koronawirus
AdobeStock
Newsy

Koronawirus w mrożonkach? Jedno państwo zaostrzyło ich kontrole w obawie przed wirusem

Cały świat robi co może, by walczyć z pandemią i wygrać z koronawirusem. Jedno z nich podjęło zdecydowane środki bezpieczeństwa, by chronić swoich obywateli.

Choć niektóre państwa całkiem dobrze radzą sobie z pandemią koronawirusa, to wciąż stosują wzmożone środki ostrożności, by nie doprowadzić do ponownego rozprzestrzeniania się wirusa. Okazało się bowiem, że Covid-19 może się kryć nawet… w mrożonkach!

Magda Gessler odpowiada na pytania

Reżim koronawirusowy

Chiny, od których wszystko się zaczęło, podeszły do walki z pandemią bardzo poważnie. Szybko zaczęto zamykać lotniska, a nawet całe miasta czy osiedla. Podjęte środki bezpieczeństwa mogą się wydawać rygorystyczne, ale okazały się skuteczne! Dziś Chiny zgłaszają bardzo mało przypadków zakażeń koronawirusem. Jednak nie udałoby się to bez stosowania surowych przepisów i nakładanych kar za ich złamanie. Dzięki temu mieszkańcy Chin stosują się do nakazów i zakazów powstałych podczas pandemii.

Wirus w mrożonkach?

Mimo stosowanych środków ostrożności zdarzają się wciąż przypadki transmisji koronawirusa. W listopadzie tego roku wykryto nowe przypadki w mieście Tiencin w Chinach. Winnym okazało się być mięso sprowadzane z Ameryki Północnej, a dokładniej świńskie głowy. Zakażeni zostali pracownicy portu, którzy mieli mieć kontakt z ładunkiem. Zarażenia nie są nieuniknione, dlatego w Chinach stosowane są rygorystyczne kontrole importowanych towarów – między innymi mrożonej żywności. Do sprzedaży mogą być dopuszczone tylko te mrożonki, które posiadają zaświadczenie o ujemnym wyniku testu na koronawirusa.

 

Chińczycy twierdzą, że wielokrotnie dochodziło u nich do zakażeń koronawirusem przez kontakt ludzi z mrożonkami pochodzącymi z Indonezji czy Niemiec. W związku z tym wprowadzane były zakazy importu żywności z tych krajów. Nawet pomimo tego, że Światowa Organizacja Zdrowia zapewnia, iż ryzyko zakażenia koronawirusem poprzez kontakt z żywnością, w szczególności mrożoną jest niski.

Inne źródło wirusa?

W Chinach nie milkną głosy osób, które twierdzą, iż Covid-19 wcale nie pojawił się najpierw w Wuhan. Jak donosi popularny internetowy serwis informacyjny, ich zdaniem koronawirus trafił do Chin właśnie w mrożonkach importowanych z zagranicy. Inne państwa nalegały na przeprowadzenie międzynarodowego śledztwa mającego ustalić źródło pandemii, jednak rząd ChRL stanowczo się temu sprzeciwia.

Koronawirus w mrożonkach
Adobe Stock
Newsy
Wykryto Covid-19 w mrożonkach. Sprawą zajęła się Światowa Organizacja Zdrowia
Światowa Organizacja Zdrowia bada sprawę chińskich mrożonek skażonych wirusem SARS-CoV-2. To nie pierwszy tego typu przypadek.

Wirus, który ogarnął świat już ponad rok temu, wciąż stanowi ogromną zagadkę dla naukowców. Wiele pytań pozostaje więc bez odpowiedzi, zarówno dla samych badaczy, jak i dla pacjentów.  Upływające miesiące nie przynoszą praktycznie żadnych, nowych wieści, a jedynie kolejne wątpliwości. Wśród nich pytanie, czy mrożonki przenoszą COVID-19? WHO stara się to ostatecznie wyjaśnić. COVID-19 w chińskich mrożonkach Chiński sanepid poinformował Światową Organizację Zdrowia o nowym odkryciu. Mianowicie, w opakowaniach z mrożonkami zidentyfikowano wirusa SARS-CoV-2, który jak wiadomo z łatwością potrafi przetrwać w temperaturach sięgających nawet -20 st. C. To ciekawe zagadnienie, czy zakażone i zamrożone zwierzęta mogły zarażać ludzi wirusem. To potencjalnie możliwe, więc musimy to zbadać - stwierdził Peter Ben Embarek z WHO.  Sprawa zaniepokoiła nie tylko WHO, ale również agencje zajmujące się badaniami dotyczącymi bezpieczeństwa żywności. Bowiem zimne i wilgotne warunki sprzyjają rozwojowi wirusa. Jeśli rzeczywiście bytuje on w mrożonkach to z łatwością rozprzestrzenia się po świecie przy pomocy eksportowanego jedzenia. Badania dowodzą, że wirus może przeżyć na plastikowych opakowaniach nawet trzy doby. Chiny już wcześniej odkryły wirusa w mrożonkach Cztery miesiące temu, w chińskim mieście Tiencin również wykryto pojedyncze przypadki zakażenia SARS-CoV-2. Władze stwierdziły wówczas, że mają one bezpośredni związek z funkcjonującą w tym miejscu chłodnią, w której przechowywana jest mrożona żywność. Podejrzenia okazały się prawdziwe. W próbce mrożonych ryb badacze wykryli ślady koronawirusa. W konsekwencji władze miasta postanowiły wstrzymać import żywności dostarczanej przez jedną z indonezyjskich firm. Wcześniej podobna...

koronawirus w lodówce
Adobe Stock
Newsy
Znaleziono koronawirusa w lodówce i na desce do krojenia. Czy można zarazić się nim przez kontakt z jedzeniem?
W liczącym 10 milionów mieszkańców chińskim mieście Chengdu odnotowano pierwsze od 10 miesięcy lokalne zakażenia koronawirusem. Okazało się, że cząsteczki COVID-19 zagrzały miejsce nie tylko w ludzkich organizmach, ale również na sprzętach kuchennych znajdujących się w domach pacjentów. Z uwagi na rosnącą panikę głos w sprawie postanowili zabrać eksperci.

Do pierwszego zakażenia wirusem SARS-CoV-2 doszło 17 listopada 2019 roku w chińskim mieście Wuhan. Wówczas nikt nie spodziewał się, że epidemia ogarnie wszystkie państwa świata i to w naprawdę zastraszającym tempie. Jednak stało się, COVID-19 dotarł do Polski 4 marca 2020 roku. Tydzień później Światowa Organizacja Zdrowia uznała go za pandemię. Pandemia w Chinach dobiegła końca? Działania chińskiego rządu i statystyki dotyczące zakażeń koronawirusem przez wiele miesięcy obserwował cały świat. Okazało się, że zlokalizowane w Azji państwo bardzo sprawnie poradziło sobie z pandemią, w przeciwieństwie do innych krajów, w których wciąż umierają tysiące osób.  W Chinach kontynentalnych od niemal 10 miesięcy łączna liczba zakażeń nie zmienia się i wynosi nieco ponad 88 tysięcy. Podobnie w przypadku zgonów, które zatrzymały się na poziomie 4635. Choć to wciąż ogromne liczby, wszyscy odetchnęli z ulgą, kiedy dowiedzieli się, że to koniec. Jak się jednak okazuje, to była tylko cisza przed kolejną burzą. Pierwsze od 10 miesięcy lokalne zakażenie Pierwsze od dawna lokalne zakażenie koronawirusem wykryto u 69-letniej mieszkanki Chengdu. W związku z tą sytuacją chiński rząd postanowił przebadać blisko 256 tysięcy osób, a także zamknąć wszystkie szkoły i przedszkola funkcjonujące na terenie miasta. Dodatkowym niepokojem napawał fakt, że ślady COVID-19 wykryto również na żywności znajdującej się w lodówce oraz na desce do krojenia znajdujących się w domu pacjentki. WHO komentuje sprawę Do sprawy postanowiło odnieść się samo WHO. Światowa Organizacja Zdrowia podkreśliła, że jak dotąd nie ma żadnych dowodów świadczących o tym, że do zakażenia SARS-CoV-2  może dochodzić w wyniku kontaktu z żywnością. Nawet jeśli na tej znajdują się cząsteczki...

Mutacja wirusa od norek
Pixabay
Newsy
WHO bije na alarm! W Europie szaleje teraz...
Światowa Organizacja Zdrowia bada nowe niepokojące zjawisko. Problem pojawił się już w Danii, USA, Włoszech, Holandii, Hiszpanii i Szwecji. O co chodzi?

Pierwszy przypadek obecnie panującego koronawirusa odnotowano w Chinach w listopadzie ubiegłego roku. Choroba rozprzestrzeniła się niemal błyskawicznie. Pierwsze przypadki zakażenia pojawiły się w Polsce już w pierwszych dniach marca. Na początku naukowcy podejrzewali, że wirus pochodzi od zwierząt. Potem jednak udowodnili, że nie są one w stanie zarazić ludzi, a sama choroba ma pochodzenie naturalne. Mutacja wirusa W ostatnim czasie na świecie zaczęto jednak obserwować nowe niepokojące zjawisko - po kontakcie z norkami ludzie zaczęli skarżyć się na objawy COVID-19. Jako pierwsza problem zgłosiła Dania będąca największym na świecie producentem futer z norek. Niedługo potem historia powtórzyła się w Stanach Zjednoczonych, Włoszech, Holandii, Hiszpanii i Szwecji. Reakcja na ten stan rzeczy była niemal natychmiastowa. Władze Danii podjęły decyzję o odstrzelaniu 17 mln norek żyjących na terenie kraju, tak, aby zmniejszyć ryzyko zakażenia do minimum. Mimo że w państwie póki co odnotowano tylko 12 przypadków tego typu zakażenia, Wielka Brytania zamknęła granice dla osób przyjeżdżających z Danii. WHO bije na alarm Jak twierdzą naukowcy, nowa mutacja wirusa jest o wiele bardziej niebezpieczna od tej, która panuje obecnie. Oprócz tego, że odznacza się ona mniejszą wrażliwością na atak przeciwciał, to jest kolejną nieznaną chorobą, która może prowadzić do wybuchu zupełnie nowej pandemii. Źródło: o2.pl

Woda
Adobe Stock
Newsy
Czy woda pitna może być źródłem przenoszenia koronawirusa? Specjaliści odpowiadają!
Koronawirus obecny w wodzie to nie kolejny wymysł przestraszonych ludzi, a fakty podane przez Francję i Włochy. Po tych informacjach zaczęto się zastanawiać, czy woda, którą codziennie pijemy może nas zabić. Do sprawy odniosła się już WHO!

Woda jest niesamowicie ważna w życiu każdego człowieka. Kiedy jej zabraknie, nas również. Wszystko dlatego, że składamy się z niej w aż 75 proc . Bez jedzenia jesteśmy w stanie przeżyć nawet miesiąc, z kolei bez wody zaledwie kilka dni. To właśnie ona jest odpowiedzialna za prawidłowe trawienie, przełykanie, a także transport pożywienia do żołądka. Woda pomaga również oczyścić nasz organizm ze zbędnych substancji i toksyn, wspomaga metabolizm, poprawia wytrzymałość fizyczną, a nawet reguluje temperaturę naszego ciała! Niestety organizm ludzki nie potrafi magazynować tego życiodajnego płynu. Dlatego też tak ważne jest picie co najmniej 1 litra wody dziennie. W innym przypadku może dojść do odwodnienia, które przejawia się bólami głowy, uczuciem gorąca, suchością w ustach, a nawet zaburzeniem funkcjonowania układu moczowego. Długotrwałe odwodnienie najczęściej kończy się pobytem w szpitalu. Można więc powiedzieć, że panika wywołana wykryciem koronawirusa w wodzie jest jak najbardziej uzasadniona. Na początku Francja O wykryciu COVID-19 w wodzie jako pierwsza poinformowała Francja. Okazało się, że aż 4 z 27 jej ujęć zostało skażonych. Na szczęście nie była to woda służąca do picia, a jedynie wykorzystywana do mycia ulic, podlewania ogródków czy wypełniania fontann. Władze Francji natychmiast podjęły decyzję o zablokowaniu skażonych źródeł. Jednocześnie zapewniły mieszkańców, że woda znajdująca się w kranie wciąż jest zdatna do picia, ponieważ przepływa innymi rurami. Jednak, po wnikliwych analizach pobranych do badań próbek, okazało się, że wirus utrzymuje się w wodzie, która może stanowić źródło zakażeń COVID-19. Później Włochy Podobna sytuacja miała miejsce we Włoszech. Okazało się, że woda pochodząca ze ścieków...