Mężczyzna kupił ślinę zarażoną COVID-19 i wlał ją szefowi do napoju. Jak zakończyła się ta historia?
Adobe Stock
Newsy

Mężczyzna kupił ślinę zarażoną COVID-19 i wlał ją szefowi do napoju. Jak zakończyła się ta historia?

Pracujący w jednym z tureckich salonów samochodowych mężczyzna, postanowił zabić swojego szefa. Zaserwował mu napój z kupioną w internecie śliną od pacjenta z COVID-19.
Weronika Kępa
marzec 26, 2021

Pandemia COVID-19, co prawda doprowadziła do zamknięcia wielu biznesów, ale jednocześnie stworzyła nowe możliwości zarobku. Okazuje się, że ludzie handlują w internecie już nie tylko negatywnymi testami na koronawirusa, ale również zakażoną śliną. Z takiej oferty skorzystał jeden z pracowników tureckiego salonu samochodowego.

Magda Gessler odpowiada na pytania

Mężczyzna chciał zabić szefa

Jak wiadomo, wirus SARS-CoV-2 przenosi się drogą kropelkową, czyli głównie przy pomocy śliny. Toteż w internecie nie brakuje pacjentów, którzy postanowili sprzedać swoje zarazki. Za 500 lirów tureckich (czyli 246 złotych) zakupił go jeden z pracowników tamtejszego salonu samochodowego. Jak się okazało, chciał zabić swojego szefa.

Mężczyzna kupił ślinę zarażoną COVID-19 i wlał ją szefowi do napoju. Jak zakończyła się ta historia?
Facebook

Mężczyzna był zatrudniony u Ibrahima Unverdiego od blisko trzech lat. Szef bezgranicznie mu ufał – przekazywał duże sumy pieniędzy, a nawet klucze do osobistego sejfu. Niestety, pewnego dnia, po sprzedaży samochodu, mężczyzna zamiast zabrać pieniądze do biura, po prostu je ukradł. Później okazało się, że chciał również zabić swojego szefa.

Ibrahim Unverdi dowiedział się od jednego ze swoich pracowników, że złodziej kupił w sieci ślinę od pacjenta z COVID-19, a następnie próbował ją zmieszać z należącym do szefa napojem. Na szczęście, przedsiębiorca nie wypił śmiertelnego drinka, a sprawę zgłosił na policję.

Zobacz także

Ibrahim Unverdi dostawał groźby od pracownika

Właściciel salonu z samochodami zdradził policji, że pracownik, który chciał go zabić, wysyłał mu wiadomości z pogróżkami. Jedna z nich brzmiała „Nie mogłem cię zabić wirusem. Następnym razem strzelę ci w głowę”.

Po raz pierwszy słyszę o tak dziwnej technice zabijania. Dzięki Bogu nie zachorowałem. Wolałbym, żeby mnie zabił, a nie próbował zarazić mnie wirusem. Moja matka i ojciec mają przewlekłą chorobę. Gdyby zaraził mnie Covid-19, mógłbym z kolei zarazić moją rodzinę i innych ludzi wokół mnie. Gdyby strzelił mi w głowę, byłbym jedyną osobą, która by umarła. Nie ma potrzeby być tak złym – stwierdził Ibrahim Unverdi.

Aktualnie policja jest na etapie poszukiwań przestępcy.

Komentarze
Radosław Majdan, koronawirus, celebryta, mąż żony, były piłkarz
Radosław Majdan/Facebook
Zdrowie Radosław Majdan w pięknych słowach podziękował pracownikom opieki medycznej, którzy się nim zajmowali w szpitalu po zakażeniu koronawirusem
Pandemia COVID-19 trwa w najlepsze. Kolejne zakażenia koronawirusem zdarzają się wokół nas. Chorobę przechodzą także celebryci. Swoimi wrażeniami i przeżyciami z pobytu w szpitalu podzielił się Radosław Majdan. Nie zabrakło słów podziękowania dla pracowników służby zdrowia.
Hubert Rój
listopad 04, 2020

- Należę do tej grupy osób, której koronawirus naprawdę mocno dokuczył - żalił się Radosław Majdan w programie "Tak jest" Andrzeja Morozowskiego w TVN 24. Były piłkarz, a obecnie mąż znanej żony i osobowość medialna, chętnie opowiada w mediach o historii swojej choroby. Jak zatem zakażenie koronawirusem przebiegało w wypadku Majdana?  W moim przypadku, po trzech dniach leżenia w łóżku, przeszło to w zapalenie płuc. Po kilku dniach kiedy leżałem, wezwałem lekarza, przepisał mi antybiotyk. I po tygodniu, kiedy odwiedził mnie jeszcze raz, stwierdził, że nie ma żadnej poprawy, skierował mnie do szpitala i - jak się okazało - słusznie. Tymi słowami Radek Majdan opisywał początki swojej choroby, która zaczęła się od typowo grypowych objawów jak: bóle w kościach, zmęczenie, apatia, stany podgorączkowe. Były piłkarz przyznaje, że miał wrażenie, że zapadł na zwykłe przeziębienie. Taki stan zdrowia Majdana utrzymywał się dość długo - aż od początku października, stąd nie wiadomo, kiedy znany celebryta się zaraził. Początkowo nawet test na koronawirusa dał negatywny rezultat. Dopiero podczas pobytu w szpitalu okazało się, że znany pacjent jest nosicielem wirusa COVID-19. Tygodniowy pobyt w szpitalu dał Majdanowi w kość - jak sam przyznaje: Szereg badań, tomograf komputerowy, prześwietlenie płuc - okazało się, że lekarze zatrzymali mnie w szpitalu na tydzień. Warto dodać, że Radek poczekał trochę na miejsce w szpitalu. W placówce było ponoć dużo pacjentów i Majdan musiał czekać na zwolnienie łóżka.  Były piłkarz nie krył słów uznania dla pracowników opieki medycznej, którzy zajmowali się nim podczas całego pobytu w szpitalu: Wszyscy gdzieś tam ryzykują swoje zdrowie, to niewątpliwie budziło mój podziw i szacunek....

Przeczytaj
napiwek w USA
Adobe Stock
Newsy Kupił w restauracji tylko jedno piwo. Kelner oniemiał, gdy zobaczył paragon
Mimo że restauracja liczy sobie już 55 lat, taka sytuacja wydarzyła się w niej po raz pierwszy. Jeden z przybyłych gości postanowił napić się piwa. Wychodząc zostawił ogromny napiwek!
Weronika Kępa
listopad 26, 2020

Jak wiadomo, szalejąca na całym świecie pandemia w sposób szczególny dotknęła osoby pracujące w gastronomii. Koronawirus dał się we znaki między innymi właścicielowi jednej z amerykańskich restauracji. Brendan Ring, z uwagi na brak gości, postanowił na pewien czas zawiesić swoją działalność.  Kupił tylko jedno piwo Ostatniego wieczoru przed planowanym zamknięciem w lokalu pojawił się mężczyzna, który zamówił tylko jedno piwo . Po opróżnieniu szklanki poprosił o rachunek. Na paragonie widniała kwota 7 dolarów , co w przeliczeniu wynosi ok. 26 złotych. Mężczyzna postanowił jednak zapłacić za tę usługę o wiele więcej. Napiwki w Polsce i w USA W Polsce dawanie napiwków nie jest obowiązkowe, jednak coraz częściej spotykane. Zwykle nie są to duże pieniądze. Polacy przyjęli bowiem wygodną formę zaokrąglania danej kwoty do pełnych dziesiątek . Oczywiście niekiedy, zdarzy się, że klient zostawi więcej pieniędzy, ale to należy do rzadkości. Z kolei w Stanach Zjednoczonych dawanie napiwków to tak zwany „dobrowolny obowiązek” . Zarówno dla gości, jak i pracowników restauracji jest to sprawa na tyle oczywista, że na rachunkach jest nawet specjalne miejsce na wpisanie jego ilości. Przyjmuje się, że napiwek nie powinien być niższy niż 15 proc. kwoty, za którą zjedliśmy, bądź wypiliśmy. Kelner oniemiał, gdy zobaczył paragon Biorąc pod uwagę tę zasadę ów mężczyzna powinien dać zaledwie 1 dolar napiwku. Jednak kwota, którą wpisał na paragonie była czterocyfrowa! Z początku kelner myślał, że jest to 300 dodatkowych dolarów, więc bardzo się ucieszył. Kiedy jednak założył okulary okazało się, że nie zauważył jednego zera. Gość zostawił bowiem aż 3 tysiące dolarów napiwku, czyli ok. 11 tysięcy złotych!...

Przeczytaj
Sprzątacz szpitala, odkażanie
kamonrat/Adobe Stock
Zdrowie Sprzątacz oddziału zakaźnego w Londynie ujawnia całą prawdę! To OHYDNE, co robią z rzeczami ofiar COVID-19!
Pandemia koronawirusa nie daje za wygraną. Z czasem dowiadujemy się o niej coraz więcej. Na bieżąco poznajemy liczbę zakażonych, ofiar, a także coraz pełniejszą listę symptomów zakażenia. Więcej wiemy też już o kulisach walki z zarazą. Nawet o tych najbardziej smutnych…
Hubert Rój
listopad 07, 2020

Oddziały zakaźne szpitali na całym świecie to miejsce, w którym ciągle panuje koszmarna gehenna. W nieopisany sposób cierpią tysiące pacjentów, cierpią lekarze i cała służba zdrowia, która uwija się jak w ukropie, by każdemu potrzebującemu przynieść pomoc. Swoje odcierpieć musi także pozamedyczna obsługa szpitali – woźni, zaopatrzeniowcy, kierowcy, sprzątaczki i sprzątacze – opowieść jednego z nich z pewnością poruszy wasze serca. Jeden z cichych bohaterów walki z pandemią COVID-19 to Joseph McKay pracownik szpitala w Londynie. McKay regularnie sprząta w tej placówce oddział zakaźny. Jak sam przyznaje do najmniej przyjemnych rzeczy należy porządkowanie prywatnych rzeczy zakażonych zmarłych: - Kiedy sprzątałem szafkę jednego z chorych, znalazłem w niej książki. W jednej z nich wciśnięty był list do rodziny. Wiadomość była zwięzła i krótka: "Myślę, że to już koniec. Kocham Was". Najbardziej przykre jest to, że rzeczy osobiste osób, które zmarły na koronawirusa, są palone. Nie ma wyjątków. Rodzina nigdy nie zobaczy tego listu  –  mówi Joseph McKay, sprzątacz londyńskiego szpitala. Jak się okazuje, w walce z COVID-19 nie ma miejsca na sentymenty i chwile wzruszeń. Wszystkie rzeczy osobiste chorych muszą być niezwłocznie niszczone w odpowiedni sposób, tak by pozostała na nich wydzielina nie przedostała się do zdrowej osoby. Wirus ma bowiem zdolność do krótkotrwałego utrzymywania się na powierzchni przedmiotów. Do tej pory w Wielkiej Brytanii odnotowano 1,15 mln zakażeń  wirusem COVID-19. Zmarło 48 475 osób. Źródło: onet.pl

Przeczytaj
Koronawirus w pracy
Adobe Stock
Newsy Poważne zmiany dotyczące koronawirusa. Nawet w firmowej kuchni trzeba będzie…
Liczba zakażeń koronawirusem w Polsce powoli spada. Rząd pozwolił już na niemal pełne otwarcie galerii. Nie zabrakło jednak także kolejnych dolegliwych obostrzeń.
Hubert Rój
listopad 30, 2020

Między innymi pracownicy biurowi nie będą zachwyceni postanowieniami rozporządzenia rządowego z 26 listopada, które weszło w życie 2 dni później. Odtąd praca w towarzystwie innej osoby będzie wymagała noszenia maseczki. Nawet przez cały dzień pracy. Nie tylko z klientami Do tej pory maseczki w miejscu pracy musieli nosić wyłącznie ci pracownicy, którzy zajmowali się bezpośrednią obsługą klientów w sklepie czy interesantów w urzędzie. Kontakt z przypadkowymi osobami wymagał noszenia na twarzy specjalnej przyłbicy albo właśnie wspomnianej maseczki. Gwałtowny skok liczby zakażeń na przełomie października i listopada wywołał olbrzymie problemy polskiej służby zdrowia. Rząd musiał więc podjąć kolejne trudne decyzje. Premier Mateusz Morawiecki i minister zdrowia Adam Niedzielski wraz ze swoimi doradcami, zdecydowali się na kolejne obostrzenia. Teraz także w miejscu pracy. Na czym dokładnie będą polegać nowe zasady bezpieczeństwa? Od 28 listopada aż do końca grudnia obowiązek noszenia maseczki w pracy będzie miał każdy pracownik, który przebywa w pomieszczeniu z inną osobą. Szczęściarzami będą więc ci, którzy dysponują luksusem w postaci własnego biura lub pokoju w swojej firmie. Co z drugim śniadaniem? Ograniczenia dosięgną także zakładowych kuchni. Odtąd zrobienie sobie herbaty, czy zaparzenie kubka kawy, będzie wiązało się z obowiązkiem nałożenia maseczki na twarz. Wszystko po to, by pracownicy nie mogli zarazić się koronawirusem od siebie nawzajem. Obowiązek noszenia maseczki obowiązywać będzie przez cały czas także w firmowych kantynach i zakładowych stołówkach. Pojawia się więc szereg pytań i wątpliwości. Jak zjedzą swój codzienny posiłek pracownicy tzw. open space, którzy są skazani na towarzystwo innych osób przez cały czas pracy? Tego nie rząd nie...

Przeczytaj