Tyle kosztowały święta 15 lat temu. Karp czy 10 jajek miały ceny jak z innego świata
Adobe Stock
Newsy

Chaos w sklepach po obniżce VAT. Ale większość cen spadła

Portal „Fakt” sprawdził, jak sklepy poradziły sobie z obniżką cen z tytułu zerowego VAT.

W związku z czasową obniżką podatku VAT na niektóre produkty żywnościowe, sklepy z dnia na dzień musiały obniżyć ceny na półkach. Jeszcze 31 stycznia w cenach wielu artykułów zawarte było 5% podatku, a już 1 lutego podatek ten wynosił 0%. Jak sprzedawcy poradzili sobie z wprowadzeniem zmiany w ciągu zaledwie jednej nocy? Nie wszędzie było idealnie.

Magda Gessler odpowiada na pytania

Co objęła zmiana stawek VAT od 1 lutego 2022 roku?

Czasowa obniżka podatku VAT, na którą zdecydował się polski rząd, jest wynikiem galopującej inflacji. Ceny nie rosły tak szybko od 20 lat. Mateusz Morawiecki ogłosił zmianę stawek VAT na wybrane produkty żywnościowe jako jedno z działań tzw. tarczy antyinflacyjnej. Zmiana została wprowadzona 1 lutego 2022 r. i będzie obowiązywała do końca lipca tego roku.

Zostały nią objęte produkty przypisane wcześniej do stawki VAT 5% i są nimi między innymi:

  • Pieczywo
  • Nabiał
  • Tłuszcze
  • Owoce i warzywa

Szef rządu zaapelował do przedsiębiorców o uwzględnienie tej zmiany w cenach produktów i zagroził, że instytucja kontrolne takie jak UOKIK będą sprawdzały, czy sklepy zastosowały się do wymagań. Jednocześnie zwrócił się do konsumentów, aby także rozliczali sprzedawców z zastosowania obniżek.

Zobacz także
Ultimatum dla sieci: obniżka cen albo kary. UOKIK już sprawdza ceny żeby mieć porównanie, ale sieci były sprytniejsze

Ultimatum dla sieci: obniżka cen albo kary. UOKiK już sprawdza ceny, żeby mieć porównanie

Sieci obniżają ceny i podnoszą pensje pracownikom. Ekonomiści .......Wiemy na czym w obec tego będą zarabiać i to nie jest dobra wiadomość.

Sklepy obniżają ceny. Ekonomista: „Koszty będą przeniesione na dostawców i inne kategorie produktów”

Chaos w sklepach, kłótnie przy półkach

To jak sklepy zareagowały na wprowadzoną obniżkę, sprawdził 1 lutego portal „Fakt”. Z przeprowadzonego przez gazetę badania wynika, że ceny rzeczywiście zostały obniżone, choć nie wszystkie o dokładnie 5%. W niektórych przypadkach zaobserwowano nawet podwyżki:

- Na 26 produktów, które sprawdzamy, mamy podwyżki tylko w 2 przypadkach, a w 3 nie ma żadnej zmiany. To oznacza, że 21 artykułów potaniało. W niektórych przypadkach są to zmiany symboliczne, ale zdarzały się także zmiany dwucyfrowe.

Ustalenie zmiany cen nie jest łatwe, bo poza obniżką wprowadzoną jako tarcza antyinflacyjna, cały czas trwa wysoka inflacja. W związku z tym w wielu przypadkach, obniżka podatku VAT została skonsumowana przez inflację. Na półkach można jednak zauważyć czy w cenie została uwzględniona zmiana w wysokości podatku VAT z 5% do zera. Zwróćcie uwagę na etykiety cenowe w sklepach. Na przykład w sklepach Biedronka znajdują się na nich informacje o starym i nowym VAT oraz nowa cena pomniejszona o zerowy VAT.

Dziennikarze „Faktu” zauważyli, że nie wszędzie rano sklepy były gotowe do obsłużenia klientów według nowych zasad:

- Ceny w jednym ze sklepów Społem zmieniały się na naszych oczach. Dosłownie, w wielu przypadkach towar na półkach był, ale brak było informacji, ile kosztuje, a zdezorientowani klienci chodzili do czytnika cen lub pytali zabieganą obsługę.

Taki chaos wywoływał kłótnie przy półkach, klienci niecierpliwili się i awanturowali. Pozostaje mieć jednak nadzieję, że podobne zamieszanie nie będzie się powtarzało w kolejnych dniach, a ceny zostaną zmienione zarówno w systemach kasowych, jak i na półkach.

Nie możemy jednak zakładać, że obniżone ceny utrzymają się. Inflacja cały czas wpływa na koszt wytworzenia żywności i jej ceny nadal będą rosły.

Źródło: Fakt.pl

biedronka pensje
AdobeStock
Newsy
Podatek cukrowy to nic. Kolejny jeszcze bardziej odbije się na waszych portfelach. Koniec z tanimi zakupami
Mogłoby się wydawać, że podatek cukrowy załatwi sprawę podwyżek na ten rok. Nic bardziej mylnego! Prawdziwe podwyżki dopiero przed wami.

Już teraz, bardzo często, daje się zauważyć, że 100 zł na zakupy starcza na symboliczną ilość produktów. Drożeją napoje energetyczne, słodzone oraz tzw. małpki, czyli mini butelki z alkoholem. Co jeszcze? Podatek cukrowy jako początek zmian Na początku roku mogliście się przekonać o pierwszych podwyżkach, które działają na skalę kraju i bez wyjątku. Podatek cukrowy zmusił przedsiębiorców do podwyższenia cen napojów, w których składzie znajduje się cukier. Ceny coli, energetyków i słodzonych soków poszybowały w górę. Podatek cukrowy odczuli również konsumenci, którzy na zakupy wydają obecnie znacznie więcej. Jak się okazuję, podatek od cukru to nie jedyny pomysł rządzących na podwyżki cen w sklepach. Do produktów, które będą kosztowały znacznie więcej, dojdą niebawem i inne pozycje. Największe sieci handlowe zaczną płacić podatek handlowy Podatek handlowy to podatek od sprzedaży detalicznej. Zapłacą go największe sieci handlowe. Biedronka około 700 mln zł, Lidl kolejne 200 mln zł. Podatkiem objęte zostaną także sieci ze sklepem elektronicznym, czyli wszystkie, w których kupujecie sprzęty RTV i AGD. Efektem takiego stanu rzeczy mogą być albo wyższe ceny na półkach, albo gorsze promocje, albo twarde negocjacje z dostawcami. Z treści na portalach internetowych można również wywnioskować, że już niedługo, bo 25 lutego przedsiębiorstwa będą musiały przelać pieniądze na konto fiskusa. Już w grudniu ministerstwo Tadeusza Kościńskiego poinformowało, że rusza masowy pobór podatku. Ministerstwo tłumaczy fakt podatku handlowego jako szansę dla polskich małych i średnich sieci handlowych. Właśnie one zapłacą go znacznie mniej. Sieci będą szukać rozwiązań Mimo że Ministerstwo Finansów nie zakłada...

Polacy bardziej boją się wzrostu cen żywności niż... wojny! Inflacja dobije konsumentów?
AdobeStock
Newsy
Polacy bardziej boją się wzrostu cen żywności niż... wojny! Inflacja dobije konsumentów?
Inflacja nie odpuszcza. Wszyscy zauważyli już zapewne ogromny wzrost cen żywności, ale to nie koniec… Niestety, wygląda na to, że będzie tylko gorzej...

Chyba każdy Polak dostrzegł już galopujące w górę ceny. Drożeją artykuły pierwszej potrzeby i żywność , ale także materiały budowlane i usługi. Inflacja do pewnego stopnia jest naturalnym zjawiskiem w gospodarce i ekonomii, ale stopień inflacji w Polsce jest alarmująco wysoki. Zauważa to dosłownie każdy. Wzrost cen żywności – największy strach Polaków Drożyzna bardzo mocno wpływa na jakość życia Polaków. U niektórych osób podwyżki cen idą w parze z podwyżkami pensji lub emerytur . To jednak zdecydowana mniejszość. Niedawno informowaliśmy o tym, że wielu emerytów nie ma nawet na podstawowe artykuły żywnościowe . Okazuje się, że inflacja to też jedna z największych obaw Polaków. Wyniki ostatnich badań wprawiają w osłupienie. United Surveys przeprowadziło niedawno badanie na zlecenie Dziennika Gazety Prawnej i RMF FM. Przepytali oni Polaków o ich obawy. 36,6 procent respondentów obawia się wzrostu cen. To naprawdę imponujący wynik! Mniej osób obawia się wojny, lub ponownego lockownu. 16,6 % ankietowanych obawia się ponownego zamrożenia gospodarki, czyli popularnego lockownu Wojny boi się 14,6 % przebadanych Ponowne uderzenie pandemii to obawa dla 14,2 % respondentów 6,2 % respondentów nie ma żadnych obaw Wzrost cen boją się młodzi mężczyźni Wzrostu cen boją się w większym stopniu mężczyźni, niż kobiety. Aż 39% przedstawicieli płci męskiej wskazało to jako swoją obawę, w porównaniu do 33% wśród kobiet. Ponowne zamknięcie gospodarki to też większy strach dla mężczyzn niż kobiet. Kobiety za to bardziej obawiają się politycznej wojny. 22% respondentek udzieliło takiej odpowiedzi. Kolejna fala pandemii to strach dla ok. 16% kobiet. Co interesujące, wzrostu cen bardziej boją się młodzi (18-29 lat) ludzie. 58%...

Morawiecki nie wie, ile kosztuje w Polsce chleb? Sprawdzamy to dla niego
ONS/Pixabay
Newsy
Morawiecki nie wie, ile kosztuje w Polsce chleb? Sprawdzamy to za niego
Inflacja galopuje i wszyscy zastanawiają się czy ktoś jeszcze ma nad nią kontrolę. Premier Morawiecki nie wie nawet, ile kosztuje w Polsce chleb.

Zapytany o ceny chleba podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu, premier Mateusz Morawiecki odpowiadał na pytanie dziennikarza długo i kwieciście. Ktoś policzył, że wypowiedź premiera trwała 1,5 minuty. Szef rządu dotknął w niej tematu rolników i emerytów, ale nie doszedł do sedna i nie odpowiedział na zadane pytanie. Czyżby nie miał pojęcia, ile muszą zapłacić Polacy za  bochenek chleba ? Szybująca inflacja to kłopoty zwykłych ludzi W zeszłym miesiącu Główny Urząd Statystyczny ogłosił, że inflacja w Polsce osiągnęła już 5,4% i jest najwyższa od 20 lat. Ceny rosną bardzo szybko , a wiodącymi pozycjami, które napędzają wzrost cen żywności i produktów pierwszej potrzeby są paliwa, energia elektryczna i gaz. To powoduje, że wzrastają koszty wytwarzania żywności oraz jej transportu, a to z kolei wpływa na końcową cenę jedzenia na półkach. Wypowiadając się podczas Forum Ekonomicznego, premier co prawda nie odpowiedział na pytanie o ceny chleba, jednak dotknął tematu sytuacji rolników, podkreślając, że wzrost cen zbóż to dla tej grupy dobra wiadomość. Nie skomentował sytuacji zwykłych Polaków, dla których drożejące jedzenie staje się prawdziwym problemem, wykorzystał jednak pytanie do przypomnienia, że Polski Ład, który przygotował rząd, w zakresie podniesienia kwoty wolnej od podatku obejmując emerytury do 2500 zł, oznacza, że emerytom zostanie w kieszeniach około stu złotych miesięcznie więcej. Nie pierwszy raz premier mierzy się z pytaniami dziennikarzy o ceny. Wcześniej został skrytykowany za to, że starał się udowodnić, że co prawda ceny rosną, jednak pensje Polaków rosną szybciej. Codzienny chleb Polaków najdroższy od 10 lat Portal dlahandlu.pl, który od lat monitoruje tzw. koszyk cenowy obliczył, że w sierpniu średnia...

Wicepremier i minister rolnictwa: "Ceny jeszcze nie wzrosły". To żart czy objaw niekompetencji?
Flickr
Newsy
Wicepremier i minister rolnictwa: „Ceny jeszcze nie wzrosły”. W sklepach będzie jeszcze drożej?
Czy politycy partii rządzącej żyją w innym kraju czy tylko nie chodzą do sklepów? Czy Henryk Kowalczyk, wiceminister w rządzie Mateusza Morawieckiego, nie wie co się dzieje z cenami?

Polityk partii rządzącej, zapytany przez dziennikarza Polsat News o przewidywane ceny żywności na święta, odpowiedział dość beztrosko, że nie ma co przewidywać spadków cen przed końcem roku, bo tak naprawdę ceny jeszcze nie wzrosły. To dość szokująca wypowiedź przedstawiciela rządu. Jak ją rozumieć i co oznacza? Dlaczego Henryk Kowalczyk uważa, że ceny jeszcze nie wzrosły? Taka odpowiedź mogłaby wskazywać na to, że osoby rządzące Polską nie mają podstawowej wiedzy na temat sytuacji w kraju lub po prostu mijają się z prawdą. Innym wytłumaczenie może być to, że przedstawiciele partii rządzącej celowo zdają się nie zauważać sytuacji finansowej Polaków. Jeszcze innym wytłumaczeniem wypowiedzi ministra rolnictwa jest to, że jako przedstawiciel władzy wie coś więcej niż przeciętny Polak, który codziennie robi zakupy i przeciera oczy ze zdumienia, widząc zmieniające się ceny na półkach w sklepach. Może minister przewiduje, że ceny dopiero poszybują, a obecne wzrosty są drobnymi korektami w stosunku do tego co nas czeka przed świętami? - Na święta ceny żywności nie spadną, bo one jeszcze tak nie wzrosły. Ceny żywności będą rosły w następnym etapie, bo wzrastają ceny środków produkcji rolnej, czyli nawozy, za co odpowiedzialna jest cena gazu – stwierdził wicepremier. Faktyczny wzrost cen w sklepach, cena kurczaka o 45% w górę Wypowiedź Henryka Kowalczyka została bardzo ostro skrytykowana przez byłego ministra gospodarki, Janusza Piechocińskiego: - Mamy rząd, który uważa, że inflacja nie przekroczy 5 proc. Mamy prezesa Narodowego Banku Polskiego, który celowo osłabia złotego, by wspomóc polski rząd. Tymczasem są słabsze grupy dochodowe, dla których żywność, rachunki i opłaty oraz wydatki na leki to podstawa domowego budżetu. W wypowiedzi dla...