42% Polaków chce wprowadzenia cen maksymalnych na żywność. Wyborcy tych 2 parii jako piersi mają dość.
Adobe Stock
Newsy

42% Polaków chce wprowadzenia cen maksymalnych na żywność. Wyborcy tych 2 partii jako piersi mają dość

Też uważacie, że wprowadzenie cen maksymalnych to dobry sposób na inflację? Wyjaśniamy, dlaczego wcale tak nie jest.

Inflacja w styczniu wyniosła już 9,4%. To oznacza, że poziom cen wzrasta szybciej niż przewidywali ekonomiści. Ludzie tak bardzo czują podwyżki na własnej skórze, że niektórzy mówią już „dość”. Oczekują, że rząd regulacją cen pomoże im w planowaniu codziennych wydatków.

Magda Gessler odpowiada na pytania

Polacy zwolennikami cen maksymalnych

Sondażownia UCE Research i Syno Poland, przeprowadziła na zlecenie Wyborcza.biz badanie, którego wyniki pokazały zmęczenie naszego społeczeństwa drożyzną i inflacją:

  • 41,7 proc. Polaków uważa, że rząd w obecnej sytuacji gospodarczej powinien wprowadzić ceny maksymalne na produkty spożywcze oferowane w sklepach
  • 35,2 proc. respondentów jest przeciwnego zdania
  • Co czwarty badany (23,1 proc.) kompletnie nie wie, czy ingerencja rządu w ceny coś zmieni

Krzysztof Zych z UCE Research nie dziwi się, że jest tak wielu zwolenników ręcznego sterowania gospodarką:

- Przewaga zwolenników tego rozwiązania mnie zupełnie nie dziwi. Polacy od dłuższego czasu są narażeni na drożyznę w sklepach i zwyczajnie mają tego dość.

Którzy wyborcy chcą interwencji rządu w ceny?

W badaniu określono także, zwolennicy, których partii politycznych chcieliby, żeby to rząd kontrolował ceny i na podstawowe produkty ustalał ceny maksymalne.

Zobacz także
Ultimatum dla sieci: obniżka cen albo kary. UOKIK już sprawdza ceny żeby mieć porównanie, ale sieci były sprytniejsze

Ultimatum dla sieci: obniżka cen albo kary. UOKiK już sprawdza ceny, żeby mieć porównanie

Sieci obniżają ceny i podnoszą pensje pracownikom. Ekonomiści .......Wiemy na czym w obec tego będą zarabiać i to nie jest dobra wiadomość.

Sklepy obniżają ceny. Ekonomista: „Koszty będą przeniesione na dostawców i inne kategorie produktów”

Doktor Krzysztof Łuczak z Grupy Blix, opracowującej aplikacje z kuponami zniżkowymi i rabatami komentuje, dlaczego zwolennicy większości partii politycznych chcieliby takiego rozwiązania: 

- Polacy bez względu na poglądy polityczne widzą co dzieje się sklepach. Z miesiąca na miesiąc jest coraz drożej i ciężko tego nie zauważyć. Nawet tym konsumentom, którym bliżej jest to rządowej strategii działania. To potwierdzają też wyniki powyższego badania.

Ale choć wyborcy większości tj. sześciu na siedem partii, są zwolennikami cen maksymalnych, to w czołówce znaleźli się wyborcy PSL i PiS, czyli prawdopodobnie najbiedniejsza część społeczeństwa:

  • PSL – Koalicja Polska – 52,3 % wyborców jest za cenami maksymalnymi
  • PiS – 47,7%
  • Koalicja Obywatelska – 38,5%
  • Konfederacja 34,4%

Ceny regulowane już mieliśmy. W PRL-u

Co oznacza ingerowanie rządu w rynkowe ceny produktów? To zawsze kończy się źle i to dla tych samych ludzi, których interwencja rządu miała uchronić przed inflacją.

O wprowadzeniu cen maksymalnych zaczęło się mówić po tym, jak 7 stycznia, wspomniał o tym Kazimierz Smoliński, poseł z ramienia PiS:

- Rząd chce wprowadzić ceny regulowane na niektóre produkty żywnościowe. Chcemy nawet wprowadzić ceny regulowane na podstawowe artykuły żywnościowe: chleb, cukier, mąkę, na takie rzeczy. Jeżeli inflacja będzie wzrastała, to nawet takie rozwiązanie może zostać wprowadzone.

Co prawda, niedługo potem poseł wycofał się z tego pomysłu stwierdzając, że to jego propozycja, a nie rządu, ale od tamtej pory w przestrzeni publicznej pojawia się temat „cen maksymalnych”.

Dlaczego jednak ekonomiście odradzają sterowanie gospodarka przy pomocy cen regulowanych? Gazeta.biz podaje prosty przykład:

- Jeśli sklep nie może sprzedać chleba drożej niż za 3 zł, a koszty surowców, produkcji, transportu i dystrybucji wynoszą 3,50 zł, to chleba ani nie opłaca się piec, ani nie opłaca się sprzedawać.

Konsekwencje tego są opłakane. Dla konsumentów, którzy są pozbawiani produktów pierwszej potrzeby i producentów, którzy w obliczu nieopłacalnej produkcji bankrutują.

Źródło: wyborcza.biz.pl

Orban - ceny regulowane. Czy jesteście za
Adobe Stock
Newsy
Czy ceny żywności w Polsce będą regulowane, jak w PRL-u? Przypominamy do czego to prowadzi
Victor Orban wprowadza na Węgrzech ceny regulowane. Czy Jarosław Kaczyński skopiuje węgierski bat na inflację?

Jarosław Kaczyński już wcześniej inspirował się pomysłami Victora Obrana, prowadzącymi do ograniczenia demokracji, podporządkowania sobie kolejnych aspektów funkcjonowania kraju, zarówno rynkowych, jak i społecznych. W podobny sposób zorganizował działania sądów, czy ograniczył prawa części obywateli. Czy wprowadzenie na Węgrzech cen regulowanych spowoduje, że i u nas zostanie wdrożona ta metoda kontrolowania rynku? Pomysł rządu na ceny regulowane przypomni Polakom PRL Ceny regulowane zostały wprowadzone w Polsce w 1953 r. Dekretem wydanym przez rząd została powołana do życia Państwowa Komisja Cen przy Radzie Ministrów i w ten sposób rozpoczęto prawie 30-letnie, ręczne sterowanie rynkiem w Polsce. W takim momencie przestaje istnieć gospodarka rynkowa, która jak stwierdzają ekonomiści, jest jak dotąd najlepszym regulatorem rynku jako wymyślono: - Gospodarka rynkowa to rodzaj gospodarki, w której decyzje dotyczące zakresu i sposobu produkcji podejmowane są przez podmioty gospodarcze kierujące się własnym interesem i postępujące zgodnie z zasadami racjonalności gospodarowania. - Podstawą podejmowania tych decyzji są informacje płynące z rynku, m.in. ceny dóbr i usług, ceny czynników wytwórczych, płace, stopy procentowe, stopy zysku, kursy papierów wartościowych, kursy walutowe oraz oczekiwania podmiotów gospodarczych co do kształtowania się wyżej wymienionych w przyszłości. Czy Kaczyński skopiuje pomysł Orbana i wprowadzi ceny regulowane w Polsce? Victor Orban zdecydował się wprowadzić na Węgrzech ceny regulowane na niektóre produkty. Będą to produkty żywnościowe pierwszej potrzeby jak: Mąka pszenna Mleko krowie o zawartości tłuszczu 2,8 proc. Cukier Olej słonecznikowy Udziec wieprzowy Piersi kurze. Maksymalne...

Suski nie wie, ile kosztuje kostka masła. Wygląda na to, że polityków PIS nie interesują rosnące ceny.
Instagram/TVN24/Pixabay
Newsy
Marek Suski nie wie, ile kosztuje kostka masła. „Nie znam cen, bo są paski”
To kolejny polityk partii rządzącej, który nie interesuje się tak zwykłymi sprawami, jak rosnące ceny żywności w sklepach. Jego tłumaczenie jest niedorzeczne.

Nie uważamy, że politycy muszą znać cenę każdego produktu, pewnie zakupy żywnościowe i tak robią ich żony. Jednak jeśli nie wiedzą ile trzeba zapłacić za chleb czy masło , jak bardzo rosną ceny i z jakimi problemami borykają się zwykli ludzie, to czy potrafią skutecznie rządzić i wyprowadzić kraj z rosnącej inflacji? Znajomość każdej ceny nie jest konieczna, ale brak orientacji o pogarszającej się sytuacji, w jakiej znalazły się polskie gospodarstwa domowe, to już poważny problem . Suski jak Morawiecki, kompletnie nie zna cen  Inflacja galopuje . Według Głównego Urzędu Statystycznego ceny w sierpniu wzrosły o 5,4% i inflacja jest w tej chwili najwyższa od 20 lat. Ceny żywności szybują także i na przykład zwykły, powszedni chleb w lipcu był najdroższy tego lata i kosztował aż 4,99zł, to najwyższa cena chleba od 10 lat. Do tego, choć przedstawiciele rządu uspokajają, że wzrost cen zahamuje na przełomie roku, to ekonomiści nie są już takimi optymistami i zapowiadają że spodziewane podwyżki kosztów paliw i energii, dalej pociągną ceny w górę. Premier Mateusz Morawiecki zapytany o ceny chleba, kluczył z odpowiedzią i widać było, że kompletnie nie wie ile trzeba zapłacić za bochenek. Wywołał przy tym wściekłość opinii publicznej, bagatelizując rosnące ceny i mówiąc, że nie ma się czym martwić, bo pensje rosną szybciej i Polacy mają na chleb. Tym razem poseł PiS Marek Suski został zapytany, w programie Gość Radia Zet, o cenę masła. Poseł nie tylko nie znał odpowiedzi, ale też w absurdalny sposób wyjaśniał, dlaczego. Suski: „Nie znam cen, bo są paski” Poseł PiS tłumaczył swoją nieznajomość cen tym, że nie kupuje pojedynczych produktów, tylko realizuje zakupy z całej listy przygotowanej przez żonę. Dodał też dość zaskakujący argument, że...

Żukowska o drożyźnie: moi wyborcy nie jedzą chleba, kupują bułki. Internauci kpią.
Instagram/anna_maria-zukowska, Adobe Stock
Newsy
Posłanka Lewicy zdradziła gusta swojego elektoratu? „Moi wyborcy nie jedzą chleba, kupują bułki”
Wystarczy jedna niefortunna wypowiedź polityka, a poważny temat zostaje skierowany na całkiem niepoważne tory. A ceny rosną bez żartów...

Anna Maria Żukowska, posłanka Lewicy, była rzeczniczka prasowa Sojuszu Lewicy Demokratycznej, brała udział w programie „Śniadanie Rymanowskiego w Polsat News i Interii”, a jej wypowiedź na temat rosnących cen wywołała rozbawienie komentatorów wszystkich opcji politycznych. Co takiego powiedziała? Czy wyborcy Lewicy naprawdę nie jedzą chleba? W programie „Śniadanie Rymanowskiego” wzięli udział politycy z różnych partii. Wszystko zaczęło się od pytania prowadzącego o to, czy zdaniem polityków chleb w Polsce rzeczywiście drożeje. Marcin Kierwiński z koalicji Obywatelskiej stwierdził, że za rządów PO-PSL Polacy mogli kupić więcej chleba niż obecnie, a posłanka lewicy odpowiedziała, że jej wyborcy nie kupują chleba, tylko bułki , czym wywołała salwy śmiechu. Moi wyborcy i wyborczynie, mam młodych wyborców, raczej nie kupują chleba, kupują bardziej bułki, bo nie chcą marnować żywności . Żyją w gospodarstwach jedno- dwu-osobowych i większość ich przychodów pochłaniają wynajem mieszkania, koszty, które musza wydatkować na mieszkanie. Te ceny też rosną. Rosną ceny podstawowych produktów. Wiemy, że jest nie tylko jeden rodzaj chleba, ale przeciętnie to jest między 5 a 7 zł za bochenek, kajzerka 35-40 groszy. Posłance chodziło co prawda o to, że kupując pojedyncze kajzerki zamiast bochenka chleba, można kupić dokładnie taką ilość pieczywa jaka jest w domu potrzebna i nic się nie zmarnuje. Dodała też, że ona właśnie tak robi, ale jej wypowiedź nie spotkała się ze zrozumieniem komentatorów i zarówno internauci, jak i politycy długo żartowali z niej po programie, w mediach społecznościowych. Kpiny internautów na temat wyznania Anny Marii Żukowskiej Ubawiło ich to, że tak dobrze zna preferencje swoich wyborców, że orientuje...

Zerowy VAT na żywność może działać odwrotnie. Możliwe, że obniżka przyniesie podwyżkę?
Adobe Stock
Newsy
Zerowy VAT na żywność może mieć odwrotny skutek. Czy możliwe, że ta obniżka przyniesie podwyżkę?
Jeszcze nie cieszcie się z zerowych stawek VAT na żywność. Eksperci ostrzegają.

Analitycy banku „ Credit Agricole" przewidują, że czasowe obniżenie do zera stawek VAT na żywność, w efekcie może wywindować ceny bardziej, niż wzrosłyby z powodu inflacji. Jak to możliwe? Czy obniżka VAT ograniczy wzrost cen produktów żywnościowych? Te cztery powody wymieniane w raporcie ekonomistów banku „ Credit Agricle" uzasadniają, dlaczego proponowana przez rząd PiS obniżka stawek VAT na artykuły żywnościowe, nie wpłynie na poprawę sytuacji konsumentów w sklepach: Obniżka VAT wpływa na ceny, gdy ma pobudzić popyt, a nie obniżyć inflację. Zostało to potwierdzone na dwóch rynkach: w Wielkiej Brytanii w latach 2008-2009 i w Niemczech w roku 2020. Udowodniono wówczas, że w sytuacji braku wystarczającego popytu, przedsiębiorcy, pod wpływem impulsu ze strony stawek VAT, są skłonni obniżyć ceny i nie podwyższać ich, gdy VAT wróci do poprzednich wysokości. Podobnym działaniem nie da się, zdaniem ekspertów, obniżyć inflacji. To kompletnie inny przypadek. Artykuły żywnościowe mają bardzo niskie marże. Inne badania pokazują, że firmy z niskimi marżami, nie mają tendencji do przeniesienia obniżki VAT na ceny. Mają natomiast skłonność do podnoszenia cen, gdy VAT wraca do normalnego poziomu. Rynek żywnościowy w Polsce charakteryzuje się dużą koncentracją. Prawie 60 proc. sklepów to markety wielkopowierzchniowe. Sieci wykorzystują w sytuacjach zmian swoją pozycję handlową. Porównywanie cen pomiędzy sklepami na rynku tradycyjnym jest utrudnione. Nie zadziała więc tu mechanizm obniżania cen, żeby zrównać je z cenami konkurencji. Szczególnie przy drobnych, codziennych produktach żywnościowych nie ma jak porównać cen wielu produktów w konkurencyjnych sklepach.  A nawet, jeśli klienci zauważą wyższą ceny we własnym sklepie...