Do Polski trafia towar gorszej jakości – różni się smakiem i składem. Szokujące wyniki badań
Pixabay
Newsy

Do Polski trafia towar gorszej jakości – różni się smakiem i składem. Szokujące wyniki badań

Okazuje się, że jakość żywności różni się w zależności od miejsca, do którego jest dostarczana. I Polska, niestety, nie ma się z czego cieszyć...

Badania jakości żywności zostały przeprowadzone przez Komisję Europejską, która przeanalizowała produkty międzynarodowych producentów, sprzedających na różnych rynkach. Wyniki wykazały, że co najmniej 20 produktów oferowanych na różnych rynkach w Europie różni się składem w zależności od kraju, do którego przyjeżdżają. Różnice zaobserwowano nie tylko w składzie, ale także w wyglądzie i konsystencji.

Magda Gessler odpowiada na pytania

Czym różnią się te same produkty w różnych krajach?

Raport przygotowany przez Unię Europejską wykazuje, że np. Cola-Cola dostarczana do Polski jest dużo słodsza niż ta dostępna np. na Łotwie. Z kolei na Węgrzech i na Słowacji napój ten jest bardziej kaloryczny niż Coca-Cola dostępna w Polsce, Hiszpanii czy Danii.

Drugą ciekawą różnicę zauważono w piwie Desperados, które w Polsce jest ponoć bardziej gorzkie niż w Czechach, Włoszech, Holandii czy Niemczech. 

Jak się okazuje, wiele różnic odkryto właśnie w koncernowych napojach: mrożona herbata FuzeTea o smaku brzoskwini i hibiskusa w Niemczech ma znacznie bardziej wyczuwalny smak owoców, jest także jasna i żółta w kolorze. Towar, który trafia do nas, jest ciemnobrązowy i nieco inny w smaku.

Zobacz także
konserwanty w jedzeniu

W wielu krajach zakazany, u nas znajdziecie ten toksyczny składnik w wielu produktach. Tego lepiej nie jedzcie

święta w Japonii

W tym kraju na święta jada się... kurczaka z KFC. Że co?!

Inne produkty, w których zauważono różnice to:

  • Panierowane paluszki rybne Iglo – w Węgrzech mają one grubszą panierkę niż np. te z Niemiec
  • Płatki śniadaniowe Specjal K – w Czechach są one jasne, w Niemczech ciemne, z kolei te we Włoszech i na Malcie są dużo słodsze niż te dostarczane do Bułgarii czy Słowenii
  • Jogurty Activia Danone – w Niemczech i Holandii mają bardziej kremową konsystencję i nieco kwaśny posmak, a w Belgii czy Chorwacji są sporo słodsze, ale o mniej zachęcającej konsystencji.

Tego typu różnice zgłaszane były od 5 lat, kiedy to Komisja Europejska zapowiedziała nowelizację przepisów o stosowaniu nieuczciwych praktyk handlowych. Jednak badanie z 2019 wykazało, że aż 33% tych samych produktów w rzeczywistości różniło się od siebie w zależności od miejsca, w którym miały być sprzedawane. 

Zmiana składu pod presją

Szerokim echem odbiło się w 2018 roku wejście do Polski amerykańskich chipsów Doritos. Wydarzenie poprzedzała intensywna kampania reklamowa, wszyscy zacielali ręce z radości, że i my w końcu doczekaliśmy się tych chipsów. Wkrótce po debiucie media obiegła skandaliczna informacja o różnicach w składzie wspomnianych chipsów. Te w Polsce zawierały olej palmowy, a te sprzedawane w Niemczech czy w USA - zdrowszy olej słonecznikowy. Konsumenci w naszym kraju nie kryli oburzenia.

Firma ugięła się pod presją i zmieniła skład Doritosów sprzedawanych w Polsce, zastępując kontrowersyjny tłuszcz palmowy słonecznikowym.

Zastosowanie nieco odmiennych receptur w produkcji napojów i żywności w zależności od miejsca na świecie nie jest niczym nietypowym i wynika z dążenia do dostosowania produktów do preferencji w zakresie smaku, potrzeb rynku, a także lokalnych smaków i nawyków, a także dostępności surowców do produkcji - pisał w liście do Wirtualnej Polski Jacek Borowiec z firmy Questia PR, odpowiedzialnej za kontakt z mediami w sprawie Doritos.

Czy inni producenci po odkryciach Komisji Europejskiej również zdecydują się wprowadzić zmiany? Zobaczymy.

Czytaj też:

Do Polski trafiają gorsze produkty spożywcze. Tak wykazał raport Komisji Europejskiej. Wiemy, które
Adobe Stock
Newsy
Do Polski trafiają gorsze produkty spożywcze. Tak wykazał raport Komisji Europejskiej. Wiemy, które
Zlecone badania przez Komisję Europejską wykazały ciekawe zjawisko, które może wiele osób zaniepokoić. Chodzi mianowicie o produkty dostarczane do poszczególnych krajów. Ich jakość różni się w zależności od państwa, do którego są eksportowane.

Komisja Europejska zleciła przeprowadzenie badań, które wykazało iż większość tych samych produktów sprzedawanych w różnych krajach europejskich różni się składem. Według przedstawionego raportu przez organizację różnice są widoczne przede wszystkim w smaku, wyglądzie, a także konsystencji danych artykułów spożywczych. To znaczna różnica i niepokojąca, co zmusiło Komisję do uważniejszego przyjrzenia się danej sprawie. Szczególnie jest ona widoczna na polskich sklepowych półkach.  Różnice w poszczególnych produktach  W badaniu Wspólnego Centrum Badawczego działającego u boku Komisji Europejskiej, wzięli udział odpowiedni testerzy, którzy próbowali poszczególnych produktów. Wyniki przeprowadzonych testów mogą być dla większości szokujące, gdyż pokazują, jak konkretne artykuły spożywcze różnią się ze względu na kraj, w którym są sprzedawane. W przedstawionym dokumencie przez organizację, wyróżnione zostały konkretne punkty jak smak, konsystencja, a nawet kolor sprawdzanego produktu. Najbardziej poszkodowanym rynkiem sprzedażowym w Europie według dokumentu jest Polska. To na jej rynek trafiają artykuły spożywcze gorszego sortu. Wśród nich znajduje się kilka popularnych produktów, które często trafiają do koszyka podczas zakupów. Coca-cola inna na polskich półkach  Według przeprowadzonych badań, jednym z produktów, jaki wyróżnia się na europejskich półkach sklepowych, jest Coca-cola. Sprzedawany napój w Polsce jest zdecydowanie słodszy, a także ma intensywniejszy smak oraz kolor niż ta przykładowo na Łotwie. Plusem napoju sprzedawanego w polskich sklepach jest to, że jest ona mniej kaloryczna niż w innych krajach europejskich. To...

Na Podkarpaciu lasy z grzybów „czyszczą” Rumuni. Leśnicy bezradni wobec tej konkurencji dla grzybiarzy
Adobe Stock
Newsy
Na Podkarpaciu lasy z grzybów „czyszczą” Rumuni. Leśnicy bezradni wobec tej konkurencji dla grzybiarzy
Podkarpackie lasy już od 3 lat odwiedzają grzybowi „turyści” z Rumunii. Przyjeżdżają dużymi grupami w jedno miejsce, ogałacają las z jadalnych grzybów, po czym przenoszą się w kolejne. Czy to jest zgodne z prawem?

W Polsce jak wszyscy wiemy, zbieranie grzybów w lesie jest całkowicie legalne i niczym niemalże nieograniczone. Każdy z nas może wejść do lasu i zapełnić dowolnej wielkości koszyk. Jest jeden warunek: podczas zbierania grzybów nie wolno niszczyć runa leśnego. Zorganizowany wysyp rumuńskich grzybiarzy Kolejny rok z tej dowolności zbiorów grzybów w Polsce, korzystają grzybiarze z Rumunii. Ostatnio znowu pojawili się w polskich nadleśnictwach. Wjeżdżają samochodami głęboko w las, co w Rumunii jest dozwolone i wybierają wszystko prawie że do gołej ziemi. Zebrane grzyby sortują, oczyszczają i pakują. Tak przygotowane zbiory są odbierane przez samochody-chłodnie i wywożone z Polski. Przyglądająca się temu procederowi Służba Leśna uważa, że grzyby opuszczające teren naszego kraju, trafiają do Francji, Niemiec i innych krajów Europy zachodniej. Lokalni, podkarpaccy grzybiarze narzekają, że po przejściu rumuńskiej grupy, nie mają po co wychodzić do lasu, bo wszystko jest dokładnie wyzbierane. I choć skarżą się miejscowej policji, ta twierdzi, że na razie nie ma podstaw prawnych do ścigania zagranicznych grzybiarzy. Zasady przemysłowego zbioru grzybów Teoretycznie zbiór runa leśnego w ilościach przemysłowych jest obwarowany konkretnymi przepisami, tj. trzeba podpisać stosowną umowę z Lasami Państwowymi. Jednak w przypadku rumuńskich zbieraczy nie ma jednoznacznych dowodów, czy wywożone z naszych lasów ilości grzybów, to właśnie ilości przemysłowe. Zaczepieni grzybowi turyści tłumaczą, że nie mają i nie potrzebują żadnych umów, ponieważ lasy w Polsce są otwarte i zbieranie dowolnych ilości grzybów jest w nich dozwolone, a oni jako obywatele państwa-członka Unii Europejskiej mają pełne prawo przebywać w tych lasach i jak wszyscy...

Mandat za zbieranie grzybów? Możecie zapłacić od 50-1000 zł. Sprawdzamy za co
AdobeStock/AdobeStock
Newsy
Mandat za zbieranie grzybów? Możecie zapłacić od 50-1000 zł. Sprawdzamy za co
Powszechny obrazek z polskich lasów w sezonie to dziesiątki samochodów na parkingach, a niektóre nawet w głębi lasu. Czy to legalne?

Polacy nie mogą narzekać. Zasady zbierania grzybów w Polskich lasach są najbardziej liberalne w Europie. Mamy prawo wejść do lasu i bez przeszkód zapełniać koszyki. Zbieranie grzybów w Polsce jest legalne i bezpłatne. Korzystają z tego Rumuni, którzy na Podkarpaciu „czyszczą" lasy z polskich grzybów . Istnieją jednak pewne ograniczenia, które wchodząc do lasu należy znać. Inaczej grożą nam kary. Trzy główne leśne wykroczenia. Pamiętajcie o nich! Pierwszy zakaz dotyczy parkowania. Do lasu nie można wjeżdżać samochodami. Jeśli przyjechaliście na grzyby, zaparkujcie auto na leśnym parkingu. W miejscach w których nie ma wydzielonych miejsc do parkowania, trzeba trzymać się głównych dróg leśnych i można na nich stanąć blisko drogi wjazdowej, ale tylko wtedy, gdy nie ma wyraźnego zakazu. Drugi powód mandatu, to zbieranie grzybów w nieodpowiednim miejscu. Nie wolno tego robić ani na terenach prywatnych, ani w rezerwatach. Trzeci powód kwalifikowany jako wykroczenie, to niewłaściwy sposób zbierania grzybów. Zakazane jest wyrywanie z całą grzybnią, bo w ten sposób niszczymy ściółkę leśną i możemy zostać za to ukarani. Zachowanie w lesie  Ostatnim powodem „zarobienia” mandatu jest zachowanie w lesie. Las jest przestrzenią, którą leśnicy chcą utrzymać w dobrym stanie, zapewniając jego mieszkańcom najlepsze warunki do życia. Dlatego wchodząc do lasu należy zachowywać się cicho, nie płoszyć żyjących w nim zwierząt, a także nie niszczyć roślin. Hałasowanie, płoszenie zwierząt, a także wyrywanie roślin, to kolejny powód otrzymania mandatu. Wysokie kary za leśne wykroczenia Za te cztery pierwsze naruszenia czyli: nieprawidłowe parkowanie zbieranie...

skąd się wzięła nazwa gołąbki
Adobe Stock
Newsy
Skąd się wzięła nazwa „gołąbki" i jaka jest historia tej potrawy?
Gołąbki to takie małe ptaki, prawda? Dlaczego więc farsz z mięsa i ryżu owinięty w liście kapusty nazywamy gołąbkami? Przecież ta potrawa nawet nie przypomina z wyglądu ptaków!

Nie tylko w Polsce nazywamy gołąbkami liście kapusty faszerowane mięsem, ryżem czy kaszą . Ta nazwa funkcjonuje też w innych krajach słowiańskich, np. w Czechach i na Słowacji są holubce , na Ukrainie, w Rosji i na Białorusi holubtsi (są różnice w pisowni, ale wymowa jest mniej więcej taka sama w każdym z tych krajów). Skąd ta nazwa? Są dwie teorie. Dlaczego gołąbki mają taką nazwę? Ale dlaczego akurat gołąbki? A nie zrazy z kapusty, zawijańce, ruloniki? Nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Część etymologów jest zdania, że nazwa przyszła do nas ze wschodu wraz z samą potrawą. Jak podaje Narodowe Centrum Kultury, gołębiom przypisywano cechy takie jak siła i czystość (całkiem inaczej niż współcześnie!), a jedzenie kaszy z mięsem i kapustą także miało dodawać krzepy. Druga teoria mówi o tym, że nazwę zapożyczyliśmy z… Francji, gdzie jadano niezwykle wykwintną potrawę z faszerowanych gołębi. Mięso zawijano w liście kapusty, by nie wyschło podczas pieczenia. W myśl tej teorii nasze tradycyjne gołąbki to ersatz tejże eleganckiej potrawy z francuskich dworów. Historia gołąbków Tyle nazwa, a co z samą potrawą? Przenieśmy się do XIX wieku. Kapusta, w każdej możliwej postaci, to główne pożywienie wśród chłopów i mniej zamożnych mieszkańców miast. Je się ją samą albo z dodatkami: ziemniakami, grochem, czasami z mięsem. Oczywiście nie brakuje też kapusty kiszonej , z której gotuje się zupę - kwaśnicę . Ale to właśnie wtedy chłopi zaczynają zawijać kaszę w liście kapusty i przyrządzają w ten sposób gołąbki. Z ciekawostek: w liście kapusty zawijało się też pierogi.  W Polsce gołąbki najprawdopodobniej robiono najpierw na kresach, a w książkach kucharskich z XIX w. nazywano je kapustą faszerowaną (tak jak w tym...