obierki z marchewki i pietruszki
Adobe Stock
Newsy

Jak wykorzystać obierki z marchwi i pietruszki? Nie wyrzucajcie ich. Zrobicie z nich...

Wraca moda na kuchenny recykling. Dzisiaj wracamy do korzeni i tak jak nasze babcie staramy się wykorzystać wszystkie składniki w maksymalny sposób. Nie wyrzucamy nawet obierek!

Kiedyś problem odpadów kuchennych niemalże nie istniał. Było tak zwłaszcza na wsiach, gdzie gospodynie oszczędnie gospodarowały składnikami, a resztki zjadały kury, świnie czy psy.

W obecnych czasach względnego dobrobytu, długo nie przejmowaliśmy się wyrzucaniem organicznych odpadków do śmietnika.

Od niedawna modna stała się jednak kulinarna filozofia "zero waste". Ta anglojęzyczna nazwa określa ruch niemarnowania jedzenia i wykorzystywanie składników w maksymalny sposób.

Magda Gessler odpowiada na pytania

Pomysły na resztki

Chipsy z ziemniaczanych łupin to już chyba żadne novum. Pisaliśmy o nich już w jednym z naszych artykułów. Znajdziecie go pod tym linkiem: KLIK!

Ciekawym pomysłem wydaje się za to wyczarowanie czegoś z obierek po marchewkach i pietruszkach.

Codziennie zużywamy do sałatek i innych dań sporo tych warzyw. Wystarczy kilka pomysłów i problem wyrzucania sterty łupin zniknie.

W pierwszej kolejności warto rozważyć zamrażanie łupin. Po co zajmować miejsce w zamrażarce? Tego typu odpadki posłużą jako cenny surowiec do ugotowania bulionu czy nawet pełnowartościowej zupy.

Jak z ziemniakami

To właśnie pod skórką marchewki i pietruszki kryje się przecież najwięcej smaku, najwięcej wartości odżywczych i najwięcej cennych minerałów.

Oprócz mrożenia, możemy także wykorzystać łupiny po marchewce i pietruszce w podobny sposób, w jaki niektórzy wykorzystują obierki po kartoflach.

Chodzi nam oczywiście o chipsy. Te przygotowane z włoszczyzny będą miały niezwykle ciekawy smak. Wystarczy jedynie solidnie wyszorować brudne korzenie marchwi i pietruszki, obrać je, a łupiny oblać łyżką lub dwiema łyżkami i oliwy.

Nieco soli, pieprzu i czym prędzej do piekarnika! Kilkanaście minut w piecu rozgrzanym do 180 st. C. i voila!

Łupiny, obierki ziemniaczane
Wikipedia Commons
Newsy
O takim wykorzystaniu skórek ziemniaka jeszcze nie słyszeliście. Super łatwy przepis, który kosztuje grosze
W dawnych polskich domach nie było mowy o marnowaniu jedzenia czy nawet jego resztek. Nasze babcie nie słyszały za to na pewno o chipsach z łupin!

Wykorzystywanie resztek warzyw, owoców i innych produktów pozostałych po gotowaniu to godna pochwały postawa. Najłatwiej o to oczywiście na wsi. W nowocześniejszych gospodarstwach instaluje się także różnego rodzaju kompostowniki na odpady organiczne. Z kolei w tradycyjnych gospodarstwach, gdzie po podwórzu spacerują sobie swobodnie kury, taki produkt jak obierki po ziemniakach na pewno się nie zmarnuje. Tego typu miejsc w naszym kraju jest niestety coraz mniej. Mimo wszystko starajmy się nie marnować jedzenia, o ile to możliwe. Smaczny sposób na łupiny Utrudnione zadanie z pewnością mają panie domu mieszkające w mieście. Są na to jednak różne sposoby. Dzisiaj podpowiemy wam, jak sprytnie i smacznie można zagospodarować ziemniaczane skórki. Co ważne, to właśnie tuż pod skórkami kryje się najwięcej wartościowych mikroelementów ziemniaka. Zróbmy więc z nich ciekawą przekąskę, czyli chipsy z obierek ! Przygotowanie: Ziemniaki przed obraniem należy solidnie wyszorować i oczyścić z ziemi. Obrane łupiny zalewamy kilkami łyżkami oleju rzepakowego, dodajemy także do naszych obierek nieco soku z cytryny i soli. Mieszamy całość dokładnie. Wykładamy przygotowane ziemniaczane skórki na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Pieczemy w piekarniku w temperaturze 180 stopni C przez około 10 min. Chipsy z łupin będą gotowe, gdy nabiorą złotego, lekko brązowawego koloru.

Dziennikarka Polsat News zakażona koronawirusem
Adobe Stock
Gwiazdy
Uwielbiana dziennikarka zakażona koronawirusem. Kilka lat temu walczyła z rakiem piersi
Dziennikarka o zakażeniu SARS-CoV-2 poinformowała w sobotę. Test na obecność koronawirusa wykonała trzy dni wcześniej, ale w izolacji, razem z rodziną, jest od poniedziałku.

  "Oby jak najwięcej z nas przechodziło COVID-19 bezobjawowo lub z objawami, które kładą do łóżka, a nie pod respirator" - apeluje dziennikarka Polsat News Joanna Górska, u której wykonano test z pozytywnym wynikiem na koronawirusa. Bliskie otoczenie dziennikarki JEST zakażone.  "Nasi znajomi, z którymi mieliśmy kontakt, również" - dodała Joanna Górska, która przebywa na domowej kwarantannie z synem Kacprem i partnerem Robertem. "Wychodzimy już na prostą" Jej syn Kacper przechodzi zakażenie SARS-CoV-2 bezobjawowo. "Ja i Robert (Szulc, partner dziennikarki - red.) trochę się pomęczyliśmy. Gorączka, ból pleców, głowy, oczu i kości, duszący kaszel. Wydaje się, że wychodzimy już na prostą" - podkreśla prezenterka. Przypadki pokazują, że zarówno przechodzenie wirusa bezobjawowo, jak i ze ściśle określonymi objawami jest powszechne i trudno określić co decyduje o sposobie w jaki dana osoba zmaga się z zakażeniem koronawirusa. Wspólna walka z rakiem Joanna Górska ma już za sobą poważne zdrowotne przejścia. Kilka lat temu padła diagnoza - rak piersi. Zainspirowana historią i potrzebą opowiedzenia swojej historii dziennikarka w październiku wydała książką pod znaczącym tytułem "Dziad. On silny, my silniejsi", w której można znaleźć zapis kilku miesięcy wspólnej walki z rakiem. Współautorem książki Joanny Górskiej jest jest życiowy partner - Robert Szulc.   Osoby przechodzące nowotwór są w szczególnej grupie ryzyka, jeżeli bierzemy pod uwagę zakażenie SARS-CoV-2. Istota choroby leży bowiem w odporności danego człowieka. Nowotworowa historia pacjenta stwarza więcej zagrożenia, jeśli chodzi o sam przebieg zachorowania, jak i nie...

piekarnia
Adobe Stock
Newsy
W tym sklepie kupisz pieczywo omijając godziny dla seniorów. Świetny pomysł dla głodnych w godzinach 10-12  
W chlebaku ani okrucha, a kiszki marsza grają? W czasie obowiązywania godzin dla seniorów taki scenariusz lubi się powtarzać.

Pandemia koronawirusa wywróciła nasze życie do góry nogami. Ograniczenia w handlu, rygorystyczne normy higieniczne. Zmieniła się także sprzedaż pieczywa. Początkowo swoje zrobiła panika wywołana przez zagrożenie COVID-19. Ludzie znacznie chętniej zaczęli używać rękawiczek ochronnych do wybierania bułek w sklepie. Z czasem wprowadzono godziny dla seniorów. W ten sposób ograniczony został także dostęp do piekarni i ich sklepików firmowych. Szczecińscy pionierzy Kolejki do piekarni przed wejściem stały się normą. Potrzeba jest jednak matką wynalazków. W Szczecinie piekarnia Asprod wprowadziła nowy sposób dystrybucji pieczywa. Spójrzcie na to zdjęcie:  O co chodzi? Szczecinianie mogą od jakiegoś już czasu kupować bułki w ten sam sposób jak fast foody w McDonalds’s. Wystarczy podjechać samochodem pod okienko i poprosić o wydanie towaru. Szybka obsługa, płatność kartą i odjazd! Tak szybko pieczywa nie kupowaliśmy jeszcze nigdy. Czy mobilny trend z Pomorza Zachodniego przyjmie się w całym kraju? Tego jeszcze nie wiemy. Piekarnia Asprod nie przypadkowo jednak otwiera już drugi sklep typu drive-thru. Kupowanie pieczywa bez wysiadania z samochodu także w czasie godzin dla seniorów spodobało się Szczecinianom. Po chleb "bez wysiadki" Nieprzypadkowo drugi tego typu punkt firma otworzyła właśnie w okresie przedświątecznym. To właśnie teraz, tuż przed świętami zapotrzebowanie na chleb mocno wzrasta. Sklepy piekarnicze szczecińskiego Asprodu to nie tylko kupowanie pieczywa jak w iście amerykańskim stylu. Z drugiej strony punktu klienci będą mogli zrobić zakupy w tradycyjnym stylu. A czy  wam przypadł do gustu tego typu sposób sprzedaży pieczywa? Wolicie tradycyjne zakupy czy szybkie zamówienie przy okienku bez "wysiadki"?

sposób na przypalony garnek
Adobe Stock
Newsy
Jak uratować przypalony garnek? Jeden trik i będzie wyglądał jak nowy
Spalony garnek, szczególnie taki ze stali, bardzo łatwo uratować. I bynajmniej nie chodzi tutaj o skrobanie przypalonych resztek ostrymi narzędziami lub gąbkami. W ten sposób porysujecie dno i zniszczycie naczynie nieodwracalnie. Lepiej postawcie na mniej inwazyjne metody.

Spalony garnek to zmora niejednej pani domu. Chcąc go uratować wiele osób od razu łapie za ostrą gąbkę lub co gorsza - nóż i stara się zeskrobać przypalone resztki. Niestety, to duży błąd. Bez względu na materiał, z którego wykonane jest naczynie, jego dno mocno się porysuje i zacznie wydzielać szkodliwe dla zdrowia chemikalia. Taki garnek trzeba będzie wyrzucić. Do czyszczenia przypalonego garnka idealnie sprawdzą się słone lub kwaśne roztwory, które pomogą rozpuścić nie tylko tłuszcze, ale również spieczone białka.  Sól i woda Najprostszym sposobem na przypalony garnek jest zalanie go mocno osoloną wodą i odstawienie na ok. 12 godzin. Po upływie tego czasu naczynie wraz z zawartością należy umieścić na kuchence i gotować przez ok. 10 minut. Po takiej kąpieli wasz garnek będzie jak nowy. Spalone resztki jedzenia same odkleją się od dna. Cola Na pewno nieraz słyszeliście, że ten popularny napój do picia znajduje zastosowanie nie tylko w dziale spożywczym, ale również w gospodarstwie domowym. Jego chemiczny skład pozwala między innymi na usunięcie spalenizny z dna garnka. Wystarczy, że umieścicie napój w przypalonym naczyniu i całość zagotujecie. Nieskazitelny wygląd macie jak w banku. Soda oczyszczona  Niewielu również zdaje sobie sprawę z tego, że problem przypalonego garnka w mig może rozwiązać soda oczyszczona. Wystarczy, że zabrudzoną powierzchnię zalejecie ciepłą wodą i zasypiecie właśnie sodą, tak by powstała wilgotna papka. Całość musicie odstawić do namoczenia na całą noc. Następnego dnia umieśćcie w garnku gorącą wodę. Spalenizna powinna sama oderwać się od powierzchni garnka. Dla szybszego efektu możecie również połączyć sodę z wodą i octem. W przypalonym naczyniu umieśćcie dwa ostatnie składniki w proporcjach 2:1. Całość...