Pamiętacie "oranżadówki"? W PRL-u nic się nie marnowało, takie było drugie życie butelek po oranżadzie
Adobe Stock
Newsy

Pamiętacie „oranżadówki”? W PRL-u nic się nie marnowało. Tak wyglądało 2 życie butelek po oranżadzie

Oranżada pachnąca landrynkami, to jeden z niewielu gazowanych napojów dostępnych w PRL-u. Sprzedawana była w charakterystycznych butelkach typu krachla. Nazywano je „oranżadówkami”

Przed sklepami dzieciaki spierały się, czy lepsza jest żółta, czy czerwona. I nawet jeśli ktoś wolał czerwoną, to i tak dostał taką, jaka została w skrzynce w sklepie. Nawet w największe upały oranżada sprzedawana była ciepła i nikt się tym nie przejmował. Najważniejsze, że była słodka, pachnąca i smakująca landrynkami. A przede wszystkim, że była gazowana.

Magda Gessler odpowiada na pytania

Z czego składała się PRL-owska oranżada?

Oranżada nie była zdrowa w dzisiejszym rozumieniu wartości zdrowotnych, których poszukujemy w produktach spożywczych. Jej skład to woda, cukier, barwniki i dodatki smakowe. Była jednak uwielbiana. Nic tak nie gasiło pragnienia jak właśnie oranżada ze szklanej butelki. Pomimo tego, że w tych czasach nie było w sklepach lodówek na napoje i nawet w największe upały nie można było kupić schłodzonej. Wprost ze skrzynek sprzedawany był więc ciepły napój.

Do wyboru była wersja żółta i czerwona, chociaż wybór to może za duże słowo, bo i tak w sklepie dostawało się jedynie tą, która właśnie była dostępna. Oba kolory oranżady pakowano do tych samych skrzynek i dostarczano do sklepów w nieodgadnionym systemie...

W latach 70. i 80. XX w. poza gotową oranżadą w „oranżadówkach” można było kupić jej suchy odpowiednik w torebkach. Oranżada w proszku była przeznaczona do rozpuszczania w wodzie, jednak jej smak nie dorównywał tej gotowej. Miała jednak inną zaletę. Słodki proszek musował na języku i dawał wrażenie pienienia się. W rezultacie płynną oranżadą z przyjemnością gasiło się pragnienie, natomiast tą w proszku jadło się na sucho.

Napój rozlewano do szklanych butelek krachla, potocznie nazwane „oranżadówkami” Picie oranżady z takich butelek, wiązało się z jeszcze jedną przyjemnością. To oczywiście sposób otwierania opakowania. Wystarczyło pstryknąć i charakterystyczny korek odskakiwał i zawisał na metalowym drucie, a z butelki wydobywało się przyjemne syknięcie.

Zobacz także
Kto pamięta butelki z mlekiem pod każdymi drzwiami? Brzęk butelek w skrzynkach słychać było na osiedlach od świtu.

Pamiętacie butelki z mlekiem zostawiane pod drzwiami? Za czasów PRL-u do wyboru były 2 jego rodzaje

Pamiętacie ten fastfood z czasów PRL-u? Sprzedawano go na dworcach, odtwarzano w domowych piekarnikach

Pamiętacie ten fast food z czasów PRL-u? Sprzedawano go na dworcach, odtwarzano w domowych piekarnikach

„Oranżadówki” to tak naprawdę butelka typu krachla

To szklana butelka z metalowym, pałąkowatym zamknięciem, zakończonym porcelanowym korkiem. Nie przypadkiem do takich właśnie butelek wlewana była gazowana oranżada. To rodzaj szczelnego zamknięcia, doskonałego do gazowanych napojów.

Nazwa „krachla” wywodzi się z Galicji. Jest zapożyczeniem austriackiego określenia oznaczającego oranżadę. W dawnym Krakowie, w rezultacie krachlą nazywano zarówno ten rodzaj butelki, jak i samą oranżadę. W dzisiejszych czasach butelki typu krachla używane są w przemyśle piwowarskim

Drugie życie oranżadówek z PRL-u

Butelki poza swoim charakterystycznym wyglądem miały też tę zaletę, że porcelanowy korek na pałąkowatym drucie mógł być wielokrotnie używany. Był szczelny dzięki gumowej uszczelce ułożonej na porcelanowym korku. „Oranżadówki" były niezastąpionym pojemnikiem na wszelkie przenoszone napoje.

Można było zabrać pustą butelkę na zakupy w warzywniaku i poprosić o odlanie z beczki trochę soku z kiszonych ogórków. Ale najczęściej towarzyszyły młodzieży na wycieczkach szkolnych. Mamy przygotowywały w nich herbatę z cytryną do popicia suchego prowiantu podczas szkolnej wyprawy i mogły być pewne,  że płyn nie rozleje się gdzieś w plecaku.

Źródło: zasmakujwmalopolsce.pl, wikipedia

Pamiętacie ten fastfood z czasów PRL-u? Sprzedawano go na dworcach, odtwarzano w domowych piekarnikach
Adobe Stock
Newsy
Pamiętacie ten fast food z czasów PRL-u? Sprzedawano go na dworcach, odtwarzano w domowych piekarnikach
To niewiarygodne, że kryzysowa bułka z przyczep kempingowych, cieszyła się takim uznaniem. Ci, którzy ją jadali mówią, że miała niezapomniany smak. Szaleli za nią wszyscy.

Pierwszego McDonald'sa otwarto w Warszawie 29 lat temu. Dzień 17 czerwca 1992 roku był niemal świętem. Na otwarcie zostali zaproszeni celebryci tamtych czasów: poetka i autorka tekstów piosenek Agnieszka Osiecka czy wieloletni trener polskiej reprezentacji piłki nożnej, Kazimierz Górski. Wstęgę przed wejściem do pierwszej restauracji fast food w Polsce, przecinał ówczesny minister pracy i polityki społecznej, Jacek Kuroń. Przed McDonald'sem ustawiła się kolejka na kilka godzin stania. Tak Polacy świętowali oznakę zbliżania się do Zachodu. Nieliczny fast foody z PRL-u W dzisiejszych czasach trudno uwierzyć, że kiedyś nie było fast foodów. Po prostu nie było. Na ulicy można było najwyżej kupić zapiekanki i lody świderki. Ale to dopiero pod koniec lat 80-tych. Wcześniej, gdy ktoś musiał coś przekąsić w drodze do domu, kupował w sklepie spożywczym bułkę, a w mięsnym pętko kiełbasy. Nic innego nie sprzedawano. W latach 70 i 80-tych XX w nie mogliście skoczyć na pizzę, bo nie było pizzerii. Żadne bary czy piekarnie nie sprzedawały ich też na porcje na wynos, jak robią to dziś. Nikt nie chodził po ulicy z kartonikiem frytek. Nie sprzedawano ani belgijskich, ani żadnych innych. Nie było też burgerów, hot-dogów ani kebabów.  Kultowa zapiekanka z przyczepy kempingowej Jednak pod koniec lat 80-tych, jak grzyby po deszczu, na rogach ulic i przed dworcami w miastach i miasteczkach, zaczęły wyrastać przyczepy kempingowe. Pierwsi uliczni restauratorzy sprzedawali w nich zapiekanki. Zapiekanka była robiona na zwykłej podłużnej bułce, bo w tych czasach nie było w sklepach francuskich bagietek. W kryzysowej rzeczywistości PRL-u zawierała nieliczne składniki: pieczarki i marnej jakości żółty ser. Właściciel profilu facebookowego Pewex, podaje przepis na...

Skupy butelek były kiedyś normą. Popieracie kaucję za plastikowe i szklane butelki?
Pixabay
Newsy
Skupy butelek były kiedyś normą. Popieracie kaucję za plastikowe i szklane butelki?
Myślicie, że wprowadzenie kaucji za szklane i plastikowe butelki, to dobry pomysł?

Już niedługo czeka nas zmiana przepisów, dzięki której zostanie wprowadzona kaucja za plastikowe i szklane butelki. Butelki będzie można zwrócić do automatów lub sklepów i odzyskać zapłaconą wcześniej kaucję. Niestety, szczegóły nie są jeszcze znane. Skupy butelek i inne proekologiczne zachowania w PRL-u Nie każdy pamięta, że takie rozwiązania miały już kiedyś miejsce. Obecnie często mówi się o wprowadzaniu nowych regulacji, które spowodowałyby zmniejszenie ilości produkowanych odpadów i większą dbałość o środowisko. Na pewno pamiętacie wszechobecne skupy butelek. Kiedyś znacznie gromadzenie butelek i oddawanie ich do skupów było normą! Internauci zauważają, że w czasach PRL-u, Polska była znacznie bardziej ekologicznym krajem i stosowało się wtedy wiele pro-ekologicznych rozwiązań. Jednym z nich były właśnie skupy butelek. Pod wypowiedzią wiceministra środowiska na temat planowanych zmian, internauci zauważają, że w przeszłości wiele takich rozwiązań skutecznie funkcjonowało. Wspominają oni między innymi: Pakowanie produktów spożywczych w papier Noszenie ze sobą siatek na zakupy, a nie branie ich ze sklepu Kupowanie produktów w szklanych butelkach z kaucją np. w przypadku mleka Zbieranie makulatury Wykładanie śmietników gazetami, a nie zbieranie ich w plastikowych torbach Nie nazywało się wtedy tych rozwiązań „ekologicznymi”, a pewnie większość osób kierowała się po prostu oszczędnością. Liczy się jednak przede wszystkim wynik dla środowiska. Kiedy wprowadzą kaucję za butelki plastikowe? System jest już przygotowany i jest szlifowany, by w najbliższym czasie mógł ujrzeć światło dzienne – mówi wiceminister klimatu Jacek Ozdoba Postawienie wszędzie...

Kto pamięta butelki z mlekiem pod każdymi drzwiami? Brzęk butelek w skrzynkach słychać było na osiedlach od świtu.
Adobe Stock
Newsy
Pamiętacie butelki z mlekiem zostawiane pod drzwiami? Za czasów PRL-u do wyboru były 2 jego rodzaje
Zamawialiście mleko ze złotym kapslem czy ze srebrnym? Zawsze pamiętaliście żeby wystawić puste butelki na wymianę? Przypominamy kultowy sposób na świeże mleko w PRL-u

Na miejskich osiedlach można było nie tak dawno temu wykupić abonament na mleko. Rozwożone było w skrzynkach pełnych brzękających butelek, już od wczesnego świtu. Roznosiciele zaczynali pracę od 4 rano, dzięki czemu, gdy budziło się osiedle, panie domu miały pod drzwiami świeże mleko na śniadanie. Ale zdarzało się, że mleka nie było. Co wtedy? Jak roznoszono mleko w PRL-u? Abonament na codziennie dostarczane mleko, można było wykupić zazwyczaj w pobliskim „spożywczaku”. Do wyboru były dwa rodzaje: tłuste, ze złotym kapslem i chude ze srebrnym. Roznoszone było w wielorazowych, szklanych butelkach, dlatego też poprzedniego dnia należało dokładnie umyć i wieczorem wystawić przed drzwi, puste butelki na wymianę. Gdy rodzina rano wstawała, przed drzwiami stały już pełne, z białym napojem na pożywne śniadanie. W tych czasach mleko było jednym z ważniejszych produktów spożywczych. Ponieważ było go pod dostatkiem, teoretycznie powinno w jakimś stopniu bilansować niedobory białka, wynikające z braku mięsa w sklepach... Uważane było przez komunistyczne władze za zdrowy, lokalny produkt, dzięki któremu polskie dzieci rosły jak na drożdżach, a robotnicy mieli siłę do pracy. W latach 70 i 80-tych XX w było tak rozpowszechnione, że dzieci na śniadanie przed szkołą jadły w domu kluski lane na mleku, a w szkole dostawały szklankę mleka, do kanapki na drugie śniadanie. Jak sobie radzono z kradzieżami mleka spod drzwi? Zdarzało się jednak, że mleko znikało. Czasem było podkradane przez sąsiada, który nie wykupił abonamentu, a miał ochotę na świeży napój. Czasem sięgnął po niego ktoś wracający po ciężkiej nocy nad ranem do domu, bo świeży, zimny napój od krowy doskonale gasił pragnienie. A czasem zamawiający po prostu zapomnieli wystawić butelkę na wymianę. Te przypadki...

Ciepłe lody w PRL-u dzieci jadały przez cały rok. Były okropne, ale słodkie. Dziś wiemy, że były niezdrowe.
Twitter
Newsy
Lubicie ciepłe lody z czasów PRL-u? Były dość tanie, ale ich skład pozostawiał wiele do życzenia
W czasach gdy w sklepach były puste półki i brakowało też słodyczy, te lody były niemal zawsze. Sprzedawano je w sklepach z warzywami, razem z oranżadą i „donaldówkami”. Pamiętacie je? Niestety ich skład nie należy do najlepszych pod słońcem.

Niektórzy je uwielbiali. Inni nie, ale jedli, bo ciepłe lody były jednymi z niewielu słodyczy stale dostępnych w sklepach. Były bardzo słodkie. Po zjedzeniu takich lodów lepiło się wszystko, ale dzieciom to nie przeszkadzało. Jedliście ciepłe lody w PRL-u?  Czym są ciepłe lody? Nazywano je lodami, z racji lodowego wafelka, w który wciśnięta była słodka masa. Smakowały jak miękka pianka, inni mówili, że jak rozmiękła beza. W społemowskich sklepach leżały w dużych kartonach wyłożonych szarym papierem. Dzieci je uwielbiały, a mamy pozwalały je jeść nawet zimą, bez obawy o chore gardło. Tygodnik „Wprost”, w artykule „Kapitan Żbik na tropie oranżady” pisał o ciepłych lodach niezbyt pochlebnie, nazywając je wynalazkiem rodzimych technologów żywności i porównując do takich zamienników prawdziwych produktów,  jak Polo-cockta, PRL-owski substytut coca-coli. Nic w tym dziwnego. Chociaż ciepłe lody do dzisiaj dostępne są sprzedaży, to wielu dietetyków powstrzymałoby się z ich poleceniem nie tylko najmłodszym smakoszom. Dlaczego? Znajdziecie w nich kilka składników, które nie świadczą o ich korzystnym wpływie na zdrowie. Oto one: syrop glukozowo-fruktozowy - w tym przypadku chodzi głównie o dużą ilość tego składnika słodzącego polirycynooleinian poliglicerolu (E476) - emulgator dodawany do polewy czekoladowej ciepłych lodów Olej palmowy - dawniej używano zwykle innych tłuszczów, jednak niekoniecznie zdrowszych Substancje utrzymujące wilgoć - sorbitole Jak Polacy wspominają ciepłe lody? Facebookowy profil „Pewex", wspominający czasy PRL, przypomniał ten przysmak w jednym z postów: - Ciepłe lody to dla wielu osób smak dzieciństwa. Wafelek i pianka pokryta wyrobem czekoladopodobnym. Lubiliście? Z reakcji czytelników widać, dobrze pamiętają te słodycze: -...