Katarzyna Bosacka zbiera paragony grozy. 51 zł za 2 gofry, 212 zł za 2 obiady
ONS.pl, Instagram/Katarzyna Bosacka
Newsy

Katarzyna Bosacka zbiera pierwsze paragony grozy. Nawet 212 zł za obiad dla 3 osób nad morzem

Czy przez rok ceny nad morzem wzrosły tak bardzo jak inflacja? Sprawdzamy.

Przed tegoroczną majówką dziennikarka i prezenterka Katarzyna Bosacka zwróciła się do swoich obserwatorów na Instagramie o przesyłanie paragonów z barów w całym kraju:

- Wielu z was planuje zapewne jakiś wyjazd. A jak wyjazd to lody, gofry, rybka nad morzem czy oscypki w górach. Jak to będzie wyglądało w tym roku cenowo? Jestem bardzo ciekawa! Mamy pierwsze wyniki. Czy okazały się zaskoczeniem? - pytała swoich fanów Bosacka.

Magda Gessler odpowiada na pytania

Przypomnijmy paragony grozy 2021: gofry po 20 zł, porcja ryby 40 zł

Trudno porównywać jest ceny w barach i restauracjach rok do roku, w czasie rosnącej inflacji. Mimo to dziennikarka postanowiła rozpocząć zbieranie zdjęć paragonów i obiecała publikować je na swoim profilu. Katarzyna Bosacka przypomniała zeszłoroczne ceny, które wywoływały oburzenie i frustracje:

- Rok temu w mediach głośno było o tzw. paragonach grozy, czyli rachunkach za jedzenie na mieście czy napoje, które wzbudzały dużo emocji z powodu wysokich cen. Gofry za 20 zł za sztukę, rybka za 40? Jak myślicie, jakie ceny spotkają nas podczas wypoczynku w tym roku? - zastanawiała się dziennikarka.

W zeszłym roku media i profile celebrytów obiegły paragony, przedstawiające wysokie ceny za proste, nadmorskie posiłki.

W tym samym czasie niektórzy protestowali przed takim przedstawianiem cen. Np. Robert Makłowicz powtarzał, że ryba nad morzem w sezonie po prostu jest droga. Trzeba się z jej ceną liczyć nawet jeśli nie jest podawana w eleganckiej restauracji tylko na papierowej tacce w barze na plaży.

Także Michał Skoczek, autor bloga Street Food Polska studził oburzenie na wysokie rachunki za rybę nad morzem:

- Paragony grozy znad polskiego morza pokazują ludzie, którzy najwyraźniej nie umieją czytać menu. Jeśli sandacz w smażalni kosztuje 11 zł, to przecież wiadomo, że nie za kilogram, tylko za 100 g. Jaki problem zapytać, jakiej wielkości są kawałki ryby i poprosić o taki, który będzie nam odpowiadał? Jaki problem zapytać, czy ryba ważona jest przed, czy po usmażeniu? - słusznie zauważał bloger.

Zobacz także
Nie łączcie tych warzyw w 1 daniu z rybami. Blokują wchłanianie jodu z ryb

Nie łączcie tych warzyw w 1 daniu z rybami. Blokują wchłanianie jodu z ryb

"Nie robię afery, gdy dzieci zjedzą czasem frytki". Katarzyna Bosacka też je uwielbia. Zaskoczeni?

„Nie robię afery, gdy dzieci zjedzą czasem frytki”. Katarzyna Bosacka też je uwielbia. Zaskoczeni?

Paragony grozy 2022. Czy ceny wzrosły o 12% jak inflacja?

Katarzyna Bosacka zebrała po majówce kilka paragonów od swoich obserwatorów. Wynika z nich, że ceny wzrosły, ale nie tak bardzo jak można się było tego spodziewać. Popatrzcie sami:

  • Gofry w Pobierowie nad morzem w wersji z owocami, z bita śmietaną lub z nutellą kosztowały od 12 do 18 zł za sztukę
  • Halibut z kultowym sopockim Barze Przystań kosztował w zależności od wagi od 34 zł do 42 zł
  • Najdrożej nad morzem było w Międzyzdrojach. W restauracji „Perła” za obiad dla 3 osób składający się z ryby, frytek surówki i herbaty lub piwa trzeba było zapłacić 212 zł

Czy uważacie, że ceny w pierwszy majowy weekend wzrosły bardzo, czy tylko trochę? A może już przyzwyczailiśmy się do tak wysokich cen, że przestały na nas robić wrażanie?

Oto jak komentują je obserwatorzy profilu na Instagramie Katarzyny Bosackiej?

- Wy wyjedziecie z Sopotu, a nam te ceny zostają.

- A czy ktoś pomyślał skąd te ceny się biorą? Pretensje nie do restauratorów.

- Serio? Chyba stać Panią na to. Jak mnie nie stać to idę na max zapiekankę za 12-15 i nie robię z tego wielkiego halo. Wszystko poszło w górę (…). Czemu się dziwić. Nie pasuje — nie jadę.

- Nie wiem co w tym dziwnego nad morzem od zawsze są takie ceny

- Nie nazwałabym tego paragonem grozy. Wszystko drożeje, a ceny nie różnią się bardzo od cen w restauracjach w dużym mieście.

- Nie dziwię się biorąc takie rybki nie stać ciebie, nie zamawiaj … proste - zauważali komentujący.

Źródło: Fakt.pl, gazeta.pl

22 zł za rogala z owocami, 21 zł za żurek z jajkiem? Katarzyna Bosacka straszy paragonami
ONS.pl, katarzynabosacka/Instagram
Newsy
22 zł za rogala z owocami, 21 zł za żurek z jajkiem. Katarzyna Bosacka straszy paragonami
Tęskniliście za „paragonami grozy”? Wysokie ceny w cukierniach i restauracjach nie tylko w miejscowościach wakacyjnych to coraz częstszy widok.

Seria „paragonów grozy” Katarzyny Bosackiej stale cieszy się popularnością. Nic dziwnego, choć przy inflacji wynoszącej 13,9% nie wiadomo już, czy śmiać się, czy płakać widząc takie ceny za jedzenie. Tym razem dziennikarka przyjrzała się rachunkom za jedzenie na mieście. Spodziewaliście się takich cen? Szokująco wysokie ceny w cukierniach Na swoim profilu na Instagramie Katarzyna Bosacka opublikowała zdjęcia paragonów, jakie wysyłają jej obserwujący. Pierwszym jest rachunek z cukierni – ceny są naprawdę szokujące. Za rogala z morelą trzeba było zapłacić aż 22,43 zł. Nie lepiej było w przypadku ciastek orzechowych. Około 25 dag tych słodyczy kosztowało 19,28 zł. Najtańsze okazały się kokosanki – jedyne 10 złotych za 15 dag.  – Ja myślałam, że to żart jak dostałam ten rachunek. Nie było żadnych cen przy produktach, więc się skusiłam – napisała obserwatorka dziennikarki na Instagramie. Jak się okazało, nie był to wcale luksusowy lokal tylko zwykła, przydrożna cukiernia.  Blisko 300 złotych za obiad nad morzem Jeśli myśleliście, że mała porcja orzechowych ciastek za blisko 20 zł to dużo, to nie widzieliście ceny obiadu w smażalni w Jastarni. Kolejny paragon pokazany przez Katarzynę Bosacką opiewa na prawie 300 złotych! Jeden z obserwujących zamówił obiad dla dwóch osób w smażalni, na który składały się dwa żurki z jajkiem, porcja halibuta, dwie porcje frytek, surówki oraz dwa piwa. Raczej nikt nie spodziewałby się, że na rachunku ujrzy bagatela 279 złotych! Tylko jeden żurek kosztował aż 21 złotych. Z kolei cena ryby wyniosła 161,50 zł. Frytki i surówki kosztowały po 11 złotych porcja, a piwo aż 16 złotych! To średnio więcej, niż chociażby w lokalach w dużych polskich miastach, jak Wrocław czy Warszawa.     ...

"Nie spodziewajmy się cudów". Robert Makłowicz o wysokich cenach nad morzem i mrożonych rybach w smażalniach
ONS.pl, AdobeStock
Newsy
"Nie spodziewajmy się cudów". Robert Makłowicz o cenach nad morzem i mrożonych rybach w smażalniach
Czy wysokie ceny ryb nad morzem to przesada? Makłowicz wcale się im nie dziwi.

Hasło „ paragony grozy ” będzie się większości kojarzyło z tegorocznymi wakacjami. Po pandemii ceny w restauracjach w miejscowościach turystycznych w całym kraju (a zwłaszcza nad morzem) przyprawiają o zawrót głowy. Rachunki w wysokości 70-80 zł za posiłek dla jednej osoby w smażalni ryb przestaje dziwić – to już normalność. Trudno, żeby było inaczej, skoro ceny za kilogram pieczonej ryby dochodzą do 140 złotych ! Na temat „paragonów grozy” swoje trzy grosze wtrącił Robert Makłowicz, który twierdzi, że jego sytuacja w smażalniach wcale nie szokuje. „Ryby są po prostu drogie” Słynny podróżnik kulinarny w rozmowie z money.pl wyznał, co sądzi o „paragonach grozy”, o których głośno od wielu tygodni. Stwierdził, że ceny ryb są na tyle wysokie, że ludzie nie powinni oczekiwać niskich cen w smażalniach: Bo ryby są po prostu drogie! Jeśli ktoś myśli, że zje rybę z frytkami za 10 zł, to się po prostu myli Makłowicz zwrócił również uwagę na fakt, że ceny w restauracjach wynikają z wielu czynników, a nie – jak się niektórym wydaje – z pazerności właścicieli. Podrożały towary, paliwo, a przez brak chętnych do pracy w gastronomii , wzrosły również pensje: Nie chodzi tu zresztą tylko o dostępność i ceny samego towaru. Nie ma przecież ludzi do pracy w gastronomii, więc niezwykle podskoczyły pensje – trzeba w końcu jakoś przyciągnąć wszystkich tych, którzy odeszli z branży przez pandemię. Proszę spojrzeć na inflację – jak wszystko drożeje. Jedzenie, prąd, paliwo… Nie wspominając już o tym, że właściciele tych wszystkich restauracji mieli ostatni rok z głowy, jeśli chodzi o dochody. To musi mieć przełożenie na ceny w restauracjach i smażalniach. A jeśli ktoś jedzie do modnego kurortu,...

Ostra reakcja restauratorów na tzw. paragony grozy. "Ludzie najwyraźniej nie umieją czytać menu"
AdobeStock/AdobeStock
Newsy
Ostra reakcja restauratorów na tzw. paragony grozy: „Ludzie najwyraźniej nie umieją czytać menu"
„Paragony grozy" budzą wśród turystów prawdziwy postrach. Jednak czy to aby nie oni sami są sobie winni?

Polacy nie ukrywają swojego rozczarowania cenami w nadmorskich kurortach. Zdjęcia tzw. paragonów grozy , robią prawdziwą furorę w sieci. Czym są paragony grozy? To wysokie rachunki, z jakimi Polacy stykają się w polskich restauracjach, zwłaszcza tych zlokalizowanych nad morzem, na Mazurach oraz w górskich kurortach. Ceny, jakie widnieją na paragonach mogą przyprawiać o zawrót głowy. Pamiętacie słynną rybę z frytkami , za którą pewna polska turystka zapłaciła 140 zł? Pisaliśmy też na naszych łamach o horrendalnych cenach ryb w nadmorskich restauracjach. Narzekanie Polaków na ceny bardzo rozzłościło wielu polskich restauratorów. Ci zaczęli bronić swoich racji i stwierdzili, że najwyraźniej Polacy nie umieją czytać menu. Ich zdaniem restauracje wcale nie „zdzierają” z klientów, tylko to klienci nie rozumieją, co jest napisane w karcie. Restauratorzy bronią się przed zarzutami o drożyznę Wiele osób uważa, że wysokie ceny w restauracjach to efekt pandemii i tego, że restauratorzy próbują odbić się po wielu miesiącach zastoju. Co sądzą na ten temat sami restauratorzy? Ich zdaniem, problem tkwi gdzieś zupełnie indziej - a mianowicie w tym, że Polacy nie umieją czytać menu. Rachunki, jakie później widzą za porcję ryby z frytkami, wprawiają ich w nie lada osłupienie. Czy restauratorzy jednak się tym martwią? W odróżnieniu od restauracji żyjących ze stałych gości, których chcą zatrzymać, smażalnie żyją z gości jednorazowych. Nie muszą więc się przejmować, czy ci goście wrócą, albo czy wystawią recenzję, ponieważ wybór restauracji i czas dla nadmorskich gości jest ograniczony - powiedział Maciej Żakowski, restaurator i współtwórca RestaurantClub dodając, że poprzedni sezon przyniósł właścicielom...

Nie uwierzycie, ile kosztuje skorzystanie z toalety w restauracji. Katarzyna Bosacka łapie się za głowę
ONS.pl, AdobeStock
Newsy
Nie uwierzycie, ile kosztuje skorzystanie z toalety w restauracji. Katarzyna Bosacka łapie się za głowę
Czy istnieje jakiś limit, powyżej którego ceny w sklepach czy restauracjach już nie wzrosną? Może niedługo się przekonamy - trudno uwierzyć, by ktoś był w stanie pobić nowy rekord opłaty za skorzystanie z ubikacji.

Od dłuższego czasu jedną ze specjalności Katarzyny Bosackiej są paragony grozy, czyli rachunki za zakupy czy jedzenie na mieście. Takich paragonów w sezonie wakacyjnym nie brakuje - wciąż wiele osób nie wierzy w wysokie ceny ryb nad morzem i otrzymanie tak wysokiego rachunku jest jak kubeł zimnej wody.  Może się wydawać, że już się nieco przyzwyczailiśmy do widoku wysokich cen w miejscowościach turystycznych, jednak okazuje się, że nie widzieliśmy jeszcze wszystkiego. Katarzyna Bosacka udostępniła na swoim profilu na Instagramie zdjęcia od jej obserwujących z wakacji. Ceny za pocztówkę czy skorzystanie z toalety zwalają z nóg.  Opłata za skorzystanie z toalety w restauracji Tym, czego brakuje w wielu miejscowościach turystycznych, są publiczne toalety. Załatwianie się „pod krzaczkiem” w środku miasta nie wchodzi w grę, dlatego turyści są zmuszeni szukać ubikacji na własną rękę - na przykład w centrach handlowych czy restauracjach. Jest to uciążliwe zwłaszcza dla restauratorów, którzy łazienkę udostępniają swoim gościom, a nie każdemu, kto przyjdzie z ulicy w poszukiwaniu toalety. Z tego powodu powszechne jest pobieranie opłaty za skorzystanie z łazienki. Przyzwyczailiśmy się do kwot w wysokości 1 lub 2 złotych, dlatego trudno uwierzyć w to, co udostępniła Katarzyna Bosacka na Instagramie.         Wyświetl ten post na Instagramie                       Post udostępniony przez Katarzyna Bosacka (@katarzynabosacka) Jedna z obserwujących Katarzynę wysłała jej zdjęcie z pewnej restauracji. Widnieje tam tabliczka z napisem „Toalety płatne 10 zł”. Szokujące? Reakcje komentujących...