Oto co pewna rodzina zostawiła po sobie w KFC. Też tak robicie?
Adobe Stock
Newsy

Oto co pewna rodzina zostawiła po sobie w KFC. Widzieliście kiedyś w fast foodzie taki „śmietnik”?

Zdarzyło wam się będąc w samoobsługowej restauracji widzieć jak inni zostawiają na stolikach tak zwany śmietnik? Takiego brudu, jaki zostawiła jedna rodzina w KFC, jeszcze świat nie widział.

Gdy idziecie do restauracji samoobsługowej sprzątacie po sobie tace, pudełka i kubki czy zostawiacie wszystko na stoliku? Zobaczcie co po sobie zostawiła ta rodzina. Można by to nazwać brakiem kultury, ale pracownikom KFC nasuwały się ostrzejsze słowa.

Magda Gessler odpowiada na pytania

„Zrobiłem zdjęcie, bo nigdy dotąd nie widziałem takiego bałaganu”

Ta historia wydarzyła się w Arabii Saudyjskiej. Nie wiadomo czy rodzina, która przyszła na posiłek do fastfoodowej restauracji KFC to miejscowi, czy turyści. Wiadomo tylko, żze grupa liczyła około 8-10 osób.

Świadek wydarzenia, internauta o pseudonimie Xshpeare, upublicznił na forum Reddit zdjęcie, które zrobił gdy biesiadnicy wyszli z restauracji i zostawili po sobie górę śmieci. Potem tak tłumaczył portalowi Newsweek.com swój odruch uwiecznienia na zdjęciu zaśmieconych stołów:

- Byłem zszokowany, gdy zobaczyłem, jaki bałagan zostawili. Stolik był tak brudny, że trzech pracowników musiało go doczyszczać. Zrobiłem to zdjęcie, ponieważ nigdy nie widziałem takiego bałaganu w food court (strefie restauracyjnej w centrum handlowym – przyp. redakcji).

Jak wyglądał pozostawiony stolik, możecie zobaczyć na zdjęciu. Były to trzy zestawione ze sobą stoły, ledwo widoczne pod plastikowymi i papierowymi pojemnikami po burgerach czy frytkach. Wszędzie walały się sztućce, serwetki i butelki po napojach. To wszystko było dokładnie zmieszane z resztkami jedzenia. Śmieci leżały też na podłodze, częściowo w kałuży resztek napojów porozlewanych wszędzie dokoła.

Oto co pewna rodzina zostawiła po sobie w KFC. Też tak robicie?
Reddit/Trashy

Na szczęście nie każdy klient zostawia po sobie taki  śmietnik. Ludzie dokładnie wiedzą co oznacza samoobsługa i większość nie ma problemu ze sprzątaniem po sobie. To dlatego ta historia stała się hitem internetu i zgromadziła prawie 70 tysięcy obserwatorów, w których wielu zostawiło swoje komentarze:

- Zwykli śmieciarze.

- Warto zawstydzać takich ludzi publikując zdjęcia. Zasługują na to.

- Wyobrażam sobie ich dom.

Zobacz także
Otworzył kanapkę z McDonald’s i zobaczył, coś okropnego. „Rozważam przejście na weganizm”

Otworzył kanapkę z McDonald’s i zobaczył, coś okropnego. „Rozważam przejście na weganizm”

Burger King oskarżony o znieważenie. Opublikował w kampanii cytaty z Biblii

Sieć restauracji Burger King oskarżona o profanację. Opublikowała w kampanii cytaty z Biblii

Główna zaleta samoobsługi w barach i restauracjach — jest taniej

Jest kilka powodów, dla których restauracje typu fast food decydują się na wprowadzenie samoobsługi. Polega ona z reguły na tym, że goście zamawiają jedzenie przy barze czy bufecie i od razu za nie płacą, posiłek otrzymują po chwili i sami zanoszą do stolika na dużych tacach. Po zjedzeniu powinni usunąć ze stolika wszystkie resztki. W restauracjach są z reguły ustawione kosze na śmieci, do których należy zsunąć śmieci, a tace odłożyć.

Oczywiście nikt nie wymaga od klientów czyszczenia stolików czy usuwania zabrudzeń, które powstały podczas jedzenia. Tym zajmują się pracownicy, obsługujący i sprzątający salę, jednak dzięki temu, że to klienci w większości obsługują się sami, właściciel restauracji nie musi zatrudniać personelu, który tym się zajmuje.

Nie są zatrudniani przede wszystkim jednak kelnerzy obsługujący zamówienia. Osób dbających o porządek i czystość na sali i na stolikach może być dużo mniej. Dzięki takiej organizacji sprzedaży jedzenia w lokalu pojawiają się dwie zalety:

  • Obsługa jest szybka, płynna, w restauracji może następować większa rotacja klientów – to korzyść dla właściciela, bo może obsłużyć większa ilość klientów i zarobić więcej
  • Ceny są niższe, bo nie jest do nich wliczona obsługa sali – to z kolei korzyść dla klientów, bo wydają mniej i mogą zjeść taniej

Źródło: Reddit/Trashy, newsweek.com

Skąd KFC bierze mięso kurczaka? Prawda może szokować!
Pixabay
Newsy
Skąd KFC bierze mięso kurczaka? Prawda może szokować!
Niewielu klientów fast-foodów zastanawia się wciąż, skąd pochodzi mięso, po które tak chętnie sięgają. Warunki hodowli kurczaków z których powstają potem np. nuggetsy, wołają jednak o pomstę do nieba.

O tym jak wygląda hodowla kurczaków w wielkich fermach, większość świadomych konsumentów doskonale wie. Minimalne ilości miejsca, światła, a potem szybki i bolesny ubój. To jednak nie wszystko. Jak hodowane są kurczaki na mięso do fast-foodów? Z raportu, który władze KFC zdecydowały się opublikować pod presją działaczy na rzecz dobrostanu zwierząt, wynikają jeszcze inne, niezbyt przyjemne fakty: Zdecydowana większość mięsa drobiowego pozyskiwanego do przyrządzania dań w KFC, to mięso z kurczaków ras szybko rosnących. Ubój takich kur następuje po zaledwie miesiącu od wyklucia się pisklęcia z jaja. Ponad 1/3 kurczaków cierpi na zapalenie skóry nóżek, co spowodowane jest kiepskie jakości ściółką i twardą posadzką w fermach. Właściciele ferm walczą z chorobami kurczaków poprzez użycie coraz większych ilości antybiotyków. Z jakiego powodu właściciele KFC zdecydowali się na odsłonięcie niezbyt przychylnych dla nich faktów i tajemnic? Jak już wspominaliśmy, swoje zrobiła presja działaczy na rzecz zwierząt. Po drugie, duże znaczenie ma także coraz większa świadomość klientów, którzy z większym zastanowieniem starają się wybierać kupowane produkty. Jakie mięso będą podawać w fast-foodach w przyszłości? Kolejnym czynnikiem jest także presja z jeszcze innej strony, a mianowicie inwestorów i wielkiego biznesu, który coraz bardziej stawia na rozwiązania bardziej przyjazne dla świata natury. KFC podpisało już specjalne zobowiązania, w których władze obiecują dalsze działanie na rzecz poprawy doli kurczaków. Oprócz tego, w dalszej przyszłości zanosi się na próby przełożenia projektów tzw. mięsa z próbówki na szerszą, masową skalę. Miałoby ono być pozyskiwane metodą...

wysokie ceny w restauracjach po lockdownie
Newsy
Otwarcie gastronomii. Wielka radość czy... gorzkie rozczarowanie? Ceny zwalają z nóg
Otwarcie gastronomii to długo wyczekiwany dzień - zarówno przez klientów, jak i przedsiębiorców. Dla niektórych turystów wizyta w świeżo otwartej restauracji była jednak rozczarowująca...

Otwarcie ogródków w restauracjach przyciągnęło w ten weekend tysiące Polaków. Dla niektórych jednak wizyta w lokalach gastronomicznych okazała się być wielkim zawodem. To wszystko przez kuriozalne ceny, którymi niektórzy restauratorzy postanowili „odbić sobie” stracone przez pandemię miesiące. Czy to jednak nie odstraszy klientów? Odmrożenie gastronomii. Wysokie ceny dań Swoją historią na temat wizyty w restauracji podzieliła się jedna z internautek, która odwiedziła lokal nad morzem. O wygórowanych cenach w nadmorskich smażalniach mówi się już od dawna, jednak rachunek, który udostępniła turystka, faktycznie wprawia w osłupienie. Za skromne porcje dla trzech osób, kobieta zapłaciła 175 zł.  „Najtańszy filet z frytkami to prawie 40 zł, surówkę trzeba dokupić dodatkowo, bo nie jest wliczona w cenę. Wzięliśmy jeden zestaw surówek za 10 zł na trzy osoby, ale zdecydowanie wielkość porcji była przeznaczona dla jednej” – zrelacjonowała klientka smażalni. Eksperci twierdzą, że podwyżka cen to efekt inflacji, wzrostu cen składników, a także wielkich strat poniesionych w pandemii. Chociaż sytuacja branży gastronomicznej faktycznie jest ciężka, czy klientów będzie stać na wizyty w lokalach? „W górę poszły ceny wielu produktów. Widzę to, robiąc zarówno prywatne zakupy, jak i zaopatrując się do restauracji. Jest znacznie drożej. Nawet o 20 proc. To musi się przełożyć na ceny w restauracjach. Wielu naszych gości zderzy się z nową rzeczywistością” – informował jakiś czas temu restaurator Robert Sowa w rozmowie z money.pl. Otwarcie ogródków. Kiedy otworzą się całe restauracje? Otwarte ogórki kawiarniane i restauracyjne umożliwiają klientom jedzenie...

Szokujące wyznania kelnerek i kelnerów. Niesmaczne żarty i poniżające traktowanie to codzienność
Pixabay
Newsy
Szokujące wyznania kelnerek i kelnerów. Niesmaczne żarty i poniżające traktowanie to codzienność
Flirtują z obsługą, dotykają pośladków i robią im zdjęcia. Część kelnerek i kelnerów przez takie sytuacje rezygnuje z pracy w restauracji.

Praca w gastronomii do łatwych nie należy . Duży stres, wiele obowiązków, zmiany nawet po kilkanaście godzin, a do tego przez większość czasu nie ma kiedy usiąść. Do tego dochodzi bardzo złe traktowanie obsługi przez niektórych klientów. Portal Onet.pl opublikował fragmenty rozmów z osobami, które pracują lub pracowały jako kelnerki i kelnerzy. Ich doświadczenia są szokujące. „Pokaż więcej, to zrobię ładniejsze” Najczęściej ofiarami seksistowskich i niesmacznych żartów oraz odzywek, padają kelnerki. Dziewczyna pracująca w restauracji w Ustce opowiedziała o tym, jak podczas sprzątania stolików przyłapała jednego z klientów na robieniu jej zdjęć telefonem. Poprosiła, by tego nie robił, a mężczyzna odpowiedział: No chyba ci to schlebia. Pokaż więcej, to zrobię ładniejsze. Takich historii jest o wiele więcej. Starsi i bardziej doświadczeni pracownicy są dość odporni na tego typu sytuacje, jednak najbardziej zagrożeni są młodzi kelnerzy i kelnerki – zwłaszcza, że nierzadko klientów obsługują osoby bardzo młode, które niedawno skończyły 18 lat. Byłam kelnerką w dużej restauracji, która organizowała też wesela. Jak można się domyślić, nie brakowało na nich alkoholu, więc i durnych odzywek. Wystarczyło zwykłe "przepraszam", kiedy chciałam, żeby gość zrobił mi miejsce, a słyszałam "taka ślicznotka nie ma mnie za co przepraszać". Nie mówiąc już o tym, jak coś mi upadło, a za plecami słyszałam "ooo jakie widoki!" – powiedziała Monika, która przez takie sytuacje zrezygnowała z pracy w gastronomii. Menedżerowie próbują zapobiegać takim sytuacjom Krzysztof, który od ponad 10 lat pracuje w gastronomii mówi, że zawsze starał się przygotować młody zespół i...

Duże zmiany w menu wielu restauracji. Można się zdziwić
AdobeStock
Newsy
Duże zmiany po pandemii w menu wielu restauracji. Można się naprawdę zdziwić
Możecie przeżyć zaskoczenie, gdy wybierzecie się do restauracji. Zmienia się menu, a także… ceny.

Pandemia koronawirusa wymusiła na restauracjach spore zmiany. By przetrwać, niektóre z nich musiały zupełnie zmienić swój sposób działalności – na przykład nawet najbardziej eleganckie lokale zaczęły serwować dania na wynos w plastikowych pojemnikach. Teraz gdy branża gastronomiczna ponownie może działać (choć w reżimie sanitarnym i przy ograniczonej liczbie stolików), wiele restauracji wprowadziło u siebie sporo zmian – zwłaszcza w menu. Jak wygląda sytuacja w gastronomii po pandemii? O tym opowiedzieli właściciele i pracownicy restauracji w rozmowie z portalem natemat.pl. Dania wege zamiast mięsa W Polsce widoczny jest trend jedzenia wege , który nabiera coraz większej popularności. Nie wpłynęła na to nawet pandemia koronawirusa i Polacy chodzący do restauracji często pytają o dania wegetariańskie i wegańskie. Dlatego w wielu lokalach dania składające się głównie z warzyw zaczynają dominować w karcie: Wcześniej 80 proc. mojej karty było mięsne. Teraz buduję danie, które z marszu jest wegetariańskie i daję do niego opcję doboru ryby albo mięsa. Nie zrezygnuję z burgerów i świeżej ryby zupełnie, ale wege zdecydowanie jest górą – mówi Gaweł Czajka, właściciel restauracji Cały Gaweł w Sopocie. O trendzie diety bezmięsnej mówi także Agnieszka Borek, która zajmuje się marketingiem dla gastronomii: Trend jedzenia wege rósł od jakiegoś czasu, a pandemia bardzo to przyspieszyła. Warszawa nie od dziś jest w światowej czołówce wegetariańskich miast(…)W trakcie ostatniego roku nastała moda na zdrowie i całe szczęście. To już nawet nie chodzi o ekologię i efekt cieplarniany, odrzucamy mięso, bo po mięsie źle się czujemy. Zaczniemy iść w kierunku fleksitarianizmu, czyli mięso będziemy jeść sporadycznie i tylko wysokiej...