Jedziecie na wczasy nad morzem? Na rybę idźcie tylko do takich restauracji i knajp
Adobe Stock
Newsy

Jedziecie na wczasy nad morzem? Na rybę idźcie tylko do takich smażalni, restauracji i knajp

Wakacje nad morzem bez zjedzenia bałtyckiej ryby w smażalni? To dla wielu nie do przyjęcia. Jak wybrać knajpę, by nie nie paść ofiarą oszustwa?

Sezon urlopowy i wakacyjny trwa w najlepsze. Część Polaków właśnie byczy się na plażach, inni dopiero planują swoje wczasy. Wśród najpopularniejszych miejsc podróży jak zwykle królują polskie nadmorskie miejscowości z plażami, świeżymi rybami i słonecznym żarem lejącym się z nieba.

Władysławowo, Jastarnia, Międzyzdroje, Łeba czy Darłowo – niezależnie od tego, gdzie pojedziecie na wakacje, wszędzie tam oprócz atrakcji w postaci opalania się na piasku i pluskania w wodzie, czekać na was będzie oferta lokalnych barów, smażalni i restauracji.

Nic więc w tym dziwnego, że większość z wczasowiczów ulegnie pokusie i przekroczy próg takiego przybytku w poszukiwaniu idealnie wysmażonej bałtyckiej ryby. Często niestety takie wizyty kończą się jednym wielkim rozczarowaniem. Jak tego uniknąć i wybrać najlepszą knajpę z bałtycką rybą?

Magda Gessler odpowiada na pytania

Dlaczego tak trudno znaleźć tanią i dobrą smażalnię ryb nad Bałtykiem?

Albo rybka, albo akwarium – głosi stare polskie powiedzenie. Jak ulał pasuje ono do tego, z jakim dylematem muszą się zmierzyć klienci nadmorskich smażalni ryb. Niestety wybór lokali i ich oferty można sprowadzić w większości wypadków do takiej konstatacji – albo zapłacicie za rybę słono, albo zapomnijcie o jakościowym obiedzie nad morzem.

Co prawda łowcy wakacyjnych okazji chwalą się w ostatnim czasie chętnie świetnymi, ale trochę mniej popularnymi lokalami, w których zjedzenie obiadu nie zrujnuje rodzinnego budżetu. Cóż, takie miejsca należą do rzadkości. Dużo częściej można spotkać knajpy drogie lub takie, które sprzedają mrożonego dorsza atlantyckiego jako świeżego dorsza z Bałtyku

Zobacz także
”Nie jedzcie ryb z Bałtyku więcej niż raz w tygodniu”. Szwedzi idą dalej: 2-3 razy w roku

Nie jedzcie ryb z Bałtyku częściej niż raz w tygodniu. Szwedzi idą dalej: 2-3 razy w roku

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba atakuje rządzących za wysokie ceny w knajpach nad morzem: „Dziękujemy Ci Jarosławie!”

Jak wybrać dobrą smażalnię ryb nad Bałtykiem?

Nie dajcie się nabić w butelkę! Przedstawiamy wam krótki poradnik, w którym opisujemy specjalnie dla was, jak wybrać najlepsze miejsce na zjedzenie smacznej smażonej ryby nad Bałtykiem.

  • W pierwszej kolejność sprawdźcie menu – jeśli znajdują się w nim wyłącznie bałtyckie gatunki, takie jak dorsz, flądra, sandacz czy torbut, warto zastanowić się nad zjedzeniem obiadu w takiej smażalni
  • Unikajcie knajp z takimi rybami w karcie jak sola, halibut, morszczuk, mintaj, miruna – albo nie były one złowione w Bałtyku, albo zostały wcześniej zamrożone
  • Zwracajcie uwagę na ceny – nie należy oczekiwać cudów. Porcja świeżej ryby za mniej niż kilkanaście zł to marzenie ściętej głowy. Niestety realia rynkowe nie pozwalają na zaoferowanie klientom świeżej, bałtyckiej ryby za niezbyt wygórowaną kwotę
  • Wybierajcie smażalnie z jasnymi zasadami płatności – często ceny za rybę podane są w przeliczeniu na 100 g produktu. Uważajcie, by potem nie zrobić „wielkich oczu” podczas płatności!
  • Dobrą smażalnię poznacie po zapachu – pod żadnym pozorem nie powinno w niej brzydko pachnąć przepalonym olejem do smażenia!
Jak sprawdzić świeżość ryby nad morzem? Nie dajcie się oszukać w smażalniach
Flickr
Newsy
Jak sprawdzić świeżość ryby nad morzem? Nie dajcie się oszukać w smażalniach
Jak upolować nad Bałtykiem świeżą, smaczną rybę w smażalni? Przed wyjazdem do kurortów uzbrójcie się w odpowiednią wiedzę i nie dajcie się nabić w butelkę!

Nad Morzem Bałtyckim aż roi się od knajp, które żerują na ludzkiej niewiedzy. Najbardziej ten problem dotyczy oczywiście smażalni ryb. To właśnie w tych lokalach często nieświadomi klienci są notorycznie robieni w balona przez sprytnych kombinatorów. Normą jest podmienianie dorsza na mintaja, czy na dużo tańszego i bardziej dostępnego witlinka. Łosoś pochodzący z morskich wód Norwegii sprzedawany jest bez żenady jako… łosoś bałtycki. Czy da się w końcu zjeść jeszcze świeżą rybę nad polskim morzem? Co o procederze podmieniania ryb sądzą właściciele knajp nad Bałtykiem? Jeden z portali internetowych postanowił zapytać o tę sprawę u źródła. Co na ten temat sądzi więc pani Beata z Jastarni, która od blisko 30 lat prowadzi już lokal specjalizujący się w sprzedawaniu turystom smażonej ryby? –  Nie chciałabym odpowiadać za inne restauracje, inne bary i moją konkurencję. Mam nadzieję, że tak po prostu nie jest. Ale wiemy o tym doskonale, że tak niestety bywa, co bardzo łatwo stwierdzić po cenie, którą się proponuje klientom. W tym miejscu wszystkim wczasowiczom polującym na tanią rybkę z Bałtyku powinna zapalić się lampka. Pisaliśmy już na naszych łamach o cenach rzędu 140 zł za rybę z frytkami. Takie ceny wołają oczywiście o pomstę do nieba, ale fakty są takie, że za polską rybę nad morzem trzeba po prostu słono zapłacić . Jak nie dać się oszukać w smażalni ryb nad Bałtykiem? Niestety, potencjalny klient, który dostaje na swój talerz rybę udającą inny gatunek, nie jest w stanie zwykle stwierdzić tego, mięso jakiej ryby właśnie konsumuje. Jak więc nie dać się oszukać  i wiedzieć, co się zamawia i je? Oto kilka prostych rad i wskazówek pozwalających rozróżnić ryby morskie, bałtyckie od pozostałych: Unikajcie ryb...

”Nie jedzcie ryb z Bałtyku więcej niż raz w tygodniu”. Szwedzi idą dalej: 2-3 razy w roku
Pixabay
Newsy
Nie jedzcie ryb z Bałtyku częściej niż raz w tygodniu. Szwedzi idą dalej: 2-3 razy w roku
Myślicie, że ryby z Bałtyku są zdrowe? Tak wam się tylko wydaje. Eksperci apelują o rozsądek w spożywaniu ryb pochodzących z naszego morza. Ich zdaniem, nie powinno się ich jeść częściej niż raz w tygodniu!

Sezon wakacyjny za pasem. Czy planujecie w tym roku wyjazd nad polskie morze? Nieodłącznym elementem wypoczynku nad Bałtykiem jest oczywiście zjedzenie świeżej morskiej rybki. Czy to aby jednak na pewno zdrowe dla naszego organizmu? Rybka nad morzem Rybka nad morzem to podstawa każdego wakacyjnego wyjazdu. Wiele osób nie ma jednak pojęcia, jak wiele chemikaliów skrywa w sobie to morskie stworzenie. W trakcie jednego z badań naukowcy wykryli w bałtyckich rybach niezwykle toksyczne substancje pochodzące ze starej broni chemicznej , zatopionej w Bałtyku po II wojnie światowej. Przyznajcie, że nie brzmi to zbyt zachęcająco? Metale ciężkie w rybach z Bałtyku W wodach naszego morza jest mnóstwo pięknych stworzeń. Niestety, nie brakuje w nich również dioksyn, rtęci, polichlorowanych bifenyli, substancji rakotwórczych, mutagennych i neurotoksycznych. Te są w stanie uszkodzić DNA człowieka. Wystarczy, że będziemy regularnie spożywać toksycznie skażone ryby. Skąd wzięła się w Bałtyku broń chemiczna? Cofnijmy się do roku 1925, w którym to Polska oraz 43 inne państwa, podpisały umowę, w której wyrzekły się stosowania broni chemicznej, m.in. silnie toksycznego iperytu siarkowego. Niestety, zapasy chemikaliów trafiły do Bałtyku. Eksperci nie mają złudzeń, że uwielbiane przez wielu Polaków ryby z Bałtyku, powinno się jeść nie częściej niż raz w tygodniu. Organizm musi mieć czas, by się z tego oczyścić - prof. Jacek Bełdowski. Szczególnie ostrożne powinny być kobiety planujące ciążę. Testy przeprowadzone przez Niemców pokazały, że rozpuszczony w wodzie trotyl uszkadza DNA ryb, a w dalszej kolejności, DNA człowieka, który je spożywa. Jakich ryb powinniśmy się szczególnie wystrzegać? Szwedzka Agencja ds. Żywności zaapelowała do...

"Nie spodziewajmy się cudów". Robert Makłowicz o wysokich cenach nad morzem i mrożonych rybach w smażalniach
ONS.pl, AdobeStock
Newsy
"Nie spodziewajmy się cudów". Robert Makłowicz o cenach nad morzem i mrożonych rybach w smażalniach
Czy wysokie ceny ryb nad morzem to przesada? Makłowicz wcale się im nie dziwi.

Hasło „ paragony grozy ” będzie się większości kojarzyło z tegorocznymi wakacjami. Po pandemii ceny w restauracjach w miejscowościach turystycznych w całym kraju (a zwłaszcza nad morzem) przyprawiają o zawrót głowy. Rachunki w wysokości 70-80 zł za posiłek dla jednej osoby w smażalni ryb przestaje dziwić – to już normalność. Trudno, żeby było inaczej, skoro ceny za kilogram pieczonej ryby dochodzą do 140 złotych ! Na temat „paragonów grozy” swoje trzy grosze wtrącił Robert Makłowicz, który twierdzi, że jego sytuacja w smażalniach wcale nie szokuje. „Ryby są po prostu drogie” Słynny podróżnik kulinarny w rozmowie z money.pl wyznał, co sądzi o „paragonach grozy”, o których głośno od wielu tygodni. Stwierdził, że ceny ryb są na tyle wysokie, że ludzie nie powinni oczekiwać niskich cen w smażalniach: Bo ryby są po prostu drogie! Jeśli ktoś myśli, że zje rybę z frytkami za 10 zł, to się po prostu myli Makłowicz zwrócił również uwagę na fakt, że ceny w restauracjach wynikają z wielu czynników, a nie – jak się niektórym wydaje – z pazerności właścicieli. Podrożały towary, paliwo, a przez brak chętnych do pracy w gastronomii , wzrosły również pensje: Nie chodzi tu zresztą tylko o dostępność i ceny samego towaru. Nie ma przecież ludzi do pracy w gastronomii, więc niezwykle podskoczyły pensje – trzeba w końcu jakoś przyciągnąć wszystkich tych, którzy odeszli z branży przez pandemię. Proszę spojrzeć na inflację – jak wszystko drożeje. Jedzenie, prąd, paliwo… Nie wspominając już o tym, że właściciele tych wszystkich restauracji mieli ostatni rok z głowy, jeśli chodzi o dochody. To musi mieć przełożenie na ceny w restauracjach i smażalniach. A jeśli ktoś jedzie do modnego kurortu,...

Właściciel smażalni o cenie dorsza: 140 zł za kg to zdrowa cena. Wyjaśnia dlaczego
AdobeStock
Newsy
Właściciel smażalni o cenie dorsza: 140 zł za kg to zdrowa cena. Wyjaśnia dlaczego
Dlaczego ryby nad morzem są tak drogie? Sprawdźcie, co składa się na ich wysoką cenę.

Kto jeździ nad polskie morze, ten coraz rzadziej się dziwi widząc wysokie ceny ryb i innych przysmaków serwowanych w barach i restauracjach. Jednak 140 złotych za rybę to chyba gruba przesada! Z kolei właściciel jednej z nadmorskich smażalni tłumaczy, że taka cena to nic wyjątkowego. Dlaczego jedzenie nad morzem musi tyle kosztować? 140 zł za kilogram dorsza i drogie surówki Rachunek za posiłek w jednej z restauracji w Kołobrzegu  wyniósł 76,60 zł. Klient zamówił pieczony filet z dorsza z frytkami i zestawem surówek. To dużo, czy mało? Przyglądając się cyfrom na rachunku, można się nieźle zdziwić – choć ten konkretny kawałek dorsza kosztował nieco ponad 60 złotych, to cena za kilogram tej ryby wynosi aż 140 złotych! Paragonowi przyjrzał się pan Mirek, który również prowadzi smażalnię nad morzem. On, w przeciwieństwie do pewnie większości z was, wcale nie jest zdziwiony takimi cenami: Jedyne, co w tym paragonie może szokować, to cena za surówkę Faktycznie, surówka też do najtańszych nie należy. Zestaw surówek widoczny na paragonie kosztował aż 7 złotych, co według pana Mirka jest trochę zbyt wysoką kwotą – chyba że na zestaw składała się sałata, która jest dość droga. Nie wiemy, z czego składała się ta surówka. Jeśli to głównie zwykła lub kiszona kapusta, to sporo. Jeśli jakieś rodzaje sałat, to cena jest adekwatna Ile kosztuje jedzenie nad morzem? Pan Mirek zdradza szczegóły „food costu”, czyli kosztów przyrządzania jedzenia w nadmorskiej restauracji. Zdradza, że lokale wcale nie zarabiają dużo na zestawach surówek czy frytkach. Surówki bardzo szybko się psują, dlatego porcje niesprzedane w ciągu jednego dnia najczęściej są wyrzucane do kosza. Z kolei frytki w trakcie...