hot-dog
pixabay
Newsy

4-letni chłopiec zmarł przez hot doga. Matka dziecka oskarża sklep

Straszna tragedia. Przez nieszczęśliwy wypadek dziecko zmarło.

Nawet pozornie niewinne i bezpieczne czynności mogą doprowadzić do śmierci. W Argentynie zmarł 4-letni chłopczyk po zjedzeniu hot doga. Jego zrozpaczona matka pozwała sklep, w którym kupiła feralny produkt, by uchronić innych ludzi przed niebezpieczeństwem.

Magda Gessler odpowiada na pytania

Nieszczęśliwy wypadek

W grudniu 2020 roku do szpitala w mieście Salta w Argentynie trafił chłopczyk z objawami silnego zatrucia pokarmowego. Pomimo wysiłków lekarzy dziecko zmarło. Jak do tego doszło? Jego matka opisała całą sytuację na swoim profilu w mediach społecznościowych. Twierdzi, że jej syn Elias zaczął nagle wymiotować i skarżyć się na silne bóle brzucha krótko po zjedzeniu hot-doga, którego kupiła mu w sklepie znajdującym się w okolicy. Zabrała go do szpitala, gdzie podano dziecku leki i odesłano do domu, zalecając odpoczynek. Niestety, stan chłopczyka się pogarszał – ból brzucha nie ustępował, a do tego dziecko cały czas wymiotowało i miało silną biegunkę. Kobieta pojechała więc ponownie do szpitala, gdzie jej syn został natychmiast przyjęty na oddział. Pomimo podjęcia intensywnej terapii, chłopiec zmarł po czterech dniach. Oficjalna przyczyna śmierci to ciężka niewydolność nerek.

Jednak matka Eliasa nie daje za wygraną. Oskarżyła właściciela sklepu, w którym kupiła hot-doga o sprzedawanie nieświeżej i zatrutej żywności. Twierdzi, że chłopiec zatruł się hot dogiem i zaraził adenowirusem i rotawirusem, w wyniku czego umarł.

Niebezpieczne wirusy

Rotawirusy, które według kobiety znajdowały się w hot dogu i były przyczyną śmierci jej dziecka, to jedne z najczęściej spotykanych wirusów odpowiedzialnych za ciężkie zatrucia pokarmowe u niemowląt i dzieci. Są bardzo niebezpieczne, ponieważ młode i delikatne organizmy dzieci nie mają na tyle siły, by samodzielnie zwalczyć wirusa. Z tego powodu konieczna jest jak najszybsza interwencja lekarska. Gdy tylko zauważycie niepokojące objawy u swojego dziecka, natychmiast udajcie się z nim do szpitala.

Opublikowany przez Sandrę Bautistą Środa, 23 grudnia 2020
Zmarła jedząc hot-dogi. Lekarze apelują, by nigdy nie robić 1 rzeczy
Pixabay
Newsy
Zmarła jedząc hot-dogi. Lekarze apelują, by nigdy nie robić 1 rzeczy podczas ich konsumpcji
20-letnia Madelyn „Madie” Nicpon, zmarła w wyniku zakrztuszenia się podczas konkursu jedzenia hot-dogów. Jak doszło do tej mrożącej krew w żyłach historii?

W ubiegłym tygodniu w USA doszło do niewyobrażalnej tragedii. Niespełna 20-letnia gwiazda lacrosse'u Madelyn „Madie” Nicpon, zmarla po tym, jak zadławiła się jedzeniem na konkursie jedzenia hot-dogów. Studentka biopsychologii na Uniwersytecie Tufts została przewieziona do szpitala w Bostonie, gdzie następnego dnia zmarła. Jak doszło do tej strasznej tragedii? Zadławiła się hot-dogami Madelyn „Madie” Nicpon była szkolną gwiazdą lacrosse'u. W ubiegłym tygodniu w jej szkole zorganizowano zbiórkę na cele charytatywne, podczas której odbył się konkurs w jedzeniu hot-dogów. To niezwykle popularna w Stanach Zjednoczonych rywalizacja, podczas której uczestnicy starają się zjeść jak najwięcej hot-dogów. Jedną z osób biorących udział w wydarzeniu była właśnie Madie. Podczas szybkiego pałaszowania fast foodów, 20-latka nagle straciła przytomność i osunęła się na ziemię. Wokół dziewczyny natychmiast zgromadzili się jej przyjaciele, którzy rozpoczęli procedury ratujące życie. Na miejsce zdarzenia została też wezwana karetka, która przewiozła Madie do szpitala. Mimo wysiłków lekarzy, dziewczyna następnego dnia zmarła. Czy dało się jakoś tego uniknąć?         Wyświetl ten post na Instagramie                       Post udostępniony przez Tufts Lacrosse (@tufts_lacrosse) Przyczyny niebezpiecznych zadławień W 2019 roku w Stanach Zjednoczonych odnotowano 5228 zgonów z powodu zadławienia. Śmierć z powodu zadławienia jest częstsza wśród osób starszych, które mają trudności z...

Dziecko w szafie
Adobe Stock
Newsy
Trudno powstrzymać łzy. Wyrodna matka głodziła swoją córeczkę. Przeżyła dzięki braciszkowi
Zdjęcie zagłodzonej półrocznej dziewczynki z Rosji w mgnieniu oka obiegło cały świat. Niewiarygodnie tragiczna historia wstrząsnęła ludźmi.

37-letnia Julia pochodząca z Karpińska w Rosji jest matką trójki dzieci. Jak donoszą polskie media, ostatnią córeczkę urodziła w kwietniu tego roku. Niestety, o tym fakcie nie wiedział nikt poza nią i mężem, który gdy dowiedział się o ciąży odszedł od kobiety twierdząc, że dziecko nie jest jego.  Julia została więc sama z brzuchem i dwójką małych dzieci: 3-letnią córką i 12-letnim synem. Ten stan rzeczy sprawił, że podjęła decyzję, która mogła okazać się naprawdę tragiczna w skutkach. Kobieta udawała, że to nie jej dziecko 37-latka przez całą ciążę nie konsultowała się z żadnym lekarzem . Na czas porodu, który przeprowadziła samodzielnie w domu, wysłała dwójkę swoich dzieci do babci. Kiedy wróciły, po porodzie nie było już ani śladu. Jednak w mieszkaniu pojawiło się dziecko.  Kobieta wytłumaczyła, że to niemowlak koleżanki , którym musi się zająć zaledwie przez kilka dni. Po upływie tego czasu dziecko zostało schowane do szafy. Przyjaciółki ruszyły na pomoc Niemowlę uratowały przyjaciółki 37-latki, które spontanicznie postanowiły odwiedzić kobietę. Mimo początkowych oporów, zostały wpuszczone do jej domu. Wizyta nieco się przeciągnęła. Popijając drinki kobiety usłyszały niepokojące dźwięki. Julia zbagatelizowała ten fakt mówiąc, że to lalka 3-letniej córki. Intuicja nie pozwoliła jednak na spokojne kontynuowanie spotkania. Jedna z kobiet postanowiła wyciągnąć 37-latkę na papierosa. W międzyczasie druga przeszukała mieszkanie. Kiedy otworzyła szafę zamarła…  Matka głodziła swoją córeczkę W niewielkiej torbie sportowej leżało… dziecko. Przyjaciółki natychmiast zawiadomiły o tym fakcie policję. Okazało się, że dziewczynka mieszkała w szafie przez...

Kiedyś wszyscy go zbierali. Dziś uważa się ten grzyb za trujący. Jedliście go?
Pixabay
Newsy
Kiedyś wszyscy go zbierali. Dziś uważa się ten grzyb za trujący. Jedliście go?
Grzyb ten był kiedyś uznawany za jadalny. Z biegiem lat zaczęto o nim jednak mówić, że jest trujący. Jak wygląda olszówka i dlaczego lepiej jej nie jeść?

Olszówka robiła w latach 60. prawdziwą furorę na polskich stołach. Grzyb ten był uznawany za jadalny i chętnie go wówczas spożywano. Z czasem stwierdzono, że lepiej go nie jeść, ponieważ może on mieć trujące właściwości. Co sądzą na ten temat eksperci? Dlaczego olszówka jest już grzybem trującym? Olszówka (Paxillus involutus) – to grzyb, który bardzo przypomina mleczaja i rydza. W odróżnieniu od nich jest on jednak niejadalny. Jak to się stało, że Polacy kiedyś się nim zajadali? Olszówka, czyli Paxillus involutus, to grzyb, który jest w Polsce niezwykle pospolity. Możemy go znaleźć właściwie w każdym lesie. Jest to również grzyb, który występuje dość długo w czasie sezonu, czyli wówczas, gdy już zaczyna brakować podgrzybków i borowików. Pojawia się i długo utrzymuje jeszcze w listopadzie. Jest to grzyb dobry w smaku, duży, mięsisty, robaczywieje umiarkowanie. Ponieważ nie powodował natychmiastowych bólów brzucha i typowych objawów zatrucia, był bardzo długo uznawany za grzyb jadalny. Ludzie go jedli dość często aż do lat 60. i najczęściej nie mieli żadnych reperkusji zdrowotnych - powiedziała w wywiadzie dla WP, dr hab. Marta Wrzosek z Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego, która jest rzeczniczką Polskiego Towarzystwa Mykologicznego. Jak się okazuje, w pewnym momencie grzyb ten zaczął budzić spory niepokój. Zaczęto nawet mówić o tym, że może on rozkładać czerwone krwinki: Mowa o objawie alergicznym, który łączy się z rozkładem czerwonych krwinek. Ten bardzo groźny objaw, który może być zagrażający życiu, jest związany z kumulacją w naszym ciele toksyn, które są zawarte w olszówce. Okazało się, że substancja zwana inwolutyną, jeśli została spożyta,...

Kotlety
merrimonc/Adobe Stock
Newsy
2-letni chłopiec zjadł mięso z popularnego sklepu. Tragiczny finał historii
Smutne wieści z Francji. Tragicznie skończyło się zjedzenie zepsutego mięsa ze znanego niemieckiego marketu przez 2-letnie dziecko.

Korzenie tej długiej, dramatycznej historii sięgają 2011 roku. 2-letni wówczas Nolan Moittie zjadł wtedy na obiad zwykły, mrożony kotlet zakupiony w sieci Lidl. Po czasie okazało się, że felerne mięso zawierało w sobie bakterie E. coli.  Chłopiec zatruł się i na efekty nie trzeba było długo czekać. Postępująca choroba Szybko okazało się, że bardzo mocno ucierpiały wrażliwe nerki francuskiego dziecka. Chłopiec zapadł na chorobę zwaną zespołem hemolityczno-moczniowym. Ta przypadłość charakteryzuje się ostrym uszkodzeniem nerek i zaburzeń składu krwi, który nieuchronnie prowadzi do anemii. Na tę chorobę zapadają zwykle niemowlęta i małe dzieci. W przypadku dorosłych choroba ma jeszcze ostrzejszy przebieg. Mały Nolan dorastał wraz z postępującą chorobą. Z czasem zaczęły mu towarzyszyć poważne neurologiczne powikłania wynikające ze wspomnianego zespołu hemolityczno-moczniowego. Chłopiec z roku na rok stawał się coraz mniej sprawny, a wreszcie, pod koniec swojego krótkiego życia był  zupełnie sparaliżowany. Nolan wówczas nie mógł już także mówić. Sprawiedliwości szukali w sądzie Po ośmiu lat cierpienia, chłopiec zmarł. Jak powiedziała mediom adwokat rodziny Moittie, pani Florence Roult, rodzice chłopca przeżyli razem wiele ciężkich prób: – Chłopiec po prostu umierał na ich oczach raz po raz. Sprawa, jak można się domyślać, miała swój finał w sądzie. Na ławie oskarżonych zasiadł Guy Lamorlette, szef firmy Seb-Corf, dystrybutor mrożonych kotletów, które nieszczęśliwie spożył 2-letni Nolan. Mężczyzna usłyszał wyrok 3 lat więzienia za nieumyślne spowodowanie śmierci dziecka. Przedsiębiorca dostał także zakaz prowadzenia działalności gospodarczej i nakaz wypłaty odszkodowania rodzinie Moittie. Biznesmen zapowiedział wniesienie apelacji....