Góralskie veto
Pixabay
Newsy

Górale powiedzieli „basta”. Bez względu na obostrzenia, chcą otworzyć hotele i restauracje. Wiemy, kiedy

Jest szansa, że zjemy jeszcze kwaśnicę i oscypka w jednej z podhalańskich knajp. Górale mają dość obostrzeń i otworzą swoje restauracje.

Na to zanosiło się od początku wprowadzenia rozmaitych obostrzeń przeciwko koronawirusowi. Najbardziej poszkodowane branże – turystyczna i gastronomiczna – mają dość.

Jako pierwsi wyraźne „basta” usłyszeliśmy od górali. Podhalańscy przedsiębiorcy zrzeszeni w grupie pod tytułem Góralskie Veto, postanowili otworzyć swoje bary, knajpy, motele i inne punkty turystyczne wbrew rządowym obostrzeniom.

Magda Gessler odpowiada na pytania

Obywatelskie nieposłuszeństwo

Hardzi górale są gotowi na wojnę z rządem. Ustami inicjatora akcji, Sebastiana Pitonia, zapowiadają, że przygotowali się na nią pod względem prawnym.

Zastrzegają, że to oni stoją właśnie po stronie prawa, nie zaś rząd, który w ich opinii łamie właśnie regulacje prawne, zakazując prowadzenia działalności biznesowej w dobie pandemii.

Jeszcze nie wiadomo, jak na wezwanie górali odpowiedzą właściciele lokali z branży gastronomicznej i turystycznej z całego kraju.

Czy będziemy mieli do czynienia z wielką falą obywatelskiego nieposłuszeństwa? Tego jeszcze nie wiadomo.

Bez luzowania obostrzeń

Dużo zależało będzie od postawy potencjalnych klientów barów, restauracji, hoteli i ośrodków wypoczynkowych. Nie wiadomo, czy Polacy nie będą mieli obaw przed korzystaniem z tego typu usług w obliczu groźby nagłego zamknięcia lokali.

Górale zapowiadają otwarcie swoich biznesów 17 stycznia. Czyli w dniu, na który był wyznaczony  początkowo koniec rządowych obostrzeń.

Plany się jednak zmieniły. Minister zdrowia Adam Niedzielski poinformował, że po 17 stycznia jedyna zmiana dotyczyć będzie dzieci z klas 1-3 szkoły podstawowej. Najmłodsi mają wrócić do szkół.

Widmo trzeciej fali jest realne – powiedział minister. Wobec tego ze starym obostrzeniami zostaniemy jeszcze przez przynajmniej 2 tygodnie.

Surowe obostrzenia dla gastronomii
Adobe Stock
Newsy
Polakom puszczają już nerwy. Mówią „dość!” i otwierają restaurację wbrew rządowym obostrzeniom 
Restauratorom puszczają już nerwy. Obostrzenia uderzyły w branżę gastronomiczną tak mocno, że właściciele lokali nie mają już wyjścia. Zaczynają otwierać swoje knajpy wbrew poleceniom rządu.

Zaczęło się od prób ominięcia przepisów. W jednej z łódzkich knajp jeszcze w zeszłym roku proponowali swoim klientom „szkolenia z obsługi sztućców”. Proceder „szkoleń” z obowiązkowym „poczęstunkiem” szybko ukróciła wizyta policji. Funkcjonariusze byli biernymi wykonawcami poleceń rządu. Obostrzenia, które miały na celu ograniczenie transmisji koronawirusa między Polakami, doprowadziły wiele przedsiębiorstw na skraj bankructwa. Nieposłuszni obywatele W obliczu tak poważnych kłopotów, bunt był do przewidzenia. Jako pierwsi sygnał o gotowości do zastosowania „obywatelskiego nieposłuszeństwa” dali górale. Zebrani w inicjatywie „Góralskie veto” Podhalanie ogłosili, że 17 stycznia otwierają swoje restauracje, bary, puby, a także hotele i noclegownie. Hardzi górale za nic mają sobie groźby kar ze strony rządowych organów. Wszystko to jest zasługą zapowiedzi ministra zdrowia Adama Niedzielskiego. Niedzielski oświadczył, że nie ma co liczyć na poluzowanie większości obostrzeń po 17 stycznia. Wszystko dla sprawnego przeprowadzenia akcji szczepień. Po tej deklaracji ruszyła lawina. Za przykładem górali, poszło wiele punktów gastronomicznych w całym kraju. Do odważnych świat należy? Jeszcze inni poszli o krok dalej. Restauracje otwierają się dla klientów jeszcze przed 17 stycznia! Dość obostrzeniom powiedzieli właściciele takich knajp jak na przykład „Wesołe gary” z krakowskiej Nowej Huty czy Restauracja „Tesone” także z Krakowa. Wszystko to jest pokłosiem wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z Opola, który orzekł, że nie ma podstaw prawnych do odmawiania klientom jedzenia posiłków na miejscu. To orzeczenie rozochociło restauratorów i...

Restauracje covid-19 bunt
Flickr
Newsy
Restauratorzy się buntują i otwierają lokale z jedzeniem mimo narodowej kwarantanny. To dobra decyzja?
Zaczęło się niewinnie. Między innymi od łódzkiego restauratora, który postanowił karmić kiełbasą „przy okazji” szkoleń z obsługi noża i widelca…

Rządowa zapowiedź przedłużenia obostrzeń po prostu rozwścieczyła właścicieli knajp, barów, pubów, ale także i hotelarzy. 17 stycznia miał skończyć się kolejny etap zamknięcia gospodarki. Tymczasem minister Adam Niedzielski ogłosił, że od nowego tygodnia zezwala jedynie na pójście najmłodszym do szkół. Antycovidowe restrykcje zostały przedłużone, gdyż dzienna liczba zarażonych nie jest jeszcze dostatecznie niska. Ma to wciąż duże znaczenie z tego powodu, że lada moment pełną parą ruszy akcja szczepienia obywateli Rzeczpospolitej. Góralskie zarzewie buntu Zanim szczepionki przeciwko koronawirusa zaczną w ogóle działać, w Polsce na dobre zbuntowali się restauratorzy. Zaczęło się od górali. Zebrani w inicjatywie „Góralskie veto” postanowili 17 stycznia otworzyć swoje lokale dla gości. I to bez jakichkolwiek konsultacji z organami rządowymi, sanepidem czy policją. Podhalanie na czele z samozwańczym liderem strajkowej grupy Sebastianem Pitoniem podkreślają, że prawo jest po ich stronie. Górale zarzekają się, że to właśnie rząd Mateusza Morawieckiego łamie ustawy, zakazując obywatelom prowadzenia wolnej i nieskrępowanej działalności gospodarczej. Kto ma rację? Spór z każdym dniem robi się  coraz ostrzejszy i dzieli Polaków. Z jednej strony można zrozumieć intencje restauratorów z całej Polski, którzy otwierają swoje punkty gastronomiczne. Część z nich ma problem z płynnością finansową, nawet pomimo funkcjonowania wspierającej zamrożone branże tarczy antykryzysowej. Z drugiej strony, stołowanie się Polaków w knajpach i zwiększenie kontaktów społecznych grozi jednym – a mianowicie owianą złą sławą trzecią falą pandemii. Już teraz ze strony rządowej padła groźba – otwarte w czasie...

Restauracja
Pixabay/Peter H
Newsy
Kiedy gastronomia, hotelarstwo, handel zostaną odmrożone? Po 17 stycznia czekają nas jeszcze większe obostrzenia?
Teoretycznie zarządzony lockdown trwa do 17 stycznia. Wiele jednak wskazuje na to, że posiedzimy w domach dłużej.

Od kilku dni zima wyraźnie daje o sobie znać! W wielu miejscach w Polsce chwycił mróz, a stoki pokryły się śniegiem, z czego bardzo cieszą się dzieci – w końcu od czterech dni trwają ferie zimowe! Co prawda działalność wyciągów narciarskich jest teraz zakazana, ale nikt nie zabronił jeszcze jazdy na sankach, więc w tym roku na stokach zamiast narciarzy można zobaczyć dzieci i dorosłych zjeżdżających na sankach oraz policjantów, którzy wypisują mandaty za taką zabawę. Choć kalendarzowa zima potrwa do marca, to wszyscy liczą na odmrażanie w połowie stycznia – oczywiście w kontekście obowiązujących od końcówki grudnia obostrzeń.   Wiele niestety wskazuje na to, że rządzący zamiast znieść obostrzenia zamierzają jeszcze bardziej przykręcić śrubę. Według relacji mediów, minister zdrowia Adam Niedzielski na konferencji prasowej w poniedziałek 4 stycznia oświadczył, że koniec lockdownu wcale nie oznacza zniesienia obostrzeń. Wytłumaczył, że wszystko zależy od tego czy przybędzie zachorowań i zgonów po świętach Bożego Narodzenia i po Sylwestrze – to właśnie wtedy ludzie się gromadzili i mogli się zarazić koronawirusem. Dlatego rząd planuje różne warianty, zależnie od rozwoju sytuacji. Możliwe, że po 17 stycznia lockdown będzie trwał nadal, a może nawet wprowadzone zostaną kolejne obostrzenia. To byłaby tragedia dla wielu przedsiębiorców, zwłaszcza branży fitness, hoteli i restauracji. Wściekli są teraz zwłaszcza górale, którzy w okresie zimowym zarabiają najwięcej. W tym roku nie dość, że dzieci z całej Polski mają ferie zimowe w jednym terminie, to jeszcze zakazano działalności hotelom oraz wyciągom narciarskim.   Minister zdrowia podkreślił, że wszystko zależy od rozwoju sytuacji oraz samodyscypliny Polaków. Zalecił, aby wszyscy do 17 stycznia...

Niedzielski: „Mamy już 4 falę pandemii w Polsce”. Czy ponownie zamkną restauracje?
AdobeStock_
Newsy
Adam Niedzielski: „Mamy już czwartą falę pandemii w Polsce”. Czy rząd znów zamknie restauracje?
Według słów ministra zdrowia, czwarta fala pandemii stała się faktem. Czy czeka nas kolejny już lockdown i ponowne zamknięcie restauracji?

Sytuacja pandemiczna w Polsce bardzo niepokoi ekspertów do spraw zdrowia. Liczba zakażeń rośnie, a chętnych na szczepienie przeciwko COVID-19 dalej brakuje. Jeszcze w lipcu minister zdrowia Adam Niedzielski zapowiedział, że w połowie sierpnia czeka nas czwarta fala pandemii. Jego słowa niestety się potwierdziły, ponieważ liczba zakażeń koronawirusem w Polsce rośnie. Liczba zakażonych zdecydowanie rośnie. Dynamika tydzień do tygodnia przekracza już 20 proc. W kolejnych tygodniach, pod koniec sierpnia, na początku września będziemy mieli przyspieszenie, a liczba zakażonych może zbliżać się do 1 tys., a nawet go przekraczać – powiedział Niedzielski. Jeśli liczba nowych zakażeń koronawirusem wyniesie 1000 zakażeń dziennie, minister nie wyklucza wprowadzenia obostrzeń, które najpierw miałyby w pierwszej kolejności dotknąć regiony z najniższą liczbą szczepień, takich jak m.in. Podlasie, Podkarpacie i Lubelszczyzna: Tereny, gdzie jest niski poziom zaszczepienia, będą w pierwszej kolejności podlegały wprowadzaniu obostrzeń, bo tam jest większe ryzyko transmisji koronawirusa - dodał Niedzielski. „Mamy czwartą falę pandemii” Wczoraj minister zdrowia powiedział wyraźnie, że możemy już mówić o początku czwartej fali pandemii. Jeżeli falę zaczniemy definiować od samego dołu, czyli minimum, które było osiągnięte po trzeciej fali, to my już faktycznie mamy czwartą falę. Te najniższe poziomy zakażeń odnotowywaliśmy 3-4 tygodnie temu. Wtedy średnia 7-dniowa była poniżej 100. W tej chwili ona już jest na stałe powyżej 100, a w zasadzie zbliża się do 200. Ta czwarta fala praktycznie idzie – powiedział Niedzielski w rozmowie w RMF FM. Liczba dziennych zakażeń koronawirusem rośnie a rząd bezskutecznie próbuje zachęcić Polaków do szczepień. Jak dotąd...