Mateusz Morawiecki
Paweł Kibitlewski/ons.pl
Newsy

Mimo kryzysu kancelaria premiera zamówiła prawie 17 ton "luksusowego" mięsa! Życzycie smacznego?

Kryzys związany z koronawirusem w toku, krajowa gospodarka przeżywa trudne chwile, a rząd ciężarówkami zamawia wyborowe mięso…

W takich chwilach trudno o wyrozumiałość. Podczas gdy nie tylko przedsiębiorcy, ale także zwykli obywatele zaczynają oglądać każdą złotówkę kilka razy przed jej wydaniem, rząd wybiera sobie luksusowe wędliny. Zdenerwowanie, a nawet wściekłość Polaków jest zrozumiała.

Magda Gessler odpowiada na pytania

Państwowe luksusy

Przepiórcze jaja, krajowe i zagraniczne wolno dojrzewające szynki, wołowina, jagnięcina, dziczyzna – mięso z saren czy z dzików. A tego wszystkiego razem około 17 ton. Aż tyle rarytasów życzy sobie w ogłoszonym ostatnio przetargu kancelaria rządu. Po co takie zapasy Mateuszowi Morawieckiemu i spółce?  To przecież prawdziwe Bizancjum!

Nie ma co ukrywać, urzędnicy kancelarii premiera nie wstrzelili się zbyt dobrze z podaniem do wiadomości publicznej informacji o ogłoszeniu przetargu. Mimo trwania pandemii, przez kraj przetaczają się przecież kolejne protesty kolejnych, niezadowolonych grup społecznych. Takimi ruchami premier Morawiecki na pewno nie odzyska utraconego zaufania wyborców.

Ilość i jakość

Wyszukane upodobania kulinarne naszych polityków to żadna nowość. Kiedy w 2014 roku Polską wstrząsnęła afera podsłuchowa, wszyscy przysłuchiwaliśmy się rozmowom członków rządu i dostojników państwowych. Politycy chętnie rozprawiali o ośmiorniczkach (i przy ośmiorniczkach) i innych specjałach w restauracji Sowa i Przyjaciele. Wydaje się, że teraz pracownicy kancelarii premiera poza jakością poszli także w ilość.

Jak dowiadujemy się z dziennikarskiego śledztwa gazety „Fakt”, zamówienie na 17 ton wyśmienitych delikatesów ma obsłużyć trzy lokalizacje należące do rządu. Po pierwsze jedzenie trafi do bufetu w Kancelarii Premiera w Warszawie przy al. Ujazdowskich. Druga partia powędruje do willi rządowej przy ul. Parkowej. Ostatnia część zaopatrzenia pojedzie do ośrodka premiera w Łańsku pod Olsztynem.

Źródło: „Fakt”

Ile rząd wydaje na jedzenie
wikipedia commons, Adobe Stock
Newsy
Ile ministerstwa wydały w tym roku na cateringi? Usiądziesz, gdy poznasz prawdę 
Podczas gdy Polacy zaciskają pasa w czasie pandemii, do publicznej wiadomości trafiły kwoty, jakie rząd przeznacza na catering. Opadnie wam szczęka.

Pamiętacie słynne słowa rzecznika rządu PRL w ciemnych czasach stanu wojennego? Jerzy Urban miał powiedzieć na konferencji prasowej do zagranicznych dziennikarzy, że „rząd się sam wyżywi”. Zostawmy już kontekst tamtej wypowiedzi. Liczby o których zaraz przeczytacie same jednak przywodzą tamte słowa na myśl. Gdzie te oszczędności? Trudno oczywiście porównywać realia stanu wojennego i czas pandemii koronawirusa, ale jedno wiemy na pewno. Rząd i tym razem nie zaprezentował odpowiedniej dozy dyplomacji. Do wiadomości publicznej trafiły właśnie kwoty, za jakie Jarosław Kaczyński, Mateusz Morawiecki i inni członkowie rządu „przejadają”  państwowe pieniądze w ministerialnych gmachach. Suto zastawione stoły w rządowych kantynach to rzecz jasna żadna nowość. Czy jednak problemy finansowe większości Polaków to nie odpowiednia chwila, by nieco zmniejszyć kwoty wydawane na luksusowe posiłki? O niechlubnym kontrakcie na 17 ton wyborowych wędlin, owoców morza i innych rarytasów pisaliśmy już wcześniej. Rządzący najwyraźniej niewiele sobie z tego robią, skoro do wiadomości publicznej dociera coraz więcej przykrych faktów. Więcej na ten temat znajdziecie klikając w ten link: KLIK! Ile wydają na jedzenie? I tak według ustaleń dziennikarzy, Ministerstwo Finansów wydało w tym roku aż 100 697,79 zł na jedzenie dla swoich pracowników. W Ministerstwie Rozwoju budżet na posiłki wynosił z kolei aż 201 962,96 zł. Te kwoty mogą zrobić wrażenie na zwykłych śmiertelnikach. Warto jednak dodać, że nie wszystkie ministerstwa utrzymały wysokie nakłady na wyżywienie w koronawirusowym roku. I tak okazało się, że wydatki obcięło Ministerstwo Infrastruktury i w tym roku wydało „zaledwie” 80 703 zł zamiast zawrotnych 275 746 zł. Mniej pieniędzy poszło na jedzenie także w...

Facebook/Kabaretnazywo
Newsy
Ile kosztuje bochenek chleba? Kabareciarze nabijają się z Mateusza Morawieckiego i „dzwonią" do premiera
Słynna już wypowiedź premiera Mateusza Morawieckiego została wykpiona przez kabareciarzy w skeczu przypominającym popularny teleturniej. Widzieliście już to?

Nie milkną echa ostatniej wypowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego dotyczącej ceny bochenka chleba. Zapytany o ceny chleba podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu, premier Mateusz Morawiecki odpowiadał na pytanie dziennikarza przez 1,5 minuty. To jednak nie wystarczyło, aby udzielić konkretnej odpowiedzi na to pytanie. Szef rządu wspomniał o sytuacji rolników i emerytów, ale nie dotarł do sedna sprawy. Wiele osób zaczęło mu zarzucać, że najzwyczajniej w świecie nie wie, ile kosztuje w Polsce chleb . Cała rozmowa poniżej:  Premier Morawiecki na celowniku kabareciarzy Wątek z Morawieckim w roli głównej wzięli ostatnio na celownik kabareciarze, którzy w jednym ze swoich show wcielili się w rolę uczestników „Milionerów” i w komiczny sposób wyśmiali niewiedzę premiera. Skecz został wyemitowany w Polsacie w programie „Kabaret na żywo". Widzowie śmiali się do łez, gdy zobaczyli parodię „Milionerów". Ich bohaterem był uczestnik - Roman, który nie miał pojęcia, ile kosztuje w Polsce chleb, więc poprosił o „telefon do przyjaciela". Gdy prowadzący zapytał go, do kogo chce zadzwonić, ten odpowiedział, że „do Matiego". Następnie usłyszeliśmy prawdziwe nagranie z udziałem premiera Mateusza Morawieckiego. Dzień dobry, witam państwa, pozdrawiam z Karpacza – powiedział. Premier Morawiecki „podpowiada" w kabaretowym skeczu Po tym, jak uczestnik odczytał pytanie, wyemitowana została słynna już odpowiedź premiera na pytanie o cenę chleba. Staram się od czasu do czasu robić zakupy, żeby właśnie w sklepie spożywczym zobaczyć, jakie są ceny. Porównuję je do cen w skupie - mówił premier. Odpowiedź „Matiego" wywołała złość u uczestnika „Milionerów”....

Emmanuel Macron
ONS
Newsy
Polski rząd wydaje miliony na catering. Emmanuel Macron też lubi zjeść, ale większość pieniędzy przepuszcza na...
Emmanuel Macron nie ma łatwego życia. Aż chciałoby się powiedzieć, że drugie imię prezydenta Francji to „kłopoty”.

Zaczęło się niewinnie. Od żartów z różnicy wieku między prezydentem, a prezydentową, panią Brigitte Macron. Szybko we francuskiej polityce doszło do poważnego trzęsienia ziemi. Ruch „żółtych kamizelek” mocno wstrząsnął pozycją prezydenta republiki. Jakby tego było mało, na Francję, tak jak na inne państwa świata, spadła oczywiście pandemia koronawirusa. „Zaciskanie” pasa według Macrona Wydawałoby się, że w obliczu poważnego kryzysu ekonomicznego, rządy wszystkich krajów zaczną politykę zaciskania pasów. Nic bardziej mylnego. Pisaliśmy już o tym, ile w dobie COVID-19 na catering wydaje rząd Mateusza Morawieckiego. Tamte liczby robią wrażenie. Przepiórcze jaja, szynki, wołowina, jagnięcina, dziczyzna. Razem 17 ton. Przypomnijcie sobie tamtą historię. Wystarczy kliknąć w ten link: KLIK! Emmanuel Macron i jego żona Brigitte także lubią dobrze zjeść. Wydaje się jednak, że bardziej od ucztowania wolą... kwiatki! Kiedy popatrzymy na wydatki prezydenta Francji, zakupy naszego rządu przestają już tak szokować. Macron i jego żona na same kwiaty wydali w zeszłym roku równowartość 2,7 mln zł. Szok! „Oszczędni” poprzednicy Francuzi są oburzeni. Kiedy w kraju wcale się już nie przelewa, a państwo jest trawione przez kryzys za kryzysem, prezydencka para kupiła bukiety za 400 tys euro. Na pozostałą część „budżetu kwiatowego” składają się także inne rośliny ozdobne, np. storczyki. Co ciekawe, poprzednicy 43-letniej głowy państwa francuskiego, byli pod tym względem o wiele skromniejsi. Francois Hollande i Nicolas Sarkozy wydawali na kwiatki niemal trzy razy mniej.

Morawiecki świętuje
Wikipedia Commons, ons.pl
Newsy
„Tęskniłem już za spokojnym wieczorem z moimi najbliższymi”. Nie uwierzycie, jakie smakołyki Morawiecki przygotował na święta z rodziną
Ostatnie miesiące nie były łatwe dla Mateusza Morawieckiego. Premier często kursował na linii Warszawa-Bruksela, a oprócz tego ciągle nadzorował działanie przeciwko pandemii COVID-19.

Od momentu wybuchu zarazy koronawirusa posada premiera Rzeczpospolitej Polski nie należy do najprzyjemniejszych w kraju. To właśnie na osobie premiera skupia się krytyka wobec poczynań rządu w walce ze skutkami  pandemii. Kryzys ekonomiczny, dziura w budżecie, negocjacje na linii rząd – Unia Europejska, wreszcie nieustanna, ciężka walka polityczna w Sejmie. Tak wygląda codzienność na stołku szefa rady ministrów. Premier też człowiek Mimo tego nawału zadań i zmartwień, premier Morawiecki ma także obowiązki rodzinne. Jest ojcem czworga dzieci i szczęśliwym mężem swojej żony. Przed świętami, w każdym polskim domu, wszyscy mają pełne ręce roboty. Pani domu skupia się na szykowaniu potraw wigilijnych, dzieci pomagają w sprzątaniu domu i strojeniu choinki, a głowa rodziny? No właśnie. Panowie zwykle montują świąteczne ozdoby, rozbijają orzechy z łupin, patroszą karpia. Pan premier Morawiecki wybrał nieco przyjemniejsze zadanie. Odpoczynek przy pracy Nie ma co się dziwić – praca w charakterze lidera państwa jest mocno wyczerpująca. Premier przyznał się do tego na swoim profilu facebookowym: Nie ukrywam, że ostatni czas w polityce, tej krajowej, jak i zagranicznej był bardzo intensywny. Emocje wokół szczytu UE sięgały zenitu, nie tylko w Brukseli.  Tęskniłem już za spokojnym rodzinnym wieczorem z moimi Najbliższymi. I w domu czekała na mnie niespodzianka – napisał szef rządu w swoim wpisie. O jaką niespodziankę chodzi? Szef rządu razem ze swoimi dziećmi wziął się za dekorowanie pierników. Morawiecki pochwalił się, że udało mu się przygotować ze swoimi pociechami aż 300 ciastek! Skąd on ma na to wszystko energię? Spójrzcie sami: