Kancelaria Sejmu wydała 1,5 mln na luksusową żywność. Poseł KO: "oni za to nie płacą"
Adobe Stock
Newsy

Kancelaria Sejmu wydała 1,5 mln na luksusową żywność. Poseł KO: „Oni za to nie płacą"

Zwykli Polacy liczą każdą złotówkę, żeby kupić jakąkolwiek żywność, w tym czasie politycy wydają miliony na wyszukane jedzenie. Czy polędwica z tuńczyka i policzki wołowe, okażą się nowymi ośmiorniczkami polskiej sceny politycznej?

Parlament wydał 1,5 mln na wykwintną żywność. Zrobił to w czasie, gdy Polaków stać na coraz mniej. Czy to czas na wydawanie ogromnych pieniędzy na pół tony kaczek, czy 350 kg łososia? Takiej rozpuście są przeciwni sami parlamentarzyści.

Magda Gessler odpowiada na pytania

Kancelaria Sejmu kupuje dla posłów luksusową żywność

Inflacja galopuje, rosną zarówno ceny żywności, jak i opłat. Drożeje olej i masło, większości Polaków za gaz przyjdzie zapłacić kilkadziesiąt procent więcej niż przed rokiem, a niektórzy alarmują nawet, że dostali rachunki na kwoty 300 proc. wyższe. Do tego, po wprowadzeniu „Nowego Ładu”, pierwsze pensje nauczycieli i policjantów są o kilkaset złotych niższe, na co minister Przemysław Czarnek reaguje niedowierzaniem i prosi o podawanie nazwisk nauczycieli, którzy dostali niższe wypłaty, a inni politycy przebąkują o błędach w ustawie.

I to w tym czasie, gdy politycy powinni z troską myśleć o obywatelach oraz pochylać się nad problemami, a nie talerzami z wykwintnymi przekąskami, „Super Expres" donosi o horrendalnych wydatkach Kancelarii Sejmu.

Zobacz także
Pasztet z zająca za 199 zł. „Kogo stać na takie produkty? Chyba tylko polityków"

Pasztet z zająca za 199 zł. „Kogo stać na takie produkty? Chyba tylko polityków"

Szokująco niskie ceny w sejmowej stołówce – kompot za 1zł, zupa za 3 złote. Polityków inflacja nie dotyczy?

Szokująco niskie ceny w sejmowej stołówce. Kompot za 1 zł, zupa za 3 zł. Polityków inflacja nie dotyczy?

Oto co kupiono:

  • 15 kg antrykotu wołowego
  • 30 kg policzków wołowych
  • Pół tony kaczek
  • 90 kg sera pleśniowego typu camembert
  • Ćwierć tony mozzarelli
  • 16 kg parmezanu
  • 8 kg sera koziego
  • 30 kg dorsza atlantyckiego
  • 350 kg łososia
  • 2 kg polędwicy z tuńczyka

Parlamentarzyści też krytykują zakupy Kancelarii Sejmu 

„Super Express" zapytał polityków różnych opcji politycznych, co myślą o rozrzutności Sejmu. Najbardziej krytyczny był polityk Koalicji Obywatelskiej, Dariusz Joński, który w swoim komentarzu zwrócił uwagę na jeszcze jeden problem, o którym głośno się nie mówi:

- O ile jeszcze posłowie płacą za siebie, o tyle, jak patrzę na Marszałek Sejmu i jej kolegów — oni za to nie płacą. To jest absolutnie skandal! Ten przetarg powinien być nierozstrzygnięty. Ludzie to wszystko widzą i nie mogą pojąć tego, co się tutaj dzieje!

Także poseł partii rządzącej skomentował nadmierne wydatki Sejmu. Jan Warzecha z PIS powiedział Super Expressowi, że w obecnej sytuacji takie wydatki uważa za „science fiction”

Źródło: Se.pl, Onet,pl

Mateusz Morawiecki
Paweł Kibitlewski/ons.pl
Newsy
Mimo kryzysu kancelaria premiera zamówiła prawie 17 ton "luksusowego" mięsa! Życzycie smacznego?
Kryzys związany z koronawirusem w toku, krajowa gospodarka przeżywa trudne chwile, a rząd ciężarówkami zamawia wyborowe mięso…

W takich chwilach trudno o wyrozumiałość. Podczas gdy nie tylko przedsiębiorcy, ale także zwykli obywatele zaczynają oglądać każdą złotówkę kilka razy przed jej wydaniem, rząd wybiera sobie luksusowe wędliny. Zdenerwowanie, a nawet wściekłość Polaków jest zrozumiała. Państwowe luksusy Przepiórcze jaja, krajowe i zagraniczne wolno dojrzewające szynki, wołowina, jagnięcina, dziczyzna – mięso z saren czy z dzików. A tego wszystkiego razem około 17 ton. Aż tyle rarytasów życzy sobie w ogłoszonym ostatnio przetargu kancelaria rządu. Po co takie zapasy Mateuszowi Morawieckiemu i spółce?  To przecież prawdziwe Bizancjum! Nie ma co ukrywać, urzędnicy kancelarii premiera nie wstrzelili się zbyt dobrze z podaniem do wiadomości publicznej informacji o ogłoszeniu przetargu. Mimo trwania pandemii, przez kraj przetaczają się przecież kolejne protesty kolejnych, niezadowolonych grup społecznych. Takimi ruchami premier Morawiecki na pewno nie odzyska utraconego zaufania wyborców. Ilość i jakość Wyszukane upodobania kulinarne naszych polityków to żadna nowość. Kiedy w 2014 roku Polską wstrząsnęła afera podsłuchowa, wszyscy przysłuchiwaliśmy się rozmowom członków rządu i dostojników państwowych. Politycy chętnie rozprawiali o ośmiorniczkach (i przy ośmiorniczkach) i innych specjałach w restauracji Sowa i Przyjaciele. Wydaje się, że teraz pracownicy kancelarii premiera poza jakością poszli także w ilość. Jak dowiadujemy się z dziennikarskiego śledztwa gazety „Fakt”, zamówienie na 17 ton wyśmienitych delikatesów ma obsłużyć trzy lokalizacje należące do rządu. Po pierwsze jedzenie trafi do bufetu w Kancelarii Premiera w Warszawie przy al. Ujazdowskich. Druga partia powędruje do willi rządowej przy ul. Parkowej. Ostatnia część zaopatrzenia pojedzie do ośrodka...

Szokująco niskie ceny w sejmowej stołówce – kompot za 1zł, zupa za 3 złote. Polityków inflacja nie dotyczy?
Twitter/KlaudiaJachira
Newsy
Szokująco niskie ceny w sejmowej stołówce. Kompot za 1 zł, zupa za 3 zł. Polityków inflacja nie dotyczy?
Tak tanio nie zjecie nigdzie. Problem w tym, że te ceny zarezerwowane są tylko dla polityków.

Ceny w sklepach rosną w zastraszającym tempie. Podrożało nie tylko jedzenie, ale również paliwo i niemal wszystkie usługi. Tymczasem ci, którzy na zarobki nie mają co narzekać, mają specjalne przywileje i są traktowani ulgowo. Tylko spójrzcie na ceny w sejmowej stołówce. Czy polityków inflacja nie dotyczy? Klaudia Jachiranpokazała ceny w sejmowej stołówce Klaudia Jachira, posłanka Platformy Obywatelskiej, wybrała się ostatnio do sejmowej stołówki. Ceny, jakie tam zobaczyła, wprowadziły ją w osłupienie. Tak tanio nie zjecie w żadnej polskiej restauracji ani nawet w najtańszym barze mlecznym. Ceny w stołówce przy ul. Wiejskiej są totalnie oderwane od rzeczywistości. Tylko spójrzcie, ile trzeba zapłacić za obiad czy zupę: Dosyć już narzekania na drożyznę! Oto menu w lokalu, gdzie nie ma inflacji, a wszyscy dostają podwyżki - napisała na Twitterze Jachira. Dosyć już narzekania na drożyznę! Oto menu w lokalu, gdzie nie ma inflacji, a wszyscy dostają podwyżki: kompot 1 kawa 3 zupa 3 drugie danie 12 ciastko 5 surówka 4 lunch 14 zł Kto zgadnie, gdzie to jest? Na autorkę/autora najciekawszego komentarza czeka zupa lub kawa! pic.twitter.com/LLLmY97uuq — Klaudia Jachira (@JachiraKlaudia) November 18, 2021 Kompot za 1 zł, zupa za 3 złote... Czy znacie jakiekolwiek miejsce w Polsce w którym można wypić kompot za 1 zł lub zjeść zupę za 3 złote? W rzeczywistości są to ceny, które można zastać w sejmowej stołówce, w której jadają czołowi politycy w Polsce. Oto przykładowe menu: kawa – 3 złote kompot – 1 zł ciastko – 5 zł drugie danie – 12 zł lunch – 14 zł surówka – 4 zł - Kto zgadnie, gdzie to jest? Na autorkę/autora najciekawszego komentarza czeka...

Pasztet z zająca za 199 zł. „Kogo stać na takie produkty? Chyba tylko polityków"
Pixabay
Newsy
Pasztet z zająca za 199 zł. „Kogo stać na takie produkty? Chyba tylko polityków"
Jeszcze niedawno politycy nie wiedzieli, ile kosztuje chleb. Dziś ceny rosną tak szybko, że wszyscy zaczynamy tracić orientację. Ale obok takich cen nie można przejść obojętnie.

Czytelniczce pewnego portalu puściły nerwy. Poszła na bazar i zobaczyła tak niewiarygodne ceny, że złapała się za głowę. Żeby uśpić czujność klientów, ceny były podawane nie za kilogram, ale za 100g produktu. Polacy potrafią jednak liczyć i szybko przeliczyli, że najtańszy pasztet mięsny kosztuje tam 64 zł za kg, kiełbasa z indyka 79 zł za kg, a pasztet z zająca prawie 200 zł za kg. Nie wszyscy jednak płacą coraz więcej za żywność. Posłowie żyją w całkiem innym świecie. Wiejskie wędliny na targowiskach osiągają horrendalne ceny Czytelniczkę Wirtualnej Polski z Warszawy tak wzburzyły ceny, które zobaczyła na targowisku, dokąd poszła kupić coś na przekąskę dla gości, że sfotografowała je i przesłała do redakcji: - Kiedy podeszłam do stoiska z wędlinami i zobaczyłam ceny, nie wierzyłam własnym oczom. Rozumiem, że są to wiejskie wyroby i być może w tych pasztetach jest więcej mięsa niż w tych za 20 zł za kg, ale niemal 200 zł za kilogram pasztetu z zająca? To trochę przesada — uważa mieszkanka Warszawy. Warszawianka przyznaje, że ceny produktów, które skomentowała to wyroby wysokiej jakości, wiejskie, różniące się od produktów masowych, jednak nawet takie nie powinny kosztować aż tyle, bo nie stać na nie zwykłych Polaków. Czytelniczka Wp.pl przypuszcza, że jest taka grupa osób, których być może stać na tak drogą żywność: Kogo w dzisiejszych czasach stać na takie produkty? Chyba tylko polityków. Inflacja rośnie coraz szybciej. Te święta mają być najdroższe od 20 lat Ceny produktów w listopadzie 2021 znów pobiły rekord. W sierpniu inflacja wynosiła ponad 5% w stosunku do poprzedniego roku i już wtedy mówiło się, że jest najwyższa od 20 lat. We wrześniu, październiku i listopadzie wzrost cen...

Ile na „Nowym Ładzie” zyskają pracownicy sklepów? Wiemy, ile zyska kasjer. Dużo czy mało?
AdobeStock
Newsy
Ile na „Nowym Ładzie” zyskają pracownicy sklepów? Wiemy, ile zyska kasjer. Dużo czy mało?
PiS zapowiedział wprowadzenie programu o nazwie „Nowy Ład”. Wiele się zmieni, także w podatkach. Wiemy, ile zyska na tym kasjer.

W sobotę 15 maja Prawo i Sprawiedliwość przedstawiło założenia nowego wieloletniego programu o nazwie „Nowy Ład”. Chodzi tu m.in. o zmiany podatkowe, dzięki którym najbogatsi zapłacą więcej, a pozostała część społeczeństwa wyjdzie na tym neutralnie lub zyska. Ile na „Nowym Ładzie” zyskają pracownicy sklepów? Czym jest „Nowy Ład”? „Nowy Ład”, nazywany również „Polskim Ładem”, to nowy program partii rządzącej PiS, który zapowiada m.in. „reset podatkowy” i podniesienie kwoty wolnej od podatku do 30 tys. zł, natomiast progu skali podatkowej - do 120 tys. zł. Chciałem powiedzieć, że z jednej strony likwidujemy degresywny system podatkowy, a z drugiej strony podnosimy kwotę wolną od podatku do 30 tys. zł – poinformował podczas prezentacji Polskiego Ładu prezes PiS Jarosław Kaczyński. Co to oznacza dla podatników? Po przedstawieniu przez PiS nowego programu, większość Polaków zaczęła się zastanawiać, kto na nim zyska, a kto straci. Ekspert podatkowy Marek Kolibski z kancelarii KNDP, przyznał w rozmowie z PAP, że na programie najlepiej wyjdą osoby, które mają najniższe dochody. Głównie kwotą wolną od podatku, która zgodnie z zapowiedzią wyniesie 2,5 tys. miesięcznie – powiedział dodając, że mimo iż grupa najmniej zarabiających osób w Polsce maleje, to wciąż jest to znacząca część naszego społeczeństwa. Kolibski dodaje, że niezależnie od dochodów, każdy zapłaci podatek dopiero od nadwyżki ponad 2,5 tys. zł. W praktyce oznacza to, że jeśli ktoś zarabia 10 tys. miesięcznie, to te 2,5 tys. będzie miał zwolnione z podatku. Wskazał przy tym, że najbardziej dostaną „po kieszeni" ci, którzy najwięcej zarabiają. Ile zyska na „Nowym...