głód
AdobeStock
Newsy

2021 rok będzie najgorszym rokiem w historii? „Według ONZ, głód może grozić milionom ludzi”

Koronawirus to nie tylko przepełnione szpitale i problemy ze znalezieniem pracy. Najbiedniejsze państwa świata przeżywają teraz jeden z największych kryzysów, a milionom ludzi grozi śmierć z powodu głodu.

Trwająca pandemia koronawirusa obróciła nasze życie do góry nogami. Musieliśmy zmienić swoje przyzwyczajenia i dostosować się do nowej sytuacji. Wszędzie nosimy maseczki, odsuwamy się od siebie, żeby się nie zarazić i nieustannie martwimy się o zdrowie nasze oraz naszych rodzin. Wiele osób traci pracę i martwi się, za co wyżywią siebie i swoich bliskich. Sytuacja w biednych krajach jest jednak jeszcze bardziej dramatyczna!

Magda Gessler odpowiada na pytania

Klęska głodu

Wszystkie kraje zostały dotknięte przez pandemię. Gospodarki wielu państw są w tragicznym stanie i ekonomiści biją na alarm, że czeka nas taki kryzys gospodarczy, jakiego jeszcze nie widzieliśmy. To nie jedyny problem – państwa rozwijające się stoją przed widmem śmierci głodowej wielu milionów ludzi. Jeszcze przed pojawieniem się koronawirusa, ich mieszkańcy mieli bardzo ciężko, a teraz ma być jeszcze gorzej. ONZ szacuje, że w 2021 roku głód dotknie aż 270 milionów ludzi! Wielu z nich umrze nie tylko z powodu samego głodu, ale także z braku odpowiedniej opieki medycznej.

Pomoc dla najuboższych

Już teraz pojawiają się głosy, że w najbiedniejszych krajach poziom opieki zdrowotnej jest taki niski (lub nie ma jej wcale), że w ciągu najbliższego pół roku z powodu braku pomocy lekarskiej umrze 1,5 miliona dzieci! Szef WFP, czyli Światowego Programu Żywnościowego, ostrzega przed zbliżającym się kryzysem i apeluje o jak najszybszą interwencję, która miałaby polegać głównie na takim zaplanowaniu budżetu pomocowego na przyszły rok, by zapobiec nadciągającej katastrofie. Okazuje się bowiem, że większość pieniędzy została już wydana na walkę z koronawirusem i wiele wskazuje na to, że najgorsze dopiero przed nami.

 

Źródło: wfp.org

koronawirus obostrzenia 2021
AdobeStock
Newsy
Rząd rozważa wprowadzenie dużych obostrzeń zaraz po świętach. Podano jakie
Prawdopodobnie czekają nas nowe obostrzenia zaraz po świętach. Rządzący zdradzają, które branże dotkną nowe ograniczenia.

Choć wydawać by się mogło, że najgorsze już za nami i pandemia koronawirusa bardzo powoli, ale jednak się zmniejsza, to rządzący twierdzą wręcz przeciwnie. Z tego powodu szykują nowe obostrzenia, które mają obowiązywać po świętach. Mamy się czego bać? Nowe obostrzenia Powody, dla których rząd chce dodatkowo zaostrzać obowiązujące już zasady są dwa. Pierwszy to fakt, że aktualne obostrzenia utracą ważność z dniem 27 grudnia. Zostały ustalone z myślą o świętach, dlatego po zakończeniu tychże przepisy tracą ważność. Z tego też powodu rząd zastanawia się nad obostrzeniami na Sylwestra (choć można zapytać dlaczego nie zrobił tego wcześniej i nie przedłużył ich do końca roku). Natomiast drugą kwestią jest fakt, że jesteśmy coraz bliżej szczepień przeciwko koronawirusowi. Rząd twierdzi, że aby szczepionka była skuteczna, to społeczeństwo musi być zdrowe przed jej przyjęciem i właśnie dlatego szykuje dla nas nowe obostrzenia. Szczepionka na Covid Plan rządu to zaszczepienie jak największej liczby ludzi tak, by nasze społeczeństwo zyskało odporność na koronawirusa. Aby tak się stało, osoby przyjmujące szczepionkę muszą być całkowicie zdrowe w chwili podawania zastrzyku (tak, jak ma to miejsce w przypadku innych szczepień). Tak właśnie rządzący argumentują swoje plany na nowe przepisy, które mają obowiązywać po świętach. A te zakładają całkowite zamknięcie branży hotelarskiej i być może powrót ograniczeń w handlu. Dotychczas można było skorzystać z hotelu podając jako powód przyjazdu podróż służbową. Rząd chce ukrócić takie praktyki i być może zamknąć hotele całkowicie. Dla kogo szczepionka? W pierwszej kolejności zaszczepieni zostaną pracownicy służb medycznych i wojska oraz osoby najbardziej zagrożone zarażeniem koronawirusem, czyli mieszkańcy domów opieki oraz...

Ten produkt GMO uratował miliony dzieci przed ślepotą. Znacie tę historię? – złoty ryż, ryż wzbogacony o beta karoten
Pixabay
Newsy
Ten produkt GMO uratował miliony dzieci przed ślepotą. Znacie tę historię?
Poznajcie tę niezwykłą historię. Nauka może czynić cuda!

GMO, czyli żywność modyfikowana genetycznie kojarzy się niektórym z czymś niezdrowym, sztucznym i tym, czego należy unikać. Okazuje się, że GMO to metoda, która może dać naprawdę wiele dobrych dla świata i ludzkości efektów. Poznajcie historię powstania złotego ryżu, który uratował miliony dzieci przed ślepotą, a nawet śmiercią. Monotematyczna dieta W wielu krajach rozwijających się podstawowym pożywieniem jest ryż. Miska gotowanego ryżu to śniadanie, obiad i kolacja. Niestety, ryż sam w sobie nie ma zbyt wielu wartości odżywczych. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do bardzo urozmaiconej diety. Mamy dostatek kasz, ziemniaków, chleba oraz mnóstwo dodatków. Jesteśmy w uprzywilejowanej pozycji. W niektórych krajach uprawiany jest jednak naprawdę tylko biały ryż . Biały ryż faktycznie syci, więc zapewnia przetrwanie. Niestety, nie dostarcza wystarczającej ilości minerałów i witamin, by osoby jedzące tylko ryż mogły rozwijać się zdrowo. Odbija się to szczególnie na zdrowiu dzieci. Niedobory u dzieci z krajów rozwijających się Chodzi o niedobór karotenu, czyli rodzaju witaminy A. Przy niedoborach witaminy A może pojawiać się tak zwana kurza ślepota, czyli niezdolność do dobrego widzenia po zmierzchu. Witamina A ma ogromny wpływ na wzrok dzieci i dorosłych. Niestety, w wielu krajach to bardzo powszechny problem prowadzący nawet do śmierci milionów dzieci rocznie. Rozwiązanie problemu dzięki GMO – niesamowita historia Naukowcy postanowili znaleźć rozwiązanie tego problemu. Na początku rozważano popularyzację w tych krajach spożycia warzyw i owoców bogatych w witaminę A. Myślano nad tym, by rozdać nasiona marchwi, nauczyć rolników jej uprawy i zachęcać do spożycia. Realia są jednak zupełnie inne. Wiele z tych osób nie może pozwolić...

ostałowska
ONS
Newsy
Dramatyczna sytuacja gwiazdy „M jak miłość”.  Przez pandemię ledwo wiąże koniec z końcem
Przez pandemię koronawirusa wielu artystów znalazło się w trudnej sytuacji. Gwiazda serialu wyznaje, że jest jej naprawdę ciężko.

Pandemia koronawirusa bardzo poważnie uderzyła we wszystkie sfery naszego życia. Pogarsza się nasze zdrowie psychiczne, martwimy się o siebie i bliskich, a na domiar złego sytuacja na rynku pracy jest bardzo trudna. Ludzie tracą premie, dodatki do pensji lub w ogóle zostają pozbawiani zatrudnienia, a firmy wstrzymują przyjęcia nowych pracowników. Jak w tej sytuacji odnajdują się artyści? Ciężki żywot artysty Trudna sytuacja gospodarcza nie oszczędza nikogo – także artystów. Znana z grania w serialu „M jak miłość” Dominika Ostałowska jest na skraju załamania. Przez pandemię zdjęcia do serialu zostały wstrzymane, podobnie jak przedstawienia teatralne, w których aktorka występowała przed nałożeniem obostrzeń na teatry. Teraz Ostałowska ma duże problemy finansowe i z trudem może utrzymać siebie i swojego syna. Dużo energii kosztuje mnie, żeby utrzymać się psychicznie "ponad poziomem wody". Staram się robić rzeczy, które sprawiają nam jakąś drobną przyjemność, tak żeby nie stracić już resztek optymizmu – wyznaje aktorka w gazecie „Dobry Tydzień”. Aktorzy w trakcie pandemii Ostałowska podobnie jak większość polskich aktorów zarabia na życie grając w telewizyjnych produkcjach oraz na deskach teatru. Myśląc o aktorach mamy przed sobą twarze znanych hollywoodzkich gwiazd, które prowadzą luksusowe życie w swoich wartych wiele milionów willach. Jednak polska rzeczywistość jest zupełnie inna – przeciętna pensja aktora nie różni się wiele od wynagrodzenia pracownika korporacji. W trudnej sytuacji są tacy artyści, jak Ostałowska, którzy skupiają się na swojej pracy i nie są tak obecni w życiu publicznym, jak inni aktorzy o statusie celebrytów, którzy mogą dodatkowo zarobić na występowaniu w reklamach. Myślicie, że sytuacja się...

Mity o koronawirusie
Pixabay
Zdrowie
Najpopularniejsze mity dotyczące COVID-19! Prawda może niektórych zaboleć!
Pojawił się „znikąd”. Na początku zarówno lekarze, jak i rządzący nie wiedzieli nic: czym jest, jak go leczyć, jak się objawia, jak się rozprzestrzenia. Ludzie zaczęli więc spekulować i tworzyć liczne mity na jego temat! Dzisiaj już wiemy, jaka jest prawda.

Przerażenie i wszechobecna dezinformacja sprawiły, że ludzie zaczęli tworzyć liczne historie na temat pandemii koronawirusa. Kto nie słyszał choć raz, że to spisek, który ma sprawić, że słabsza część społeczeństwa umrze, ten musiał nie mieć internetu. Od podobnych mitów wręcz huczało. Przecież "to tylko grypa" Choć koronawirusa i grypę wiele łączy, naukowcy i lekarze wciąż podkreślają, że nie należy ich ze sobą mylić. Podstawową i najgroźniejszą różnicą jest fakt, że na grypę jest szczepionka, a na koronawirusa nie. Dlatego tysiące ludzi w Polsce wciąż na niego choruje i umiera. Mało tego, lekarze ostrzegają, że w czasie zimy choroby mogą zaatakować razem, co będzie niesamowicie groźnym zjawiskiem. Odporność zbiorowa Niektórzy twierdzą też, że kiedy większość ludzi zachoruje na COVID-19, a następnie się z niego wyleczy społeczeństwo zacznie być odporne na wirusa. To jednak tak nie działa. Nikt nie wie, czy powrót do zdrowia będzie długotrwały, czy choroba nie wróci nawet do tych, którzy ją przeszli. Dystans fizyczny osłabia organizm Są też tacy, którzy twierdzą, że zachowywanie dystansu społecznego osłabia odporność na choroby. To jednak nieprawda. Dystans społeczny to coś, co od wieków chroni ludzi przed różnego typu zakażeniami. Nie bez powodu zostajemy w domu, kiedy gorzej się czujemy, nie chodzimy do pracy, nie odwiedzamy znajomych. Wszystko po to, aby nie zarażać. "To przez 5G" 5G to technologia piątej generacji pozwalająca na szybszy i bardziej jakościowy przepływ danych pomiędzy urządzeniami. Do tej pory nikt nie znalazł dowodów na to, by miała ona jakikolwiek wpływ na częstotliwość i transmisję wirusów. Po co te maski? Niektórzy uważają też, że noszenie masek szkodzi naszemu zdrowiu i...