątek 13 listopada. W jednym z białostockich sklepów Biedronka ochroniarz wezwał policję po tym, jak nastolatek pomylił rodzaj bułek, wybierając płatność przy kasie samoobsługowej.  Biedronka wskazała wysokość szkód. Wyniosły 2,12 zł. Nastolatek posądzony o oszustwo tłumaczył, że nie ma dużej wiedzy o bułkach i zwyczajnie się pomylił. Błyskawicznie zapłacił różnicę w cenie. Okazało się, że za na próżno.  Wezwani na miejsce funkcjonariusze odwieźli chłopca w kajdankach do internatu, w którym mieszka. Dla nastolatka był to prawdziwy piątek 13. Słono zapłacił za pomyłkę przy kasach samoobsługowych. Zdaje się, że więcej niż faktycznie powinien.  “Ochroniarz zabrał ucznia do pokoju, zamknął się z nim, po czym wezwał policję. Następnie funkcjonariusze skuli nastolatkowi ręce z tyłu i tak przywieźli go do internatu.” - tłumaczy Cezary Wysocki, dyrektor Zespół Szkół Ogólnokształcących i Technicznych, w którym uczy się chłopak Młodociany przestępca O ile można zrozumieć interwencję sklepu w razie pomyłki, o tyle trudno zrozumieć konieczność skuwania nastolatka za śmieszną sumę, którą i tak postanowił uregulować. Policja zabrała głos w sprawie. “Policjanci mają prawo założyć kajdanki prewencyjnie nawet osobie 13-letniej.” - poinformowała Katarzyna Zarzecka, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku  Wyjaśnień ciąg dalszy Dyrektor szkoły, w której uczy się chłopak, nie czekał z interwencją. Od początku...

Szokujące sceny pod Lidlem w Białymstoku. Ludzie przecierali oczy na widok tego, co zrobił pewien mężczyzna
AdobeStock
Newsy
Szokujące sceny pod Lidlem w Białymstoku. Ludzie przecierali oczy na widok tego, co zrobił pewien mężczyzna
Takie rzeczy nie zdarzają się zbyt często na parkingach sklepów spożywczych. Klienci białostockiego Lidla mogli ostatnio zaobserwować niecodzienne widowisko.

Parkingi sklepów spożywczych nie kojarzą się raczej z tak nietypowymi wydarzeniami, jak te do których doszło przed paroma dniami w Białymstoku. W zeszłą sobotę na parking Lidla przy ul. Sowlańskiej w Białymstoku, zajechało zielone audi. Kierowca zaparkował samochód na miejscu parkingowym, po czym zaczął przygotowania do swojego happeningu. Co wydarzyło się w sobotę na parkingu Lidla w Białymstoku? Na specjalnie przygotowanym drewnianym stelażu, mężczyzna w średnim wieku, zamontował religijny obraz. Obok niego znalazło się miejsce dla drewnianego krzyża. Mężczyzna  wydobył z samochodu także pokaźnych rozmiarów wzmacniacz i ustawił go na masce swojego pojazdu. Jakby tego było mało, obok audi stanęło także jeszcze dodatkowo krzesełko. Po poczynieniu takich przygotowań i sporządzeniu swojego rodzaju ołtarza, mężczyzna zaczął swój niezwykły pokaz. Z wielowatowego głośnika poleciały takty religijnej pieśni. Mężczyzna zaś ukląkł przed krzyżem (i swoim samochodem), po czym zaczął się po prostu modlić. Co kierowało białostoczaninem, tego nikt nie zdołał ustalić. Jednemu z klientów sklepu udało się uchwycić happening mężczyzny na nagraniu wideo. Ludzie oglądający całe widowisko byli w sporym szoku, ale z tego co udało nam się ustalić, nie doszło do żadnych gwałtownych reakcji. Co o zachowaniu przed Lidlem sądzą białostoczanie? Białostoczanie chętnie komentowali za to całe zajście na lokalnym forum. Niecodzienne  zachowanie mężczyzny przed sklepem, nie przeszło bez echa. Nie brakowało różnych głosów: – Krzywdy nikomu nie robi. Co za problem? – napisał jeden z użytkowników. Inny dodał zaraz: – No i niech się modli, w czym problem? – (…) Chyba od tego są kościoły jakby ktoś chciał się...

Więzienie dla mężczyzny, który uderzył kobietę, bo zwróciła mu uwagę na brak maseczki - dobra kara?
YouTube
Newsy
Więzienie dla mężczyzny, który uderzył kobietę, bo zwróciła mu uwagę na brak maseczki - dobra kara?
48-latek otrzymał trzy zarzuty za pobicie kobiety w sklepie spożywczym w Lesznie. 

Jak poinformowała policja w Lesznie, mężczyzna usłyszał zarzuty dotyczące znieważenia i naruszenia nietykalności cielesnej po tym, jak zaatakował kobietę dopominającą się o założenie maseczki. Cało zajście miało miejsce w sklepie sieci Kaufland w Lesznie. Skandaliczne zdarzenie w Kauflandzie w Lesznie Do aktu agresji ze strony 48-letniego mężczyzny doszło 10 kwietnia i już kilka dni później sprawa została nagłośniona przez media na podstawie opublikowanego nagrania z monitoringu. Dramatyczne zajście w sklepie spożywczym natychmiast potępili internauci i osoby publiczne. Na nagraniu widać, że mężczyzna zwraca uwagę mężczyźnie, który następnie uderza ją w głowę. Kobieta próbowała się bronić, jednak agresor poczuł się jeszcze bardziej sprowokowany i wymierzył cios, który powalił klientkę na ziemie. Niestety nikt z przechodzących nie pomógł kobiecie ani nie wystąpił w jej obronie, co widać na filmie zamieszczonym w sieci. „Mężczyzna został już przesłuchany przez policjantów; to 48-letni mieszkaniec Leszna. Zostały mu ogłoszone łącznie trzy zarzuty popełnienia przestępstw: znieważenia klientki sklepu słowami wulgarnymi, naruszenia jej nietykalności cielesnej poprzez uderzenie jej otwartą ręką w tył głowy oraz spowodowanie lekkiego uszkodzenia ciała poprzez uderzenie tej kobiety pięścią w twarz” – poinformowała przedstawicielka policji w Lesznie. Agresor jest już w prokuraturze Policja podała do informacji, że mężczyzna trafił do lokalnej prokuratury i znajduje się obecnie pod policyjnym dozorem, a także otrzymał zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej kobiety. Agresywny klient sklepu został także ukarany mandatem karnym za nieprzestrzeganie obostrzeń w postaci noszenia maseczki, co spowodowało całe zajście. Zdrowiu klientki nic nie grozi, jednak padła ofiarą aż kilku...