Jedzenie drożeje, a Mateusz Morawiecki odcina się od wpływu rządu na inflację: „Płace rosną szybciej”
Adobe Stock
Newsy

Jedzenie drożeje, a Mateusz Morawiecki odcina się od wpływu rządu na inflację: „Płace rosną szybciej”

Czy ceny rosną? W jakim tempie? To osobiście widzi każdy z nas. Dziś, za te same zakupy zapłacimy dużo więcej niż jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Zawartość portfeli topnieje nam błyskawicznie. Czy powinniśmy się martwić?

Premier Mateusz Morawiecki coraz częściej jest pytany o powody wzrostu cen, które w sierpniu w stosunku do zeszłego roku, poszły w górę o 5,4% W rozmowie z RMF premier podkreślał, że inflacja nie zależy od działań rządu, a reakcja na nią nie należy do rządzących, bo polityka monetarna prowadzona jest całkowicie niezależnie, przez bank centralny, czyli Narodowy Bank Polski.

To ciekawe spojrzenie, zwłaszcza jeśli pamięta się, co o poprzedniej 3%-owej inflacji za czasów rządów koalicji Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego mówili dzisiejsi rządzący, raz po raz organizując przed kamerami pokazowe zakupy.

Magda Gessler odpowiada na pytania

Od kogo zależy inflacja i kto ma na nią wpływ?

Tym razem premier uważa, że rosnące ceny nie są winą rządu, wskazuje na makroekonomiczne powody inflacji, leżące poza obszarem działania Polski, jak podwyżki cen ropy i surowców na świecie. Premier przekonuje też, że inflacja nie ma miejsca jedynie u nas, bo borykają się z nią także Węgry, Czechy czy inne państwa Europy środkowej. Szef rady ministrów dodaje, że ceny co prawda rosną, ale pensje rosną jeszcze szybciej dzięki czemu w kieszeniach Polaków zostaje wystarczająca ilość gotówki na tzw. życie.

Zobacz także
Apel Mateusza Morawieckiego. Premier poprosił Polaków, aby w spożywczakach kupowali te produkty

Apel Mateusza Morawieckiego. Premier poprosił Polaków, aby w spożywczakach kupowali te produkty

Chleb drożeje

Mąki i chleby coraz droższe. Skąd takie kosmiczne ceny? 

Co drożeje szybciej, a co wolniej?

GUS ogłaszając, że ceny w sierpniu wzrosły aż o 5,4% potwierdził, że takiej inflacji nie było w Polsce od 20 lat. Jednak nie wszystkie ceny podnoszą się równomiernie. Przytaczany wskaźnik inflacji na poziomie 5,4% pokazuje tylko, że w gospodarce ceny wzrosły właśnie o tyle. Najwyższe wzrosty ekonomiści widzą w cenach paliw, energii elektrycznej oraz gazu.

Np. koszty transportu wzrosły w skali roku aż o 16%, a to one mają kluczowy wpływ na wszystkie inne produkty. Transport żywności, ale też jej produkcja, do czego wykorzystywana jest energia elektryczna, to tylko niektóre składowe końcowej ceny żywności. Przyglądając się cenom żywności w sklepach, widać, że najbardziej zdrożały:

  • tłuszcze;
  • mięso;
  • produkty sypkie;
  • nabiał.

W warzywniakach także drożej niż zwykle

Lato, to czas w roku gdy zwykle tanieją owoce i warzywa. To sezonowe spadki cen, które wynikają z dużej ilości dojrzewających w tym czasie produktów rolnych. To jedyna pora roku, gdy możemy kupić całą siatkę świeżych produktów, nie wydając na nie majątku. 

Jednak pomimo tańszych latem owoców i warzyw, w tym roku zakupy w warzywniakach także drenują nam portfele. Czy zgodnie z zapowiedzią premiera Morawieckiego nie musimy się martwic inflacją, bo pensje będą rosnąć szybciej niż inflacja?

Bardzo byśmy tego chcieli i będziemy się bacznie przyglądać realizacji tej obietnicy. Na razie jednak wszystko wskazuje na to, że idąc na zakupy musimy głębiej sięgać do kieszeni, a w wielu przypadkach mocno zacisnąć pasa.

Źródło: rmf24.pl, money.pl, businessinsider.pl

wzrost cen za jedzenie w 2021 roku
Adobe Stock
Newsy
Te produkty zdrożeją od nowego roku. Jeden z nich jecie codziennie
Nie jest tajemnicą, że z roku na rok życie w Polsce kosztuje coraz więcej. Rosną ceny nie tylko podstawowych produktów spożywczych, ale również paliwa, mieszkań oraz prądu. Ekonomiści zdradzają, jak będzie pod tym względem wyglądał nadchodzący, 2021 rok.

Ceny pieczywa w górę Po bardzo trudnych finansowo miesiącach, będących skutkiem pandemii koronawirusa, przyjdą czasy wcale nie lżejsze. Bowiem Polacy znów będą wydawać na życie więcej niż dotychczas. Eksperci twierdzą, że w górę poszybują między innymi ceny spożywanego codziennie… pieczywa.  „Największą dynamikę wzrostu będziemy obserwować w przypadku pieczywa i produktów zbożowych. To konsekwencja wyższych cen zbóż oraz pozasurowcowych kosztów produkcji, energii i wynagrodzeń – zdradził w rozmowie z TVN24 analityk, Paweł Wyrzykowski. Choć w poprzednich latach ceny potrafiły wzrastać nawet do 5 proc. tym razem powinno być nieco lepiej. Jednak to nie zmienia faktu, że wiele osób pogrążonych w bankructwie wywołanym pandemią będzie miało jeszcze ciężej. Nie mówiąc o restauracjach, których przychody stale maleją, a ceny żywności... rosną. Opłata cukrowa w 2021 Okazuje się, że od 2021 roku Polacy zapłacą więcej również za wszelkie napoje słodzone i energetyczne. Ma to związek przede wszystkim z ustawą wprowadzającą opłatę cukrową. Ta miała wejść w życie w lipcu 2020 roku, jednak data została przesunięta na styczeń 2021.  Od nowego roku za każdy litr napoju z dodatkiem cukru zapłacimy aż 50 groszy więcej , z kolei za każdy litr napoju z dodatkiem kofeiny kolejne 10 groszy. Za każdy napój, w którym zawartość cukru przekroczy 5 gram na 100ml dopłacimy kolejne 5 groszy za gram. Nowe przepisy obejmą również alkohol o objętości do 300 ml.  Co stanieje w 2021? Na szczęście jest kilka produktów, które według ekspertów od 2021 roku na pewno stanieją. Należy do nich między innymi mięso wieprzowe. W tym przypadku spadek cen jest związany z pojawieniem się afrykańskiego pomoru świń w...

Odpady bio
Pixabay/Hans
Newsy
Prawda wyszła na jaw! Tyle kilogramów żywności marnotrawi przeciętny Polak!
Najsmutniejszy rodzaj marnotrawstwa to ten, w którym do koszy trafia niewykorzystana żywność. Ile kilogramów ważą nieprzemyślane zakupy Polaków?

Z Rejestru Badań Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że najwięcej oszczędności tracimy na nietrafionych zakupach spożywczych. Liczba marnowanej w Polsce żywności może w ciągu roku dochodzić nawet do 9 mln ton. Przerażające liczby Zakupy spożywcze to nieodłączny element codzienności każdego z nas. Najchętniej na zakupy wybieramy się właśnie po produkty do jedzenia. Nie wszystko co znajduje się w naszym koszyku, trafi później na talerze.  Statystyki dotyczące marnotrawienia żywności wprawiają w osłupienie. Wynika z nich, że każdy Polak wyrzuci w ciągu roku ok. 235 kilogramów niewykorzystanego jedzenia. Wniosek: kupujemy więcej, niż faktycznie potrzebujemy. Eksperci zabierają głos Według rejestru mamy zbyt duży poziom zaopatrzenia w sklepach. Towar zalega na półkach tygodniami i przez to traci termin przydatności. Do zbyt dużych zakupów zachęcają także ceny. Relatywnie niskie skłaniają do robienia ponadprogramowych zapasów. Konsumenci są też mało odporni wobec działań marketingowych producentów i sprzedawców.  "W okresach przedświątecznych jesteśmy na nie szczególnie podatni" - powiedziała PAP rzeczniczka BIG InfoMonitor Halina Kochalska. Najmniej odporni na wpływ jesteśmy w sklepie spożywczym. Równie mało rozsądne zakupy robimy w aptece, sklepach z odzieżą i wyposażeniem wnętrz. Kupując na zapas, zagracamy własną przestrzeń. Kieszeń przeciętnego Polaka To, czego nie zużyjemy, trzeba wyrzucić. Taka rozrzutność odbija się na domowych finansach. Straty z tego powodu odczuwa aż trzech na czterech badanych. Przecieka nam przez palce do 3 procent dochodów. W skrajnych przypadkach brak dyscypliny i planowania wydatków obniża nasze oszczędności aż o 10 procent. Wspomniana dyscyplina wzrasta wraz z wiekiem. Przemyślane...

święta zakaz handlu
AdobeStock
Newsy
Sklepy będą zamknięte przez połowę tygodnia. Zakupów nie zrobicie przez trzy dni z rzędu
Lepiej zróbcie porządne zapasy, bo w grudniu nie będziecie mogli zrobić zakupów przez trzy dni pod rząd! Dlaczego tak się stało i z czego wynika ta decyzja? Sprawdźcie szczegóły.

Polacy zdążyli się przyzwyczaić do niehandlowych niedziel. Zakaz handlu obowiązuje już od trzech lat i przez ten czas przywykliśmy do tego, że w sobotę musimy zrobić duże zakupy. Niedawno zapadła decyzja dotycząca dodatkowych niedziel, kiedy handel będzie dozwolony – mowa o 6, 13 i 20 grudnia. Prosili o to zarówno konsumenci, jak i przedsiębiorcy mocno poszkodowani podczas pandemii koronawirusa. Rządzących prawdopodobnie przekonały argumenty mówiące o tym, że przedświątecznej gorączki zakupów nie unikniemy, a jeżeli sklepy będą nieczynne w niedzielę, to po prostu więcej ludzi przyjdzie w inne dni tygodnia. Dodając do tego fakt, że przez obostrzenia w sklepach może przebywać ograniczona liczba osób, to ludzie gromadziliby się w kolejkach czekając na wejście do środka – a to idealna okazja na zakażenie się koronawirusem. Negocjacje z rządem Coraz częściej podnoszą się głosy wśród przedsiębiorców którzy apelują do rządu o to, by w 2021 roku całkowicie zniósł zakaz handlu. Mówią, że ograniczenia w handlu osłabią już i tak dotkniętą kryzysem gospodarkę. Eksperci mówią, że będzie jeszcze gorzej i musimy szykować się na falę upadłości firm, a co za tym idzie – bezrobocia. Stanowczo sprzeciwia się temu pomysłowi Piotr Duda, przewodniczący Solidarności. Na konferencji prasowej 26 listopada skrytykował pomysł dodatkowych niedziel handlowych. Jak mówią przedstawiciele branży handlowej, premier dał jasny sygnał, że bez zgody Solidarności on zakazu handlu nie zniesie. Zamknięte sklepy Choć w grudniu 2020 sklepy będą czynne w trzy niedziele w miesiącu, to i tak musimy się przygotować na aż trzy dni bez zakupów! Dlaczego? Wystarczy spojrzeć w kalendarz. 24 grudnia sklepy będą czynne do godziny 14. 25 i 26 będą zamknięte, jak co roku. A 27 grudnia to niedziela...

wigilia obostrzenia
AdobeStock
Newsy
Czy czekają nas jeszcze surowsze obostrzenia przed świętami? Rzecznik rządu wydał komunikat
Zbliżające się święta są dla wielu osób jeszcze bardziej stresujące niż zwykle - wciąż nie jesteśmy pewni, czy będziemy je mogli spędzić z całą rodziną. Rząd wydał oświadczenie.

Święta coraz bliżej, a Polacy wciąż nie dostali jasnej informacji od rządzących w sprawie tego, jak będą spędzali tegoroczne Boże Narodzenie. Dziś rzecznik rządu wydał oficjalny komunikat.   Wszystko wskazuje na to, że w tym roku wigilijną kolację zjemy w gronie najbliższej rodziny. Od kilku tygodni rządzący zapowiadają, że w Boże Narodzenie spotkać może się jedynie pięć osób, nie licząc tych mieszkających razem. To znaczy, że na przykład trzyosobowa rodzina może przyjąć w swoim domu na Wigilii tylko pięciu innych członków rodziny. Polacy jednak martwią się, że w związku z szalejącą pandemią sytuacja może się w każdej chwili zmienić, a politycy już przyzwyczaili nas do tego, że nowe przepisy są wprowadzane kilka godzin przed tym, jak zaczynają obowiązywać. Nie dziwi więc niepokój wśród społeczeństwa. Komunikat rzecznika Rzecznik rządu Piotr Müller został zapytany w programie Graffiti w telewizji Polsat News o to, czy rząd planuje zaostrzenie obostrzeń na święta. Udzielił dość lakonicznej odpowiedzi – przekazał, iż na ten moment nikt w rządzie nie omawia scenariuszy, w których miałyby się znaleźć dodatkowe obostrzenia. Na razie wiadomo więc tylko tyle, że prawdopodobnie w Boże Narodzenie nadal będą obowiązywały te same zasady, których musieliśmy dotychczas przestrzegać. Możliwe, że w przypadku gdyby sytuacja się pogorszyła i nagle nastąpiłby wzrost zachorowań, to wówczas rozważanoby wprowadzenie przepisów mających ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa.   Rzecznik poinformował również, że premier jest w stałym kontakcie z prezydentem. Wkrótce spotkają się w sprawie szczepień na koronawirusa.