Meduza i lorneta. Tak nazywano w PRL-u tę przekąskę. Wiecie dlaczego sprzedawano ją 2 razy?
Adobe Stock
Newsy

Meduza i lorneta. Tak nazywano w PRL-u tę przekąskę. Wiecie dlaczego sprzedawano ją 2 razy?

Tak dawniej nazywano wódkę z zakąską. Wódka była wypijana do dna, zakąska nieraz zostawała nieruszona. Mogła być więc sprzedana kolejnemu amatorowi mocnych trunków.

Zakąska podawana do wódki to ważny element kulturowy w PRL-u. Zazwyczaj jako zakąskę, zwaną czasem zagryzką, jadało się kiszone ogórki, chleb ze smalcem, a w lepszych lokalach gastronomicznych, podawana była galaretka wieprzowa. To na nią z racji galaretowatej konsystencji zaczęto mówić „meduza”. Co w takim razie oznacza tytułowa „lorneta”?

Magda Gessler odpowiada na pytania

Seta i galareta - modna przekąska z PRL-u

Meduza i lorneta miała też skromniejszą siostrę: setę i galaretę. W obu przypadkach chodzi o setki wódki, podane razem z zakąską – galaretką z zimnych nóżek, czyli galaretką wieprzową.

Zwyczaj picia wódki w takim towarzystwie miał swoje źródło w tym, że w barach i restauracjach działających w PRL nie podawano wódki bez zagryzki. Takie przepisy wprowadziła władza ludowa, wychodząc z założenia, że pijąc alkohol na pusty żołądek, łatwiej się upić.

Nakazywała więc podawanie amatorom mocnych trunków, drobnych przegryzek do wódki. Dwa kieliszki wódki niesione przez kelnerkę na talerzyku, na którym pośrodku królowała trzęsąca się galaretka wieprzowa, wyglądały dokładnie tak, jak na nie mówiono.

W rezultacie wódka była wypijana do ostatniej kropli, a zakąska nietknięta. Można więc ją było sprzedać jeszcze raz.

Zobacz także
Pamiętacie saturatory z PRL-u? Przypominamy, dlaczego napój z wózków nazywano „gruźliczanką”

Pamiętacie saturatory z PRL-u? Przypominamy, dlaczego napój z wózków nazywano „gruźliczanką”

Pamiętacie "oranżadówki"? W PRL-u nic się nie marnowało, takie było drugie życie butelek po oranżadzie

Pamiętacie „oranżadówki”? W PRL-u nic się nie marnowało. Tak wyglądało 2 życie butelek po oranżadzie

Meduza i lorneta powraca dziś do modnych barów

Czasem do wódki podawano śledzia w śmietanie, tatara, sałatkę jarzynową czy jajko w majonezie. W lepszych lokalach zagryzkę można było wybrać z lady chłodniczej, w podrzędnych barach zwykle był zestaw obowiązkowy: seta i galareta, lub w wersji podwójnej ilości wódki: meduza i lorneta.

Dziś szybkie przekąski do wódki pijanej na stojąco, wracają wraz z modnymi ostatnio barami. To miejskie punkty spotkań, w których znajomi umawiają się na krótką rozgrzewkę przed pójściem do klubu. Tworzone są na wzór angielskich pubów, gdzie trunki popija się na stojąco przy barze. Ale zyskały też nasz lokalny koloryt zaczerpnięty z warszawskich przedwojennych barów czy lokali pamiętających czasy PRL-u.

Źródło: kuchnia.wp.pl, rp.pl

Pamiętacie stare bary mleczne? Sprawdzamy, jak wyglądają dzisiaj
Narodowe Archiwum Cyfrowe
Newsy
Pamiętacie stare PRL-owskie bary mleczne? Sprawdzamy, jak wyglądają dzisiaj
Bary mleczne rozkwitały w czasach PRL-u. W samej Warszawie było ich ponad 40. Przypominamy jak działały i co można było w nich zjeść.

Stanisław Bareja w swoim kultowym filmie „Miś” jak w krzywym zwierciadle pokazał życie w Polsce, w latach 70. Podobnie, z pewną przesadą przedstawił sceny z baru mlecznego. Brud, opryskliwe kucharki i sztućce na łańcuchu, żeby nikt ich nie ukradł... To wszystko w przejaskrawiony sposób pokazywało obsługę w barach. Jak bary wyglądały naprawdę? Długa historia polskich barów szybkiej obsługi Bary mleczne były początkowo jadłodajniami serwującymi dania jarskie. To potrawy z mleka, jajek, kasz i mąki. Pierwszy lokal otworzył w 1896 r. hodowca bydła mlecznego, ziemianin  Stanisław Dłużewski. Chodzi o mleczarnię „Nadwiślańska” znajdującą się w Warszawie, przy ulicy Nowy Świat. Ponieważ interes okazał się dochodowy, wkrótce także inni przedsiębiorcy poszli w jego ślady. Po I wojnie światowej, w czasach kryzysu, popularność barów mlecznych zaczęła rosnąć. W trosce o byt ludzi ubogich, ówczesne władze przystąpiły do dotowania prywatnych barów. Subsydiowanie związane jednak było z pewnymi obowiązkami właścicieli: rozporządzenia rządowe określały wielkość porcji, skład potraw i cenę. W czasie PRL-u dotowane placówki zbiorowego żywienia rozkwitły. W latach 70. w Warszawie było otwartych 41 takich miejsc. Większość z nich była upaństwowiona, należała do Spółdzielni Spożywców „Społem”. Jak działały bary mleczne? Lokale w czasach PRL-u wyposażone były bardzo skromnie. Używano w nich naczyń z grubej ceramiki z charakterystyczną niebieską obwódką i logo „Społem”. Kubki zwykle były wyszczerbione od wielokrotnego używania i mycia, a sztućce z miękkiego aluminium wciąż były powyginane. Jadano na stolikach z blatami z laminatu, który z czasem namiękał. Metalowe krzesła miały zwykle laminowanie siedzenia i oparcia, a konstrukcję z zespawanych...

Galaretka wieprzowa czy drobiowa, która lepsza?
Adobe Stock
Newsy
Galaretka wieprzowa czy drobiowa? Jedną z nich szczególnie często podawano w PRL-u
Czy wieprzowa, czy drobiowa, każdą możecie podać tak samo: z octem, tartym chrzanem lub skropioną sokiem z cytryny. Który sposób wolicie?

Galareta wieprzowa zastygająca z warzywami z rosołu i dodatkiem zielonego groszku, od dziesięcioleci jest chętnie jedzona w całej Polsce. Znana jako „zimne nóżki”, tradycyjnie jest przygotowywana oczywiście ze świńskich nóżek. W niektórych regionach Polski pojawia się jako auszpik, galart lub galert – w Wielkopolsce, czy jako studzienina – w kuchni podkarpackiej. Wielkopolski galart to nóżki wieprzowe zastygające z warzywami. Samo słowo „galart” weszło do gwary poznańskiej, a pochodzi z języka niemieckiego – das Gallert, co oznacza po prostu galaretę lub żelatynę. Sekret przygotowywania galarety z nóżek polega na ich bardzo długim, powolnym gotowaniu. W czasie gotowania, z kostek wygotowuje się kolagen, dzięki czemu galareta zastyga bez konieczności dodawania do niej żelatyny. Galaretka drobiowa — zastępnik „zimnych nóżek” w PRL-u W czasach największego kryzysu, w PRL, zaczęło brakować nawet świńskich nóżek. To wtedy pojawiły się pomysły na przyrządzanie lżejszej galaretki drobiowej. Przyrządzano ją podobnie: gotowano kurę w rosole, mięso wrzucane było do miseczek razem z pokrojoną marchewką i groszkiem, a na koniec zalewano wszystko bulionem. Galaretka drobiowa jest lżejsza, zawiera mniejsze ilości tłuszczu, w odróżnieniu od wieprzowych nóżek nie zawiera naturalnej żelatyny kumulowanej w kościach, dlatego do tego lżejszego zamiennika, zawsze należy dodać żelatynę. Bez niej rosół stygnąc, nie zetnie się na sztywną galaretę. Która galareta jest lepsza: wieprzowa czy drobiowa? Jeśli rozważamy wyższość jednego dania nad drugim z perspektywy łatwości przygotowania, to trzeba stwierdzić, że choć do przyrządzenia galarety drobiowej trzeba dodać dodatkowy składnik – żelatynę, to i tak...

Rumsztyk był przebojem w PRL-owskich barach. Niezbędne są 2 dodatki, pamiętacie jakie?
Adobe Stock
Newsy
Rumsztyk był przebojem w PRL-owskich barach. Niezbędne są 2 dodatki, pamiętacie jakie?
Dziś raczej nie dostaniecie tego kotleta w restauracjach. Zamiast niego pojawiły się hamburgery, befsztyki i steki, następcy rumsztyka z dawnych lat.

Czasy PRL-u zostawiły w pamięci ludzi kilka kulinarnych wspomnień. To smak landrynkowej oranżady, bloku czekoladowego i kotleta, który można było zjeść w barach, bufetach i restauracjach. Pamiętacie czym był rumsztyk, z czego go robiono i jak go podawano? Rumsztyk tylko z dobrej wołowiny. Skąd taką wtedy brano? Polędwica wołowa nie była łatwo dostępna w czasach PRL-u. Jakimś sposobem zdobywały ją tzw. punkty zbiorowego żywienia. Jeśli chcieliście zjeść kawał wołowego mięsa, to, zamiast stać w długiej kolejce przed sklepem mięsnym, łatwiej było pójść na tego kotleta do baru. Rumsztyk to kotlet przygotowywany głównie z mielonej wołowiny. Powinien być lekko wysmażony, nie może być przesmażony, bo staje się przesuszony i niesmaczny. W polskich barach podawano go obowiązkowo z podsmażoną cebulką, pieczarkami oraz  sosem, który wytworzył się podczas smażenia na patelni.  Co ciekawe, słowniki sugerują zupełnie inną postać rumsztyka w przeszłości - miał to być kotlet wołowy z rozbitego płata wołowiny. W świadomości społecznej przeobraził się w rodzaj kotleta mielonego wołowego prawdopodobnie w okresie PRL-u, kiedy to trudno było o jakościową polędwicę wołową w przystępnej dla klientów cenie. Bryzol – inny klasyk z minionej epoki Rumsztyk często jest mylony z innym przysmakiem z PRL-u – bryzolem, choć to dwa zupełnie różnie przyrządzone dania. O ile rumsztyk można przyrządzić z wołowiny, to już w przypadku bryzola pojawia się większa swoboda w doborze składnika. Można go przygotować z polędwicy wołowej lub wieprzowej, a także z antrykotu wołowego, łopatki czy karkówki. Bryzol także był popularny w lokalach, barach i stołówkach pracowniczych. I tak jak rumsztyk był serwowany z cebulką i pieczarkami. Być może właśnie dodatki sprawiają, że...

Stary przepis na galaretę, czyli zimne nóżki. Dodaj do nich sekretny składnik a galaretka będzie się idealnie “trząść”
Flickr
Triki kulinarne
Stary przepis na galaretę, czyli zimne nóżki. Dodajcie do nich ten 1 składnik, a galaretka będzie się trząść
Nóżki w galarecie to prawdziwe wspomnienie z dzieciństwa. Może znacie je pod inną nazwą. Lorneta i galareta, galart, studzienina, drygle, czy tymbalik... Czy te nazwy coś wam mówią?

Nazewnictwo nóżek jest w dużej mierze uzależnione od regionu. Najbardziej znane z nich, czyli te które kojarzymy wszyscy to: nóżki w galarecie, zimne nóżki, czy galaretka wieprzowa. Za to w gwarze warszawskiej funkcjonuje określenie meduza. Nóżki jako potrawę znają też i nasi rodzice. Jako przekąska, były chętnie i często spożywane. Głównie jako zagrycha do chłodzonej wódeczki. Kieliszki wódki robiły za lornetę, którą zagryzało się galaretką wieprzową, inaczej mówiąc meduzą .  Z czym powinno się podawać galaretę wieprzową? W menu podczas rodzinnych imprez często można było znaleźć zimne nóżki. I choć przygotowania do nóżek dzielą się na kilka etapów, gospodynie domowe zawsze z podobnym entuzjazmem zabierały się do ich przygotowywania.  Tradycyjnie nóżki pasują do soku z cytryny albo octu. Obydwie wersje uzupełniają ich smak w sposób kompletny. Oczywiście nóżki są na tyle popularne, że można je kupić na mieście. Większą frajdę, również smakową, sprawią jednak te domowego wyrobu. Stary przepis na galaretę wieprzową 2 nóżki wieprzowe 1 nieduża golonka 2 marchewki 1 pietruszka 1 cebula kilka ziaren czarnego pieprzu i ziela angielskiego liść laurowy 2-3 ząbki czosnku sól Opcjonalnie żelatyna: 3 łyżki na 1 litr wywaru Przygotowanie: Obgotowujemy mięso w garnku. Razem z nóżkami i golonką wrzucamy ziele angielskie i pieprz oraz opaloną cebulę. Po godzinie z kwadransem dodajemy włoszczyznę, po dwóch – sól do smaku. Wszystko dochodzi przez blisko 4 godziny. Po tym czasie mięso bez żadnego problemu odejdzie od kości. Na bieżąco usuwamy z wywaru zbędne szumowiny. W razie potrzeby wywar możemy zasilić żelatyną - jeśli w waszym mięsie nie ma zbyt wielkiej ilości kości, powinniście rozważyć ten krok, by galareta trzęsła...