Pamiętacie ten przedmiot? To zwykle dzieci chodziły wymieniać go w sklepie na pełny
Wikipedia Commons
Newsy

Pamiętacie ten przedmiot? Też chodziliście jako dzieci wymieniać go w sklepie na pełny?

Woda sodowa była rarytasem w czasach, gdy nie było gazowanych napojów. I choć często pito ją ciepłą, nikt nie narzekał. Bębelki drażniły gardło i doskonale zaspokajały pragnienie.

Ten rodzaj dużej szklanej butli wypełnionej wodą sodową niektórzy z was pamiętają pewnie z czasów PRL-u. To właśnie wtedy szklane syfony do ponownego napełniania trafiły do naszych sklepów. Od tego momentu wodę gazowaną Polacy mogli pić nie tylko w barach na dworcach czy z saturatorów na ulicach. Mogli ją przynieść do domu i w domu delektować się bąbelkowym płynem.

Magda Gessler odpowiada na pytania

Historia wody sodowej

Wodę sodową wynalazł angielski chemik, Joseph Priestley. Nasycił ją dwutlenkiem węgla, który uzyskał z kwasu i sody. Od tych składników pochodzi nazwa: woda sodowa. Działo się to w roku 1777.

Z kolei w XIX w. we Francji opracowano syfon przeznaczony do przechowywania wody sodowej. Był to duży pojemnik z grubego szkła, z charakterystycznym zaworem. Po otwarciu zaworu, ciśnienie gazu znajdującego się w butli, wypychało wodę gazowaną na zewnątrz. Były napełniane wodą sodową, a po wyczerpaniu, wymieniane na pełne.

W wielu rodzinach zadanie wymiany pustych butli na pełne należało do dzieci. Nierzadki w czasach PRL-u był widok dziesięciolatka, który wrócił ze szkoły, rzucił tornister, wziął pusty syfon po wodzie sodowej, smycz i wolnym krokiem razem z psem szedł do najbliższego spożywczaka po napełniony syfon.

Szklane syfony z czasem zostały wyparte przez nowoczesne autosyfony, przeznaczone do samodzielnego napełniania za pomocą nabojów z dwutlenkiem węgla.

Zobacz także
Pamiętacie "gruźliczankę"? Przypominamy napój sprzedawany w PRL-u z wózków, na ulicach miast

Pamiętacie saturatory z PRL-u? Przypominamy, dlaczego napój z wózków nazywano „gruźliczanką”

Ten niepozorny, szary kartonik, w PRL-u był cenniejszy od pieniędzy. Kto go miał?

Ten niepozorny, szary kartonik w PRL-u był cenniejszy od pieniędzy. Kto go miał?

Popularne napoje z czasów PRL-u

We wczesnym PRL-u ludzie nie mieli do picia w domach gazowanych napojów. Gdy byli spragnieni, pili herbatę, albo kompot. Woda sodowa nie była dostępna. Do czasu gdy pojawiły się szklane syfony.

Na mieście można było dostać z kolei wodę sodową z saturatora. Tak o nich pisała „Polityka” w artykule „Wrotki, saturator, wuwuzele — czyli wakacyjne hity minionych lat”:

- To wózek na kółkach z obsługą serwującą wodę gazowaną na dwa sposoby: „czystą” i „z sokiem”. Szklanka była wprawdzie różowa od soku, ale jego śladowa ilość nie pozwalała na rozpoznanie smaku. Opryskanie szklanki zimną wodą oznaczało umycie.

W sklepach można było kupić oranżadę z ceramicznych kapslem, a na plażach – cytrynadę. To słodzona woda z aromatem cytrynowym, pakowana do woreczków foliowych, sprzedawanych ze słomką.

Z czasem pojawiały się także  komunistyczne odpowiedniki coca-coli. Chodzi o Polo-Cocktę czy Club Colę. O Coca-coli i jej polskich zamiennikach tak pisał Dziennik Wschodni", w artykule „Upalny dzień w PRL. Dla ochłody napój dla imperialistów czy syfon z wodą sodową”:

- Coca-colę okrzyknięto w czasach PRL-u napojem imperialistów (w latach 60. można się było dowiedzieć, że jest to „stonka ziemniaczana w płynie”) i przez wiele lat nie była powszechnie dostępnym napojem. Jej namiastką była rodzima Polo-Cockta, Club Cola czy Quick Cola. Z czasem jednak w Polsce powstały rozlewnie Pepsi-coli, chociaż jeszcze na początku lat 90. po Pepsi sprzedawaną z żuka (ciepłą zresztą) na giełdzie samochodowej przy ul. Zemborzyckiej ustawiała się długa kolejka.

Źródło: Wikipedia, polityka.pl, wynalazki, andrej.edu.pl, Dziennik Wschodni

Powiew nowoczesności w PRL: syfon na naboje .....(poicągnąć dalej tytuł)
Adobe Stock / Wikipedia Commons
Newsy
Powiew nowoczesności w PRL: syfon na naboje. Wychodziła z niego niezapomniana domowa woda sodowa
Dziś nie mówimy „woda sodowa”. Nazywamy ją raczej „wodą gazowaną”. I choć nadal można kupić syfony, są jeszcze nowocześniejsze, to jednak najczęściej kupujemy tę gazowaną w butelkach.

Syfon na wodę sodową, to francuski wynalazek z XIX wieku. To pojemnik na wodę wykonany z bardzo grubego materiału, najczęściej szkła lub metalu, ze specjalnym zamknięciem i technologią nasycania wody dwutlenkiem węgla. W dawnych czasach szklane, grube butle były już wypełnione wodą sodową. Po jej wypiciu cały syfon trzeba było wymienić na nowy. W czasach PRL, w sprzedaży pojawiły się nowoczesne syfony do samodzielnego napełniania. Wyparły szklane i zapoczątkowały nową erę domowego agd. Nowoczesne syfony na naboje z PRL-u W latach 70. XX w. gospodarstwa domowe w PRL-u wzbogaciły się o nowy gadżet. To metalowy syfon, często bardzo ozdobnie wykończone z zewnątrz, który można było napełnić wodą z kranu i założyć nabój z gazem. Po wstrzyknięciu gazu do butli, dzięki specjalnemu mechanizmowi, otrzymywaliśmy całą butelkę wody sodowej, mocno nagazowanej. Dzięki temu wynalazkowi domownicy przestali wymieniać w warzywniakach wielkie szklane i puste butle wody sodowej na pełne. Wystarczyło, idąc po zakupy, wrzucić do torebki pudełeczko naboi, i wymienić puste na pełne w najbliższych sklepie warzywnym. Woda sodowa w domu to był przejaw luksusu. Można było samemu zrobić sobie czystą lub z sokiem bez potrzeby stania w kolejne do saturatora i korzystania z ulicznej „gruźliczanki”. Dlaczego uważamy, że woda sodowa lepiej gasi pragnienie niż zwykła woda? Woda sodowa to potoczna nazwa wody z „bąbelkami”. W rzeczywistości w wodzie nie ma sody, to płyn przepuszczony przez dwutlenek węgla otrzymywany m.in. z sodu – stąd nazwa. Dwutlenek węgla powoduje musowanie wody. Podczas picia takiej wody mamy wrażenie chłodu i orzeźwienia. Z tego powodu uważamy, że woda gazowana lepiej gasi pragnienie niż woda niegazowana. Spożywanie wody nasyconej dwutlenkiem węgla bywa jednak szkodliwe. Podrażnia śluzówkę żołądka...

Pamiętacie polo cocktę? „Substytut coca-coli, który smakował jak gazowana kawa zbożowa"
AdobeStock
Newsy
Pamiętacie polo cocktę? „Substytut coca-coli, który smakował jak gazowana kawa zbożowa"
Niezapomniane smaki PRL-u. To landrynkowa oranżada, cytronada ze słomką i właśnie polo cockta, poiły spragnionych Polaków. Niektórzy wspominają je z rozrzewnieniem.

Polo cockta to bezalkoholowy napój gazowany, produkowany w Polsce, w latach 60. Miał zastępować niedostępną coca-colę, przywożoną zza Żelaznej Kurtyny, która stał się symbolem zachodniego luksusu i przedsmakiem wolności. Polski odpowiednik napoju był produkowany przez Spółdzielnię Spożywców Społem. Producent tak na etykiecie informował o zawartości: - Napój gazowany słodzony z dodatkiem naturalnych substancji smakowo-aromatycznych. Barwiony. Zawiera kofeinę. Jednak zarówno zawartość, jak i samo opakowanie, nie utrzymywało jednego standardu. Receptura zmieniała się, więc i smak bywał różny. Także butelki różniły się od siebie. Czasem logo drukowano metodą sitodruku, a czasem pojawiały się zwykłe naklejki. Wprost w artykule „Kapitan Żbik na tropie oranżady” pisał, że na sentymentalizmie Polaków żyjących w czasach PRL-u, nadal można zarabiać. Pamiątki z tych lat także dziś świetnie się sprzedają na aukcjach internetowych. Wytwórcy produktów spożywczych włączają do swoich asortymentów napoje i słodycze z przeszłości. Nowa odsłona polo cockty pojawiła się w sklepach za sprawą firmy „Zbyszko". Dziś sprzedawana jest jako polo cola.         Wyświetl ten post na Instagramie                       Post udostępniony przez Piotr Dorniak (@dodek87) „Wprost" porównało smak polo cockty do gazowanej kawy zbożowej. Z kolei Muzeum w Rybniku, podczas „Wystawy jednego eksponatu – polo cockta” tak pisało o napoju: - To popularna namiastka amerykańskiego pierwowzoru, mająca...

Czy warto pić wodę sodową? Zdziwicie się, jakie ma właściwości
Pixabay
Newsy
Czy woda gazowana jest mniej zdrowa od niegazowanej? Sprawdzamy fakty o wodzie sodowej
Woda gazowana powstaje przez dodatek dwutlenku węgla. Jest tak samo zdrowa jak woda naturalna, ale są pewne grupy ludzi, które powinny jej unikać.

Macie problem z piciem wody? Nie działają na was sztuczki, które mają pomóc w piciu większej ilości wody ? Możecie z powodzeniem wybrać zamiast tego wodę gazowaną. Niektórzy przypisują jej nawet właściwości uzdrawiające. Sprawdźcie, czy warto pić wodę sodową i kto raczej powinien jej unikać. Woda gazowana – jak powstaje? Woda gazowana to nic innego, jak woda, do której został dodany dwutlenek węgla. Woda gazowana jest równie zdrowa, co zwykła woda mineralna. Woda sodowa, którą zazwyczaj kupujecie w sklepach, została sztucznie nasycona dwutlenkiem węgla. Istnieją jednak ody naturalnie bogate w ten gaz. Zazwyczaj są one jednocześnie bardzo zdrowe, bo zawierają też dużo wapnia, magnezu i innych minerałów. Od dawien dawna pija się wodę sodową, gdyż uważa się, ze lepiej gasi pragnienie niż zwykła woda. Naturalnie woda mineralna z zawartością dwutlenku węgla występuje w Polsce w: Beskidzie Sądeckim: w rejonach Piwnicznej i Muszyny Kotlinie Kłodzkiej Na Kujawach Jeśli chodzicie czasem na górskie wędrówki, możecie kojarzyć, że woda ze strumyków także ma posmak dwutlenku węgla. To dzięki temu, że strumyk płynąc, miesza się z dwutlenkiem węgla. Zyskuje wtedy ten charakterystyczny aromat. Czy woda sodowa jest zdrowa? Zdrowe osoby mogą z powodzeniem pijać wodę gazowaną. Ma ona bardzo podobny skład do wody bez gazu , a jeśli wybieracie wodę naturalnie gazowaną, ma też więcej minerałów, więc jest też trochę zdrowsza. Niektóre osoby muszą jej jednak unikać. Nie jest polecana dla: Osób z podrażnieniami żołądka Osób cierpiących na wrzody Tych, którzy skarżą się na gazy Cierpiących na refluks Z Zespołem Jelita Nadwrażliwego Woda sodowa a masa ciała Woda gazowana nie ma żadnych...

Pamiętacie "gruźliczankę"? Przypominamy napój sprzedawany w PRL-u z wózków, na ulicach miast
Wikipedia Commons
Newsy
Pamiętacie saturatory z PRL-u? Przypominamy, dlaczego napój z wózków nazywano „gruźliczanką”
Uliczne wózki z wodą sodową to symbol ulicy z czasów PRL-u. Czy jeszcze je pamiętacie?

W latach 50-tych XX w. na ulicach polskich miast stanęły saturatory z wodą sodową. Metalowe wózki, często pomalowane na biało i sprzedawczynie w białych fartuchach oferujący przechodniom „czystą” lub „z sokiem”.... Takie obrazki na wiele lat wpisały się w miejski polski krajobraz. Jak działał saturator z wodą sodową? To dwukołowy wózek, z kołami od motoru „Komar” i parasolką czy daszkiem chroniącym urządzenie przed słońcem. Był wyposażony w duży baniak na wodę, zbiornik na dwutlenek węgla i pojemnik na suchy lód. Niektóre, nowsze wózki były wyposażone w gumowy wąż, którym obsługa podłączała saturator do miejskiego hydrantu. Przechowywany dwutlenek węgla pozwalał wzbogacać wodę o gaz, a suchy lód schładzał napój. Dzięki temu w upalne dni przechodnie mogli sięgnąć po szklankę gazowanej wody, schłodzonej nawet do 6 st. Celsjusza. W tamtych czasach, gdy sklepów „Żabka” nie było na każdym rogu, a napoje sprzedawane w sklepach spożywczych były przechowywane w skrzynkach, a nie w lodówkach, łyk gazowanego, zimnego napoju był prawdziwym luksusem. Dlaczego wodę sodową nazywano „gruźliczanką”? Napoje sprzedawane z ulicznych wózków, oferowały wodę z miejskiego wodociągu, która nie była wodą pitną jak dziś reklamowana przez samorządy „kranówka”. Można było kupić czystą wodę gazowaną, zwaną wodą sodową lub z dodatkiem soku, najczęściej wiśniowego lub malinowego. Szklanka czystej wody sodowej kosztowała 50 groszy, tej z sokiem 1 zł. Napój podawany był klientom w kilku szklankach stojących na wózku. Nigdy nie było ich więcej niż 5 czy 6 sztuk. Dlatego gdy przy saturatorze ustawiła się kolejka, chętni cierpliwie czekali w ogonku, aż ci przed mini...