Bożonarodzeniowe paczki  i zabawy dla dzieci pracowników w PRL. Pamiętacie?
własne
Newsy

Bożonarodzeniowe paczki i zabawy w zakładach pracy dla dzieci pracowników w PRL-u. Pamiętacie?

Do dzisiaj firmy szykują paczki dla dzieci swoich pracowników. Ale obecnie kilogram pomarańczy, czekolada i sezamki nie są takim rarytasem jakim były w latach 70. i 80. Co dzieci dostawały w PRL od pracodawców swoich rodziców?

Na te paczki świąteczne z zakładów pracy wszyscy czekali z utęsknieniem. I choć nazywano je paczkami dla dzieci, to i mamy też znajdowały w nich coś dla siebie. I to takie smakołyki, których nie były w stanie kupić w sklepach. Z tego powodu paczki dla dzieci były wyczekiwanymi prezentami dla całej rodziny. 

Magda Gessler odpowiada na pytania

Paczki pachnące pomarańczami, a w nich „bajkowe” i „pierroty”

Prawdziwe szczęście miały rodziny, w których było więcej niż jedno dziecko. Mama lub tata przynosili wtedy przynajmniej dwie ogromne torby wypełnione smakołykami. Co znajdowało się w bożonarodzeniowych paczkach dla dzieci?

Były w nich zwykle same słodycze. To dopiero po latach, do świątecznych paczek dla dzieci, firmy zaczęły dokładać drobiazgi do zabawy na wzór jajek z niespodzianką. W czasach PRL-u największą radością dla dzieci i rodziców było otrzymanie samych łakoci.

Oto co dzieci znajdowały w paczkach:

  • Pomarańcze, a z czasem też mandarynki
  • Czekoladę z orzechami
  • Czekoladowego mikołaja
  • Pierniczki w lukrze i pierniczki w czekoladzie
  • Mieszankę czekoladową „wedlowską”, z której w pierwszej kolejności wyjadane były trufle „Bajeczne” i „Pierroty” z drobinkami orzechów
  • Blok waflowy
  • Sezamki
  • I... kawę dla mamy

Zabawy świąteczne dla dzieci w zakładach pracy

Poza paczkami, zakłady pracy w PRL obowiązkowo organizowały zabawy świąteczne dla dzieci. W dużej sali konferencyjnej, stołówce pracowniczej lub na korytarzu stawała ubrana choinka, a do dzieci wychodził prawdziwy, olbrzymi Mikołaj.

Maluchy otrzymywały słodki poczęstunek, a gdy już się najadły i zasłodziły, były zapraszane do zabawy. Najważniejszą, obowiązkową zabawą była ta z noszeniem jajka na łyżce. Do wyścigu ustawiano w rzędach kilkoro dzieci w podobnym wieku, dawano im do ręki łyżkę, na której miały ułożyć jajko.

Bożonarodzeniowe paczki  i zabawy dla dzieci pracowników w PRL. Pamiętacie?
Adobe Stock

Trzymając łyżkę jedną ręką i nie dotykając jajka, dzieci miały jak najszybciej przejść, a jeszcze lepiej podbiec, do wyznaczonej mety. Utrzymanie jajka na łyżce nie było łatwe, szczególnie dla kogoś, kto próbuje iść bardzo szybko. Zdarzało się, że jajko spadała, a wtedy zawsze pękało, rozlewało się i dyskwalifikowało zawodnika. Zwyciężał ten, kto pierwszy dobiegł do mety z całym jajkiem na łyżce.

Bożonarodzeniowe paczki  i zabawy dla dzieci pracowników w PRL. Pamiętacie?
własne

Inne zabawy to wyścigi skoków w workach, przeciąganie liny czy korowody, w których najlepiej zawsze bawiły się panie opiekunki...

Zobacz także
W PRL-u dzieci podkradały te cukierki, a rodzice robili z nich likier. Przypominamy przepis na ten trunek

W PRL-u dzieci podkradały te cukierki, a rodzice robili z nich likier. Przypominamy przepis na ten trunek

W warzywniakach w PRL sprzedawano gumę do żucia. Zostawała po niej historyjka. Pamiętacie co to za guma?

W warzywniakach w PRL sprzedawano gumę do żucia. Zostawała po niej historyjka. Pamiętacie co to za guma?

Źródło: stronakobiet.pl

pepco promocje
Pixabay
Newsy
Planujesz upiec świąteczne pierniczki? W Pepco znajdziesz coś niesamowitego. Kosztuje grosze
Szukasz drobnego, niezobowiązującego prezentu, który zachwyci twoich bliskich? Chyba znaleźliśmy coś dla ciebie!

Święta tuż, tuż! Może jeszcze jest trochę za wcześnie na odkurzanie choinkowych ozdób, ale z pewnością już od pierwszych dni grudnia wszyscy chcąc czy nie chcąc zaczniemy odczuwać świąteczny nastrój. Zwłaszcza, że już niebawem Mikołajki! Planujecie coś specjalnego dla swoich bliskich? Bo mamy pomysł na świetny prezent! Mikołajkowe niespodzianki W każdym domu Mikołajki są obchodzone nieco inaczej. W niektórych się przyjęło, że upominki dostają tylko dzieci, więc gdy wszyscy już dorosną, to Mikołajek nie obchodzi się w ogóle. Często też ustala się z rodziną, że mikołajkowe prezenty to bardzo drobne upominki lub słodycze, a „właściwe” prezenty znajdą się w Wigilię pod choinką. Dlatego warto tego dnia podarować swoim bliskim coś, co nie wymaga wielkich nakładów finansowych ani wysiłku (żeby ich nie speszyć!), za to wywoła uśmiech na ich twarzach. Świetnie sprawdzają się prezenty, które szybko znikają – na przykład… domowej roboty pierniczki! Ręcznie robione słodkości Czy jako dzieci robiliście czasem z mamą albo babcią kruche ciasteczka? Mnóstwo było przy tym zabawy! Ciastka wykrawało się za pomocą specjalnych foremek lub po prostu przy użyciu szklanki albo kubka. Dawniej możliwości były dość ograniczone i foremki występowały w prostych kształtach – choinek, serduszek czy dzwoneczków. Dziś możemy za kilka złotych kupić piękne akcesoria do pieczenia ciasteczek w urocze, świąteczne wzorki! Sklepy Pepco mają w swojej najnowszej kolekcji foremki do wycinania ciasteczek w kształcie reniferów, śnieżynek i ciastkowych ludzików - i to wszystko za parę złotych!         Wyświetl ten post na Instagramie.          ...

Mówiąc o plujcie wcale nie mamy na myśli muchy. Tak w PRL-u podawano pewien napój
własne
Newsy
Pamiętacie „plujki”? Wcale nie chodzi o muchy. Tak w PRL-u podawano pewien napój
Herbata plujka i kawa zalewajka to jedyne w swoim rodzaju napoje podawane w dawnej Polsce. Na czym polegało ich parzenie?

Dzisiejsze sposoby podania różnią się, bo herbaty są pakowane w torebki i herbaciane fusy nie dostają się do ust podczas picia. Parząc herbatę liściastą, używamy z kolei pojemników do parzenia i sitek, które pozwalają okiełznać pływające fusy. Kawę parzymy w ekspresach i ich fusy również nie przeszkadzają nam delektować się smacznym naparem. Kiedyś tak nie było. Tak w PRL-u pito herbatę plujkę Ktoś pamięta jakie marki herbaty można było kupić w sklepach w PRL-u? Wszystkie herbaty wprowadzała do sklepów Spółdzielnia Spożywców „Społem”. Nawet w tych czasach w sklepach można było dostać kilka rodzajów herbaty. Pierwotnie dzielono je na tzw. „plujki” czyli niskojakościową herbatę, której liście nie opadały na dno szklanki, nawet po długim parzeniu. Do plujek należała herbata „Popularna”. A także herbaty uznawane za lepsze, jak herbaty Madras, które parzyły się dokładniej, a obciążone listki spadały na dno szklanki i nie przeszkadzały w piciu. Z czasem jednak herbatą plujką zaczęto nazywać wszystkie napary zaparzone bezpośrednio w szklance, bez użycia sitka. Czyli nazwę „plujka” przypisywano sposobowi parzenia, a nie gatunkowi herbaty. Do szklanki wsypywało się trochę listków, zalewało się, a potem po piciu….pluło różnymi rodzajami listków. Dlatego nazywała się pewnie „plujką” - dociekano w filmie  „Herbata Popularna czy Kawa plujka? Czyli PRL w filiżance” Jak pito w PRL-u kawę? Ilość kaw dostępnych w tamtych czasach mocno odbiegała od tego, do czego dziś jesteśmy przyzwyczajeni. Wg „Muzeum życia w PRL-u” na rynku były tylko dwa rodzaje kawy: kawa zbożowa kawa naturalna Każda z nich miała oczywiście różne marki,...

W warzywniakach w PRL sprzedawano gumę do żucia. Zostawała po niej historyjka. Pamiętacie co to za guma?
Adobe Stock
Newsy
W warzywniakach w PRL sprzedawano gumę do żucia. Zostawała po niej historyjka. Pamiętacie co to za guma?
Białe kostki z rowkami, miały obłędny zapach i smak. Zawinięte były w kolorowy papierek z historyjką z jednej strony i kaczorem Donaldem z drugiej. To „donaldówy”.

W warzywniakach i kioskach Ruch można było dostać dwa rodzaje łakoci. Jedyne, których nie brakowało w PRL-u, w czasach, gdy ciężko było kupić inne, atrakcyjne słodycze. To były gumy do żucia. Jedne, to kolorowe kulki sprzedawane w podłużnych rynienkach, drugie, to kultowe dziś „donaldówy”. Mowa o owocowych, balonowych gumach do życia z historyjkami, za którymi przepadały dzieci. Skąd pochodzą radosne, kolorowe, pachnące gumy Donald? Początki gumy Donald sięgają 1948 roku, czasów powojennych. Holenderscy bracia Jules i Robert Markusowie, oglądając filmy wojenne, których w tych czasach powstawało mnóstwo, zauważyli, że alianccy żołnierze częściej żuli gumę niż rosyjscy żołnierze palili papierosy. Zaczęli więc produkować smakołyki do żucia w swojej wytwórni Maple Leaf, w Amsterdamie. W latach 70. firmę kupił amerykański koncern General Foods, a produkowane przez braci gumy do żucia zaczęły przeżywać rozkwit. W tym samym czasie nowy właściciel kupił od Disneya licencję na uwielbianą przez amerykańskie dzieci Myszkę Miki i jej przyjaciół, a jeden z nich – Donald stał się twarzą nowej odsłony gum do żucia. Do gum zaczęły być dołączane historyjki obrazkowe przedstawiające przygody Myszki miki, Donalda i ich paczki przyjaciół. Guma Donald – powiew zachodu dla dzieci żyjących w PRL W gumach Donald wszystko było wyjątkowe. Kostka była opakowana w bardzo kolorowy papierek co w czasach, gdy nawet Świat Młodych był jeszcze czarno – biały nie było częste. Papierek był doskonałej jakości, błyszczący, kolorowy, nie przecierał się, co nie było bez znaczenia, gdy się zbierało historyjki, wielokrotnie je wyjmowało, przeglądało czy dokonywało wymiany na inne z kolegami. Historyjki były ciekawe i zabawne, każda miała jakąś puentę. Guma nie kosztowała...

Tak obchodzono wigilie pracownicze w PRL-u. Przypominamy co jadano w czasie firmowego "śledzika"
Wikipedia Commons
Newsy
Tak obchodzono wigilie pracownicze w PRL-u. Przypominamy co jadano w czasie zakładowego „śledzika"
Wigilie firmowe to wcale nie wymysł dzisiejszych czasów. Organizowano je od lat, zawsze były okazją do integracji pracowników i przyjęcia oficjalnych życzeń od szefa.

Na początku XX wieku firmowe „śledziki” odbywały się głównie w gronie męskim. Nie dlatego, że kobiety w tym czasie gotowały w domach. Powodem było to, że w tych czasach pracownikami byli przede wszystkim panowie. A jak obchodzono „śledzika” za czasów PRL-u? Zakładowy „śledzik” w PRL-u to była oficjalna uroczystość Kolacja wigilijna w pracy wymagała specjalnych przygotowań. Panie wyciągały z szaf najlepsze sukienki lub eleganckie garsonki, panowie, nawet jeśli na co dzień szli do pracy w swetrach, na „śledzika” zakładali garnitury. Wigilia zakładowa była uroczystym wydarzeniem, nawet gdy odbywała się w stołówce pracowniczej, a wigilijne dania przygotowywały te same kucharki, które codziennie serwowały ogórkową i leniwe. Spotkania organizowane były na miejscu, w stołówkach, w salach BHP czy też konferencyjnych, na terenie zakładu pracy, choć zdarzały się instytucje, które zapraszały pracowników do restauracji. Skąd dziś wiemy co jadano podczas wigilijnych spotkań pracowniczych w dawnych czasach? Stałym punktem każdej takiej imprezy były zdjęcia. Chętnie fotografowano zastawione stoły i uczestników uroczystości. Zdjęcia zdradzają m.in., że choć biesiadnicy pojawiali się na „śledziku” w eleganckich strojach, z czasem panowie zrzucali marynarki i rozluźniali krawaty. Co podawano na pracownicze wigilie w PRL-u? Wigilie dla swoich pracowników organizowała większość zakładów pracy. Odbywały się w szkołach, urzędach, domach dziecka czy jednostkach milicji i straży pożarnej. „Śledzik” zawsze był imprezą, na której podawano alkohol. W czasach PRL na stołach królowała czysta wódka, a dla kobiet szykowano słabszą, kolorową wódkę, jak jarzębiak. Stoły uginały się od...