Bary mleczne w Polsce upadają jeden po drugim. "Klienci wybierają makarony, a nie mięso czy ryby"
AdobeStock
Newsy

Bary mleczne w Polsce upadają jeden po drugim. „Klienci wybierają makarony, a nie mięso czy ryby"

Źle się dzieje na rynku gastronomicznym. Trwa trudny okres dla restauracji i niewiele wskazuje na to, by w najbliższym czasie ich sytuacja miała się poprawić.

Inflacja powoduje, że sytuacja w wielu polskich domach staje się bardzo trudna. Stać nas na coraz mniej, a w pierwszej kolejności rezygnujemy z wydatków na rzeczy, które nie są nam niezbędne do życia - na przykład przestajemy chodzić do restauracji i jemy w domu, ponieważ tak jest taniej.

Cierpią nie tylko gospodarstwa domowe, ale też przedsiębiorcy - zwłaszcza restauratorzy. Sytuacja jest na tyle dramatyczna, że wiele lokali po prostu kończy działalność ze względu na inflację. 

W kryzysie najmocniej cierpią małe restauracje

Przedsiębiorcy z Północnej Izby Gospodarczej biją na alarm i zwracają uwagę na to, co się dzieje na rynku gastronomii w Szczecinie, który jak w soczewce skupia wszystkie problemy polskiej branży restauracyjnej. A dzieje się bardzo źle, ze względu na szalejącą inflację.

Eksperci podkreślają, że w ciągu zaledwie kilku miesięcy upadło tam już kilka restauracji, w tym dwa bary mleczne. Powód? Nieprawdopodobne tempo wzrostu cen produktów potrzebnych do przyrządzenia sprzedawanych posiłków. 

– Ceny produktów rosną dynamicznie, a restauratorzy nie mogą pozwolić sobie na przerzucanie kosztów na klientów, bo ci nie będą w stanie płacić 40-50 proc. więcej za danie. Restauracje więc popadają w długi lub upadają. Północna Izba Gospodarcza apeluje o przyjęcie pakietu ratunkowego i zwrócenie uwagi na sytuacje małych przedsiębiorstw – powiedziała Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

W najtrudniejszej sytuacji są bary mleczne i małe, rodzinne restauracje, które mają niskie marże oraz klientów przyzwyczajonych do przystępnych cen. Właściciele takich lokali mają duży problem, ponieważ gdyby podnieśli ceny za dania, ich klienci po prostu przestaną do nich przychodzić.

Z drugiej strony jeżeli restauratorzy nie podniosą cen, to lokale zaczną przynosić im straty. Efekt? Restauracje upadają jedna za drugą. 

Zobacz także
Ceny w sklepach osiągają wyżyny absurdu? "Zwykła bułka 1,20 zł"

Ceny w sklepach osiągają już wyżyny absurdu? „Zwykła bułka 1,20 zł" - skarży się internauta

To samo mleko w aż tak różnych cenach? Tak działa ... inflacja, a to dopiero początek

To samo mleko w aż tak różnych cenach? Przygotujcie się na takie skutki inflacji

Produkty drożeją z dnia na dzień

Drogie składniki potrzebne do ugotowania serwowanych dań są tylko jednym z powodów wzrostu cen w restauracjach. W końcu na cenę widoczną w menu składa się także czynsz za lokal, wynagrodzenia pracowników, opłacenie składek przez właściciela, a także opłaty - za wodę, prąd, gaz i ogrzewanie.

A te wzrosły w ostatnim czasie nieprawdopodobnie. Małe lokale gastronomicznie nie są w stanie udźwignąć takich podwyżek. Hanna Mojsiuk z PIG w Szczecinie wyraziła swoje obawy co do tego, że czeka nas upadek wielu restauracji. 

– Klienci chcą odwiedzać lokale, ale po prostu ich nie stać na to, by pozwolić sobie na obiad z całą rodziną. Boimy się, że niebawem restauracje będą świecić pustkami

Niektórzy restauratorzy mówią wprost - obecna sytuacja jest dla nich gorsza niż lockdown spowodowany przez COVID-19. 

Źródło: biznes.interia.pl 

Magda Gessler odpowiada na pytania

Obiad w restauracji nie dla każdego. Ceny wzrosną nawet o 20 procent
AdobeStock
Newsy
Obiad w restauracji nie dla każdego. Ceny wzrosną nawet o 20 procent
Nie mamy dobrych wiadomości – choć restauracje się otwierają, ceny dań zwalają z nóg.

W trakcie pandemii koronawirusa i przeciągających się lockdownów, restauratorzy byli zmuszeni zamknąć swoje lokale i nie mogli prowadzić działalności tak, jak wcześniej. Teraz gdy zakażeń jest coraz mniej i restauracje mogą ponownie przyjmować gości, rzeczywistość wcale nie rysuje się różowo. Wiele wskazuje na to, że ceny w lokalach mogą wzrosnąć nawet o 20 procent! Czym to jest spowodowane? Drożyzna w restauracjach Mogłoby się wydawać, że powodem podwyżki cen w restauracjach jest fakt, że restauratorzy chcą sobie „odbić” czas lockdownu. Choć część z nich to robi, w większości przypadków wysokie ceny w lokalach są spowodowane czynnikami, na które ich właściciele nie mają w ogóle wpływu. O szczegółach opowiedziała w „Business Insider” Agnieszka Furmaniak z Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej: To oczywiście zależy od restauratora i profilu restauracji. Wszystko zdrożało. Podwyżki cen widać szczególnie na produktach spożywczych: w górę poszły ceny zbóż i mięsa. Ogromnie zdrożały także śmieci - niektórzy restauratorzy muszą mierzyć się nawet z 500 proc. wzrostem - ceny mediów także poszły w górę, a trzeba przecież pamiętać, że prąd i woda w restauracji są w ciągłym użyciu. Opłata cukrowa dotyka nas przy sprzedaży lemoniady. Restaurator musi płacić ten podatek, jeżeli sprzedaje napoje słodzone klientowi. Poza tym są zmiany w samych dostawach. Zdarza się, że cena pozostaje u producenta ta sama, ale gabaryty się zmniejszają Brak rąk do pracy Kolejnym problemem, z którym mierzą się restauratorzy, jest brak pracowników . W trakcie pandemii, gdy sytuacja w gastronomii była bardzo niepewna, część osób z branży postanowiła szukać pracy w innych miejscach. Teraz nie chcą wracać do kuchni – zwykle jako...

Zjecie posiłek w lokalu już od poniedziałku? Restauratorzy nie chcą czekać, ogródki to za mało
AdobeStock
Newsy
Zjecie posiłek w lokalu już od poniedziałku? Restauratorzy nie chcą czekać, ogródki to za mało
Przedstawiciele branży gastronomicznej są niezadowoleni z propozycji rządu i planują pozew – twierdzą bowiem, że nie mogą tak długo czekać na otwarcie swoich restauracji.

Niedługo nadejdzie długo wyczekiwana chwila – już od poniedziałku będzie można zjeść posiłek w restauracji na świeżym powietrzu, a od 28 maja wszystkie restauracje w końcu będą mogły zostać otwarte, choć pod pewnymi warunkami. Mimo to, część restauratorów jest niezadowolona z wprowadzonych rozwiązań i planują pozew! Poznajcie szczegóły. Kryzys w gastronomii Branża gastronomiczna mocno ucierpiała w trakcie lockdownu. Przez wiele miesięcy normalne funkcjonowanie restauracji było zabronione i pozwolono jedynie na serwowanie potraw na wynos. Takie rozwiązanie sprawdzało się tylko częściowo – przede wszystkim w miejscach, które już przed pandemią oferowały głównie sprzedaż z dowozem, takich jak na przykład pizzerie. W o wiele gorszej sytuacji znalazły się lokale, które wcześniej w ogóle nie sprzedawały jedzenia na wynos – dotyczy to głównie eleganckich restauracji na miejskich starówkach lub w miejscowościach turystycznych. Co prawda restauratorzy mogli liczyć na tarczę finansową od rządu, jednak zdaniem wielu z nich taka pomoc to za mało. Wiele restauracji nie przetrwało lockdownu i zbankrutowały. Apel o szybsze otwarcie restauracji Członkowie Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej apelują do rządzących, by zezwolili na wcześniejsze otwarcie restauracji. Ich zdaniem lokale gastronomiczne powinny już być czynne, zwłaszcza biorąc pod uwagę spadek zakażeń: Apelujemy do rządu, aby gastronomia tradycyjna, przy zachowaniu reżimu sanitarnego została otwarta od 17 maja. Nastąpił spadek zakażeń z ponad 21 tysięcy pozytywnych testów dziennie jeszcze miesiąc temu, do zaledwie 3 tysięcy dziś Niesprawiedliwe traktowanie Przedstawiciele Izby zwrócili uwagę na fakt, że obecnie restauracje bez tzw. ogródków są dyskryminowane – dotyczy to...

otwarte restauracje 2021
ONS, AdobeStock
Newsy
Ewa Wachowicz powiedziała, co sądzi na temat otwartych restauracji. Jej słowa wywołały burzę w sieci
Zdesperowani restauratorzy zaczynają otwierać swoje lokale. Co sądzi na ten temat Ewa Wachowicz, która sama zarządza restauracją? Celebrytka nie przebierała w słowach.

Stwierdzenie, że pandemia koronawirusa dała restauratorom mocno w kość, jest ogromnym niedopowiedzeniem. Od pół roku obowiązuje praktyczny zakaz działalności lokali gastronomicznych, co dla większości restauratorów oznacza mocne zaciskanie pasa albo bankructwo. Niektórzy pomimo wydanych przez rząd rozporządzeń, otwierają swoje lokale. Co na ten temat sądzi jeden z polskich autorytetów kulinarnych - Ewa Wachowicz? Jej opinia wywołała różne reakcje. Problemy restauratorów Na mocy wydanych przez rząd rozporządzeń, restauratorzy mają zakaz prowadzenia swoich działalności. Nie mogą przyjmować gości w lokalu i dozwolona jest jedynie sprzedaż jedzenia na wynos oraz dostawy. Niestety, nie wszystkie restauracje mogą sobie pozwolić. Niektóre do czasu pandemii, praktycznie nie organizowały sprzedaży na wynos. Inne w internecie są zupełnie niewidoczne, ponieważ dotychczas doskonale prosperowały dzięki temu, że znajdują się w centralnych punktach miasta i goście przychodzą do nich z ulicy. Dotyczy to chociażby restauracji usytuowanych na starówkach albo w miejscowościach turystycznych. W dodatku, popularna forma dowozu, oferowana przez dostawców zatrudnianych przez niezależne od restauracji firmy, stanowi dodatkowy koszt dla restauratorów, którzy muszą płacić duże prowizje firmom dostarczającym zamówienia. Wszystko to sprawia, że niektórzy właściciele restauracji decydują się otworzyć swoje lokale. Dzieje się tak coraz częściej, ponieważ sądy umarzają sprawy wytaczane restauratorom przez Sanepid. Sędziowie opierają się na tym, że zakaz działalności restauracji jest niezgodny z obowiązującymi przepisami – zamknięcie lokali jest możliwe tylko przy wprowadzeniu stanu wyjątkowego, który w Polsce obecnie nie obowiązuje. Ewa Wachowicz o restauracjach Lekkie kontrowersje...

Surowe obostrzenia dla gastronomii
Adobe Stock
Newsy
Rząd po cichu przedłużył surowe obostrzenia dla gastronomii. Przedsiębiorcy protestowali w całej Polsce
Szykują się pewne zmiany w obostrzeniach dla gastronomii

Poszkodowana gastronomia Gwałtowny skok zachorowań na COVID-19 nie jest już dla nikogo zaskoczeniem. Kolejne liczby, rosnące w zaskakującym tempie, zmuszają do kolejnych cięć. Między innymi ucierpiała gastronomia.  Od 24 października obostrzenia dotyczące strefy czerwonej będą obowiązywać w całej Polsce. Dodatkowo rząd wprowadził nowe zasady bezpieczeństwa w zakresie edukacji, gospodarki oraz życia społecznego: objęcie nauczaniem zdalnym klas 4-8 szkół podstawowych – (szczegóły określi MEN w rozporządzeniu); w godzinach 8:00-16:00 obowiązek przemieszczania się dzieci do 16. roku życia pod opieką rodzica lub opiekuna; zawieszenie działania sanatoriów z możliwością dokończenia już  rozpoczętych turnusów; zawieszenie stacjonarnej działalności lokali gastronomicznych i restauracji przy dopuszczeniu prowadzenia działalności w zakresie dowozu lub na wynos; max. 5 osób spoza wspólnego gospodarstwa domowego podczas imprez, spotkań i zebrań w przestrzeni publicznej (z wyjątkiem spotkań służbowych). Dotyczy to także zgromadzeń w rozumieniu ustawy o zgromadzeniach publicznych; ograniczenie przemieszczenia się osób powyżej 70. roku życia – z wyłączeniem wykonywania czynności zawodowych, zaspokajania niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego czy też udziału we mszy świętej lub obrzędów religijnych. Swojego oburzenia nie kryją sami przedsiębiorcy, dla których nowe obostrzenia godzą bezpośrednio w biznes, a więc i sposób na życie Następnym razem proponujemy ogłosić przed północą, tak 10 minut przed. Przedsiębiorcy będą zachwyceni. – krytykuje termin wprowadzania nowych obostrzeń Stowarzyszenie Niskie Składki. Rząd szczególnie surowo potraktował...